Dzisiaj jest: poniedziałek, 17 grudnia 2018   Imieniny: Florian, Łukasz, Olimpia

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Są (byli) wśród nas

Zaolziakom grozi czechizacja

Do dzisiaj historia Zaolzia jest tematem delikatnym, zarówno dla Polaków jak i Czechów. Wolą unikać rozmów i dyskusji wokół niego, aby nie zasiewać zarzewia nieporozumienia. Dzieje tego terenu są niewątpliwie burzliwe. W 1920 roku, po polsko-czechosłowackim konflikcie zbrojnym, Księstwo Cieszyńskie zostało podzielone i przyłączone wraz z tysiącami polskich autochtonów do Czechosłowacji. W 1938 roku ponownie, na krótko przyłączono ten teren do macierzy, aby w 1945 roku powrócił do Czechosłowacji.

Z Zaolzia wywodzi się wielu znanych i wybitnych działaczy społeczno-kulturalnych oraz budzicieli polskiej tożsamości. Wymienię tylko nielicznych: Gustaw Morcinek - pisarz i publicysta, Karol Michejda - ksiądz pastor, profesor teologii, Kornel Michejda - chirurg, profesor, rektor Akademii Medycznej w Krakowie, Józef Kubisz - polityk, polski konsul w USA, Stanisław Hadyna - twórca i długoletni kierownik artystyczny zespołu pieśni i tańca "Śląsk", kompozytor, pisarz, dramaturg, prof. Jerzy Buzek - były premier RP, czy prof. Daniel Kadłubuec - znany etnolog-folklorysta i językoznawca. Zza Olzy pochodzą także dumne ze swoich polskich korzeni znane gwiazdy show biznesu, takie jak Ewa Farna, czy Halina Mlynkova. Paradoksalnie z biegiem lat do polskiej narodowości przyznaje się coraz mniej Zaolziaków i wszystko wskazuje na to, że w przyszłości mniejszość ta ulegnie czechizacji. Początkiem XX wieku stanowili oni ponad 50% społeczności, dziś zaledwie 12%. Ci, którzy czują całym sercem i umysłem, że drzemie w nich polska dusza, a w żyłach płynie polska krew, pragną przekonać wszystkich Zaolziaków, że warto być Polakiem, tak jak ich ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. O zaolziańskiej tożsamości, relacjach polsko-czeskich na Zaolziu, oraz sytuacji Polaków na lewym brzegu Olzy, rozmawiamy z Józefem Szymeczkiem - prezesem Kongresu Polaków w Republice Czeskiej.

Dlaczego na Zaolziu jest coraz mniej Polaków? Spis powszechny z 2001 r. wykazał, że od 1991 r. ubyło ich aż 8 tys.

To prawda. Ostatni spis w roku 2001 wykazał, że w Republice Czeskiej żyje 52 tys. Polaków, w tym na Zaolziu 38 tys. To był wynik bardzo niezadowalający i zadziwiający. Wykazał bowiem, że przez ostatnie 10 lat na Zaolziu ubyło ponad 8 tysięcy Polaków. W czasach socjalistycznych, co dekadę, spadek liczby Polaków odnotowywał się w granicach dwóch, trzech tysięcy. Wszyscy raczej myśleli, że po 1989 roku, w czasach demokratycznych, Polacy za Zaolziu nie będą mieli już obaw do przyznawania się do narodowości polskiej. Oczywiście przewidywano spadek, ale nie aż tak wielki. Myślę, że spowodowane to było przemianami strukturalnymi społeczeństwa, które przebiegały w tym okresie. Być może, po upadku systemu socjalistycznego wszyscy uznali, że jeśli już żyjemy we wspólnej, wolnej RC, to nie trzeba już sympatyzować z Polską, która była symbolem wolności. Nie miało to już znaczenia i być może dlatego Zaolziacy przeszli na narodowość Czeską.

Oczywiście to tylko hipoteza, ponieważ nie da się ukryć, że naturalna i dynamiczna asymilacja postępuje. Badania naukowe, które przeprowadzał Uniwersytet Ostrawski wykazały, że 80% małżeństw polsko-czeskich wysyła dziecko do czeskiej szkoły.

Czy Polakom na Zaolziu grozi więc w przyszłości czechizacja?

Myślę, że tak.

Łatwo być Polakiem na Zaolziu?

Być Polakiem na Zaolziu to cały szereg utrudnień. Publiczna demonstracja polskości poprzez używanie języka polskiego, czy uczęszczanie do polskiej szkoły jest źle odbierane przez Czechów, budzi podejrzenia. Taki ktoś nie jest uznawany ani za Czecha, ani za Polaka. Nasze organizacje starają się jednak zachęcać do tego, aby pomimo utrudnień wychowywać się jako Polacy. Mamy 28 organizacji, które aktywnie działają, organizują szereg atrakcyjnych imprez i zajęć dla młodzieży, aby zachęcić ich do polskości, a rodziców do wychowania w duchu polskości. Wartości narodowe nie mają już takiego znaczenia jak kiedyś, dlatego chcemy pokazać im Polskę z atrakcyjnej strony. Pragniemy zachować odrębność etniczną, nawet jeśli żyjemy w obcym państwie.

Co będzie, jeśli tegoroczny spis powszechny wykaże tak duży spadek Polaków na Zaolziu jak w 2001 roku?

Jeśli tak będzie, to może zmniejszyć się status polityczny Zaolziaków i ich obraz jako mniejszości w społeczeństwie czeskim. Jednak myślę, że w stu procentach tak nie będzie. Dużo zależy nie od tego ile nas jest, ale od naszej aktywności i działalności, tego jak wzbogacamy społeczeństwo większościowe. Przykładów, jak Polacy z Zaolzia przebijają się w Czechach można podawać bez liku. To np.: piosenkarka Ewa Farna, która jest bardzo popularna w Czechach, czy też managerowie roku Bracia Wałachowie, którzy w 2010 r. zostali ocenieni przez czeską izbę gospodarczą jako najlepsza firma. Świadczy to o ogromnej sile Zaolziaków, której żaden spis ludności nie przekreśli i nie ograniczy.

Czy jest możliwe, że jeśli spis wykaże zbyt małą ilość Polaków na Zaolziu, to znikną dwujęzyczne nazwy lub polskie szkoły?

Może znaleźliby się tacy, którzy by tego chcieli. Z tego powodu też rozpętaliśmy wielką dyskusję na temat spisu ludności, aby Czesi sami zastanowili się nad kilkoma paradoksami. Po pierwsze, spis ludności wskazuje narodowość jako wartość dobrowolną, czyli można, ale nie trzeba wpisać swoją narodowość. Z tej dobrowolności wynikają jednak wielkie konsekwencje w prawie. W miejscowościach, gdzie żyje ponad 10% Polaków można zaprowadzić standardy europejskie. Miejscowości te mają możliwość korzystania z większych praw niż te, w których żyje mniej niż 10 % Polaków. M.in. jest możliwość wprowadzenia podwójnego nazewnictwa.

Drugi paradoks dotyczy tego, że w spisie ludności można podawać podwójną narodowość polską i czeską. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo, do której grupy polako-czesi zostaliby zaliczeni, czy do polskiej, czy czeskiej. Nie sądzę jednak, aby ktoś na podstawie spisu ludności chciał zlikwidować polską szkołę. Byłby to absolutnie polityczny samobójca.

W wielu krajach Europy Zachodniej o prawach języka decydują uwarunkowania regionalne, geograficzne i historyczne. Na Zaolziu też powinno tak być, a nie jest.

Nie jest, ale dążymy do tego. Już od dłuższego czasu chcemy, aby państwo czeskie wprowadziło ochronę języka polskiego na całym historycznym terenie Śląska Cieszyńskiego, nie tylko w niektórych wybranych gminach.

Celem prowadzonej przez Was kampanii było przekonanie Zaolziaków, że warto być Polakiem.

Celem kampanii było przekonanie Zaolziaków, aby nie bali się, nie wstydzili i wpisywali narodowość polską, a w wypadku języka podawali język polski, a nie gwarę.

Kampania była skierowana również do miejscowych indyferentów, nie tylko Polaków, żeby oni również wpisywali język polski, bo gwarą śląsko-polską mówią nie tylko Polacy na Śląsku Cieszyńskim, ale również cały szereg miejscowych czeskich Ślązaków. Do nich też ta kampania była skierowana, co budziło niekiedy bardzo negatywne oddźwięki. Posądzano nas o nacjonalistyczną prowokację, z czym oczywiście się nie zgadzam. Reakcja w niektórych przypadkach mnie nie dziwiła, ponieważ Polacy są zbyt zamkniętą społecznością, nie ujawniają się i nie obnoszą Czechom ze swoją polskością. My raczej przyjmujemy pasywne postawy i tylko strzeżemy, jak takie psy demokracji, czy przychodzą pieniądze, czy szkół nie zamykają i to nam wystarczy. Nie jesteśmy w stanie wybudować wspólnej koncepcji, w której moglibyśmy podkreślić i uświadomić Czechom, że my również jesteśmy gospodarzami tej ziemi. W wypadkach, kiedy chcemy aktywnie zadziałać, publicznie wykazać swój obywatelski pogląd, jak w przypadku spisu, to Czesi traktują to jako prowokację. W miejscach publicznych nas nie widzą. Wolą, jak jesteśmy Polakami w naszych polskich "gettach", gdzie nie będziemy im przeszkadzać. Chcieliśmy więc przypomnieć całej Republice Czeskiej, że tu żyje mniejszość polska. Odgłos na kampanię był ogromny. Wszystkie media centralne o tym pisały, między innymi z tego powodu, że twarzą akcji była Ewa Farna, która wzbudziła duże zainteresowanie.

Oprócz tego kampania miała również charakter więziotwórczy. Chcieliśmy, aby Polacy poczuli, że tu na Zaolziu byli i są nadal. Stanowią jedność i powinni trzymać się razem. Są, byli i będą Polakami. Każdy powinien zastanowić się nad tym, kim naprawdę jest i kim się czuje.

Jak Czesi odbierają prowadzoną przez Was kampanię?

Kampania wywołała na forach internetowych wiele dyskusji. Opinie są różne. W czeskich środowiskach negatywnych opinii było więcej, ponieważ obawiają się i wietrzą prowokację. Niektórzy zwracali uwagę, że organizuje się kampanię przed spisem, a przez dziesięć lat nie robiło się nic, aby kierować społeczeństwo w polską stronę, a tylko w kierunku tożsamości zaolziańskiej. Zaolzie było często odbierane jako kontrapunkt wobec polskości. Jednak żadna nasza organizacja nie zapomina, że Zaolzie jest częścią narodu polskiego, że kultura zaolziańska jest kulturą polską i całe nasze życie jest deklarowaniem polskości, a nie zaolziańskości.

Zdarzały się i pozytywne odgłosy. Niektórzy Czesi wsparli nasze działania. Andrzej Klipa - etnolog z Pragi, czy Bohumil DoleĹľał - najsłynniejszy politolog czeski, który pisze komentarze dla Ludowych Nowin. Oni dobrze zrozumieli o co nam chodzi. Polacy wykazują pewną obywatelską inicjatywę, a nie żadne nacjonalistyczne prowokacje. Również przewodnicząca Czeskiego Parlamentu Miroslava NĂŹmcová zaprosiła całą polską klasę gimnazjalną do czeskiego parlamentu - przed kilkoma dniami wróciliśmy. Polskie gimnazjum włączyło się do kampanii. Nakręcili nawet kilka filmików. I ona odebrała to pozytywnie. Są więc nie tylko negatywne odzewy. Kto z chłodną głową i z życzliwością popatrzy na nasze działania, nie widzi w nich nic złego. Niestety im bliżej Zaolzia, tym reakcje Czechów są gorsze.

Jeżeli czeskie prawo jest tak ustalone, że żąda liczby procentów, to nie dziwmy się Polakom, że robią takie kampanie. Należy zmienić prawo tak, aby nie skupiało się na procentach.

Jak ocenia Pan współżycie Polaków i Czechów na przestrzeni lat?

Uważam, że przez ostanie dziesięć lat na płaszczyźnie regionalnej pogarsza się współżycie Polaków i Czechów. Polacy zyskują coraz większe prawa, ponieważ UE daje wielkie możliwości, co czeskie społeczeństwo odbiera z wielkim niezadowoleniem. Polacy opuszczają swoje "getta" kulturowe, w których do tej pory działali, coraz częściej publicznie ujawniają się. Ośmielają się nawet powiesić polskie tablice w miejscach publicznych, co Czechów denerwuje i wzbudza nieufność. Mam nadzieję, że czeskie społeczeństwo w końcu przyzwyczai się do tego i nie będzie w przyszłości pod tym względem problemów.

Czesi nie potrafią, a może nawet nie chcą zrozumieć sytuacji Zaolziaków. Potrzebna jest edukacja w zakresie historii Śląska Cieszyńskiego, historii Polaków na Zaolziu. Może wtedy zrodzi się tolerancja i zrozumienie?

Edukacja jest potrzebna, ale w tym kierunku nic się nie robi. Tu zderzają się dwa poglądy historyczne, dwa systemy. Mianowicie, Polacy nadal mówią o samostanowieniu. O tym , że tu była Polska i dlatego mają prawo utrzymywać swoją odrębność etniczną. Czesi twierdzą, że zawsze była to ziemia Korony Czeskiej, która od najdawniejszych czasów nie miała żadnych związków z Polską. Te dwa pryncypia historyczne, które zderzyły się w 1918 roku, żyją w sercach do dnia dzisiejszego i obie strony w ten sposób kształcą swoją młodzież. Czyli, żadnego postępu we wspólnym poglądzie na dzieje Śląska Cieszyńskiego nie ma, z wyjątkiem paru drobnych kwestii.

Było jednak kilka prób. Kongres Polaków wydał podręcznik polskich i czeskich autorów "Polácy na TĂŹšínsku", który został rozprowadzony w czeskich szkołach na Zaolziu. Teksty były na wpół konsensualne, tzn. autorzy troszeczkę wzajemnie się kontrolowali. Jednak, czy podręcznik został przyjęty z euforią i entuzjazmem w Czeskich szkołach? Sadzę, że nie bardzo, ale trzeba próbować.

W jaki sposób w takim razie zintegrować polską i czeską społeczność. Uświadomić Czechom, że Zaolzie jest częścią historyczną i kulturową polskiej strony Olzy?

Należałoby odtworzyć tożsamość cieszyńską. Przypomnieć, że przez stulecie Księstwo Cieszyńskie było samodzielną jednostką i tylko na przestrzeni 90. lat było podzielone na dwie części. Jest to wyzwanie zarówno dla Czechów, jak i dla Polaków.

Nauka języka polskiego w czeskich szkołach na Zaolziu i czeskiego po polskiej stronie Olzy, a także wprowadzenie regionalizmu byłoby jakimś rozwiązaniem.

Owszem byłoby to rozwiązanie. Niestety nauce regionalizmu poświęca się mało miejsca w czeskim systemie nauczania. Nie tylko na Śląsku Cieszyńskim, ale w całych Czechach.

Najgorsze jest jednak to, że nawet sami Zaolziacy nie integrują się z polską stroną.

W 1920 roku, kiedy podzielono Śląsk Cieszyński, nikt nie potrafił sobie wyobrazić, że będzie granica na Olzie, jak to będzie wyglądało. Trudno było w to uwierzyć. Teraz po 90. latach istnienia granicy, ludzie mają podobne wątpliwości, tyle, że w odwrotną stronę. Nie mogą sobie uzmysłowić, że tej granicy już nie ma. Zamiast dziś jeździć na weekend do LuhaÄŤovic czy Ostravy, mogą jeździć do Wisły bądź Ustronia. Trzeba ponownie odbudować więź z całym Śląskiem Cieszyńskim oraz świadomość, że stanowi on jedną całość, ale myślę, że jest to kwestia następnej generacji.



Pisaliśmy:
"Fajnie być sobą" >>>
Uczniowie GIMPLA o polskości >>>



 

piątek, 8 kwi 2011, Beata Tokarzewska

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 08/04 godz. 13:22

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

03/12

Los na loterii?

17

ARTYKUŁY

06/12

Słoneczny Stok

0

03/12

Los na loterii?

17

więcej

BLOGI

04/10

Pęd do władzy

6

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X