Dzisiaj jest: niedziela, 31 maja 2020   Imieniny: Aniela, Marietta

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A mury runęły

Patrząc koniowi w zęby

O raporcie o stanie gospodarczym miasta zrobiło się głośno wraz z jego pojawieniem się. Z jednej strony były to zachwyty miejskich decydentów (jak się miało okazać, mało który go przeczytał), a z drugiej – konsternacja, gdy wyszło na jaw, ile ten raport kosztował. Bo i cena niezorientowanych mogła oszołomić (ponad 380 tys.). Nic dziwnego, że posypały się komentarze i podejrzenia, mimo wyjaśnień autorów, jaki ogrom wysiłku kosztowało ich to opracowanie. Przecież to suma, za którą można przeprowadzić niezły remont! Więc skąd wziął się ten projekt i jak powstał? Wydawało się, że najprościej poszukać odpowiedzi i wyjaśnienia wątpliwości u źródła, a więc w Urzędzie Miasta. I tu zonk! Niespodzianka!

 

Dziwi mnie fakt, że szanująca się redakcja, uważająca się za profesjonalne medium społeczne po raz kolejny wnikliwie drąży okoliczności realizacji samego projektu, a nie jego rezultaty. W moim odczuciu poszukują Państwo „sensacyjnych” informacji dot. etapów realizacji samego projektu, a nie zajmują się Państwo jego esencją. Ponadto proponuję, przed złożeniem kolejnych zapytań dot. tego tematu, zweryfikować posiadane przez Państwa informacje, by uniknąć ponownego pochylania nad tymi zagadnieniami, co w rezultacie zabiera czas, który można by wykorzystać na prace nad rezultatami projektu(...)" – tak brzmiała pisemna odpowiedź wiceprezydenta Krzysztofa Baradzieja na przesłane pytania, który z ramienia Urzędu Miasta nadzorował prace nad projektem. Pominąwszy arogancję odpowiedzi, która zdecydowanie nie przystoi urzędnikowi tego szczebla, panu wiceprezydentowi najwidoczniej pomyliły się media w zapędzie dyktowania, o co należy pytać i o czym pisać. Do tego, we wcześniejszej, osobistej rozmowie nie popisał się, delikatnie mówiąc, przesadną znajomością tematu i sam poprosił o przesłanie pytań pisemnie, zobowiązując się do uzyskania i udzielenia szczegółowej odpowiedzi w kolejnym spotkaniu. Do tego już nie doszło, natomiast nadeszła jego urzędnicza reprymenda i pominięcie milczeniem części pytań. Czy to właśnie taka postawa, oprócz impertynencji, nie mogła być zinterpretowana jako chęć ukrycia czegoś? Czy sam wiceprezydent nie wprowadził tej “sensacyjności”?


Nam nie na sensacji zależało, mimo zaskakującej postawy wiceprezydenta Krzysztofa Baradzieja, a na rzetelnym wyjaśnieniu powstania tego, jakby nie było istotnego i kosztownego dzieła oraz jego dalszego przeznaczenia. Dlatego też z tymi samymi pytaniami, które zadaliśmy włodarzom naszego miasta zwróciliśmy się do Mateusza Werpachowskiego, prezesa Stowarzyszenia Delta Partner, które było autorem rzeczonego raportu. I tym razem zaskoczenia nie było. Bez problemu otrzymaliśmy to, czego nie mogliśmy uzyskać od zwierzchniego urzędnika jastrzębskiego magistratu – rzeczowe, kompetentne i życzliwe odpowiedzi, które spokojnie rozwiały „sensacje” wzbudzone przez wiceprezydenta.


A zatem, co było u zarania pomysłu? „Wojewódzki Urząd Pracy ogłosił konkurs na dofinansowanie projektów związanych z badaniami nad gospodarką i bezrobociem, do którego postanowiliśmy aplikować. Zainteresowało nas przy tym Jastrzębie-Zdrój. Zanim jednak wystąpiliśmy z takim wnioskiem, przygotowaliśmy koncepcję projektu i zwróciliśmy się do tutejszych włodarzy. Miasto odpowiedziało na nasze zaproszenie pozytywnie” – odpowiada Mateusz Werpachowski. A skąd zainteresowanie właśnie naszym miastem? „Wybraliśmy – jako niezależna organizacja badawcza – Jastrzębie-Zdrój głównie z powodu specyfiki związanej z górnictwem, a dokładniej z powodu jego zdecydowanej dominacji nad gospodarką miasta. Uznaliśmy, że to jest merytorycznie bardzo interesująca jednostka samorządu terytorialnego" – tłumaczy. I zaraz wraca do przerwanego wątku: „W praktyce gdzieś tak na początku roku 2010 wystosowaliśmy do miasta zaproszenie do uczestnictwa w tym projekcie. W sensie formalnym przyjęło ono rolę tak zwanego partnera, my zaś byliśmy liderem, co było równoznaczne z faktem, że wszystkie zobowiązania zaciągało Stowarzyszenie Delta Partner". Czy miasto wykładało jakąś kasę? "Założenie było takie, że miasto jest partnerem niefinansowym i nie asygnuje żadnych środków pieniężnych. Było to dla nas o tyle wygodne, że mogliśmy sobie pozwolić na luksus całkowitej niezależności. Z kilkudziesięciu projektów złożonych przez firmy badawcze z całego kraju Wojewódzki Urząd Pracy wybrał trzy – w tym naszą. Następnie, już na realizację tego konkretnego projektu, wyasygnował on jakieś 380 tysięcy złotych. Choć może w przypadku WUP-u należałoby mówić o roli pośrednika, bo w praktyce środki pochodziły w części z budżetu państwa i Europejskiego Funduszu Społecznego” – mówi. Jak w praktyce wyglądała współpraca reprezentowanego przez pana stowarzyszenia i miasta Jastrzębie-Zdrój? „Obowiązki ze strony miasta, jeśli chodzi o zaangażowanie w projekt, były stosunkowo niewielkie w tym sensie, że miasto deklarowało się wspierać działania, które prowadzimy. W praktyce współpraca ta była najbardziej intensywna na etapie badań i sprowadzała się głównie do umożliwienia i ułatwienia nam zbierania danych. Dotyczyło to chociażby zestawień dotyczących edukacji, kiedy zwracaliśmy się do magistratu o udzielenie nam informacji związanych z tą sferą działań miasta. Ogólnie oceniam tę współpracę w sposób pozytywny”. Z jakimi jednostkami miejskim współpracowaliście przy realizacji projektu? „Ze strony miasta powołany został zespół roboczy, w skład którego weszły trzy osoby – w tym między innymi Michał Domagała, naczelnik Wydziału Polityki Gospodarczej i Promocji. Średnio raz na dwa miesiące odbywały się 'spotkania na szczycie', czyli z jednej strony ten zespół, z drugiej – przedstawiciele naszej firmy. Ich celem było głównie zdawanie sprawozdań z postępów pracy i plany na przyszłość. Przy okazji chciałbym podziękować panu Tadeuszowi Sławikowi, przewodniczącemu Rtady Miasta, którego zaangażowanie w projekt wykraczało daleko poza to, co mogłoby wynikać ze zwykłych obowiązków radnego, a co zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie”. Dużo wysiłku włożyliście w jego realizację? "Chciałbym podkreślić, że nakład pracy związanej z powstaniem raportu był ogromny. Świadczy o tym chociażby liczba respondentów. W praktyce dotarliśmy do ponad 2400 osób! Także sama metodologia pracy czy zaangażowanie w projekt autorytetów naukowych świadczą dobitnie, jak bardzo spektakularne było to przedsięwzięcie". Czyli można powiedzieć, że miasto Jastrzębie-Zdrój dostało od was bardzo wartościowy prezent? "Tak można powiedzieć – uśmiecha się Mateusz Werpachowski – mamy nadzieję, że zostanie dobrze wykorzystany".


A co zawiera sam raport? W sumie składa się on z 6 rozdziałów, wśród których, jak się wydaje, najważniejsze są te dotyczące wyników badań społecznych, prognozy zmian w potencjale Jastrzębia-Zdroju i rekomendacji strategicznych. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z owocem, jaki wydały przeprowadzone w 2011 roku na terenie naszego miasta badania. Przedmiotem zainteresowania ankieterów była jastrzębska młodzież, dorośli mieszkańcy miasta, ale także rozmaite organizacje społeczne i przedsiębiorstwa. Jak podkreśla Mateusz Werpachowski, przedsięwzięcie miało charakter powszechny i jako przykład podaje wyniki ankiet, której adresatami była grupa 1200 uczniów. I co prawda synteza uzyskanych wyników przyjęła postać książki, ale już na stronie internetowej projektu – www.jz2015.pl – można przekonać się, jak bardzo spektakularne było to opracowanie.  Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Delta Partner uzyskana w ten sposób wiedza, jeśli tyko zostanie odpowiednio spożytkowana przez miasto, może okazać się bardzo pomocna – zarówno dla mieszkańców Jastrzębia-Zdroju, jak i jego gospodarzy.


W drugim z wymienionych przykładów – prognozy zmian w potencjale naszego miasta – autorzy raportu próbują odpowiedzieć sobie (i nam) na pytanie, jak będzie zmieniać się Jastrzębie-Zdrój na przestrzeni najbliższych lat, zaś jako ostateczną perspektywę swoich badawczych zapędów wskazują rok 2015. Co ważne, prognozy te dotyczą bez mała kilkunastu dziedzin życia społecznego i gospodarczego, w tym m.in. demograficznych uwarunkowań rozwoju miasta, liczby podmiotów gospodarczych czy rynku pracy.


I wreszcie – rekomendacje strategiczne. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że ten rozdział adresowany jest głównie do włodarzy Jastrzębia-Zdroju. Pojawiające się w nim propozycje, jak przybliżyć nasze miasto do krainy mlekiem i miodem płynącą niewątpliwie powinni wziąć sobie do serca. Szczególnej trosce naszych urzędników polecamy podrozdziały poświęcone rozwojowi przedsiębiorczości, edukacji dostosowanej do rynku pracy i jakości życia w mieście.

 

Można zadać sobie pytanie, czy tak kosztowny projekt nie obejmuje zbyt krótkiego okresu czasu,  bo tylko do 2015 roku? Dr Krystyna Melich-Iwanek z Katedry Ekonometrii Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach poddaną przez nas w wątpliwość perspektywę 2015 roku zaleca jako uzasadnioną metodologicznie i ze wszech miar słuszną. Generalnie chodzi o to, że czym dłuższy okres czasu, tym mniej precyzyjne prognozy i zalecenia. A więc wniosek narzuca się sam: czym szybciej zrobi się z raportu praktyczny użytek, tym lepiej.


No właśnie, w tym momencie pojawia się pytanie o dalsze losy raportu. Czy zostanie właściwie spożytkowany? Czy ogrom włożonej w jego powstanie pracy nie pójdzie na marne? Jak mówi Mateusz Werpachowski, jeden z autorów raportu, „niejako dla Jastrzębia-Zdroju, dla jego mieszkańców jest on czymś na kształt wartości dodanej – ważnym jest, żeby skorzystać z dobrodziejstw, jakie ze sobą niesie”. A jastrzębski magistrat? Wydaje się, że akurat jemu obce są tego rodzaju rozterki. Wiceprezydent Krzysztof Baradziej, pytany przez nas, jak spożytkowana zostanie zawarta w raporcie wiedza, odpowiada: „Od czasu zaprezentowania wyników projektu minął niespełna miesiąc. Sam projekt jest aktualnie w fazie rozliczania. Jednocześnie nadal prowadzone są działania informacyjno-promocyjne połączone z dystrybucją raportu. Prowadzone są także działania mające na celu zaangażowanie poszczególnych wydziałów i jednostek, które w swojej działalności powinny uwzględnić wyniki badań projektu. Mając na uwadze powyższe oraz ogromny zasób materiałów do analizy (w dużej mierze składający się ze specjalistycznych obszernych raportów) podkreślam, że ich analiza nie powinna przebiegać w pośpiechu (...)”.


To prawda, że podobno pośpiech wskazany jest jedynie przy łapaniu pcheł, ale też prawda, że nie jedno utonęło już w marazmie urzędniczych zawiłości. A działania miejskiej jak dotąd raczej nie rozpieszczają nas wyprzedzaniem terminów. Nawet jeśli miasto nie zapłaciło za projekt ani złotówki, to tym bardziej warto go wykorzystać. Bo i w tym przypadku czas to pieniądz. I wówczas „ta książka” z pewnością warta będzie tych dużych pieniędzy i trudu wielu ludzi. W końcu są takie sytuacje, kiedy nawet temu darowanemu koniowi trzeba zajrzeć w zęby. Nieprawdaż panie wiceprezydencie? I to tak, żeby zarzut ”szukania sensacyjności” nie przysłaniał czyjejś niekompetencji czy arogancji, a później zrzucania winy z siebie. Więc może czasem warto zawczasu podmuchać na zimne?

 

Pouczający ton wiceprezydenta Krzysztofa Baradzieja, o co mamy pytać i ogólnikowe odpowiedzi na wybrane przez niego pytania, nawet co do skonkretyzowania jednostek, jakie zajmą się projektem, mogą wskazywać na jego dość luźne podejście do tematu. Może to niepokoić, bo zakres spraw w nim jest spory, a urzędnicy raczej mistrzami szybkości w rozwiązywaniu problemów nie są. Co prawda wiceprezydent uroczyście zapewnia: „Z całą pewnością wyniki projektu wykorzystane zostaną w procesie przygotowywania strategii rozwoju miasta oraz innych dokumentów strategicznych”. A także: „Wyniki projektu zdecydowanie będą wykorzystywane do przygotowywania dokumentacji aplikacyjnej pod nową perspektywę finansową Unii Europejskiej 2014 – 2020”. Brzmi obiecująco, ale... zbyt wielu ludzi uważa, że w mieście żadne strategie nie są realizowane, a one same są tworzone tylko „pro forma” (słyszymy tu już głosy oburzenia wiceprezydenta i niektórych urzędników). Tadeusz Sławik, przewodniczący Rady Miasta, przestrzega przed scenariuszem, w którym raport „dokona żywota” w magistrackim archiwum: „Oby nie było tak, jak u Wyspiańskiego: 'Miałeś, chamie, złoty róg...'”

wtorek, 5 cze 2012, Damian Maj

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 05/06 godz. 13:46

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

16/05

"Cyborg"

7

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X