Dzisiaj jest: sobota, 21 października 2017   Imieniny: Hilary, Jakub, Urszula

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

"Pamiętam tamtą Wielkanoc"

Pamiętam taki obrazek. Była trzecia, może czwarta nad ranem. Za oknem panowały wciąż egipskie ciemności. Do pokoju, w którym spałem, wkradał się anemiczny snop światła. Wstałem, przetarłem z dziecięcą manierą oczy i podreptałem w kierunku kuchni. Tutaj moim oczom ukazała się matka. Z nożyczkami w dłoni wycinała równe kwadraciki, które jeden po drugim lądowały na podłodze. W mojej 7-letniej wyobraźni pojawiły się kadry z lekcji plastyki. „Co to?” – zapytałem zaspany. „Kartki na mięso, syneczku” – odpowiedziała. Potem podeszła i pocałowała mnie w czoło: „Wracaj do łóżka!”

Gdy ponownie znalazłem się w swoim pokoju, światło w kuchni zgasło. W chwilę potem usłyszałem zgrzyt zamka i kroki na schodach. Powoli zasypiałem. W tym samym czasie moja matka ustawiła się karnie na końcu kolejki do „rzeźnika”. Kolejka – w latach 80- tych „kultowe” słowo – wiła się niczym egzotyczny wąż. I z każdą minutą robiła się coraz dłuższa.

Był Wielki Czwartek i tutaj, na Wielkopolskiej, zresztą jak na każdej innej ulicy w mieście, myśli jastrzębian krążyły wokół zbliżających się świąt. Zmierzchało. Budzący się nieśmiało dzień obnażał ten jedyny w swoim rodzaju spektakl, o którym można by śmiało pisać poematy. To w kolejce dowiadywano się, co słychać na osiedlu. To tutaj rodziły się pierwsze miłości. Tutaj także ludzie stawali się swoimi śmiertelnymi wrogami. Nagle ktoś rzucił w eter: „Towar przywieźli!!!” Tłum zaczął napierać na drzwi. W tym samym czasie ekspedientka z monstrualnych rozmiarów tasakiem w dłoniach brała pierwszy zamach. Po chwili w szarym, pakowym papierze wylądowały żeberka jak ze snu. Obiekt westchnień wszystkich kolejkowiczów.

Dwa dni później w odświętnym ubraniu szedłem do kościoła. Moja dłoń zaciśnięta kurczowo na wiklinowym koszyku była sina od zimna. A w koszyku same pyszności. Pachnąca jałowcem kiełbasa, której nie dałoby się wystać w najdłuższej nawet kolejce. Baranek z lukru, zawinięty zapobiegliwie w celofan, tak aby mógł posłużyć w kolejnych latach. I świąteczne pisanki, czyli potraktowane wywarem z cebuli jajka, a potem pokryte moimi „artystycznymi” hieroglifami. Wszystko to nakryte było śnieżnobiałą serwetką, którą matka przykazała mi strzec jak oka w głowie. No właśnie... Tak naprawdę to był moment. Jeden silniejszy powiew wiatru. Już w chwilę potem moja śnieżnobiała serwetka po spektakularnym locie wylądowała w pobliskiej kałuży. Okrzyk rozpaczy 7-latka rozdarł powietrze. Szybko wyciągnąłem ją z wody i zacząłem pospiesznie suszyć. Potem, jak gdyby nigdy nic, odłożyłem ją na swoje miejsce i pobiegłem w kierunku kościoła. Mówiąc szczerze, byłem nawet zadowolony z takiego obrotu rzeczy – wilgotna serwetka nie sprawiała mi już więcej kłopotów.

Wielkanoc była w moim przypadku wielkim, a jakże, oczekiwaniem na Lany Poniedziałek. Skrupulatnie gromadziłem swój „arsenał”, którego miałem dobyć w godzinie wielkiej próby. Na początek więc małe poręczne „psikawki” w kształcie pisanek, żab, tudzież innej nie mniej egzotycznej menażerii. Dalej butelki po popularnym w latach 80-tych płynie „K”. I wreszcie broń najstraszliwsza – wiaderka oraz foliowe worki, którymi można było miotać, niczym torpedami, na dłuższe odległości. W końcu któryś z rodziców zawołał mnie. Przykryłem „wodną amunicję” kocem i wszedłem do pokoju pełnego gości. Na pytanie matki, czy coś bym zjadł, poprosiłem o kawałek białej kiełbasy. A potem, wzorem swojego chrzestnego, nałożyłem sobie na talerz sporą ilość ćwikły domowej roboty. Po pierwszym kęsie poczułem, że mój przełyk wypełniają ognie piekielne. Taaak, kiedyś chrzan był chrzanem, święta świętami, a ludzie ludźmi.

Dzień później obudziłem się jako pierwszy. „Uzbrojony” po zęby zacząłem odwiedzać kolejnych domowników i gości. Byłem jak bezlitosny snajper. Unosiłem w dłoni wypełnioną wodą żabę, oceniałem odległość do celu, i wreszcie – cel!, pal! W chwilę potem w całym mieszkaniu słychać było krzyki mokrych, wybudzonych ze świątecznego snu „ofiar”. Jednak prawdziwy Armagedon rozpętał się dopiero wtedy, kiedy do akcji włączył się mój, wspomniany tu już, chrzestny. Z wiadrem pełnym wody podszedł majestatycznym krokiem do okna i rozejrzał się wokół siebie. Nagle, ku przerażeniu mojej matki, odsunął firankę, traktując układane przez nią własnoręcznie falbany z nonszalancją, na którą może sobie pozwolić tylko mężczyzna. Otworzył okno, wypatrzył jakąś nieświadomą zagrożenia niewiastę i... chluuust! Biedaczka musiała wracać się do domu.

Kilka lat później nastąpiła gwałtowna wolta. Już nie trzeba było wstawać o trzeciej nad ranem, żeby kupić kawałek mięsa. Nie było kartek. Kolejki zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki. Z drugiej strony ludzie przestali się odwiedzać, ćwikła straciła swój dawny smak, a latanie z wiadrem po ulicy stało się szczytem obciachu. No tak, ale to już jest zupełnie inna historia...
 

piątek, 14 kwi 2017, Adam

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 120 000,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

47.40 m2, Przedstawiam ofertę sprzedaży mieszkania typu m-3, składającego się z dwóch pokoi dwustronnie rozkładowych, kuchni, łazienki i przedpokoju, do mieszkania przynależy piwnica. Mieszkanie położne jest na czwartym piętrze w bloku przy ul.Kusocińskiego, typu N... więcej

Osiedle Chrobrego, jola@jgn-vesta.pl, 883 100 480

KOMENTARZE

  • | 20/04 godz. 21:28

    Teraz to wielka komercja ogarnęła nasze świętowanie.

  • | 18/04 godz. 17:52

    Każdy dzieciństwo wspomina z rozrzewnieniem, co nie znaczy że w przeciwieństwie do niektórych tęsknię za komuną i kolejkami.Wole żyć obecnie. Pewno, że jak nic w sklepie nie było,
    to czekolada mleczna od cioci z Niemiec miała wartość smartfona. Nigdy nie lubiłam smingusa, lanie wiadrami ludzi idących do kościoła to szczyt wiesniactwa. Jak małolaty chcą się lać to niech się leją, tylko nie po klatkach bo potem wygląda jak w chlewie. A rzucanie workami z wodą z okna to szczyt głupoty, wiele l więcej »at temu moja znajoma dostała takim workiem w głowę i okazało się, że ma wstrząs mózgu. A jakby tak w małe dziecko trafiło? Osobiście kocham każde kolejne święta i nie mają dla mnie mniejszego znaczenia niż za bajtla. Wszystko jest kwesta podejścia, znam też dziadków co twierdzą, że za komuny było lepiej bo to mieszkania dawali i każdy robotę miał. Autor niech się za inne tematy weźmie bo ja jako rocznik 69 od 70roku w Jastrzębiu, mieszkaniec Wielkopolskiej dobrze pamiętam jak było. Kiedyś jechaliśmy nad morzem maluchem a w telewizji leciał Bolek i Lolek. Czemu sobie nie kupisz malucha? Dziennik telewizyjny obecnie to fantastyczny skok w czasy jedynie słuszne. Polecam jak ktoś tęskni za młodością.

  • | 15/04 godz. 15:44

    Ludzie byli ludźmi...To prawda.

  • on | 14/04 godz. 13:09

    Kiedyś wszytsko było inne, lepsze. Nawet kobiety były lepsze od tych dzisiaj.
    Nie było w sklepach,ale ta atmosfera, ta życzliwośc ludzka wynagradzała wszystko. Pozostaje powspominac.

  • | 14/04 godz. 10:59

    Tak,tamte święta były inne.Ciekawy tekst.

  • jasnet.pl | 14/04 godz. 10:03

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Turcja

TURECKA MAGIA

...Turcja - jeden z piękniejszych krajów. Niskie ceny a jakże luksusowy standard hoteli. Niesamowite jedzenie , piękne miasta, plaże różnorodne. Niesamow rozwiń ›

od 1.030 zł

termin: CZERWIEC - PAŹDZIERNIK

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

19/10

Pani Flobo

0

13/10

40 lat Poradni!

1

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X