Dzisiaj jest: wtorek, 25 lipiec 2017   Imieniny: Jakub, Krzysztof, Walentyna

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A mury runęły

Z książeczką "G" w tle

Mały Bernard zapamiętał ten obrazek jako coś wyjątkowego. To szczególne uczucie, jakie towarzyszyło kilkuletniemu chłopcu, kiedy obserwował stojącego w progu drzwi ojca. A idącego bladym świtem „na szychtę” mężczyznę żegnała cała rodzina. Ostatnie spojrzenie ojcowskich oczu, słowa matki, znikająca powoli męska sylwetka. „Tata na pożegnanie czynił nam na czołach znak krzyża świętego. Po latach uświadomiłem sobie, że w tym codziennym porannym rytuale jego miłość ojcowska splatała się z naszym strachem o niego”.

Te wspomnienia zaczynam od słów księdza prałata Bernarda Czerneckiego, które padają w książce „Wiarą i węglem ciosany”. Nieprzypadkowo. Ojciec duszpasterza przepracował na „Wujku” 36 lat. Kolejne cenne spostrzeżenie księdza Bernarda. Kanapki, stosy kanapek, zabieranych czasami przez jego ojca „na grubę”. Ktoś mógłby pomyśleć, że górnicy pochłaniają w pracy całe góry chleba. Przy okazji rujnując swój rodzinny budżet. Mógłby tak myśleć, gdyby któregoś dnia zagadka ojcowskiego apetytu nie rozwiązała się sama: „Po wojnie jeździłem do liceum w Katowicach, czasami razem z ojcem, tym samym pociągiem. On z torbą pełną kanapek. Co znowu? A on, że jeńcy niemieccy głodują – trzeba im pomóc. Niemcom, po tej paskudnej wojnie? Nie Niemcom, tylko ludziom, takim jak my!”

Kilkadziesiąt lat później. Taki obrazek. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż grudniowe ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą oczy i podreptałem w kierunku kuchni. Tutaj moim oczom ukazała się matka. Z nożyczkami w dłoni wycinała równe kwadraciki, które jeden po drugim lądowały na podłodze. W mojej 7-letniej wyobraźni pojawiły się kadry z lekcji plastyki. „Co to?” – zapytałem zaspany. „Kartki na mięso, syneczku” – odpowiedziała. Potem podeszła i pocałowała mnie w czoło: „Wracaj do łóżka”.

Gdy ponownie znalazłem się w swoim pokoju, światło w kuchni zgasło. W chwilę potem usłyszałem zgrzyt zamka i kroki na schodach. Powoli zasypiałem. W tym samym czasie moja matka ustawiła się karnie na końcu kolejki do „rzeźnika”. Kolejka – w latach 80- tych „kultowe” słowo – wiła się niczym egzotyczny wąż. I z każdą minutą robiła się coraz dłuższa. Było kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Tutaj, na Wielkopolskiej, zresztą jak na każdej innej ulicy w mieście, myśli jastrzębian krążyły wokół zbliżających się świąt.

Zmierzchało. Budzący się dzień obnażał szarość PRL-u i panujące w nim reguły. To w kolejce dowiadywano się, co słychać na osiedlu. To tutaj rodziły się pierwsze miłości. Tutaj także ludzie stawali się swoimi śmiertelnymi wrogami. Oto ktoś rzucił w eter: „Kopidołom to dobrze, mają te swoje książeczki górnicze, niczym się nie martwią!” „Co pan opowiada, ja pracuję na kopalni, ale sterczę w tej kolejce razem z całą resztą! – obruszył się młody jegomość. „Towar przywieźli!!!” – padło nagle. Tłum zaczął napierać na drzwi. W tym samym czasie ekspedientka z monstrualnych rozmiarów tasakiem w dłoniach brała pierwszy zamach. Po chwili w szarym, pakowym papierze wylądowały żeberka jak ze snu. Obiekt westchnień wszystkich kolejkowiczów.

Po latach jeden z moich rozmówców opowiadał o fenomenie książeczek „G”. „Kupiłem piec elektryczny na osiedlu, lodówkę koło kopalni, a siostrze kafelki do łazienki, bo akurat wtedy dom budowała. Kupiłem też narty. Do dzisiaj w jednej z łazienek mam jeszcze resztę kafelek. W piwnicy piec też chyba stoi” – wspominał z rozrzewnieniem.

Moje dzieciństwo przypadło na połowę, no, może jeszcze koniec lat 80-tych. Telewizja nie miała wtedy zbyt wiele do zaproponowania, nie było stu kanałów, a produkowane przez Redakcję Rolniczą programy o deficycie sznurka do snopowiązałek jakoś szczególnie mnie nie kręciły. Z tego samego powodu, jeśli na szklanym ekranie pojawiało się coś godnego uwagi, ja i moi rówieśnicy traktowaliśmy to niemal w kategoriach nadprzyrodzonego zjawiska – równie spektakularnego jak pokazywana wówczas jałówka z dwoma głowami.

Pamiętacie jeszcze „Teleranek” i tego koguta, który punktualnie o godzinie dziewiątej wskakiwał na płot i piał? Swoją drogą, kiedy 13 grudnia 1981 roku na ekranie telewizora zamiast prowadzącego program pojawił się pan w ciemnych okularach, oznaczało to niechybnie początek stanu wojennego i koniec pewnej epoki. Ale dla moich kolegów, których ojcowie pracowali na Manifeście Lipcowym, ta data odcisnęła się mocniejszym piętnem. Nagle przestały liczyć się „kolejkowe” spory, książeczki górnicze, kafelki siostry...

Ale koniec tego patosu. Na koniec mała scenka rodzajowa z kopalnianego baru... pardon... lokalu gastronomicznego. „Bez zakąski nie podaje się!” – rzecze kelnerka w zgrzebnym, czarno-białym uniformie. W dłoni dzierży mały notes, którym wachluje się co chwilę. Lokal tonie w papierosowym dymie, tak iż z trudem dostrzega twarze zamawiających alkohol mężczyzn. „Dwie lufy i meduzę” – odpowiada jej zachrypnięty głos. „Galaretka to za mało” – ripostuje. „To ja poproszę golonko” – mówi Stachu. „I tźy piwa” – dodaje ten zachrypnięty. „Tak jest, trzy piwa” – cieszy się ich kompan – „Nie będziem tu tracić pieniędzy na majonezy”.
Pamiętacie?

fot. J. Żak

piątek, 2 gru 2016, Adam

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 750,00 zł
M-4 WOLNE OD ZARAZ

55.70 m2, Do wynajęcia mieszkanie w Centrum Jastrzębia , przy ul. Wielkopolskiej. W pobliżu sklepy, szkoła, przedszkole , plac zabaw , siłownia na świeżym powietrzu . Mieszkanie wyposażone w niezbędne sprzęty Agd ( pralka , lodówka, kuchenka z piekarnikiem) do... więcej

Wielkopolska, renata@jgn-vesta.pl, 883 100 495

KOMENTARZE

  • Jastrzębianka | 20/12 godz. 17:05

    Tez mam swoją działalność i nie narzekam jak inni na górników.Mój ojciec był górnikiem i wielu wujków.Trzeba mieć tą świadomość ,że dzięki górnictwu wszystko się kręci.Jak upadną kopalnie to padnie cały Śląsk.

  • szadrach | 11/12 godz. 09:35

    A ile lat -pokoleń-będziemy wychodzić z holocaus'u,kształconych w ,,amerykańskich'' liceach roboli
    Regina sine labe orginali concepta ora pro nobis

  • seboc | 09/12 godz. 11:35

    "Redakcję Rolniczą programy o deficycie sznurka"

    W II pol. lat 80. RR miala cykliczny program o komputeryzacji rolnictwa. Byla "Sonda", "Spektrum" i wiele programow edukacyjnych i naukowych przewyzszajacych poziomem obecne 100 kanalow razem wziete.

  • Greg | 07/12 godz. 08:50

    Do boss ale ty jestes smieszny czlowieku ty bys dostawal to bys pewnie nie bral takich marudzacych placzacych jak ty jest wiele tylko placza i stekaja bo ktos cos dostal a ty nie dostsles boze co to za czlowiek porazka kolejna z takim placzkiem niech maja i niech dostaja na co zasluzyli.

  • do Boss | 05/12 godz. 10:11

    Popieram, inni za darmo nic nie dostali przez całe życie. Te wasze związki i wymaganie są gorsze od złodziei bo złodziej przyjdzie i raz ukradnie a wy ciągle.......

  • jasnet.pl | 02/12 godz. 11:07

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Włochy

CUDOWNA ITALIA

... Włochy , kolebka zabytków , nieskończonej ekspresyjnej Włoskiej kultury, wyśmienitych smaków oraz cudownego wina. jedno z piękniejszych miejsc na ziemi...

cena od 1.800 zł

termin: od czerwca do września 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

17/07

Nie ma wakacji

0

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X