Dzisiaj jest: środa, 17 stycznia 2018   Imieniny: Antoni, Julian, Marian

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Wszystkie nasze Wigilie

Święta Bożego Narodzenia to idealna okazja do tego, żeby zadać pytanie o ich duchowy, ale także ludzki wymiar. Owszem, ktoś może zapytać, po co takie napuszone słowa? Czy w ogóle warto zastanawiać się nad takimi rzeczami? Ale tak naprawdę nikt nie oczekuje od nas, że udzielimy tej odpowiedzi bez chwili zastanowienia. Na głos. I przy pełnych trybunach. Zaś wnioski, do jakich dojdziemy, możemy zachować wyłącznie dla siebie. W tym przypadku jest tylko jedno kryterium do spełnienia. Wewnętrzna szczerość – względem nas samych, naszych przemyśleń w zadanym temacie, na przekór politycznej poprawności. Aby nie okazało się, że siadając przy wigilijnym stole, w sercu mamy miód, a w ręku – nóż.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że poprzednia epoka, wbrew twierdzeniom niepoprawnych malkontentów, zbliżała ludzi, a nie dzieliła. Ze wspomnień naszego Czytelnika Adama... „Kilka godzin później w naszej wannie pływała skonsternowana ryba. W chlorowanej z PRL-owskim rozmachem wodzie jej przyszłość malowała się raczej w czarnych barwach. Należało więc skrócić jej cierpienia i w trybie warunkowym wysłać na tamten świat. Nagle w drzwiach łazienki pojawili się moi rodzice. Matka uzbrojona w tłuczek do mięsa, ojciec – z monstrualnych rozmiarów nożem w ręku. Oboje patrzyli niepewnie na siebie. Na ich twarzach malowała się trema debiutantów, którzy nie przywykli do widoku krwi. Sytuacja patowa – chciałoby się powiedzieć. „Zrób coś! W końcu jesteś mężczyzną” – zaczęła nerwowo matka. „I co z tego?” – bronił się ojciec. Zaczęło się licytowanie, kto powinien obciążyć swoje sumienie rytualnym mordem? Gdy wreszcie stanęło na tym, że zrobi to głowa rodziny, karp dokonał żywota na własną rękę. I znowu sprawy potoczyły się bez udziału ludzi”.

„Swoją drogą, skąd one, nasze matki, żony, siostry, brały to wszystko? Przecież w latach 80-tych ubiegłego stulecia sklepowe półki świeciły pustkami. Nie sposób było kupić podstawowych produktów, a co dopiero mówić o bakaliach, soczystej szynce czy kubańskich pomarańczach, wreszcie – żywym karpiu. Odpowiedź na to pytanie jest równie banalna, co enigmatyczna: z a ł a t w i a ł y. Tak, załatwiały. Na wszelkie możliwe sposoby. Spod lady, przez mieszkającą na wsi rodzinę, na piękne oczy, własnym sumptem, na zasadzie wymiany barterowej – coś za coś. A potem przychodziło Boże Narodzenie i to wszystko lądowało na świątecznym stole. Zapach smażonego karpia mieszał się z zapachem żywicy, czyli żywej choinki. Za oknem, to nie żart, padał śnieg, który potem, ścięty syberyjskim mrozem, skrzypiał pod butami. A ludzie w swoich PRL-owskich blokach wypatrywali Pierwszej Gwiazdki. I znowu sprawy potoczyły się swoim torem...”

Albo świat zaklęty we wspomnieniach bohaterki jednego z artykułów, opisujący wszystkie przaśne Wigilie niczym kronika nieistniejącego świata. „Zapach drzewka w domu dziadków, od którego kręciło się w głowie. Czy orzechy włoskie zamiast bombek. Biały jak prześcieradło wigilijny opłatek. To nim dzielili się Polacy na robotach w Niemczech. Majestatyczną jodłę, górującą dumnie nad domownikami gospodarstwa pod Zieloną Górą. Pospieszne wieczerze w jastrzębskim mieszkaniu. W końcu dostojnych gości, którzy odwiedzali Dom Opieki Społecznej. 'Najmłodszy syn Janek mieszka w Pszczynie. Ostatnio odwiedził mnie trzy tygodnie temu. Ale tegoroczną Wigilię spędzę chyba w Jastrzębiu' – uśmiecha się tajemniczo. Pani Stanisława częstuje dziennikarza miętowym cukierkiem. Boi się, że zaschło mu w gardle. Kiedy pada pytanie, czy przeżyła życie tak, jakby tego chciała, nie odpowiada od razu. 'To nie człowiek pisze scenariusz swoich dni...' – przerywa w pół zdania. No cóż, w tym miejscu podobne słowa brzmią jak memento...”

Jak się rzekło, nie ma już tego świata. Nadeszły nowoczesne czasy, w których człowiek jest nic nie znaczącym trybikiem w chaotycznym mechanizmie. W końcu życie to niebezpieczny żywioł, a młodzieńczy entuzjazm uleciał z nas jak opary naiwnych wyobrażeń o codzienności. Przydałaby się więc jakaś nadzieja. Przynajmniej jej namiastka. I w tym momencie nasz wzrok pada na galerię handlową. Obrotowe drzwi podstępnie zapraszają nas do środka. Przepływający tłum tężeje z minuty na minutę. Wchodzimy do środka...

„Padający deszcz przywołuje mnie do porządku. Jakieś 100 metrów dalej, za ścianą deszczu autobus wypluwa z siebie kolejnych wiernych. Są wśród nich i dewotki – to rzecz jasna o galeriankach. Nie zważając na niesprzyjające warunki atmosferyczne epatują widokiem nagich pępków. Kiedy podchodzą bliżej, taksują mnie fachowym wzrokiem. Od stóp po czubek głowy.

Przede mną ostatni etap tej fascynującej podróży – stojąca nieopodal galerii handlowej kaplica. Pomyślana z myślą o tych, których dopadną wyrzuty sumienia po karnawale świątecznych zakupów. W środku skromna choinka – sterylność formy i treści. W ostatniej ławce mężczyzna w granatowym garniturze z pochyloną głową i utkwionym w czubkach swoich butów wzrokiem. Na mój widok wstaje. Niebawem dowiem się, że to pan Roman, agent ochrony, jak mówi o sobie z dumą w głosie. Wspomina czasy, kiedy ludzie odwiedzali kaplicę pchając przed sobą wózki pełne zakupów. Cholerny świat, kiwa z niedowierzaniem głową. Tak, cholerny, odpowiadam mu w myślach i odwracam się na pięcie. Nie chcę tu już być!”

Ale popatrzmy na to z innej strony. Może Święta Bożego Narodzenia to jedyna okazja, żeby zapytać o nasze miejsce na ziemi? Żeby przyjrzeć się swojemu postępowaniu? Zafundować sobie jedyną w swoim rodzaju podróż w głąb samego siebie? Zakopać wojenny topór z najbliższymi i sąsiadami? Ugościć zagubionego wędrowca? Swoją drogą, jak traktujemy ten szczególny czas? Jako spełnienie przykrego obowiązku? Duchową odnowę? Czas relaksu? To pytania, z którymi musimy zmierzyć się sami. Nikt nam w tym nie pomoże. Ale wnioski, do jakich dojdziemy, mogą okazać się dla nas cennym drogowskazem.

Już wkrótce usiądziemy przy wigilijnym stole. Świeżo po świątecznym tuningu sumienia, które będzie korespondować z nieskazitelnie białym obrusem na stole. Bogatsi o doświadczenia mijającego roku pochylimy się nad tajemnicą narodzin Jezusa... Co w niej odnajdziemy?

fot. pixabay

piątek, 22 gru 2017, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 119 900,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

47.40 m2, Przedstawiam ofertę sprzedaży mieszkania typu m-3, składającego się z dwóch pokoi dwustronnie rozkładowych, kuchni, łazienki i przedpokoju, do mieszkania przynależy piwnica. Mieszkanie położne jest na czwartym piętrze w bloku przy ul.Kusocińskiego, typu N... więcej

Osiedle Chrobrego, jola@jgn-vesta.pl, 883 100 480

KOMENTARZE

  • szczepionkowy faszyzm | 31/12 godz. 14:58

    Moje refleksje: święta straciły swój charakter, bo (generalnie) ludzie odchodzą od Boga. A bez Boga, nawet do proga...
    Stąd dookoła tyle tragedii, nihilizm, zepsucie obyczajów itd.itd.

    Straszne jest również to, że po cichu państwo chce nami rządzić totalnie: przeogromne (ukryte) podatki, przymus trujących szczepień (również dla dorosłych od 1.12.17r), stopniowe wprowadzanie transakcji bezgotówkowych (totalny nadzór banków i państwa na przepływem pieniędzy) itd.
    To jest straszne i przeraża więcej »jące.
    Gdy 10 lat temu mówiłem, że będziemy mieć za niedługo czipy pod skórą, większość ludzi traktowała mnie jak kosmitę...
    Dziś to już jest praktykowane w niektórych państwach!
    Myślicie, że do nas nie dotrze?
    I to jest nie ważne, która z głównych (medialnych) sił politycznych będzie nami rządzić...

  • | 27/12 godz. 17:39

    jak ktoś tęskni za PRL -em to niech sobie Korei jedzie

  • Benek | 26/12 godz. 15:35

    Do Adam. Święty spokój jest najcenniejszy
    Teraz tego spokoju brakuje

  • Roman | 25/12 godz. 18:31

    Kiedyś był taki jakiś cudowny klimat. Nie było wielu rzeczy ale ludzie się skupiali na rzeczach bardziej duchowych niż materialnych. Było mniej na stole skromniejszej prezenty ale ta atmosfera nieoceniona byla. Dziś są świątynie zwane galeria ,gdzie ludzie częściej przebywają niż w kościołach.

  • Adam | 24/12 godz. 13:01

    święta przyszły i pójdą tylko po co ten cały pospiech i wszystko zastaw się a pokaż się dałbym wszystko byle było zwykle skromnie ale spokojnie

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

10/01

Zdrój umiera?

31

ARTYKUŁY

10/01

Zdrój umiera?

31

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X