Dzisiaj jest: sobota, 4 kwietnia 2020   Imieniny: Benedykt, Izydor, Wacław

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Piszą o naszych sprawach

Jastrzębski wrzesień

Dzień 1 września 1939 roku zapisał się w kronice Jastrzębia bohater­skimi czynami. Z okazji 39. rocznicy tych pamiętnych wydarzeń podaje­my w skrócie ich przebieg.

W 1939 r. Jastrzębie wraz z całym po­wiatem, w skład którego wchodziło również Wodzisławskie, wysunięte było przed główną pozycję obronną biegnącą od Mikołowa przez Kobiór i Pszczynę ku Bielsku. Za Odrą, którą na odcinku od miejscowości Olza do Bukowa, biegła ów­czesna granica z III Rzeszą, czaiły się go­towe do wtargnięcia jednostki hitlerow­skiej 5 dywizji pancernej. Straż Granicz­na i wysunięte przez stojący w okolicach Pszczyny Oddział Wydzielony "Ignacy" z 6 krakowskiej dywizji piechoty, placówki na mostach w Olzie, Bukowie i przy tunelu w Rydułtowach nie na długo mogły powstrzymać uzbrojonego po zęby wroga. 

25 sierpnia 1939 r., późnym wieczorem, przesunięto stacjonujący w Pszczynie szwadron 3 pułku ułanów śląskich do Ja­strzębia Górnego z zadaniem rozpoznania i opóźniania nieprzyjaciela w jego posu­waniu się ku naszej głównej linii obro­ny pod Pszczyną. Około godziny 5:00, w dniu 1 września 39 r., potężne detonacje wysadzanych w powietrze mostów w Ol­zie i Bukowie oraz tunelu w Rydułtowach obwieściły jastrzębianom wybuch wojny i nadciąganie wroga. Ułani, stojący na kwaterach w gospodarstwach wiejskich Jastrzębia Górnego, zarządzili alarm i wy­ruszyli na Górą Wyzwolenia, by tam ob­sadzić przygotowane uprzednio stanowi­ska obronne. Szwadronem dowodził rot­mistrz Otton Zygmunt Ejsmont. W myśl przećwiczonych uprzednio założeń wysłał on natychmiast ku granicy trzy patrole kawaleryjskie w sile 1 plus 6 ułanów każdy. 

Patrole dowodzone przez wachmistrza Ignacego Milewskiego i podporucznika rez. mgra Hieronima Prauzińskiego aż do Mszany posuwały się razem, po czym, w myśl otrzymanego rozkazu, ppor. Prauziński ze swymi ludźmi odbił na Gorzy­ce, zaś patrol Milewskiego posuwał się ku Wilchwom i Wodzisławowi. Trzeci patrol — podporucznika Maksymiliana Lohmana podążył na Godów. Pierwszy natknął się na nieprzyjaciela na skraju lasu pod wsią Pustki, patrol ppor. Prauzińskiego. Ostrzelany przez czołgi, tracąc (...)

Zbliżała się godzina 8:00. W okopach na Górze Wyzwolenia kawalerzyści oczekiwali na wroga w następującym ugrupowaniu: okrakiem na drodze Jastrzębie-Mszana drugi pluton ppor. Jana Krzywickiego wzmocniony dwoma ciężkimi karabinami maszynowymi kaprala Nowaka. Kilkanaście metrów na lewo od drogi, w dole po piasku wybranym na budowany tam domek, zajęło stanowisko ogniowe działko przeciwpancerne, skierowane na mostek nad przepływającą u podnóża góry Szotkówką. Na lewym skrzydle stanął pluton pierwszy. Tabor szwadronu pod wachmistrzem Edmundem Kowalskim odszedł do Pawłowic. Wokół szwadronu zebrały się grupy miejscowch i cofających się od granicy powstańców i harcerzy. Między innymi przybyły niekompletne kompanie, pierwsza i czwarta z trzeciego wodzisławskiego batalionu Samoobrony Powstańczej, ze swymi dowódcami - ppor. Augustynem Fulkiem i ppor. Wojciechem Prokopem.

Teren od Moszczenicy do Gogołowej osłaniał przysłany tu przez 3 pułk strzelców podhalańskich pluton piechoty ppor. Zawistowskiego z kompanii jastrzębianina - por. Stefana Bucewicza. W plutonie, który kwaterował w Jastrzębiu Górnym w zabudowaniach ob. Szraja, służył w randze podchorążego Franciszek Sławik z Mszany.

Mostek na Szotkówce wysadzić miał patrol saperów. Niestety, przybył on zarekwirowanym samochodem osobowym w chwili, gdy zmotoryzowana szpica nieprzyjaciela znajdowała się już w Mszanie. Gwałtownie ostrzeliwani saperzy nie byli w stanie zbliżyć się do mostu i wykonać swojego zadania. Teraz zamkniecie mostu broni pancernej spadło na działko ppanc. Rotmistrz Ejsmont nie odstępował go na krok. Rozpoczęła się fascynująca walka, którą zrelacjonowali naoczni świadkowie - podporucznicy Fulek i Prokop z Samoobrony Powstańczej oraz jastrzębianin, starszy ułan - Jan Gajda, po wojnie górnych w Rybnickiem.

Pierwsze czołgi dostrzeżono ze stanowiska działka, na zakrędzie drogi w Mszanie. Mimo znacznej odległości rotmistrz Ejsmont rozkazał obsłudze otworzyć ogień. Pocisk uderzył na nasyp drogi tuż pod gąsienicami czołgu, obsypując go grudami ziemi i żwirem. Hitlerowcy poczuli respekt dla takiej celności i pospiesznie cofnęli się za zabudowania. Z kolei wysłali szybkie samochody pancerne, by uchwyciły most i zaskoczyły obrońców wzgórza. Tym razem strzały były w stu procentach celne. Zniszczony wóz zatarasował most, a pozostałe trafione zalegały drogę. Nadciągała zmotoryzowana piechota. Rozrechotały się ułańskie karabiny maszynowe. Ich serie przeszywały brezenty. Jednej obsłudze nieprzyjacielskiego karabinu maszynowego udało się dotrzeć do budowanego na drugim brzegu Szotkówki domku i z jego wnęki okiennej otworzyć ogień. Celny pocisk z działka zmusił to gniazdo do milczenia. Piechota niemiecka wykorzystując koryto Szotkówki jako podstawę wyjściową, wspierana podciągnięta artylerią ruszyła do natarcia. Ale i ono załamało się w ogniu obrońców. Rannych Niemców znosili sanitariusze do sali restauracji w Mszanie, gdzie urządzono podręczny punkt opatrunkowy, przede wszystkim dla poparzonych w płonących wozach pancerniaków.

Nieprzyjaciel widząc, że nie sforsuje bez ciężkich strat wzgórza zaczął je objeżdzać przez Szeroką. Sytuacja garstki obrońców stawała się krytyczna. Nie nadchodziła od strony Strumienia zapowiedziana kompania naszych czołgów rozpoznawczych. Ciążyło osamotnienie. Sporo ułanów jako koniowodnych odesłać trzeba było z wierzchowcami do tyłu. Spieszony szwadron liczył niecałą setkę karabinów. Dochodziła dopiero 10:00. A rozkaz otrzymany od płk. Misiąga w Pszczynie brzmiał: "Jeżeli utrzymacie się w Jastrzębiu do godziny czternastej, będę z was zadowolony".

Rybnik, broniony przez pierwszy batalion 75pp padł już o ósmej. Zagony pancerne objeżdżały Żory, obsadzone przez dwie kompanie Obrony Narodowej, w której służyli rezerwiści z Szerokiej, Boryni i Bzia oraz batalię 23 pal. 

Wysłany w kierunku północnym patrol wachmistrza Milewskiego meldował przez gońca, ż według informacji zebranych od cywilów, 50 czołgów niemieckich stoi już w Warszowicach. Wachmistrz podjechał pod tę miejscowości z wysokości wieży triangulacyjnej dostrzegł przez lornetę, wyruszającą w kierunku Pawłowic kolumnę niemieckich wozów pancernych. 

Obrońcy Góry Wyzwolenia, by nie dać się okrążyć, musieli rozpocząć wycofywanie na drugą swą linię obrony, którą stanowiło wzgórze 282 w Jastrzębiu Górnym, w pobliżu betonowego mostu kolejowego, między torem a szosą Bzie-Mszana.

(...) Zerwała się jednak w nim łuska i zablokowała je. Wyciągacz łusek znajdował się na wozie taborowym, który rano odszedł do Pawłowic. Wyczerpywała się czerwona amunicja przeciwpancerna karabinów maszynowych. Liczono kwadranse dzielące do czternastej. Zadanie trzeba było wykonać.

Niebywałego ducha bojowego wykazywał jednoręki powstaniec jastrzębski - Wilhelm Ostrzołek. Przybył on ułanom z pomocą, popychając na skonstruowanym przez siebie wózku karabin maszynowy, który przechowywał jeszcze z czasów III powstania śląskiego. Zajmował stanowisko ogniowe i raził nadciągających hitlerowców.

Około godziny czternastej nieprzyjacielskie podjazdy motorowo-pancerne zaczęły się wdzierać do Jastrzębia także od południa. Wysłany w tym kierunku z patrolem konnym ppor. Jan Krzywicki, na jednej z bocznych dróg natknął się na czołgi i rażony ich ogniem zwalił się z konia. Pancerny pierścień zaciskał się nieubłaganie. Wszystkie drogi odwrotu były już zamknięte. Wertepami przedzierali się kawalerzyści w kierunku na Strumień, tracąc w bagnach cztery konie.

Wykonując swe zadanie pozostali w Jastrzębiu na zawsze: starszy ułan Antoni Kumor z Zawiecia i ułan Paweł Sterniczuk z Równego, obydwaj po lat 22. (Spoczywają we wschodniej stronie cmentarza, koło kostnicy, pod wspólnym kamiennym nagrobkiem), Karol Burczak z Rybnika i ułan Żak z Równego. Sterniczuk i Burczak zostali ranni w Jastrzębiu Dolnym. Przewiezieni do sanatorium zmarli. Do dziś nieznany jest los ppor. Jana Krzywickiego.

Po zakończeniu kampanii robili Niemcy obławę na miejscowych powstańców i harcerzy, którzy brali udział w walkach o Górę Wyzwolenia. Zawieziono ich do Bzia Zameckiego, dokąd zajechał hitlerowski sąd polowy. Jako cywile odpowiadać mieli za zestrzelenie samolotu i śmierć obserwatora. Pilot samolotu, któremu udało się wylądować na polach pod Bziem twierdzić miał jednak, że ogień otrzymał ze Strumienia.

Tyle spisali kronikarze wojskowi. Pozostało wiele kwestii do wyjaśnienia i uzupełnienia kroniki. Na przypomnienie zasługuje postać Wilhelma Ostrzołka i jego dalsze losy. Brak bliższych relacji o działaniach jastrzębskiej kompanii Samoobrony Powstańczej Józefa Hermańskiego, o plutonie podhalańskiej piechoty, o załodze pociągu niszczeń, który krążył po torach Wodzisławia, Jastrzębia i Pawłowic. Ciekawe, kto i kiedy wystawił nagrobek Kumorowi i Sterniczukowi? Te i inne wydarzenia na pewno dopowiedzieć by mogli starsi mieszkańcy rejonu dzisiejszego miasta Jastrzębia.

"Nasze problemy" nr 35 (100)

środa, 1 wrz 2010, Aleksander Bukko

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 01/09 godz. 00:00

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

23/03

"Nieprzytomni"

1

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X