Dzisiaj jest: niedziela, 26 marca 2017   Imieniny: Emanuel, Larysa, Tymoteusz

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

"Martwię się o wnuka!"

„Martwię się o mojego wnuka. Jak tak dalej pójdzie, zmarnuje się całkowicie. W szkole zadają tyle, że ślęczy nad książkami całe dnie. Do tego jeszcze ambicje mojej córki, która traktuje Jaśka, jakby miał zostać przyszłym noblistą. To już nie dziecko, to cień dziecka! Wiem, że Ewa chce dla niego dobrze, ale chyba nie w ten sposób” – mówi starsza elegancka kobieta. Tutaj – w jednej z jastrzębskich przychodni – rozgorzała dyskusja na temat młodego pokolenia. Ile ludzi, tyle postaw, punktów widzenia, spostrzeżeń. No cóż, kolejka przesuwa się w ślimaczym tempie, w sam raz, aby przysłuchać się kolejnym rozmówcom.

Mama 6-letniego Janka – zadbana, „na oko” trzydzieści kilka lat – snuje plany na przyszłość. Syn właśnie przekroczył próg jednej z jastrzębskich podstawówek i kiwa jej na pożegnanie. Janek zostanie prawnikiem albo lekarzem. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. I chociaż w jej rodzinie nikt nie „parał się” podobnymi profesjami, kobieta wie, czego chce. A właściwie, czego ma chcieć jej syn. Z tą szkołą w wieku 6 lat to też był jej pomysł. Janek mógł śmiało zaczekać jeszcze rok. Ale jej zdaniem jeśli w życiu chce się coś osiągnąć, karierę trzeba planować jak najwcześniej. Ona sama nie miała tyle szczęścia. Rodzicie nie wspierali jej edukacyjnych ambicji. Zdali się na intuicję córki. Ta zaś wzorem swoich koleżanek z liceum wybrała modny pod koniec lat 90-tych kierunek studiów. Po pięciu latach okazało się, że nie ma dla niej pracy. I pewnie gdyby nie „interwencja” kogoś z rodziny – dzięki tajemniczej ciotce została w końcu urzędniczką – wylądowałaby na zmywaku w Londynie. Ale to już przeszłość. Teraz najważniejszy jest Janek.

Kobieta studiuje uważnie wydruk z komputera. To plan zajęć Janka na najbliższy tydzień. Najpierw więc, do południa, szkoła, potem – zajęcia pozalekcyjne. Basen, angielski, kurs tańca. Taki pakiet podstawowy. Na dobry początek. Bo jastrzębianka myśli jeszcze o drugim języku – japońskim, może norweskim – i kółku teatralnym. Ale to wiązałoby się z koniecznością wożenia syna do Katowic. Niestety, nie bardzo ma na to czas. To może ojciec Janka? „Ojciec Janka?!” – 30-latka uśmiecha się ironicznie. Dla niej to już zamknięty rozdział. Mężczyzna nie sprawdził się. Ani jako ojciec. Ani jako mąż.

Co na to sam zainteresowany, czyli Janek? No cóż, chłopiec wydaję się nieco apatyczny, wpatruje się w miskę wypełnioną płatkami owsianymi, z trudem powstrzymując odruch ziewania. Przed nim sześć bitych godzin w szkole, potem kółko szachowe – nowy pomysł mamy – i dwie godziny na basenie. Kiedy wróci do domu, zasiądzie do odrabiania lekcji, wszystko wskazuje na to, że uśnie z głową na podręczniku. Znowu.

Ojciec 14-letniego Michała twierdzi, że w życiu nie ma miejsca na przypadek. On sam do tego, co osiągnął, doszedł ciężką pracą. Z nostalgią wspomina studenckie czasy na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Rano zajęcia na uczelni, po południu – praca, żeby utrzymać się w dużym mieście. Już wtedy interesował się giełdą. Śledził na bieżąco notowania. Zgłębiał fachową literaturę. Ale maklerem nie został. Pod koniec studiów spotkał kobietę, która – jak mówi – okazała się miłością jego życia. Potem na świat przyszedł Michał. A oni zamieszkali w Jastrzębiu-Zdroju – rodzinnej miejscowości żony. Na szczęście szybko znalazł posadę w jednym z tutejszych banków. Skoncentrował się na pracy. O giełdzie jednak nie zapomniał.

Mężczyzna spogląda na wyświetlacz swojego telefonu. Dzwoni Michał. Nie rzuca „cześć tato”, tylko od razu zaczyna relacjonować, co aktualnie dzieje się na giełdzie. Jest skrupulatny. Używa fachowej nomenklatury. Prognozuje, że niebawem akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej odbiją się od dna. Ojciec uśmiecha się pod nosem. Rozpiera go duma. Nie potrafi zrozumieć, dlaczego inni rodzice rozmieniają się na drobne? Te wszystkie balety, egzotyczne języki, zrywanie dziecka o szóstej rano... Przecież liczy się tylko wąska specjalizacja! Michał już teraz mógłby konkurować z profesjonalnymi maklerami. Kupił nawet synowi taką specjalną koszulę. Jak z filmu o amerykańskiej giełdzie. Chłopiec czasami ją ubiera. Zaczesuje gładko włosy. I z poważną miną pozuje do lustra.

A szkoła, kolego? Michał uśmiecha się niepewnie, ale odpowiada, jakby przemyślał tę kwestię kilka razy. „Program jest przeciążony, trudno nadążyć za oczekiwaniami nauczycieli, dlatego wszyscy kombinują. Prawda jest taka, że nie traktuję swoich uczniowskich obowiązków zbyt poważnie. Przykładam się tylko do matematyki. Jak chcesz, możesz nazwać mnie lawirantem. Teraz liczy się głównie giełda, zresztą, zapytaj mojego ojca” – uśmiecha się szeroko.

12-letnia Sandra ma mnóstwo wolnego czasu. Jej rodzice twierdzą, że nuda potrafi być inspirująca. Nie wysyłają córki na jogę, pianino czy pływanie synchroniczne. Chętnie usprawiedliwiają jej szkolne nieobecności. Najlepiej niech sama powie, co naprawdę ją interesuje. Na razie wszystko wskazuje na to, że 12-latka zostanie artystką. Ściany jej pokoju pokrywają kolorowe rysunki, graffiti, cytaty z Harry Pottera. Jednym słowem – artystyczna dusza. Ona niewątpliwie zdaje sobie sprawę ze swojej wyjątkowości. Znajomych ze szkoły trzyma na dystans. Przyjaciół też nie ma zbyt wielu. Jeśli w ogóle jakiegoś. Ostatnio wpadła na pomysł, że zapisze się na kurs garncarstwa. Ku niemej aprobacie rodziców. Przez ostanie dwa tygodnie wracała do domu cała „uwalona” w glinie. Jest taka niezależna. Oryginalna.

„Sandra! Spóźnisz się do szkoły!” – słychać jak co dzień. 12-latka ma problem ze wstawaniem. Ziewa teatralnie, przeciąga się jak dziki kot. Od kiedy odkryła w sobie duszę artystki, postanowiła nie przejmować się „budą”. Przecież i tak zostanie sławną aktorką albo malarką. Rodzice, kiedy opowiada im o swoich planach na przyszłość, wpatrują się w nią jak w obrazek. Ona to widzi. Wyciąga wnioski. Na razie jednak próbuje nieudolnie założyć prawą skarpetkę. Kto wie, jak się pośpieszy, to może zdąży jeszcze na trzecią lekcję?

fot. pixabay
 

poniedziałek, 20 lut 2017, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 139 000,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

70.00 m2, M-6 ul. Wielkopolska idealne 2 piętro w układzie 2/2 Czteropokojowe mieszkanie na drugim pietrze wysokiego bloku, usytuowane w centrum miasta ale w sąsiedztwie deptaku spacerowego i placu zabaw. Pokoje o dobrym nasłonecznieniu, ściany gładź, podłogi j... więcej

Wielkopolska, kasia@jgn-vesta.pl, 883 490 100

KOMENTARZE

  • | 25/02 godz. 09:00

    narcyzm takich rodziców jest niestety porażąjący, pycha i niespełnione ambicje , kompleksy a dziecko cierpi

  • mieszkaniec.K | 22/02 godz. 19:26

    mysz...i właśnie o to chodzi,niczego nie narzucać :-)...pozdrawiam trzeźwo myśląca

  • mysz | 22/02 godz. 12:12

    Sandra,Michał i Janek to przykład dzieci w których rodzice widzą .siebie".Siebie" jako ludzi nie spełnionych.W nich pokładają swoje nadzieje w niespełnionych ambicjach.Jenek który ma 7 lat musi być prawnikiem albo lekarzem .Dlaczego musi być???Bo mama tak chce?.Ja się pytam dlaczego mama nie została prawnikiem czy lekarzem?Żal mi tych maluchów,którzy muszą dostosowywać się do ambicji rodzica.Czy nie lepiej pozostawić wybór zawodu swojemu kochanemu dziecku?Moje dzieci w wieku 6,7 lat miały swoje więcej »marzenia.Syn chciał zostać śmieciarzem bo podobała mu się śmieciarka,która podjeżdżała pod blok córka natomiast chciała zostać mechanikiem samochodowym bardzo lubiła przebywać w warsztacie samochodowym swojego wujka.Syn gdy dorastał chciał zostać księdzem bo chciał mieć żółtego mercedesa i własny dom(plebania)Nigdy nie wyprowadzałam ich na" moje tory"Gdy przyszedł czas na prawdziwy test dojrzałości(po maturze)Wybierali sami.Dzisiaj mają zawody w których się spełniają,mają dobrą prace.Mam nadzieje,że swoim dzieciom a moim wnukom nie będą zatruwać życia przy wyborze zawodu.Jeszcze nie tak dawno mój wnuk chciał być archeologiem bo lubi dinozaury,ostatnio bardzo chciał być pracownikiem karetki pogotowia ale to już przeszłość teraz chce być informatykiem.Do matury jeszcze daleka droga.Czas pokaże co wybierze .Wnuczka (7 lat) jest obecnie wielką panią prezes salonu piękności za parę lat będzie kimś innym.Czy rodzice mają burzyć im tak piękne dziecięce marzenia, narzucając swoje ambicje???

  • | 21/02 godz. 17:40

    Jak dziecko chciało by później iść do zawodówki i być dobrym rzemieślnikiem, to ok. Ale rodzić nie widzi tego,aby ich dziecko było po zawodówce, bo to dyshonor. Załośc bierze na takich rodziców, co nadmiernie eksploatują swoje dziecko.

  • | 21/02 godz. 17:37

    Najgorzej, jak swoje niespełnione ambicje rodzice przelewają na dzieic. Robią im wielką krzywdę. Syn na pewno będzie miał problemy emocjonalne. To sie odbije na nim. Szkoda,ze nie ma dla rodziców, którzy nie umieją wychowywać porządnej szkoły dla rodziców, jak wychowywać dziecko.

  • jasnet.pl | 20/02 godz. 11:14

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Hiszpania

Gorąca Hiszpania !

...Niesamowite wybrzeże Costa Brava. Te miejsce zagwarantuje Państwu Egzotyczne wakacje w pięknym miejscu, z różnymi atrakcjami , wspaniałymi Hiszpańskim rozwiń ›

ceny od 1.898 zł

termin: lato 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

21/03

Wyzwolenie Bzia

3

więcej

BLOGI

22/02

Mocne FILARY

2

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X