Dzisiaj jest: niedziela, 31 maja 2020   Imieniny: Aniela, Marietta

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A mury runęły

Skąd ten upór?

Uważam się za całkiem dobrego znawcę ludzkiej natury i niewiele zdarza mi się takich sytuacji i kontaktów z innymi, które potrafią mnie zupełnie zaskoczyć albo gorzko rozczarować, a jednak i one mi się przytrafiają.

Otóż jakiś czas temu spotkałem dawno niewidzianego kolegę, człowieka wykształconego i jak go zapamiętałem, głęboko refleksyjnego, o szerokich horyzontach myślowych, a onegdaj zapamiętałego antykomunistę. Po zwyczajowej introdukcji towarzyskiej wdaliśmy się w rozmowę na temat moich i nie tylko moich, starań o przywracanie pamięci o wartościach, o przywracanie pamięci o historii Solidarności w Jastrzębiu Zdroju i w ogóle o przypominaniu całej historii naszego miasta. Okazało się, że mój kolega śledzi uważnie te poczynania na portalu internetowym Jasnet.

Zawsze zdawałem sobie sprawę, że dla części jastrzębskiego establishmentu jest to temat niezwykle uwierający, bo faktem jest, że wielu naszych celebrytów wywodzi się jeszcze z komunistycznej administracji miasta oraz z kierownictw jego zakładów pracy z czasów PRL-u, więc chwalić nie mają się czym, ale w żółci, którą wylał na mnie, w związku z moją działalnością wspomniany kolega, utonąłem do tego stopnia, że prawie zapomniałem języka w gębie. Na merytoryczną krytykę swoich poczynań zawsze jestem gotowy, cóż jednak począć, kiedy osoba w miarę czysta moralnie (bo któż z nas jest bez grzechu?), o sporej wiedzy i niemałym potencjale intelektualnym zaczęła strzelać w moim kierunku pretensjami typu: "Po co ci ten patos? Dałbyś sobie z tym spokój. Człowieku, w życiu, chodzi o to żeby się dobrze ustawić. O rozrywkę chodzi. A młodzież?...Co? To twoje dzieci?...Korzenie kulturowe i wzorce moralne to oni mają w d...e. Wziąłbyś się za coś innego, bo tą publicystyką, to się tylko ośmieszasz."

Pomyślałem sobie: pięknie!!! Człowiek, z którym w latach 80. dyskutowałem o filozofii Arystotelesa, o myśli św. Tomasza z Akwinu, o pięknu, dobru czy wolności daje mi dzisiaj rady godne fornala, który wygrał główny los na loterii. Jak to się stało? Co się k...a stało? A może to był tylko koszmarny sen? Ale nie, to nie było żadne widziadło. To się zdarzyło naprawdę. To się dzieje tu i teraz, i z nami. Ale dlaczego i jak opuścić ten zaklęty (przeklęty) krąg zadowolonego z siebie, paskudnego nihilizmu, w kokonie którego tak łatwo daliśmy się zamknąć? Jakim cudem myśmy tak zgłupieli?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: Ktoś kiedyś powiedział, że każdy ma swoją cenę. No dobra, cholera,... może to i prawda, ale żeby sprzedać duszę za odrobinę tych dóbr materialnych i to, powiedzmy sobie szczerze II gatunku?! Przecież można i uczciwie się dorabiać i pozostać myślącym, wrażliwym i przyzwoitym człowiekiem. W tym nie musi być żadnych sprzeczności. I w istocie rzeczy ich nie ma. Tych, którzy się sprostytuowali zostawmy na boku. Psychopatologia to nie nasza działka. Zajmijmy się lepiej ludźmi, do których jeszcze można trafić.

Po co potrzebny jest patos? Otóż po pierwsze: w patosie nie ma nic złego, jeśli się go nie nadużywa (ostatnio nie używa się go prawie w ogóle, a jeśli już, to określa się nim sytuacje, do których pasuje on jak świni siodło). Po drugie: patos jest nieunikniony jeśli mówi się o wartościach wyższych, a nasze człowieczeństwo, z definicji, potrzebuje odrobiny uwznioślenia. Po trzecie: w latach 80. prawie całe społeczeństwo Jastrzębia Zdroju było uwikłane w walkę o wolność i nikt z nas nie powinien się tego wstydzić. Wolności nie gwarantują nam politycy. Wolność jest w nas i naszym zakichanym obowiązkiem jest dokonanie tego minimalnego wysiłku intelektualnego, aby się w nią wmyślić. No cóż, tutaj też zetkniemy się z patosem, ale gwarantuję wam, że nikt się nim nie otrujecie. A po czwarte: duma z własnych dokonań oraz chlubienie się historią miejsca, w którym żyjemy również jest patetyczna, ale, przyznajcie, jakże przyjemna.

POWODEM, DLA KTÓREGO MY, JASRZĘBIANIE POWINNIŚMY BYĆ Z SIEBIE DUMNI JEST WYWALCZONA DLA CAŁEGO KRAJU WOLNOŚĆ.

Ja się tego nie wstydzę. A wy?
Jeśli was to nie przekonuje, to powiem tylko tyle, że gospodarka komunistyczna, zgodnie, jeszcze z wytycznymi Lenina oparta była o przemysł ciężki, a przemysł ciężki nie istnieje, a w każdym razie w latach 80. XX wieku nie mógł istnieć bez węgla, więc strajkujące kopalnie były nie tylko języczkiem u wagi; strajkujące kopalnie były najcięższym odważnikiem jaki postawiliśmy, my, jastrzębianie na szali wolności dla całego kraju.

Niby do skonstatowania tak oczywistych faktów nie trzeba być żadnym filozofem, a jednak...Córka moich znajomych, tegoroczna maturzystka, zwróciła mi kiedyś uwagę, że w podręczniku do historii, w rozdziale opisującym wydarzenia z lat 80. roli Gdańska w walce o niepodległą Polskę poświęcono całą stronę, roli Szczecina również, natomiast udział Jastrzębia Zdroju w naszych dziejach najnowszych zamknięto w jednym zdaniu. Poniżające i deprymujące. Pytam jednak: Czy ta zdawkowość spowodowana została złą wolą autorów podręcznika i ich niewytłumaczalną niechęcią do naszego miasta? Raczej nie. Chodzi prędzej o to, że historyk z głębi kraju ma bardzo ograniczony dostęp do materiałów źródłowych dotyczących historii Solidarności w Jastrzębiu. A dlaczego? A dlatego, że ciągle spoczywają one na dnach zapomnianych szuflad, w zapomnianych paczkach na zakurzonych strychach albo po prostu, już dawno zgniły na śmietnikach. My sami i nasze władze nigdy nie podjęliśmy próby zgromadzenia i zarchiwizowania dokumentów dotyczących tamtych wydarzeń. Nikomu nie przyszło do głowy, aby przeprowadzić wywiady ze świadkami, z uczestnikami tego buntu przeciw zniewoleniu, z ludźmi, którzy mieli tak znaczący wpływ na tą pozytywną stronę kształtu naszego dzisiejszego życia. Dlatego niech mi nikt nie mówi, że ci którzy usiłują odmienić tą fatalną sytuację i nadrobić kiedyś nie zrobione są jakimiś oszołomami, bo tak naprawdę godnymi napiętnowania są ci, którzy dopuścili się tych haniebnych zaniedbań. To od nas zależy czy Jastrzębie będzie Polsce postrzegane jako "taka gmina, taka gmina..." z piosenki z Kabaretu Starszych Panów, czy może postaramy się o przywrócenie mu należnej roli w dziejach najnowszych naszej ojczyzny. Więc się was pytam: czy chcecie żyć w "takiej gminie", czy w metropolii?

Wszyscy znamy takie, proste jak teoria cepa, zjawisko psychologiczne, które polega na tym, że kiedy jesteśmy w dobrym nastroju, to nagle potrafimy działać rozumnie, szybko i konstruktywnie i takie działania przynoszą bardzo wymierne rezultaty. Dlatego każdy, w miarę rozsądny człowiek dokłada wszelkich starań aby nie fundować samemu sobie, potrzebnych jak dziura w moście, huśtawek nastrojów. W życiu społecznym dzieje się dokładnie tak samo, ale jak ma się dobrze czuć społeczność miejska skoro nasze miasto jest jakieś takie niedorobione. Ktoś kiedyś, jeszcze za komuny, nazwał je sypialnią i przez dwadzieścia lat wolnej Polski nic się nie zmieniło. Jak było sypialnią, tak sypialnią pozostało. Któregoś dnia w radiowej Trójce usłyszałem wypowiedź znanego architekta, który przypadkiem trafił do Jastrzębia. Wypowiedź brzmiała mniej więcej tak: "Wysiadłem na przystanku autobusowym w Jastrzębiu Zdroju, obok sklepu "Billa" i odniosłem wrażenie, że trafiłem na jakąś stację kosmiczną". Wypowiedź ta odnosił się, co prawda, jedynie do architektury, ale cóż, jacy ludzie taka architektura. I to nie było miłe. Może za niedługo jakiś psycholog społeczny stwierdzi, że wszyscy Jastrzębianie cierpią na depresję i nie są w stanie sami nic dla siebie zrobić. Ale to przecież nieprawda. Możemy, powinniśmy i musimy.

Przecież miasto to nie tylko domy, ulice i chodniki. To nie tylko zakłady pracy, urzędy i sklepy. Miasto jest organizmem uczłowieczonym, bo żyją w nim ludzie, a każdy normalny człowiek ma jakieś potrzeby wyższe. Lubi przeczytać dobrą książkę, obejrzeć, zmuszający do głębszych przemyśleń film, posłuchać muzyki, która złapie go za serce czy choćby porozmawiać z kimś interesującym na jakieś niebanalne tematy. Wszyscy z zaciekawieniem słuchamy wspomnień familijnych nestorów o dziejach naszych rodzin albo z rozrzewnieniem przeglądamy zdjęcia sprzed wielu lat. Sprawia nam to przyjemność, bo wtedy czujemy się ludźmi w pełni. Czujemy się związani z innymi i rozumiemy, że tak jest dobrze. Drzewo, które nie potrafi się ukorzenić uschnie, albo obali je byle zawierucha. Drzewo zwane Jastrzębiem Zdrojem jest niby wielkie, ale tak czy inaczej, mizernie jakoś wygląda w tym lesie polskich miast. A dlaczego? Bo jest słabo ukorzenione. Bo lichutko je pielęgnujemy.

Wspaniale byłoby wiedzieć i czuć, że miejsce, w którym żyjemy oprócz przedpokoju, łazienki, kuchni, sypialni i gabinetu do pracy posiada jeszcze salon, wspaniały salon, w którym czujemy się dobrze i my i zaproszeni przez nas goście. Ktoś zapyta: Ale czy miasto na to stać? Odpowiadam: Oczywiście, że miasto na to stać. Miasto musi być stać na to, jeśli chce być godnym miana miasta. Dlatego będę przypominał o tym aż do znudzenia, aż do momentu, kiedy w końcu wszyscy się obudzimy i zaczniemy urządzać to nasze miejskie mieszkanie jak Pan Bóg przykazał.

piątek, 19 lut 2010, Mirosław Śliwa

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 19/02 godz. 00:00

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

16/05

"Cyborg"

6

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X