Dzisiaj jest: środa, 26 kwietnia 2017   Imieniny: Klaudiusz, Maria, Marzena

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A mury runęły

Czy było warto?

przejdź do galerii

Tamten sierpień był także gorący, kiedy górnicy jastrzębskich kopalń zdecydowali się na strajk i poparli protestujące Wybrzeże. Wówczas nikt nie był pewien, czym to się skończy. Jak zachowa się władza i jaki będzie skutek górniczego buntu. A jednak wytrwali i wygrali. Podpisano Porozumienie Jastrzębskie – jedną z trzech umów społeczeństwa z ówczesną władzą. O tym, czy było warto podjąć wówczas walkę i co się wtedy działo mówi Stefan Pałka, inicjator i jeden z przywódców strajku w kopalni „Manifest Lipcowy”, obecnie „Zofiówka”.

Czy warto było?

Wtedy, w 1980 roku, ówczesna komunistyczna władza dążyła do konfrontacji ze społeczeństwem. Nie wiadomo do czego mogłoby dojść. Mieliśmy już w naszej historii brutalne pacyfikacje, jakich dopuszczali się komuniści w 1956 roku w Poznaniu i w 1970 na Wybrzeżu. Gdyby naród nie podjął próby zorganizowania się, to bardzo prawdopodobne byłoby powtórzenie tamtych brutalnych starć. Solidarność była taką próbą samoobrony przed dyktaturą władzy.

Czy trudno było wówczas, w 1980 roku, przekonać górników do protestu?

Wówczas pracowałem na kopalni „Manifest Lipcowy”, obecnie „Zofiówka”. Górnicy już od dawna byli niezadowoleni z wielu powodów, głównie z nieludzkich warunków pracy, nieprzestrzegania przepisów BHP, braku odzieży roboczej i w ogóle łamaniu praw pracowniczych. Widzieliśmy też, co dzieje się w kraju, na Wybrzeżu, skąd rozlała się fala strajków. Niezadowolenie górników jastrzębskich osiągnęło swoją kulminację w ostatnich dniach sierpnia. Wtedy dyrektor kopalni próbował udobruchać niezadowolonych pozornymi ustępstwami i część rzeczywiście odstępowała od dalszego protestu. Wtedy, 28 sierpnia, na nocnej zmianie zacząłem pytać kolegów, czy o to im chodzi? Czy tak łatwo dają się przekonać? Czy na tym ma polegać ich nieustępliwość? Czy chcą pogodzić się ze swoim niewolniczym losem? Czy nie obchodzi ich los strajkującego Wybrzeża? I wtedy zaczęło się. Podjęli decyzję o strajku, o twardym domaganiu się swoich racji, których nie chcieli sprowadzić tylko do kwestii wydania odpowiednich ubrań roboczych. Wtedy zrozumieli, że chodzi także o coś więcej.

Jak przebiegał strajk?

Na początku trudno było to ogarnąć organizacyjnie. Nikt z nas nie miał przecież doświadczenia w strajkowaniu. A trzeba było zarządzać wielotysięczną załogą, która w większości pozostawała na terenie kopalni. Inną sprawą było zorganizowanie Komitetu Strajkowego, w którym i ja się znalazłem, z woli załogi. Z oczywistych względów kontakt z protestującymi na Wybrzeżu był niemożliwy, a to co docierało do nas przez oficjalne środki masowego przekazu to były zaledwie strzępy informacji. Jednak udało się nam opanować początkowy chaos i wyłonić naszych przedstawicieli, którzy reprezentowali strajkujących. Myślę, że dla władz strajk na „Manifeście”, a potem i innych kopalniach był dużym zaskoczeniem i początkowo nie wiedzieli, jak się do niego ustawić.

Co było najtrudniejsze w tym strajku?

Myślę, że moment, kiedy inne kopalnie przyłączały się do naszego protestu. Wtedy konieczne było wyłonienie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Wówczas przyjechał do nas Jarosław Sienkiewicz z kopalni „Borynia”. Był to mi człowiek zupełnie nieznany, z którym musiałem podjąć wspólne działania. Nie muszę mówić, jak w tamtych czasach żywiło się obawy do osób, które nagle się pojawiały i niewiele było o nich wiadomo. Krótko mówiąc rozlanie się strajku na inne jastrzębskie kopalnie i wyłonienie reprezentacji tych zakładów było momentem ważnym i trudnym zarazem, bo mogło przesądzić o powodzeniu lub klęsce całego przedsięwzięcia.

Co panu najbardziej pozostało w pamięci z tamtych dni?

Kiedy wiadomo już było, że strajk rozlewa się na pozostałe kopalnie, to zmierzyliśmy się przede wszystkim z problemem organizacyjnym. Nie wiedzieliśmy też jaka będzie reakcja władz, a wszystkiego można było się po niej spodziewać. Na pewno to rodziło duży stres, spowodowany wielką odpowiedzialnością i niewiadomą. W tym wszystkim pojawił się także osobisty wątek – obawa o rodzinę, o dzieci. Pod blokiem, w którym mieszkałem pojawiła się milicyjna „suka”. Na szczęście, z pomocą przyjaciół, udało się wyprowadzić rodzinę, która znalazła schronienie poza domem. Wtedy byłem o nich spokojny.

Jak doszło do podpisania Porozumienia Jastrzębskiego?

Jego zawarcie nie było wcale tak pewne i oczywiste. Na początku nie chciano delegować do rozmów z nami przedstawiciela rządu, a jakiegoś mniej znanego pełnomocnika. W ten sposób bagatelizowano nasze rozmowy. Jak wiadomo oprócz postulatów socjalnych były i polityczne. I to one stanowiły największy problem. Władze za nic nie chciały zgodzić się na wolne związki zawodowe Inne postulaty były dla nich bardziej strawne. Jednak i to zostało przezwyciężone. Komuniści ulegli. Samo Porozumienie podpisano w dniu 3 września nad ranem, między godz. 5-6. Pamiętam, że wtedy byłem u kresu wytrzymałości fizycznej. Wielogodzinny brak snu dał mi się, i nie tylko mi we znaki.

Co pan czuł, kiedy Porozumienie zostało zawarte?

Przede wszystkim wielką ulgę, że ten strajk się kończy, że obyło się bez rozlewu krwi, jak to już w naszej powojennej historii bywało. Mieliśmy wtedy poczucie, że udało się nam wywalczyć coś więcej, niż dodatkową parę rękawic czy parę roboczych butów. Wierzyłem, że w Polsce zaczyna się coś nowego.

Co działo się po 3 września 1980 roku?

Kiedy już wszyscy ochłonęliśmy po strajku zaczął się proces organizacji Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” w Jastrzębiu. W końcu mogliśmy działać legalnie. Przydzielono nam lokal. Związek tworzył też struktury krajowe. Trzeba było wyłonić delegatów na zjazd i zbudować nasze ogólnopolskie struktury. Nie chcieliśmy naszej działalności sprowadzić tylko do pracy w regionach, na czym zależało władzy. Naszym celem był związek zawodowy, mający swoje struktury w całym kraju i władzę centralną. Na tych właśnie działaniach skupiliśmy się po podpisaniu Porozumienia Jastrzębskiego.

Jak ocenia pan tamte wydarzenia z perspektywy 35 lat?

Powtórzę, że było warto podjąć tamten strajk, tamten protest. Wtedy chodziło o coś więcej, niż wolne soboty lub wyższe wynagrodzenia. Tak naprawdę to była walka o wolną Polskę. Oczywiście do „Solidarności” przylgnęli wówczas różni ludzie, z różnych środowisk, którzy już wówczas, ale i później, po roku 1989 wykorzystywali nasz związek do swoich politycznych celów. Niektórzy doradcy starali się ograniczyć nasze działania, wtedy w 1980 roku. Zahamować nasz rozwój. Być może byli związani oni z ówczesny obozem władzy? Później, po upadku komunizmu, część z nich skorzystała z siły naszego związku i dostała się do władzy. Jednak to oni ją sprawowali, a nie „Solidarność”. Często politycy ci są niesłusznie postrzegani, jako ludzie „Solidarności”, a tak naprawdę wykorzystali ją do swoich celów. Odcięli się od naszych ideałów. Mogę śmiało nazwać ich pseudozwiazkowcami. Zresztą jest ich teraz pełno w bieżącej polityce. Są nawet partie polityczne, różnych opcji, które do dzisiaj chcą budować kapitał na „Solidarności”.

Dlaczego wyjechał pan z kraju?

Mój wyjazd nie był przypadkowy. Otóż po posiedzeniu Komisji Krajowej w Gdańsku, jeden z doradców zaproponował mi (oczywiście przy kolacji i kieliszku) - „Stefan bądź z nami i my będziemy tymi ROBOLAMI i tak rządzić”. Zrozumiałem w tym momencie, że ze swoim średnim nie dam sobie rady, nie stanąłem do walnych wyborów. Skorzystałem z zaproszenia CFTC (Francuska Konfederacja Pracowników Chrześcijańskich). Na początku listopada 1981 roku wyjechałem do Francji i brałem udział w konferencji i szkoleniach dla działaczy. Tam zastał mnie stan wojenny. Nagle, 13 grudnia, z telewizji dowiedziałem się, że w Polsce jest wojna. Zupełnie nie wiedziałem, coś się dzieje. Rozmowy telefoniczne z Polską były niemożliwe. Nie wiedziałem, co mnie spotka, kiedy wrócę do kraju. Wiedziałem, że komuniści są zdolni do wszystkiego. Tak więc zostałem we Francji. Tam podjąłem pracę w górnictwie. Działałem również w Komitecie Pomocy Solidarności w Paryżu. Kiedy zniesiono stan wojenny, w 1983 roku, sprowadziłem do siebie żonę i dzieci. Byłem szczęśliwy, że nasza rozłąką się zakończyła. Do kraju rządzonego w dalszym ciągu przez komunistów nie chciałem wracać.

Czy zmieniłby pan coś w swoim życiu, gdyby była taka możliwość?

Jeżeli chodzi o strajk to nie. Uważam, że to miało sens i tak należało się wówczas zachować. „Solidarność” to była jedna z najpiękniejszych rzeczy, która przydarzyła mi się w życiu. Oczywiście, jak to w życiu bywa wiele idei zostało wypaczonych, a nawet ośmieszonych. Jednak „Solidarność” z 1980 roku jest ważna dla Polski, dla jej historii. A to, że została wykorzystana przez polityków i jak się potoczyły jej losy, już w wolnej Polsce, to już zupełnie inna historia.

 


Fot. Strajk w KWK "Manifest Lipcowy", autor Józef Żak

środa, 2 wrz 2015, Katarzyna Barczyńska

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 89 000,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

38.00 m2, Na sprzedaż mieszkanie typu M-2 z możliwością przedzielenia pokoju na dwa mniejsze, położonego w Jastrzębiu- Zdroju w spokojnej i zielonej okolicy , na ulicy Poprzecznej. Mieszkanie po remoncie, na ścianach gładzie , podłogi panele oraz kafle. Ł... więcej

Poprzeczna, renata@jgn-vesta.pl, 883 100 495

KOMENTARZE

  • | 08/09 godz. 08:12

    Czy warto bylo?? Polak zbezczesci wszystko co zostalo osiagniete, a na koncu samego siebie.Na koniec bedzie sie tarzal w swojej ulomnosci.

  • Witek | 05/09 godz. 20:40

    Do Emeryt
    Dla wszystkich którzy strajkowali należy się szacunek . Dzięki nim mamy wolną Polskę i żyjemy w kraju który zmienił historię świata . Niestety mamy przykład że strajk może też oznaczać walkę tylko o kasę . Kiedyś górnik to był naprawdę ciężki kawałek chleba a dziś wystarczy że nim się jest na papierze .

  • Emeryt | 04/09 godz. 15:28

    Tak rozpoczol sie strajk na kopalni Manifest Lipcowy Strajk rozpoczol sie przez przypadek dlatego nie jest wiadomo jak do niego doszlo a prawdajest taka dochodzila godz 21 przed brama bylo okolo 10 przypadkowych gornikow wsrud nich bylem Ja sluchalismy relacji gornika ktury wrucil zurlopu zGdaniska opowiadal o strajku na Wybrzezu z biurowca wyszedl dyrektor Swiderski zapytal co tu jeszcze robimy o tej porze doszlo do wymiany zdan ktos powiedzial ze strajkujemy dyrektor powiedzial ze jesli chcemy więcej » strajkowac to na cechowni a nie przed brama kopalni pobieglismy pod szyb powiedzielismy ze wszyscy na cechownie nbo rozpoczol sie strajk wszyscy ruszyli na cechownie z poczatku bylo trochechaosu bo nie bylo organizatora strajku dopiero jak z 2 zmiany wyjechal Stefan Palka i on przejol dowodzenie strajkim no a reszte to juz znamy

  • Kuba | 03/09 godz. 22:25

    PO - "fachowi ,obeznani, kompetentni" -przyczepili się do nas ludzi z ówczesnej Solidarności i od samego początku niszczyli to państwo:\---Mazowiecki UWol prekursor PO, naprawiał krzywdy jednych byłych właścicieli mieszkań wyrzucając z mieszkań innych późniejszych lokatorów, również niewinnych.
    Balcerowicz -tylko 1991- Książeczki Mieszkaniowe ustanowił na nich oproc niżej niż ówczesne wkłady a/vista czyli płatne na każde żądanie . Kredyty mieszkaniowe -ohh ho ,podniósł do styczeń 50%/luty;40 więcej »% -tak okradł najbiedniejszych ,ludzie się wieszali a Prezesi Banków taaaaaaak sobie popuszczali pasa równocześnie nam na szyi zaciskając sznurek . Rolnicy zabijali się gdyż nie byli w stanie spłacić pobranych kredytów inwestycyjnych. :
    Buzek - Rozdał z naszej ZUSowskiej forsy 5 letnie super urlopy górnicze zaliczane do pracy górniczej a po nich przedwczesne emerytury -ileż tam było przywilejów a teraz jego kolesie liberałowie TuskoKopaczGad okradli nas z wieku emerytalnego bo rzekomo nie ma kasy:. Rządy PO -tego już Wam nie będę opisywał wspomnę tylko 1 bln zl oficjalnie POlska ma długu!-o a nieofic 3.... i to przy wyprzedawanej od lat przez Nich gospodarce!.
    No a gdzie wolne soboty ,niedziele o które walczyła Solidarność czyż są ? napewno są za to darmowe "dyżury domowe" art 151 KP...? ...Istnieje także ostatni wyrok TK o prawie rozwiązywania ZUZPów przez pracodawców ! -już się zaczęło w wielu zakładach. Rozpoczęła się nowa krucjata . Zamiast wolnych świat mamy prawo do bezpłatnych dyżurów domowych i to jest pierwszy punkt nowych ZUZPów proponowanych przez „kompetentnych” POlitycznych pracodawców z pensjami POnadkominowymi.
    Kolejne przegięcie to: Głódź --odprawa obszerna jak niebo gdyż w Polsce jest za dużo kasy. Mamy też rozkradziony wiek emerytalny bez względu na to czy pracowałeś 20 czy 40 lat ,czy w szkodliw, czy w niebezpiecz warunkach pracy ale za to SBki dalej mają takkkka kasę emerytalną i Nikt Im nie zabrał .
    Na koniec wspomnijmy Wałęsę - On chciał Nas ostatnio pałować za obronę wieku emerytalnego-- Ktoś POwie ,e tam facet żartował !?

  • Witek | 03/09 godz. 20:07

    Do Kuby .
    Trudno czytać te wypociny a tymbardziej zrozumieć . Chyba za dużo % było hehehe .

  • jasnet.pl | 02/09 godz. 11:51

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Czarnogóra

CZARNOGÓRA - AUTOKAREM 2017

... Czernogóra autokarem, niesamowite widoki , cudowne połączenie morza z górami. Wyśmienite potrawy oraz lokalne Czarnogórskie alkohole.

cena od 722 zł

termin: od czerwca do września 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

Mocne FILARY

2

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X