Prezentacja drużyny GKS Jastrzębie, która miała miejsce na Hali Omega przy okazji turnieju kibiców Hoolik 2010, spotkała się z nadspodziewanie dużym odzewem. Na niewielkich trybunach stłoczyło się około tysiąca sympatyków zielono-czarno-żółtych i stworzyło niesamowitą atmosferę. Doping przypominał chwile, gdy Gieksa walczyła w I i II lidze z Widzewem Łódź, Polonią Warszawa, Lechią Gdańsk, Śląskiem Wrocław, GKS Katowice czy Arką Gdynia, a na trybunach przy Harcerskiej gromadziły się wielotysięczne tłumy.
Dziś sytuacja jest inna. Pozostali najwierniejsi. I właśnie oni stworzyli piękną atmosferę futbolowego święta. Jednym z tych piłkarzy, którzy mieli okazję bezpośrednio obserwować zarówno piękne, jak i te gorsze chwile naszego klubu, jest Witold Wawrzyczek. Kapitan i asystent trenera Jana Furlepy. Popularny "Gitara", który dołączył do GKS Jastrzębie przed czterema laty, jest od dawna jednym z ulubieńców sympatyków Gieksy. Wobec ogłuszającego dopingu na Omedze stwierdził, że z takim wsparciem kibiców nasza drużyna na pewno się utrzyma.
- Jak Witold Wawrzyczek ocenia styl prezentacji drużyny i jej przyjęcie przez kibiców?
Witold Wawrzyczek - Bardzo pozytywnie. To było naprawdę bardzo miłe przyjęcie. Z naszej strony chyba też sprawnie to poszło.
- Zdążyliście już odpocząć po zgrupowaniu w Turcji?
- Odpocząć to może za duże słowo, bo trener dał nam dwa spokojniejsze dni, ale potem należało przygotowywać się dalej. Na pewno jest nad czym pracować. Wiemy jaka jest sytuacja. Został nam tydzień do startu ligi. Zamiast meczu z Jeziorakiem Iława zagramy w Sosnowcu z Zagłębiem (rozmowa miała miejsce przed wyjazdem do Sosnowca, GKS przegrał 0:2 - przyp. red.). Cóż, czas startować. Mam nadzieję, że to wszystko dojdzie do skutku.
- Od kilku tygodni GKS Jastrzębie ma nowego drugiego trenera.
- Tak, ale "drugi trener" to jednak za dużo powiedziane. Trochę pomagam trenerowi Janowi Furlepie. Poprosił mnie o to, więc zgodziłem się. Podkreślam jednak, że wszystkim dowodzi Jan Furlepa. Ja spełniam rolę "prawej ręki" naszego szkoleniowca. Jestem jednak również zawodnikiem i nadal będę pomagał kolegom na boisku.
- W jednym z wywiadów Jan Furlepa powiedział, że wiosną Pana nie poznamy.
- Rzeczywiście, była taka sytuacja. Chodziło o to, że zrzuciłem sporo wagi (śmiech). Trener jest ze mnie zadowolony. Ja również nie ukrywam zadowolenia z siebie w tym aspekcie. Włożyłem w to sporo wysiłku. Ale dzięki temu czuję się naprawdę dobrze. Warto było.
- W naszej drużynie przybyło w tym sezonie sporo młodych zawodników. Jak reagują na człowieka, który występował w Bundeslidze i zdobywał Puchar Polski? Starszy kolega czy "pan"?
- Występuję w Jastrzębiu już kilka lat, więc trochę czasu minęło. Nie ma sytuacji, że którykolwiek z kolegów mówi przez "pan". Nie chciałbym, aby tak to traktowano. Na pewno jestem tu rzeczywiście starszym kolegą, ale jesteśmy wszyscy na "ty". Nie widzę przeciwskazań, aby było tak dalej.
- Utrzymamy się?
- Myślę, że tak. Będziemy o to walczyć, bo co nam pozostało? Jesteśmy na dole tabeli, ale strata do bezpiecznej strefy nie jest aż taka wielka. Najważniejszy będzie początek. Trzy pierwsze spotkania zadecydują o wielu kwestiach. Musimy uzyskać jak najlepsze rezultaty. Siedem punktów w tych meczach to byłby bardzo dobry wynik. Trzeba walczyć.
- Na koniec pytanie bliskie sercu. Które miejsce zajmie Ruch w ekstraklasie?
- Ruchowi życzę jak najlepiej. Spędziłem tam piękne chwile i czułem się tam świetnie. W trakcie moich występów w Chorzowie zdobyliśmy Puchar Polski oraz wywalczyliśmy awans do ekstraklasy. Chciałbym, aby Ruch był jak najwyżej. Marzyłoby się nawet pierwsze miejsce, ale wiadomo, że to będzie twarda walka do końca. Jest Legia i Wisła. Jest też Lech. Być może ktoś jeszcze dołączy do rywalizacji o mistrzostwo. Będę trzymał kciuki za jak najwyższe miejsce "Niebieskich".
Fot: Jan Kalinowski (baron) / gksjastrzebie.com