Dzisiaj jest: wtorek, 20 lutego 2018   Imieniny: Leon, Ludomił, Eustachy

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

"Beze mnie będziesz nikim!"

Kiedy kobieta poznaje mężczyznę, płacze niebo. Albo inaczej: trudno dokładnie powiedzieć, jaka jest pogoda. Co prawda na tym świecie żyją setki, ba, nawet tysiące mądrali, którzy nauczają, że już na pierwszy rzut oka widać, czy związek rokuje na przyszłość. Ale ich prognozy sprawdzają się tak rzadko, że lepiej posłuchać przepowiedni jakieś uroczej pogodynki. Jakby nie było, ta historia zadaje kłam tezie, że kobieta ma w oczach „rentgena” i wie, że właśnie poprosił ją do tańca potwór, który zrujnuje jej życie. Historia o przemocy domowej. O zmaganiu się z własnym ciałem. O wyścigu z czasem.

Poznała go na dyskotece. Średnio romantyczne miejsce, ale przecież ludzie poznają się na dyskotekach, a potem żyją szczęśliwie. Nie przypomina sobie, żeby wtedy czymś jej szczególnie zaimponował. No, może ewentualnie tym, że był od niej o 6 lat starszy. Może szukała w nim ojca, którego nigdy nie miała? A może potrzebowała zwykłego ludzkiego wsparcia? Dziś nie ma to większego znaczenia, a i ona, kiedy w końcu poprosił ją do tańca, nie zastanawiała się, czy jest dobrym materiałem na męża.

Wtedy wiedziała już, że ciało, które było warunkiem jej obecności na świecie, jest chore. Już wtedy nosiła w sobie wiedzę, że w każdej chwili narażona jest na atak własnego układu odpornościowego. Na bielactwo, kiedy uszkadzane są komórki skóry. Na stwardnienie rozsiane, które jest przemocą wobec komórek nerwowych. Czy na cukrzycę typu I, jeśli układ odpornościowy zaatakuje komórki trzustki produkujące insulinę. Była chodzącą bombą zegarową.

Nie chciała tego małżeństwa. A on – jakby wyczuwając jej strach – starał się być dobrym człowiekiem. Albo zwyczajnie nim był i nie musiał niczego udawać. Kiedy po roku znajomości dowiedziała się, że jest w ciąży, spanikowała. W przeciwieństwie do niego. Dbał o nią, kręcił z niedowierzaniem głową, kiedy jej dieta składała się wyłącznie z kiszonej kapusty i śledzi, był opiekuńczy. I ona chyba też powoli zaczęła wierzyć, że osiąga ten stan w życiu, który ludzie nazywają „stabilizacją”. Ba, nawet przytyła 19 kilo.

Po porodzie jej organizm przypomniał o sobie. Już samo wymienianie schorzeń, które stały się w tym czasie jej udziałem, starczyłoby na osobny panel medyczny. Arytmia serca, nadciśnienie, puchnące nogi, szum w uszach. Potem, kiedy przez 2 lata „chodziła z udarem”, doszła do tego jeszcze bezwiednie opadająca powieka. I wreszcie szpiczak mnogi, który rozsiewał po całym ciele guzy. Podobnie jak listonosz roznoszący po okolicy złe wiadomości. A to i tak nie koniec tej wyliczanki. Ale może faktycznie nie warto jej kontynuować?



Wraz z przyjściem na świat ich syna coś pękło w tym kruchym układzie. On wracał coraz później, „uciekał w komputer”, zaczął popijać. Ona przelała całą swoją miłość na syna. On nie pozostawał jej dłużny. Sączył w słowach jad: „Zobacz, jak ty wyglądasz! Przecież ty nic nie umiesz. Beze mnie będziesz nikim!” W końcu zamieszkała z chłopcem w kuchni. Oddzieliła się od niego niewidocznym murem. Ale on wciąż tam był. Coraz szczelniej wypełniał jej życie. Aż któregoś dnia zabrakło jej tchu...

To się stało w Sylwestra. Poszli do jego brata, żeby wspólnie przywitać Nowy Rok. Zanim wystrzelił korek od szampana on już zdążył się upić. Runął jak długi na świąteczny stół. Doszło do rękoczynów. Nazajutrz wracali do domu w minorowych nastrojach. Ona z synem z przodu. On kilka kroków za nimi – jak cień. Nagle z jego ust wyrwało się przekleństwo. Jak znak ostrzegawczy. Dopadł do niej i zaczął uderzać jej głową o mur. Przy żałosnym akompaniamencie płaczu chłopca. Kto wie, czy nie zabiłby jej, gdyby nie młodzi ludzie, którzy stanęli w obronie leżącej kobiety. Zdezorientowany rzucił się za nimi w pogoń.

Po 8 latach gehenny powiedziała wreszcie „dość”. Wyrzuciła go z mieszkania. Wymazała z pamięci. Próbowała zresetować się po tych wszystkich koszmarnych dniach i nocach. Potem przyszedł na świat jej drugi syn. Jego ojciec także szybko zasilił ławkę kar. I grzeje ją po dziś dzień. Została tylko ona, jej synowie i szpiczak mnogi, który jest jak listonosz roznoszący złe wiadomości...

Bohaterka reportażu akcentuje uważnie każdą sylabę słowa „przemoc”. Kto wie, może to słowo faktycznie ma tu kluczowe znaczenie? Może każda kobieta, która wiąże się z mężczyzną-potworem, podświadomie wykazuje masochistyczne ciągotki? Może w imię nienazwanej przyjemności skacze na głęboką wodę z okrzykiem „niech się dzieje, co chce!” Tak to przynajmniej wygląda po lekturze komentarzy tych wszystkich internetowych mądrali. Oni wiedzą lepiej i pytają bohaterki artykułów takich jak ten, gdzie miały oczy, kiedy wiązały się ze swoim prześladowcą? Oni zawsze wiedzą lepiej.

fot. pixabay

czwartek, 25 sty 2018, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 103 000,00 zł
OKAZJA M-3 MARUSARZÓWNY

49.00 m2, Mieszkanie na sprzedaż. Posiadamy w ofercie mieszkanie na sprzedaż przy ul.Marusarzówny. Typ mieszkania m-3, składa się z dwóch nieprzejściowych pokoi, kuchni z oknem, przedpokoju i łazienki. Mieszkanie do remontu do własnej aranżacji. Dostępne od już. ... więcej

Osiedle Chrobrego, jola@jgn-vesta.pl, 883 100 480

KOMENTARZE

  • B6 | 18/02 godz. 21:35

    Związek z płytką osobą, to jest jak pływanie w płytkim basenie.

  • szkoda | 18/02 godz. 12:30

    Dlaczego ludzie nie potrafią się rozejść na poziomie. Aby nie robić sobie wrogów z siebie nawzajem.

  • on | 18/02 godz. 08:45

    Do | 16/02 godz. 21:29. Takie układ jest tragiczny i destrukcyjny. Tkwią w tych układach zależni od finansów, od kredytów, od tego co z soba poczną. Później te dzieci robią to samo,co ich rodzice. Koło się zatacza. Lepeij być samemu niż tkwić w takich układach.

  • | 16/02 godz. 21:29

    Wielu ludzi, tylko ze strachu przed samotnością, pozostają w fatalnych związkach. Męczą się do końca życia,tracac zdrowie unieszczęśliwiają często swoje dzieci.

  • jestem zadowolony facet | 16/02 godz. 20:22

    Jak się słucha tych wszytskich nieszczęśliwych związków, małżeństw, to szczęściem wielkim jest to,ze człowiek może być sam. Bo bycie samemu nie znaczy bycie samotnym. Ważne jest,aby z kim można po prostu czasem pobyć, pogadać. Już na pewno nie jest dobre kiedy, ludzie dobierają się w pary z poziomu deficytu .

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

14/02

Pizza na 112?

1

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X