Dzisiaj jest: środa, 20 września 2017   Imieniny: Dionizy, Faustyna, Filip

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Bronił stron rodzinnych

Tytuł Honorowego Obywatela Gminy Mszana nadali pośmiertnie radni Mszany dla pchor. Franciszka Sławika. Statuetkę z rąk wójta gmin Mirosława Szymanka, odebrał syn odznaczonego radny Jastrzębia-Zdroju, Tadeusz Sławik. Radni Mszany nadali też nazwę Obrońców Bożej Góry skrzyżowaniu typu rondo ulic: Wodzisławskiej i Drogi Głównej Południowej. Taki wniosek złożyła Rada Miasta Jastrzębie-Zdrój do Przewodniczącego Rady Gminy Mszana i Wójta Gminy Mszana, by w ten sposób uczcić pamięć bohaterskich żołnierzy polskich z września 1939 r. Oficjalne nadanie tej nazwy nastąpiło na wspólnym oficjalnym spotkaniu radnych Mszany i Jastrzębia w sobotę 20 maja. A kim był Franciszek Sławik? Jego sylwetkę i udział w obronie Bozej Góry przypomina Mirosława Książek-Rduch na łamach kwietniowego wydana „Naszych Wieści Gminnych” oficjalnego magazynu Gminy Mszana

Bronił stron rodzinnych

30 września 1938 roku 21-letni, świeżo upieczony maturzysta rozpoczął służbę wojskową w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty 21 DPG w Cieszynie, jako strzelec z cenzusem. Kurs ukończył w czerwcu 1939 awansem na kaprala z tytułem podchorążego rezerwy. Miesiąc później pojechał na obóz letni podchorążych w Hermanicach koło Ustronia. - Ojciec był zachwycony tym szkoleniem - wspomina Tadeusz Sławik. Tuż po powrocie z obozu letniego Franciszek odbył praktykę wojskową w III batalionie 3 Pułku Piechoty Strzelców Podhalańskich w Boguminie. Pod koniec sierpnia 1939, gdy widmo wojny stawało się coraz bardziej realne, ze swoim plutonem został skierowany w rodzinne strony - do budowy fortyfikacji w rejonie Bożej Góry na pograniczu Mszany i Jastrzębia Zdroju. Plutonem dowodził ppor. Zawistowski, a jego zastępcą był młodziutki podchorąży Franciszek Sławik. - Ojciec miał 22 lata, mentalnie nie było mu łatwo dowodzić starszymi. Ale miał wiedzę i odpowiednie przeszkolenie, a do tego był spokojny, wyważony - wspomina syn. Batalion stacjonował w jastrzębskim majątku, dawnym zamku, którego ostatnimi właścicielami były rodziny Szraja i Jankowscy. Potomek Jankowskich w rozmowach po latach z Tadeuszem Sławikiem opowiadał, że pamięta stacjonujących w zamku żołnierzy. Podczas pobytu w Jastrzębiu Franciszek dość często odwiedzał rodzinny dom w Mszanie. Miał do niego raptem kilka kilometrów. Podhalańczyk świetnie jeździł konno, do tego miał piękny mundur. Rodzina podczas takich wizyt pękała z dumy. - Czasem pokazywał swoje umiejętności i przeskoczył konno jakiś płotek albo mur. Musiało to robić duże wrażenie, skoro pozostało w rodzinnych przekazach przez tak długie lata - wspomina Tadeusz Sławik

W rodzinnym archiwum Sławików zachowało się także skierowanie plutonu Franciszka do budowy okopów. Podhalańczycy, w tym Franciszek, przygotowywali pozycję obronną na Bożej Górze. W Jastrzębiu Górnym stacjonował zaś 3. szwadron 3. Pułku Ułanów (dowódca tego oddziału, rotmistrz Otton Ejsymont nocował w parafii św. Katarzyny). Oba te oddziały stanowiły Oddział Wydzielony Wodzisław w składzie Armii Kraków. 1 września 1939 roku, ok. godz. 8.30 rano pod Bożą Górą pojawiły się wojska niemieckie. Na jednym ze stanowisk ogniowych ustawiono słynne działko przeciwpancerne Bofors, a ostrzałem kierował wspomniany rotmistrz Ejsymont. Niemcy usiłowali z marszu sforsować polskie pozycje, zostali jednak przez Polaków zatrzymani. - Rodzina z Mszany opowiadała mi, że przed samym mostem został trafiony jeden niemiecki wóz pancerny, potem kolejny, droga została zablokowana. Niemcy w tych pojazdach zostali potwornie poparzeni. Ciężko rannych przenoszono do lokalu u Fojcika - opowiada Tadeusz Sławik. Restauracja u Fojcika (na skrzyżowaniu ul. Wodzisławskiej) była wówczas najbardziej renomowanym lokalem w okolicy. Budynek przetrwał wojnę, a Franciszek Sławik kilka lat później spotkał tu swoją przysz- łą żonę.

 Świst kuli dobrze wróżył

Niemcy widząc, że nie zdobędą Bożej Góry z marszu, zaczęli okrążać polskich obrońców od strony Moszczenicy i Połomi. Nierówna walka z przeważającymi siłami wroga trwała kilka godzin. Okrążani ułani zmuszeni zostali do wycofywania się. Jednak cele operacyjne zostały przez Polaków osiągnięte. Niemiecka 5 Dywizja Pancerna oraz 53 pułk piechoty zostały mocno opóźnione w swoim marszu na Pszczynę. - Ojciec wspominał, że po wycofaniu się, polscy obrońcy spotkali się na wzgórzu w Jastrzębiu, w okolicach obecnego urzędu miasta. Następnie ruszyli na wschód, w kierunku Pszczyny, a dalej na Kraków i Nisko. Szli głównie nocami, wiele razy wymykali się z okrążenia, stoczyli po drodze wiele walk. Żołnierz się cieszył, jak słyszał świst kuli, bo to oznaczało, że ona przeszła koło niego, nie trafiła. Codziennie o świcie śpiewali "Kiedy ranne wstają zorze", a do boju szli z pieśnią "Pod Twą obronę, ojcze na niebie" - opowiada Tadeusz Sławik. Wreszcie pod Tomaszowem Lubelskim, gdzie trwała koncentracja wojsk polskich, oddziały zostały okrążone przez Niemców i tam Franciszek Sławik wraz z całą Armią Kraków dostał się do niewoli.

 6 lat w niemieckich obozach

W niemieckich obozach jenieckich spędził długich sześć lat. Był przerzucany z miejsca na miejsce, prawdopodobnie przeszedł 6-8 obozów, m.in. pod Bonn i w pobliżu Aachen. Z tego okresu życia syn Tadeusz nie ma zbyt wielu informacji o ojcu. Pewne jest tylko, że jego rodzina w Mszanie wiedziała, że żyje i że jest jeńcem wojennym. W archiwum domowym zachowała się karta pocztowa wysłana przez ojca, Pawła Sławika, do syna w obozie. Natomiast już z opowiadań powojennych, głównie od matki, Tadeusz Sławik dowiedział się, że Franciszek był w obozie przez oprawców maltretowany i głodzony. - Powodem miał być list wysłany do rodziny, w którym napisał zdanie: "Polska jeszcze będzie". Prawdopodobnie któryś z sąsiadów doniósł o tym Niemcom i za to Franciszka spotkała w obozie kara - opowiada syn patrioty z Mszany. Obozowe przeżycia spowodowały, że Franciszek postanowił nigdy nie mieć dzieci, aby nie musiały przechodzić tego, co on (ostatecznie miał ze swoją żoną Pelagią jednego syna, który urodził się dopiero 7 lat po ich ślubie). Franciszek cierpiał w obozie głód. Podobno jeńcy nawet wybierali zboże z odchodów końskich leżących na obozowym placu. Dopiero pod koniec wojny w obozach jenieckich zaczęły się pojawiać paczki Czerwonego Krzyża. Franciszek nie czekał końca wojny, żeby odzyskać wolność. Wraz z grupką innych jeńców, gdy tylko usłyszeli, że w pobliżu są już wojska amerykańskie, uciekł z obozu. - Wyszli na drogę i przed pierwszym nadjeżdżającym wozem armii amerykańskiej podnieśli ręce do góry. Ojciec opowiadał, że autem kierował Murzyn, dla nich był on jak zwiastun innego świata - wspomina Tadeusz. Oswobodzani jeńcy kierowani byli do obozów przejściowych - Franciszek trafił do Nordhaim w środkowych Niemczech. Nie miał problemu z porozumiewaniem się, oprócz niemieckiego w niewoli nauczył się też trochę języka angielskiego. Po wyzwoleniu wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych. Wśród dokumentów, które po sobie zostawił, jest legitymacja byłego jeńca wojennego, wystawiona przez PSZ z datą 23 sierpnia 1945 roku.

Mama każdy dzień Cię wspomina

 Nie wiadomo, jaka była wiedza Franciszka o tym, co dzieje się w Polsce, ale po zakończeniu wojny nie wrócił do kraju, natomiast jesienią 1945 roku podjął studia medyczne na uniwersytecie w niemieckim Göttingen. Był tam również członkiem Bratniej Pomocy Studentów Polaków. Tadeusz Sławik pokazuje wyciąg z uczelni, datowany na 11 stycznia 1946 r. z punktacją i zaliczeniami poszczególnych przedmiotów oraz odpis legitymacji członkowskiej BPS nr 27. Kilka miesięcy po rozpoczęciu studiów Franciszek otrzymuje list z rodzinnego domu, wysłany przez Pawła Sławika z Mszany do Warszawy, a stamtąd za pośrednictwem Ministerstwa Administracji Publicznej do Göttingen, datowany na 3 lutego 1946 r. Paweł Sławik pisze do syna (po otrzymaniu wcześniej od niego kilku listów i paczki) jak bardzo cała rodzina cieszy się, że Franciszek jest zdrowy i na niczym mu nie zbywa. Pisze, że w domu też wszyscy zdrowi i że dość szczęśliwie to wszystko przeżyli. Najbliżsi proszą w liście Franciszka, żeby wrócił do domu "gdyż nasz dom jest zawsze otwarty dla ciebie i żywności jest też dosyć dla ciebie, bo nam się wszystko w zeszłym roku udało. Krowy mamy dwie toż mleka jest dosyć i cielę i w chlewiku też jest, jeno czekamy z nim na ciebie. Drogi Synie! Oby cię to nasze pismo jak najrychlej do rąk twoich doszło, bo mama każdy dzień cię wspomina jak się ty tam masz i czemu do domu nie wracasz, gdyż jest to już 7 lat jak poszedłeś z domu. My by cię jeszcze raz chcieli ujrzeć, a potem już wola Boska niech się dzieje".

Walczyłeś za „pańską Polskę”

Namowy rodziców przynoszą skutek - wiosną 1946 młody student medycyny w Göttingen podejmuje decyzję o powrocie do domu. W archiwum rodzinnym zachował się bilet kolejowy z Göttingen do Frankfurtu, na wagon 3 klasy, na trasie 485 km. Do Polski Franciszek Sławik przyjeżdża w czerwcu 1946 r. Wiadomo to z kolejnego zachowanego dokumentu - wydanego przez Państwowy Urząd Repatriacyjny w Legnicy zaświadczenia, że "Sławik Franciszek, syn Pawła, przybył do Polski z terytorium Okupacji Brytyjskiej i dnia 23 czerwca 1946 r. zarejestrował się na Punkcie Przyjęcia w Legnicy. Obecnie udaje się do Mszana, pow. Rybnik, Górny Śląsk". Zaświadczenie owo upoważniało Franciszka do jednorazowego bezpłatnego przejazdu wszelkimi środkami lokomocji do Jastrzębia Zdroju. "Władze Państwowe i Samorządowe są proszone o udzielenie jak najdalej idącej pomocy okazicielowi niniejszego" - czytamy w dokumencie. I dalej: "Okaziciel niniejszego zaświadczenia obowiązany jest zameldować się Milicji Obywatelskiej w terminie do 14 dni od daty wystawienia zaświadczenia i do 3 dni po przybyciu na miejsce zamieszkania". Wydano 23.VI.1946 r., ważne do dnia 7.VII.1946 r. Radość z powrotu długo niewidzianego syna była w domu ogromna, ale nie wiadomo, czy sam Franciszek szybko nie po- żałował tej decyzji. Komunistyczne władze państwowe uznały, że walczył za "pańską Polskę" i z góry zapowiedziano mu, że studiów już nie skończy. Dla człowieka tak dobrze się uczącego i mającego taki pociąg do wiedzy musiał to być duży cios. Z braku innych perspektyw ukończył kursy ruchu spółdzielczego, jakiś czas pracował w Krakowie, później w Katowicach. Jednak to właśnie w Mszanie, we wspomnianej już restauracji rodziny Fojcików Franciszek poznał swoją przyszłą żonę, Pelagię Sosna. Franciszek i Pelagia pobrali się w listopadzie 1949 roku i zamieszkali z jej rodziną w majątku na Bożej Górze, która wówczas należała jeszcze do Mszany (dziś większa część leży w granicach administracyjnych Jastrzębia-Zdroju).

Więcej >> Zapomniany żołnierz Kampanii Wrześniowej

czwartek, 1 cze 2017, Tekst zaczerpnięty

Działki

Jastrzębie-Zdrój

cena: 94 000,00 zł
DZIAŁKI JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

873.00 m2, Przedstawiamy na sprzedaż działkę budowlaną o powierzchni 873 m.kw usytuowaną w Jastrzębiu-Zdroju w bardzo atrakcyjnej i pożądanej lokalizacji przy ulicy Młyńskiej. Działka płaska, w kształcie kwadratu o wymiarach ok.29X30 m. Media: prąd , gaz ,... więcej

Młyńska, anita@jgn-vesta.pl, 881 404 854

KOMENTARZE

  • MSS | 11/06 godz. 11:19

    Z Komentarzy wynika, że znów naciągana wersja wydarzeń.

  • vera | 07/06 godz. 12:49

    niestety,komunistyczna propaganda umniejszała bohaterską walkę polskich żołnierzy we wrześniu 1939 przeciw agresji niemieckiej,obciążano winą za wszystko przedwojenne władze IIRP-nawet Piłsudskiego choć zmarł w 1935r;o drugim agresorze czyli o ZSRR/17 wrzesnia39/w ogóle nie mówiono,ani nawet nie wspominano o losach żołnierzy,którzy zginęli w walce/często rozstrzeliwani/czy dostali się do sowieckiej niewoli...na Kresach mieliśmy zgromadzone 350tys.wojska i niemiecki Blitzkrieg mogł tam utknąć na więcej »całą jesień...ale Hitler miał sojusznika Stalina!nie umniejszajmy postawy żołnierzy września i ich oporu wobec przeważającego wroga i często beznadziejnego położenia..oni bronili Polski-niezależnie gdzie byli;czy na Bożej Górze czy pod Ćwiklicami/k.Pszczyny/nad Bzurą czy w Węgierskiej Górce....wszędzie strzelali i ginęli.Chwała bohaterom!

  • Slavec | 06/06 godz. 11:46

    Ze jakiś czas się okaże,że na Bożej Górze walczyli Lech i Jarosław Kaczyńscy. Dla mnie to naciągane z tym Słowikiem.

  • | 05/06 godz. 22:56

    Franciszek Sławik nie uczestniczył w walce o Bożą Górę. Przed wybuchem wojny wykonywał z kolegami fortyfikacje, a 1 września rano wycofał się wraz z oddziałem podhalańczyków nie podejmując walki. Bój toczyli żołnierze z innej formacji, czyli 3 szwadron 3 Pułku ułanów śląskich pod dowództwem rtm. Ejsymonta. Szkoda, że o tym nie wspomniano.

  • do Krzysztof | 05/06 godz. 07:31

    Takich jak Franciszek Sławik było tysiące. W samym Jastrzębiu co druga osoba musiałaby otrzymać tytuł honorowego obywatela, bo walczyła w powstaniach, brała udział w kampanii wrześniowej itd. itp. Niestety pan radny Sławik pamięta wyłącznie o swoim ojcu, a zapomina o tej licznej grupie ludzie, których życiorysy są tak bogate, że ten jego ojca na kolana nie powala. Poza tym Franciszek Sławik 1 września 1939 roku na Bożej Górze nie oddał ani jednego strzału, bo go tu nie było. Pan radny faktów nie więcej » zakłamie.

  • jasnet.pl | 01/06 godz. 11:23

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Grecja

KORFU

... Grecka wyspa Korfu , jedna z zieleńszych Greckich wysp. Urwiste klify , różnorodne plaże, bogactwo kolorów. tutaj czuć dobry Grecki klimat , nie wspom rozwiń ›

od 1.300 zł

termin: CZERWIEC - PAŹDZIERNIK 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X