Dzisiaj jest: niedziela, 31 maja 2020   Imieniny: Aniela, Marietta

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A mury runęły

Duma i prawda

W Sierpniu 1980 roku wszystko się zmieniło. W Jastrzębiu Zdroju, zaprojektowanym jako wzorowe socjalistyczne osiedle z dostępem do wszelkich wygód dla klasy robotniczej, wybuchł protest. To nie Gdańsk czy Szczecin ze swą wielowiekową i skomplikowaną historią. To nawet nie Katowice, które rozrosły się w wyniku późnych odprysków rewolucji przemysłowej i XIX-wiecznego kapitalizmu. Jastrzębie Zdrój, z cała swoją specyficzną społecznością, przybyłą z niemal każdego zakątka Polski, stało się jednym z katalizatorów zmian, których efekty widzimy po dziś dzień.

Człowiek cudem przeniesiony z 1980 do 2010 roku doznałby bez wątpienia szoku. Za wschodnią granicą nie ma Związku Radzieckiego, a za zachodnią są zjednoczone Niemcy. Na samej granicy nikt już nie rewiduje za przewiezienie paru bananów dla dzieci na święta. Nie ma Urbanów, Gierków i Jaruzelskich, choć niektórzy publicyści oraz politycy do dziś biją im pokłony i potrafiliby "zagrać Rejtana" w ich obronie. Ale nikt nie napisał w konstytucji z 1997 roku, że w Polsce nie można być głupkiem. Można. Więc niech z tego prawa korzystają. Tekst niniejszy powstaje z pomocą komputera, którego osiągi (obecnie zupełnie nieciekawe) w tamtych czasach przydałyby się zapewne każdej armii świata. Ot, trzydzieści lat. Niby osiągnęliśmy tak wiele. Dlaczego zatem jedną z najlepszych metafor ostatnich dekad pozostaje rysunek Marka Raczkowskiego, na którym protestujący tłum niesie tylko jeden transparent z widniejącym na nim najbardziej popularnym polskim przekleństwem?

Dziś wielu stara się umniejszyć rolę wydarzeń, jakie miały miejsce w sierpniu 1980 roku. Mówią, że jako Polacy nie mamy się czym chwalić. Bo do NSZZ Solidarność nie należało 10 mln ludzi, bo protesty wynikały nie z woli demokratyzacji, ale z braku kiełbasy, bo jeden z drugim tu i tam. Słuchając niektórych głosów można naprawdę uwierzyć, że komunę obalił Lech Wałęsa z rodziną i generałem, a reszta mu tylko przeszkadzała. Nikt nie chce zwrócić uwagi na pewien ciekawy fakt historyczny. Otóż bunty w podporządkowanych Związkowi Radzieckiemu państwach Europy Środkowej wybuchały dokładnie co dwanaście lat. Najpierw Węgrzy w 1956 roku zbuntowali się przeciwko Sowietom, na co ci zareagowali brutalnie tłumiąc powstanie w Budapeszcie i przypominając Bratankom, kim był Iwan Paskiewicz, głównodowodzący wojsk rosyjskich duszących węgierską wiosnę ludów w 1849 roku. W 1968 roku podobna sytuacja miała miejsce w Czechosłowacji, choć tym razem obyło się bez licznych ofiar. Nasi południowi sąsiedzi tradycyjnie policzyli siły przed starciem i nie pozwolili się zmasakrować. Dwanaście lat później katalizatorem protestów stała się Polska. Stronnicy generała w czarnych okularach w tym momencie zapewne chętnie zakrzykną, że "dzięki" Węgrom i Czechosłowakom Jaruzelski wiedział, co się szykuje i wprowadził stan wojenny. Problem jednak polega na tym, że ZSRR lat osiemdziesiątych to nie to samo, co ZSRR lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. To już nie równoprawny przeciwnik USA, ale importująca zboże (mimo najlepszych jakościowo na świecie ziem pod uprawy!) "Górna Wolta z rakietami", która na dodatek ugrzęzła w Afganistanie. Światowa sytuacja geopolityczna była zupełnie inna i z dzisiejszej perspektywy należy o tym jak najbardziej przypominać. Trzeba wyciągać wnioski, a nie pleść bzdury o wyborze "mniejszego zła".

W sierpniu 1980 roku w Polsce zastrajkowali robotnicy wielkich zakładów przemysłowych. Organizacja, w której się skupili to Niezależny Samorządny Związek Zawodowy. Przywódcą został robotnik, a nie jajogłowy intelektualista czy nawrócony partyjniak. Zbuntowała się baza systemu socjalistycznego, która nie chciała kapitalizmu, ale reformy tegoż systemu. Ośrodkiem protestu na Śląsku nie było przecież miasto z tysiącletnią historią ani osiedle powstałe w wyniku przemian XIX wieku, a swoiste ukochane dziecko komuny. Dlatego wydarzenia z roku 1980 są tak bardzo inne od pozostałych protestów. Wracając jednak do kwestii dumy z tamtych wydarzeń. Czy jako Polacy mamy prawo być z nich dumni, podobnie jak Węgrzy z roku 1956 oraz Czesi i Słowacy z roku 1968? Pojawiają się twierdzenia, że nie. Że jesteśmy narodem, który skurwiony przez wieki zaborów i okupacji nie potrafi niczego stworzyć. Który sam doprowadził swoje wielkie państwo do upadku w końcu XVIII wieku. Którego przedstawiciele w czasie powstań w XIX wieku donosili i okradali zwłoki tych, którzy walczyli. W końcu to ci, którzy w XX wieku dokonali zbrodni w Jedwabnem i bawili się na karuzeli w trakcie Powstania w Getcie Warszawskim, a potem kradli samochody na emigracji. Tacy jesteśmy? Historia pokazała, że w naszym narodzie byli zarówno bohaterowie, jak i zwykli głupcy. Jak wszędzie. Czy jednak fakt, że w dziejach są negatywne aspekty, nie pozwala nam na dumę z sierpnia? Nauczmy się cieszyć z rzeczy wielkich, doceniać prawdę historyczną i mówić o sprawach trudnych i złych, bez zasłaniania kogoś nimbem autorytetu moralnego.

Prawdą bezwzględną jest, że w 1980 roku nastąpił ogromny przełom. I że bez względu na rolę w nim służby bezpieczeństwa, stanie się on na zawsze jednym z największych elementów naszych narodowych dziejów. Miliony Polaków w kilkanaście miesięcy po pielgrzymce papieża w 1979 roku bez względu na swoje powody (bytowe czy polityczne) wyszły na ulicę bez zgody władz w Warszawie czy Moskwie. Jednocześnie prawdą jest, że w tejże Warszawie na stanowiskach partyjnych również siedzieli Polacy. I ubekami wtedy również byli Polacy, bez względu na to, ile osób pochodzenia żydowskiego było we władzach bezpieki na początku lat pięćdziesiątych. Zabawnym w tym aspekcie jest fakt, że obecnie nawet największe męty z początku lat osiemdziesiątych wspominają o zaszczytnej "walce o niepodległość i demokrację".

Podobnie jest w Jastrzębiu. O rocznicy 3 września pamięta niewielu. O wydarzeniach z grudnia 1981 roku również coraz mniej. Prawdziwe dzieje tamtych czasów bywają zakłamywane przez jednych, aby w realizacji bieżących interesów dopiec innym. Czy władze "Solidarności" zapomniały o Jastrzębiu, bo tu zawsze miały do czynienia z ludźmi niepokornymi, o nieposzlakowanym charakterze? Być może tak, być może nie. Nie zmienia to jednej, bardzo ważnej kwestii. Jeśli sami, jako jastrzębianie, nie będziemy dumni z dokonań naszych przyjaciół, przodków i kolegów w latach osiemdziesiątych, to nikt za nas tej dumy nie wyrazi. Jest wśród nas wielu zapomnianych bohaterów, którzy po 1988 roku zostali odsunięci od głównego nurtu spraw, bo nie chcieli pójść na kompromis, którego efektem był Okrągły Stół. Jest wśród na również wielu ubeków, wtedy łamiących życiorysy i charaktery bohaterów. Jesteśmy Polską w pigułce. Nie tylko pod względem pochodzenia. Niczym w zwierciadle zbiegają się tu fakty sprzed trzydziestu i dwudziestu lat, o których wielu zapomina, a inni przeinaczają je w imię swojego dzisiejszego wizerunku.

Ktoś kiedyś stwierdził, że prawda leży pośrodku. Większej bzdury nie można wymyślić. Na zasadzie kompromisu nie można uznawać, co było prawdą, a co nie. Można jedynie uzgodnić rolę i znaczenie niektórych spraw w skali makro i mikro, ale nie to, czy one istniały. Jeśli ktoś twierdzi, że dwa plus dwa to cztery, a inny, że dwa plus dwa to sześć, to czy drogą kompromisu należy ustalić, że wynik brzmi pięć? Nie. Co jednak robić w takiej sytuacji przenosząc ją na grunt historii najnowszej. Otóż przede wszystkim należy nie bać się prawdy. Jeśli historyczny przywódca został obsadzony przez ubecję, to należy o tym mówić. I nie zmieni to faktu, że ludzie, którzy wówczas w niego wierzyli, a dziś są rozgoryczeni, spełnili swoją pozytywną rolę i w efekcie ich działań narodziło się coś pięknego. Paradoksem tłumu jest to, że z jednej strony potrafi postąpić głupio i nieodpowiedzialnie, a z drugiej jego impulsywne reakcje nie pozwalają na kombinowanie i uwalniają potrzebną czasami odwagę. Nikt, za wyjątkiem prawdziwych bohaterów, nie postawiłby się komunie w pojedynkę. Ale większość z nas bohaterami nie jest. Chcemy być zwykli, szarzy i żyć własnym życiem. W 1980 roku miliony takich "zwykłych i szarych" bez względu na to, ilu wśród nich było podstawionych tajniaków i milicyjnych bandytów, dokonało wspaniałej rzeczy. Mamy prawo być z niej dumni i musimy być z niej dumni.

Ostatnie trzydziestolecie niech będzie dla nas nauką na przyszłość. Przekazujmy tę wiedzę kolejnym pokoleniom tak, jak w stolicy mówi się o dziejach Powstania Warszawskiego. Nie po to, aby usprawiedliwiać czy oceniać tragiczną decyzję jego przywódców, ale w zupełnie innym celu. Gdy w Warszawie do autobusu wsiada staruszek z symboliczną biało-czerwoną opaską, wszyscy czują respekt. Każdy chce ustąpić mu miejsca, poczytując to sobie za honor. Byłym powstańcom w końcu przywrócono godność. W Jastrzębiu często nawet nie wiadomo, kto organizował, walczył i komu przez to zniszczono życie. Być może to nasz sąsiad lub nawet krewny. Czas odnaleźć tych ludzi i mieć świadomość ich zasług dla dnia dzisiejszego. Nie tylko z szacunku do nich, ale z szacunku do samych siebie. Dopóki nie będziemy o tym pamiętać i pozwolimy wywyższać byle kogo, dopóty nic nie będzie na swoim miejscu. Kac moralny będzie trwał i obudzimy się z ręką w nocniku, gdy nasze wnuki nazwą szkoły imieniem Kiszczaka.

sobota, 27 lut 2010, Mariusz Gołąbek

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 27/02 godz. 00:00

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

16/05

"Cyborg"

7

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X