Ruszyły play-offy. Jastrzębski Klub Hokejowy GKS Jastrzębie o awans do kolejnej rundy powalczy z nowotarskimi „Szarotkami”, które po tytuł mistrza Polski sięgnęły aż osiemnaście razy. Podhale przystępuje do tej rywalizacji z bonusem, co oznacza, że do awansu potrzebne są im tylko dwa zwycięstwa. Jednak podopieczni Wojciecha Matczaka nie składają broni. - Na tym etapie nie ma łatwych przeciwników. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę – mówi szkoleniowiec jastrzębskiego GKS-u. - Moim zdaniem jesteśmy w stanie z nimi powalczyć i na pewno nie powinniśmy stawać do tych spotkań ze straconej pozycji – dodaje
Wyniki losowania par pierwszej rundy play-off wszyscy znamy. Trafiliśmy na drużynę z Nowego Targu, z którą przyszłoby nam się zmierzyć nawet bez losowania...
Wojciech Matczak - Dokładnie, trafiliśmy na Podhale i jest tak, jak miało być, czyli sprawiedliwie.

Tej drużyny bez wątpienia nie można zaliczyć do zbyt łatwych...
- Na tym etapie nie ma łatwych przeciwników. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Wrócę do tego, o czym już kiedyś wspominałem, że czekają nas ciężkie chwile, bo nie ma słabych rywali. Jednak nie chciałbym, żeby to było odbierana jako usprawiedliwienie dla mojej osoby czy całej drużyny. Na pewno dla chłopaków ważne jest teraz również wsparcie kibiców, więc gdyby liczniej stawili się na te najbliższe mecze, byłoby im łatwiej. Trzeba podkreślić, że Jastrzębie ciągle idzie do przodu, robi postępy. W minionym sezonie nie dostało się do „szóstki”, w tym udało się to osiągnąć. Pomimo tego, ciągle musimy liczyć się z tym, że cały czas się uczymy. Ta nauka wymaga wiele pracy, poświęcenia i w pewnym sensie również cierpienia. Ten, kto na hokeju się nie zna, bo jest przypadkowym widzem, mógł sobie pomyśleć, że skoro już jesteśmy w tej „szóstce”, to zwojujemy całą ligę i będziemy zajmować czołowe miejsca w tabeli... Niestety, nasze miejsce tak naprawdę jest tam, gdzie znajdujemy się obecnie, czyli 5-6 lokata.
W Nowym Targu trzeba będzie wygrać przynajmniej jedno spotkanie, aby kibice mogli zobaczyć rywalizację pomiędzy JKH GKS a Podhalem na własnym lodowisku.
- Play-offy są to takie rozgrywki, w których czasami, wbrew temu co wszyscy fachowcy sądzą, zdarzają się niespodzianki. Na przykład w Szwajcarii w poprzednim sezonie ostatnia drużyna wygrała z pierwszą i w ten sposób wyeliminowała ją z play-offów. Wszystko jest możliwe. Już wcześniej mówiłem, że właśnie ta część rozgrywek jest dla nas najważniejszym celem. W Nowym Targu na pewno będziemy starali się coś ugrać, żeby wrócić z Podhalem na mecze do Jastrzębia. Mam nadzieję, że na tym nie poprzestaniemy. Jesteśmy w stanie powalczyć z Nowym Targiem. Na tą chwilę nasze szanse wynoszą 50 na 50. Wystarczy przypomnieć sobie nasze ostatnie spotkania... Wyniki tych meczów dowodzą, że nie powinniśmy się tego rywala tak bardzo obawiać. Wynik w Nowym Targu 4:4 i przegraliśmy w karnych. Następne spotkanie, przegrane jedną bramką 2:3, w którym byliśmy drużyną równorzędną, a momentami nawet lepszą. Kolejne spotkanie na naszym lodowisku wygrane 7:4, a później przegrane 4:6, gdzie ostatni gol wpadł do pustej bramki. Aczkolwiek tamten mecz nie układał nam się od samego początku. Przegrywaliśmy wysoko, ale zaczęliśmy gonić wynik, ale zbyt późno. Moim zdaniem jesteśmy w stanie z nimi powalczyć i na pewno nie powinniśmy stawać do tych spotkań ze straconej pozycji.

Co należałoby poprawić w grze jastrzębskiego GKS-u przed tą najważniejszą częścią sezonu?
- W tej chwili na pewno nic wielkiego już nie natrenujemy. Teraz możemy poprawić jeszcze naszą grę w przewagach. Czasu pozostało niewiele, więc będą to raczej drobne poprawki. Natomiast bardzo wiele można zmienić w głowach i psychice zawodników, bo właśnie to będzie najważniejsze w tych spotkaniach. Jeśli tego zabraknie, to bardzo trudno będzie o zwycięstwo. Często zdarza się, że zawodnicy, którzy w sezonie zasadniczym byli podporą drużyny, w play-offach są nie do poznania i nie nadają się do gry. W tej sytuacji człowiek musi być naprawdę mocny psychicznie, bo gra się tylko kilka spotkań i to zwycięzca przechodzi dalej. Pamiętam takie sytuacje, gdzie drużyna w polskiej lidze w grze do czterech zwycięstw prowadziła już 3:0, a rywalizacja zakończyła się 3:4. Dlatego wiarę w wygraną trzeba mieć do ostatniej sekundy.