Dzisiaj jest: środa, 17 stycznia 2018   Imieniny: Antoni, Julian, Marian

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

W kokonie ciała

Chodzi o to, żeby nie wypaść z obiegu. A ten obieg w przypadku Marcina to ciągły kontakt z ludźmi. Bo tak to już jest z osobami z autyzmem. W czterech ścianach swojego pokoju czują się bezpiecznie. Ale to poczucie bezpieczeństwa jest złudne. Jest jak obosieczna broń. Z czasem pokój staje się ich całym światem. A oni zamykają się w sobie. Zapętlają. Im dłużej to trwa, tym trudniej wrócić im do rzeczywistości. A ta rzeczywistość rządzi się swoimi prawami. I brak w niej miejsca dla takich ciągotek. Dlatego Marcin walczy od momentu, kiedy zdiagnozowano u niego chorobę. A w tej walce pomagają mu ludzie, których spotyka na swojej drodze. W nich ukryta jest jego siła.

Spotkać takich ludzi nie jest trudno. Trzeba tylko dać szansę losowi. Wziąć przykład z Marcina. I wybrać się na jedną z jastrzębskich siłowni. Albo do modelarni na Krakowskiej. Albo na basen. Albo, zamiast do pubu, na wernisaż do Galerii „Epicentrum”. On tak robi i chwali to sobie. Wyciska na rowerku siódme poty. Skleja modele wojskowych samolotów. Doskonali kolejne style pływackie. Czasami można spotkać go w Parku Zdrojowym. Szczupły. Wysoki. Przemierza jedną z parkowych alei. Celebruje otaczająca go przyrodę. Czy myśli wtedy o swojej chorobie? Mało prawdopodobne. Zresztą, co to za pytanie?

Kiedy miał dwa, no, może trzy lata, zaczęło dziać się z nim coś niedobrego. Na wszystko reagował krzykiem. Jak mantrę powtarzał pojedyncze sylaby, słowa, zdania. Wtedy, w połowie lat osiemdziesiątych, mało kto słyszał o autyzmie. Nawet lekarze. Tym samym cały ciężar walki z chorobą spadł na rodziców Marcina. A oni uczyli się wraz z nim. Pokonywali kolejne szczeble tego swoistego wtajemniczenia. Najpierw była więc pielgrzymka po gabinetach lekarskich. Potem lektura książek poświęconych autyzmowi. Jeszcze później – spotkania z rodzicami innych chorych dzieci. I wreszcie przyszło olśnienie. Cudowna diagnoza. Jedyną skuteczną terapią w przypadku osób z autyzmem jest aktywność. Na wszelkich możliwych poziomach. Żeby nie wypaść z obiegu. Pod żadnym pozorem.

I Marcin jak na razie z tego obiegu nie wypada. Poza tym ma pasję, która by mu nigdy na to nie pozwoliła. Malowanie. Zaraził się nią na Warsztatach Terapii Zajęciowej. Tam odkryto jego talent. Ukształtowano go. Nim Marcin zdecydował się ostatecznie na pastele, po drodze zaliczył chyba wszystkie techniki plastyczne. A malowanie pastelami to już osobna historia. Taka na poważnie. Kiedy pada pytanie, dlaczego właśnie one, jest konkretny aż do bólu. Nie brudzą się tak. Nie śmierdzą. Schną szybciej niż olejne. Argumentuje. Potrafi być także tajemniczy. Szczególnie, gdy ktoś ciekawski zapyta go o malarski warsztat. Mam swoją wizję. I potem przenoszę ją na papier. Zbywa natręta. Dajmy na to takiego dziennikarza.



Zresztą, czasami trzeba po prostu uwierzyć. W cud. Cud codzienności. Jak bohater filmu pod tym samym tytułem. Niewidomy autystyk, który został światowej sławy pianistą. Marcin nie ma aż takich ambicji. Wystarczy mu, że jest wśród ludzi. Że maluje. Że chłonie świat. A potem przekłada go na swój język. Bo chcieć zrozumieć osobę z autyzmem, to jak porywać się z motyką na słońce. Nie warto. Lepiej czekać. Cierpliwie. Aż ona uzna za stosowne, żeby coś powiedzieć. A jeszcze lepiej skoncentrować się na pracach Marcina. Zastępują wszystkie słowa. Nawet te najpiękniejsze.

Kiedy kilka lat temu w Galerii „Epicentrum” odbył się wernisaż wystawy Marcina, tak się właśnie stało. Przemówiły obrazy. A słowa były dla nich tylko scenografią. „Świat według Marcina...” Taki tytuł nosiła wystawa. Czy trzeba coś jeszcze dodawać? No, może ewentualnie jedno zdanie o świecie zrodzonym w niezmąconej ciszy. O którym pisał wykładowca z Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. O świecie, do którego nie mamy dostępu. A którego rodzice Marcina uczą się każdego dnia. I wspólnie z nim szukają dla syna jego własnej drogi. A kolejne przystanki na tym trakcie nazywają się pokora, szacunek i dystans. Pojęcia w dzisiejszym świecie niemal abstrakcyjne.

Marcin czyta w swoim pokoju. A jego pokój jest jak kokon, którego czasami nie chce się opuszczać. Otoczony książkami, obrazami, zdjęciami. Spowity w zieleń, na które pomalowane są ściany. Przegląda album z reprodukcjami obrazów. Słucha radia. Ale ten stan nie potrwa zbyt długo. Na biurku leży karnet na siłownię. Już w chwilę potem Marcina nie ma w pokoju. Karnet zniknął razem z nim. A jego właściciel wyciska właśnie na klatę. Może nie tyle, co Pudzian, ale w końcu nie o to chodzi. Bo chodzi o kontakt z drugim człowiekiem. Nieustanny. Ustawiczny. Na przekór wszystkiemu. W przypadku bohatera artykułu to idealna, bo jedyna terapia.
 

poniedziałek, 8 sty 2018, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 171 000,00 zł
M-4 DE LUX

55.70 m2, Mieszkanie De Lux - idealne dla osób które chcą się wprowadzić bez tracenia czasu i ponoszenia nakładów na remont . Mieszkanie po świeżo przeprowadzonym remoncie - do wprowadzenia w Centrum miasta przy ul. Zielonej . Trzy niezależne pokoje , kuch... więcej

Zielona, renata@jgn-vesta.pl, 883 100 495

KOMENTARZE

  • | 09/01 godz. 16:30

    Szacunek rodzicom. Jedni akceptują chorobę dziecka i wspierają inni nie chcą za akceptować i szukają pomocy u tak zwanych szarlatanów.

  • | 08/01 godz. 22:17

    Jedni sobie odbierają życie a drudzy chcą mimo choroby uczynić sens z swojego życia. Bo można być samemu,ale nie być samotnym,ale można być w tłumie i czuć się bardzo samotnym.

dodaj komentarz

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

10/01

Zdrój umiera?

31

ARTYKUŁY

10/01

Zdrój umiera?

31

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X