Dzisiaj jest: sobota, 18 listopada 2017   Imieniny: Agnieszka, Roman, Tomasz

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

"Czy to już pora na mnie?"

Opowiem Wam historię, która do dziś dzień niszczy mi życie, a zaczęła się w 2014 roku. Moja partnerka zaszła w ciążę, ucieszyłem się, bo zawsze chciałem być ojcem, mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, miałem nawet dobrze płatną pracę, przynajmniej jak na start na rynku zatrudnienia. Kochaliśmy się i nic nie wskazywało na to, że wszystko się tak potoczy.

Już w 3 miesiącu ciąży „ONA" zachowywała się dziwnie, unikała mnie, szybko kładła się spać, unikała zbliżeń. Tłumaczyłem to tym, że jest w ciąży, że przeraża ją fakt bycia matką, ale bardzo szybko przekonałem się, jaka jest prawda. Chciała wrócić do swojego byłego narzeczonego...

Przekazała mi to w dość dziwny sposób, bo będąc w pracy dostałem SMS-a, że wraca do niego. Natychmiast rzuciłem wszystko i pojawiłem się w domu. Była nieugięta, wyprowadziła się tego samego dnia, jeszcze wieczorem byłem u niej i błagałem, by wróciła, udało mi się to, ale na dosłownie 15 minut, bo znowu zmieniła zdanie, koniec końców przekonałem ją do siebie i wróciliśmy do domu.

Moje szczęście trwało może 3 dni. Kobieta, z którą miałem dzielić resztę życia, znowu postanowiła wracać do swojego „eks”. Nie protestowałem, po prostu wyszedłem z domu ze łzami w oczach, gdy wróciłem, jej nie było, od razu do niej zadzwoniłem, lecz usłyszałem krótkie „żegnam Pana".

Postanowiłem zarobić na wyjazd z Polski i zarobić na testy ojcowskie. 3 dni po tym, jak urodziła się moja córka – wyjechałem. Niestety, i tam życie dawało mi się we znaki, bo jak szybko się przekonałem, praca, którą wcześniej zapewniała agencja, okazała się picem na wodę. Natychmiast skontaktowałem się z ambasada w Manchesterze (chodzi o Konsulat Generlany RP w Manchesterze - przyp. red.), która jak twierdziła, nie mogła mi pomóc. Reszta pieniędzy bardzo szybko się skończyła, a ja wylądowałem na ulicy, 3 miesiące w obcym miejscu bez pieniędzy, znajomych... Jakoś dałem radę, wróciłem z pomocą przyjaciół, którzy zorganizowali kasę na bilet.

Po powrocie postanowiłem walczyć o swoje dziecko, udało mi się wszystkich przekonać, że to dobry pomysł i znowu zamieszkałem z dziewczyną i dzieckiem. Po 3 miesiącach zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Zorganizowaliśmy wszystko w miesiąc, nie była to impreza na 200 osób w wykwintnej restauracji, ale skromny ślub z najbliższą rodziną. W końcu za wszystko płaciłem sam, bo moja partnerka nie pracowała.

Miesiąc po ślubie moje życie znowu postanowiło dać mi popalić. Moja partnerka, wtedy już żona, znowu się zmieniła, zaczęła wszczynać awantury – nawet o to, że nie postawiłem wody na herbatę, wyzywała od zer, gówien, nieudaczników... Postanowiłem skupić się na małej, bo to ona była najważniejsza, pracowałem na nocki po 12 godzin, potrafiłem nie spać i bawić się z małą, tylko, żeby moja żona nie awanturowała się znowu.

Po 2 tygodniach takiej pracy i zaledwie 3 dniach wolnego padłem... Najprostsze czynności zaczęły sprawiać mi kłopot, nie uszło to uwadze mojej żony i stało się... uderzyła mnie po raz pierwszy! Oczywiście, zaraz po tym przepraszała, obiecywała, że to po raz ostatni. Niestety, długo nie trzeba było czekać na kolejny „cios”. Najmniejsze potknięcie ją denerwowało, zostawiona szklanka po herbacie czy płacz dziecka, wszystko odreagowywała na niszczeniu mnie psychicznie, do tego zaczęło dochodzić znęcanie się fizyczne.

Przed rodziną i znajomymi udawałem, a to pies mnie podrapał, a to spadłem z krzesła, nie chciałem, by dziecko straciło matkę, a w ogóle, kto uwierzy, że kobieta znęca się nad facetem?!

Pewnego dnia, gdy wróciłem z pracy, obudził mnie krzyk mojej żony: „Ty nieudaczniku! Nie słyszysz, że dziecko płacze?! Wstawaj leniu, ty nic nie znaczącą kupo gówna!”

Okazało się, że nasza córeczka po prostu wstała i chciała dobitnie nas o tym powiadomić. Standardowo wziąłem małą na ręce i poszedłem robić śniadanie. Gdy już zasiadałem z córką do stołu, usłyszałem krzyk z kuchni. Moja żona wpadła w szał, bo nie posprzątałem po sobie, szybko wziąłem córkę na ręce i schowałem w ramionach, żona znowu to zrobiła i wpadła w szał, zaczęła mnie okładać, niestety, któryś z tych ciosów trafił w dziecko... Nie wytrzymałem, odepchnąłem ją, a ona upadła.

Na 2 dzień moja żona zaczęła pakować rzeczy swoje i córki, wracała do matki. Nie musiałem długo czekać na odzew, dowiedziałem się, że doniosła na mnie na policję i zakłada mi niebieską kartę. Mój świat legł w gruzach! W jednej chwili straciłem żonę i dziecko, zacząłem pić, dużo pić, po 2 tygodniach straciłem pracę, a moja żona zadbała o moje zdrowie psychiczne, pisząc i przypominając mi codziennie, że jestem śmieciem.

Postanowiłem się zabić... Połknąć tonę leków i położyć się spać... Niestety, pech chciał, że wszedł właściciel mieszkania po pieniądze za wynajem, szybko zrozumiał, co zrobiłem i zaczął płukać mi żołądek wodą. Byłem jeszcze przytomny, więc wciskając palce w gardło błagał, bym wymiotował, a ja z kolei prosiłem, by nie wzywał pogotowia, nie chciałem pomocy, nikomu nie chciałem opowiadać tego, co czułem, zgodził się i dał spokój, powiedział tylko, że jutro wróci po pieniądze. Nie miałem ich, więc sprawa była prosta – musiałem się wyprowadzić. Ale do kogo? W przypadku rodziców nie mogłem liczyć na pomoc, bo sami nie mieli, a po drugie ojciec osobiście wyrzucił mnie z domu, po tym, jak postanowiłem zejść się z matką mojej córki.

Z pomocą przyszedł poznany 2 tygodnie wcześniej znajomy, który przygarnął mnie. Rozumiecie?! Co za upokorzenie, człowiek, którego znałem 2 tygodnie, musiał mnie przygarnąć. Co za wstyd! Rozumiałem, że muszę wziąć się w garść, więc znalazłem pracę, wynająłem mieszkanie, wszystko zaczęło się układać. Pewnego dnia zadzwoniła moja mama, mówiąc, że przyszedł list z sądu, zebrałem się i pojechałem po niego, okazało się, że to pozew o rozwód, kiedyś musiało to nastąpić. Była 1 rozprawa, 2, 3, mediacje i tak dalej...

Przyszło do ostatniej rozprawy, sąd przyznał mi widzenia i 500 zł alimentów, myślałem, że to trochę dużo jak na małe dziecko, ale bardzo szybko ułożyłem plan działania, wiedziałem że płacąc 1500 zł za mieszkanie i z komornikiem na karku nie będę dawał rady. Długo nie czekałem, przyszedł komornik, pracowałem od rana do wieczora, by jakoś żyć, po odliczeniu długu zostawało mi 900 zł. Zapomniałem dodać, że komornik naliczył koszty utrzymania w ciąży, czyli około 10 000 zł, tak wyliczyła mi żona i zaległe alimenty od momentu narodzin córki, czyli drugie tyle. Komornika nie interesowało, że Weronika była na moim utrzymaniu przez tyle lat. Jak łatwo się domyśleć, komornikowi było mało, ostatnio pojawiła się u mnie w pracy policja, zaraz wiedziałem o co chodzi...

Niedawno pojawiłem się na policji, powiedziałem, że to koniec milczenia, zacząłem opowiadać, jak moja żona traktowała mnie po ślubie, oczywiście, zostałem wyśmiany przez funkcjonariusza i z pełną ironią usłyszałem: „Czemu Pan jej nie oddał?!” Zaniemówiłem, niezręczną ciszę przerwała pani policjantka, pytając, czy widuję się z małą, grzecznie odpowiedziałem, że parę razy doszło do spotkań, ale na którymś znowu zostałem uderzony i od tamtej pory nawet nie wiem, co z moją córka się dzieje, gdzie jest, a żona nie odbiera telefonów. W odpowiedzi usłyszałem krótkie "aha", po czym dalej zadawała pytania.

Ostatecznie dostałem 4 miesiące w zawieszeniu na 2 (za uchylanie się od obowiązku alimentacyjnego - przyp. red.), dozór kuratora i chłodne „mogło być gorzej" na do widzenia od pani policjant. Z głową pełną myśli poszedłem do domu. Jak to możliwe, że kurator daje takie kary, ustalając to z policją przez telefon? A sąd, a moje zeznania? Czy to już nie ma sensu? Jak tu nie myśleć o kolejnej próbie samobójczej?! Znikąd pomocy, zrozumienia...

I znowu myśli, jak ze sobą skończyć...

Czy to już pora na mnie?

Czy da się coś zrobić?

A jeśli to piekło znowu mi się przyśni w nocy?

Nie chcę przechodzić tego ponownie...

Ps. Tekst, który właśnie ukazał się Waszym oczom, drodzy Czytelnicy, postanowiliśmy opublikować w takiej postaci, w jakiej został wysłany na adres naszej redakcji. Ingerencja redaktora prowadzącego ograniczyła się do poprawek stylistycznych i dwóch przypisów redakcyjnych, nie naruszając narracji opowiadanej historii. No cóż, wyszliśmy z założenia, że artykuł pokazuje jak w pigułce, że życie nie jest czarno-białe i nie znosi próżni. Ocenę tego, co przeczytaliście, pozostawiamy tylko Wam.  Imię i nazwisko bohatera tekstu do informacji redakcji.

fot. pixabay

poniedziałek, 30 paź 2017, Załamany

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 157 000,00 zł
SKORZYSTAJ Z MDM

55.70 m2, Mieszkanie po remoncie , idealne dla osób , które poszukują mieszkania do wprowadzenia. W sprzedaży lokal mieszkalny , typu M-4 o pow. 55,70 m 2 - położony na 4 piętrze przy ul. Turystycznej w Jastrzębiu- Zdroju . Komfortowe mieszkanie z bardzo... więcej

Turystyczna, renata@jgn-vesta.pl, 883 100 495

KOMENTARZE

  • Alex | 18/11 godz. 11:12

    Masakra co za ciamajda i nieudacznik życiowy...

  • jola | 17/11 godz. 11:04

    faceci sa jednak głupi jak but. A w Jastrzebiu tym bardziej.

  • herbaciane drzewo | 17/11 godz. 08:01

    Do | 16/11 godz. 21:30. To mam rozumieć że jesteś w tych 95%. A jak ktoś ma zatwardzenie? na siłę chce być w związku,to sa tego potem efekty. Tam nie ma miłości tylko im sie tak wydaje.

  • | 16/11 godz. 21:30

    W tym kraju prymitywizm socjalny, niepewnosc jutra, a co dopiero przyszlosci sprawia, ze ludzie zapomnieli ze nimi sa. Juz sam sposob wypowiedzi 95 % komentatorow na tym forum,przypomina wyproznianie sie , a nie wymiane pogladow. Jest to wynikiem braku wiedzy i przy tym falszywa i wulgarna interpretacja poruszanego zagadnienia. I tak jest generalnie.

  • nadużycie | 16/11 godz. 21:26

    Niby debili w Jastrzębiu az tak mnóstwo nie ma , ale są tak cwanie rozmieszczeni , że zawsze na jakiegoś się trafi.To że facet nosi spodnie,to dzis juz nie wystracza .

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

Z NAMI W ŚWIAT

Grecja

KORFU

... Grecka wyspa Korfu , jedna z zieleńszych Greckich wysp. Urwiste klify , różnorodne plaże, bogactwo kolorów. tutaj czuć dobry Grecki klimat , nie wspom rozwiń ›

od 1.300 zł

termin: CZERWIEC - PAŹDZIERNIK 2017

więcej ofert biura ›

GMB Family Tours ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROPOZYCJE. WARTO! ›

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

14/11

Krzyk ciszy

0

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X