Dzisiaj jest: poniedziałek, 20 listopada 2017   Imieniny: Anatol, Edmund, Feliks

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Wakacje po PRL-owsku

Początek wakacji rozpoczynał się wędkarską przygodą. W każdy weekend lądowaliśmy z kumplami w miejscu zwanym Dębiną i „moczyliśmy” nasze kije, wędki, znaczy się. Sprzęt nie był zbyt wyrafinowany: grube jak sznur do snopowiązałki żyłki ze Stilonu Gorzów, rachityczne haczyki i spławiki wielkości zaciśniętej pięści. Za przynętę służyły nam wykopane w pocie czoła czerwone robaki, którymi nader chętnie straszyliśmy koleżanki przed blokiem. Pamiętam, że odprowadzały nas zdziwionym wzrokiem, stukając się teatralnie w czoło i śmiejąc z naszego hobby. Nic nie rozumiały: wielka życiowa pasja, której poświęcaliśmy wtedy każdą wolną chwilę, dla nich była zaledwie dziecinną igraszką. Jak bardzo się myliły! Myśmy przecież w noc poprzedzającą wędkarski wypad na Dębinę w ogóle nie spali! W śnie na jawie widzieliśmy, jak holujemy ogromnego szczupaka, który, jak to się mówiło, „chodził na boki” i nijak nie chciał rozstać się ze swoim naturalnym środowiskiem. Owszem, rzeczywistość zazwyczaj płatała nam figla i zamiast szczupaka wyciągaliśmy nie większego od szproty „okonka”, ale i tak nie traciliśmy nadziei na wielki wędkarski sukces. Potem opowiadaliśmy koleżankom mrożące krew w żyłach opowieści o potworze z głębin, który, niestety, „urwał nam przepon” i pozostawił nas z poczuciem niedosytu. One udawały, że nam wierzą. Ale tak naprawdę miały nas za życiowych nieudaczników.

Kolejny wakacyjny obrazek. Chyba z połowy lat osiemdziesiątych. Podłoga w kuchni zastawiona była szczelnie słoikami. A w powietrzu unosił się charakterystyczny zapach agrestu. Jeden z tych zapachów, który noszę w sobie po dziś dzień. Stawiałem ostrożnie kroki, kręcąc piruety. Wreszcie, kiedy byłem na tyle blisko, żeby sięgnąć ręką miski pełnej owoców, dosięgła mnie ręka sprawiedliwości. A właściwie głos. „Zostawisz to?!” – ni to spytała, ni rozkazała matka. Szybko wycofałem się na pozycje obronne. A ona jeszcze do późnej nocy płukała owoce, układała starannie w słoikach, zalewała je syropem, wreszcie – gotowała w wielkim kotle, pod którym uginała się kuchenka. Każdego roku nasze mieszkanie zamieniało się w coś na wzór spiżarni. Na samej górze – kompoty z truskawek i czereśni. Ten smak kojarzył mi się niezmiennie z końcem szkoły i początkiem wakacji. Potem wspomniany tu już kompot agrestowy oraz wiśniowy. A jesienią w słoikach lądowały śliwki, jabłka, gruszki... Zresztą, smak tego ostatniego owocu prześladuje mnie od bagatela 30 lat. Z tą małą różnicą, że gruszki, które oferują obecnie supermarkety koło, no właśnie, gruszek nigdy nawet nie stały. A to że zapobiegliwi handlowcy tak je właśnie nazywają, to już zupełnie inna historia.

Kiedy w domu pojawiał się syfon, niechybnie oznaczało to początek upałów. Jako młody człowiek robiłem za gońca i biegałem do sklepu – zwanego poetycko gospodarczym. Tam wymieniało się puste naboje na pełne i pędem wracało do domu. Nasz zielony syfon, uzbrojony w „śmiercionośną” broń w postaci dwutlenku węgla, był źródłem cokolwiek orzeźwiającej rozkoszy. Po wypiciu szklanki tak przygotowanej wody gaz wypełniał człowieka od stóp po głowę. A potem szukał sobie ujścia przez obie dziurki w nosie. Jeszcze teraz pamiętam to „odlotowe” uczucie.

Ale nie samą wodą człowiek żyje. Letnia kanikuła to także poranki spędzone przed archaicznym telewizorem. „Urwisy z Doliny Młynów” to był mój ulubiony serial z tamtych lat. Z niezapomnianą Agnieszką Krukówną, która w dorosłym życiu została zawodową aktorką. Gdy czytam jak potoczyły się jej dalsze losy – kolejne rozwody, narkotyki, alkohol – cierpnie mi skóra na plecach. Była także historia o bracie i siostrze, którzy wykorzystując swoje fizyczne podobieństwo zamienili się rolami. On pojechał na Mazury, w sukience siostry, ona – do leśniczówki, z podręcznikiem do historii pod pachą, żeby potem zdawać za niego poprawkę z historii. Wszystko pięknie, tylko jaki był tytuł tego serialu? Pamiętacie może? Bo „Stawiam na Tolka Banana” na bank tak się właśnie nazywał. Z Filipem Łobodzińskim, prowadzącym potem „Wiadomości”, Henrykiem Gołębiewskim jako Cegiełką i Jackiem Zajdlerem w roli głównej, który w wieku 25 lat popełnił samobójstwo – podobno w wyniku zawodu miłosnego.

Kumple. Pamiętam ich wszystkich – co do jednego. W letnie popołudnia siedzieliśmy sobie w kilku na szóstym piętrze. Nagle któryś z nas rzucił: „Popykałbym w pingla”. Nic prostszego. Są „paletki”, jest piłeczka ping-pongowa, co prawda czeska, twarda jak orzech włoski, ale damy radę. I już w chwilę potem słuchać było miarowe uderzenia, w które stojący obok „kibice” wsłuchiwali się z iście transowym zacięciem. Tak na marginesie, te piłeczki paliły się cokolwiek szybko i w spektakularny sposób. Wiem, he, he, bo mam ich „na sumieniu” kilkadziesiąt. Tak, w latach 80-tych klatki schodowe to było moje... nasze eldorado. Kiedy patrzę na dzisiejszą młodzież, jej podejście do życia, swoisty dekalog, w którym liczą się tylko kasa, szybki sex i alkohol, to odnoszę wrażenie, że my wtedy byliśmy przy nich niewiniątkami, dziećmi w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Zamiast butelki z piwem trzymaliśmy w dłoniach rakietki, czasami wystarczyła nam piłeczka do tenisa ziemnego, „hulahop” i guma z babcinych majtek. Prawda, że niewiele, drodzy Czytelnicy?

fot. Małgorzata Borkowska

 

piątek, 21 lip 2017, Adam

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 130 000,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

55.70 m2, KUPUJĄC TO MIESZKANIE MOŻESZ SKORZYSTAĆ Z DOPŁATY MDM Polecamy na sprzedaż mieszkanie M-4 w bloku dwu -klatkowym na ulicy Turystycznej. Mieszkanie do odświeżenia wolne od zaraz.Składa sie z trzech pokoi, kuchni, łazienki, przedpokoju oraz przynależneg... więcej

Turystyczna, kasia@jgn-vesta.pl, 883 490 100

KOMENTARZE

  • T | 27/07 godz. 15:38

    AŻ się łezka w oku kręci!
    Tych lat nie odda nikt...
    Piękne wspomnienia

  • Arek | 25/07 godz. 14:49

    Cudowne dzieciństwo tamtych lat juz nigdy nie wróci ale na zawsze w pamieci zostanie

  • WanDa | 21/07 godz. 18:47

    Ten film o bliźniakach bracie i siostrze to "Dziewczyna i chłopak"
    nakręcony na podstawie książki o tym samym tytule napisanej przez Hannę Ożogowską.

  • Elka | 21/07 godz. 15:47

    Ten film o rodzeństwie, które zamieniło się rolami to Dziewczyna i chłopak, a nie Stawiam na Tolka Banana :-)

  • Katarzyna | 21/07 godz. 13:45

    Ja jestem na tym zdjęciu :)

  • jasnet.pl | 21/07 godz. 10:50

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Grecja

KORFU

... Grecka wyspa Korfu , jedna z zieleńszych Greckich wysp. Urwiste klify , różnorodne plaże, bogactwo kolorów. tutaj czuć dobry Grecki klimat , nie wspom rozwiń ›

od 1.300 zł

termin: CZERWIEC - PAŹDZIERNIK 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

14/11

Krzyk ciszy

4

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X