Dzisiaj jest: piątek, 13 grudnia 2019   Imieniny: Eugeniusz, Łucja, Otylia

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

Zabijając raka śmiechem

Samorządne Jastrzębie przedstawia historię pewnej rodziny. Skądinąd znanego jastrzębianina. Rodziny, którą doświadczył los, a która pokazuje, że mężnie może stawić mu czoła. Będąc razem, nie tracąc ducha i pełną nadziei, że jest w stanie wytrwać i wygrać.

Moja żona ma raka, żyje z nim, zabijając go śmiechem, ja pomagam jej w tym odrobiną miłości…

Ten artykuł miała napisać moja żona Agnieszka, ale nie zawsze łatwo jest pisać o tym co trudne, niezrozumiałe i bolesne. Niełatwo jest otworzyć się na zupełnie nieznane osoby, by opowiedzieć o jednym z najtrudniejszych momentów życia. Mimo wszystko, bardzo chciałem, by historia, która stała się naszym chlebem powszednim, ujrzała światło dzienne.  

Michał Bałazy

Luty… taki zimny miesiąc

Był zimny lutowy piątek, jedyne o czym marzyłem to wskoczyć pod kołdrę, włączyć muzykę i ukojony francuską nutą odpłynąć do krainy snu. Kilka sekund po tym, kiedy ułożyłem swe ciało w wygodnej pozycji, usłyszałem dobiegające z łazienki: „Misiuuuu!” „Taaaaak?” – odpowiedziałem z przekąsem, przeczuwając, że to wołanie wieści rychłe opuszczenie łóżka.

„Chodź na mommment, proszę!” „Mmmmm...” – a już było tak dobrze, tak ciepło… „Zobacz, czy czujesz coś w tym miejscu?” „Nie, no może jakieś małe, ledwie wyczuwalne zgrubienie… ale… nie, chyba nie”. „No, ok… może przesadzam. Dokończę toaletę i zaraz przyjdę”.

Położyliśmy się spać.

A jeśli to… rak?

Następnego dnia Agnieszka umówiła się na wizytę do ginekologa, to maleńkie zgrubienie nie dawało jej spokoju. W poniedziałek około 16.00 miała umówioną wizytę. Kilka chwil po tym czasie zadzwoniła do mnie: „Hej misiu, doktor powiedział, że to nic poważnego, dopóki nie rośnie jest wszystko w porządku”. Ucieszyła mnie ta wiadomość, wszak co jak co, ale guzy w okolicy piersi to nie najlepszy sygnał. Tego samego wieczoru wybraliśmy się do restauracji na tatara. Takie proste danie, a tak uwielbiane przez naszą dwójkę… Dzień mijał za dniem, nie podobnie, bo każdy przynosił coś nowego, żyjemy i pracujemy na dość wysokich obrotach, pasja, szaleństwo i radość to elementy, z którymi stykamy się na co dzień, za każdym razem w innej odsłonie.

Minęły 2 tygodnie. Całkiem dobre dwa tygodnie

„Misiuuu...” „Taaaaak?” Zobacz to zgrubienie, nie wydaje ci się większe? O kurcze, faktycznie jakieś… sporo większe, a przynajmniej ewidentnie wyczuwalne”. „To ja się chyba umówię znowu do ginekologa...” „Hmmm, wiesz co, ale umów się tym razem do innego, pamiętasz tego profesora?” „A tak, tak, spróbuję u niego...”

Następnego dnia usłyszeliśmy, że jest podejrzenie nowotworu. Co prawda jedynie podejrzenie, ale wszystko okaże się po analizie wycinka…

21 dni

21 dni... To było najdłuższe 21 dni naszego życia, wydawało się, że te 3 tygodnie trwają całą cholerną wieczność. Nadszedł dzień, w którym mieliśmy się dowiedzieć że to jedynie tłuszczak.

„Niestety, ma Pani nowotwór, niestety złośliwy i czym szybciej zaczniemy działać, tym większe szanse na wyleczenie, a przynajmniej zatrzymanie postępu”. Wyrok zapadł. To było kilka bardzo, bardzo trudnych dni, kiedy Agnieszka czuła lęk przed śmiercią, ja czułem rozgoryczenie wszystkim, w co wierzyłem, a junior… do końca nie wiedział, co się dzieje.

Miesiąc, za miesiącem...

Kolejne miesiące mijały bardzo szybko. Nie zważając na koszty, początkiem marca  zdecydowaliśmy o rozpoczęciu leczenia w prywatnej klinice, niestety państwowa służba zdrowia być może jest zdecydowanie bogatsza w sprzęt, ale moc nadal stoi w miejscu. Odległe terminy. Mnóstwo pacjentów. Kolejki... Nie mogliśmy czekać, każdy dzień był na wagę złota.

Lekarze w klinice podjęli decyzję o usunięciu części węzłów chłonnych.

Po pierwszej operacji okazało się, że muszą być kolejne... Nie było to nawet takie straszne, bo trzymała nas wiara w rychłe zakończenie leczenia, wierzyliśmy w to, że wycięcie „zarażonych” miejsc w ciele mojej żony spowoduje zatrzymanie choroby.

A miało już być dobrze

Załamanie nadeszło w chwili, gdy okazało się, że konieczna jest hospitalizacja w Instytucie Onkologicznym w Gliwicach... Wizja tygodni leżenia dla energicznej młodej osoby brzmiała jak ogromna kara – kuriozalnie – za całe dobro, jakie wyrządziła swoim jestestwem światu. Jednak nawet tę złą wiadomość obróciliśmy w serię żartów, o których nie przystoi pisać.

W połowie sierpnia rozpoczął się cykl naświetleń. Radioterapia trwała 60 dni, każdy dzień przynosił nowy ból, nowe poparzenia, jedyne czego nie przynosił to nowej energii. Ale i z tym radziliśmy sobie całkiem nieźle. Pewnie, że nie było zawsze sielankowo. Co jakiś czas nad naszym domem wisiały czarne chmury lęku, strachu, zła, żalu, ale chmury te przeganiał ciepły wiatr wielkiej miłości, miłości prawdziwej, nie idealnej, ale naturalnej, miłości, która potrafi czynić cuda.

Zamiast siedzieć i płakać jeździliśmy na krótsze i dłuższe wycieczki. Wszystko zależało od samopoczucia Aguli. Śmialiśmy się z kolejnych wyczynów naszego syna, z nas samych, nawet z tego wstrętnego raka, z niego też się śmialiśmy.

Walczymy. I będziemy walczyć, aż usłyszymy: „Jest Pani zdrowa!”

Walka mojej żony, nasza walka trwa, nie zakończyła się i... nie zakończy się nigdy. Agusia jest bardzo silną i zarazem najwspanialszą osobą, jaką w życiu poznałem.

Przechodzi chorobę, która pochłania wiele żyć, w sposób, w jaki może to robić jedynie ona, z uśmiechem, pokorą, wspierając przy tym inne amazonki, kobiety, które potrzebują tego wsparcia w znacznie większym stopniu niż mój skarb. Razem, w trójkę pokonamy tę chwilową trudność, bo jest to jedynie chwilowy dyskomfort, który wkrótce stanie się złym wspomnieniem. Przecież tak wiele przed nami. Kolejne pikniki w Wiśle, wycieczki na Równicę i wakacje nad morzem. Wciąż wiele przed nami.

Co dalej?

20 grudnia poznamy wyniki dotychczasowej terapii... Trzymajcie kciuki i pamiętajcie, szczególnie wy drogie Panie, badajcie piersi, a gdy tylko wyczujecie nawet najdrobniejszą zmianę, skonsultujcie ją z dwoma, najlepiej trzema lekarzami. Niech przykład mojej żony będzie dla Was przestrogą. Wszak jeszcze wiele przed Wami!!!
 

wtorek, 19 gru 2017, Michał Bałazy, SSJ

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X