Dzisiaj jest: poniedziałek, 25 czerwca 2018   Imieniny: Albrecht, Dorota, Łucja

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Niebezpiecznie w autobusie?

Gdy jakiś czas temu do miejskiego autobusu weszło dwóch młodych mężczyzn, nic nie zapowiadało takiego obrotu rzeczy. Ot, zwykły kurs, jakich wielu. I to jeszcze w ciągu dnia, kiedy, przynajmniej teoretycznie, nikomu nic nie powinno się stać. Zaledwie kilku minut później po dwójce nastolatków nie było już śladu. Za to w autobusie zostali ci, którzy w międzyczasie musieli przeżyć chwile grozy. Poturbowany, krwawiący mężczyzna. Pasażerowie sprawiający wrażenie, że nic się nie stało. I skonsternowany kierowca, na twarzy którego malowała się głównie bezradność.

Sytuacja, do jakiej doszło w autobusie komunikacji miejskiej, szybko wzbudziła wśród komentujących sporo emocji. Czytelnicy prześcigali się w pomysłach, jak w tej konkretnej sytuacji powinien zachować się kierowca, pasażerowie, w końcu – służby porządkowe. Co ciekawe, ich propozycje często wzajemnie się wykluczały. Ktoś proponował, żeby kierowca zamknął błyskawicznie drzwi i zawiózł całe „towarzystwo” na policję – wprost w objęcia czujnych funkcjonariuszy. Ktoś inny, wręcz przeciwnie, lansował rozwiązanie, w którym kierujący autobusem – najlepiej z pomocą pasażerów – wyrzuciłby z niego bandytów na „zbity pysk”. Wreszcie znaleźli się też tacy, którzy z nostalgią wracali do swoich zagranicznych doświadczeń, tłumacząc, jak tam rozwiązuje się podobne problemy.

Idźmy dalej. Zapytaliśmy kierowcę autobusu miejskiego o procedury bezpieczeństwa. Interesowała nas sytuacja, gdyby w prowadzonym przez niego pojeździe doszło do sytuacji zagrażającej życiu lub zdrowiu pasażerów. Powiedzieć, że postawiona kwestia wprowadziła naszego rozmówcę w osłupienie, to nic nie powiedzieć. „Procedury? Jakie procedury?!” – zdawał pytać samego siebie.

Pierwsze, co usłyszeliśmy od niego, to zdawkowe zapewnienie, że o zaistniałym zagrożeniu powiadomiłby niezwłocznie policję. Chcieliśmy jednak dowiedzieć się, co uczyniłby w dalszej kolejności. Następne pytanie brzmiało więc, czy kierowca może opuścić kabinę, czyli swoje stanowisko pracy? Początkowo nasz rozmówca twardo upierał się przy zdaniu, że prowadzący autobus powinien skoncentrować się wyłącznie na tej czynności. Ma przecież bezpiecznie dowieźć pasażerów do miejsca przeznaczenia. Jednak kiedy użyliśmy małego fortelu, opowiadając o kierowcy, który wyrzucił z autobusu dwóch raczących się piwem nastolatków (powyższa sytuacja miała faktycznie miejsce – przyp. aut.), pochwalił taką postawę swojego kolegi po fachu. „To w końcu, jak to jest? Może pan opuścić kabinę kierowcy czy nie?” – padło pytanie. Ostatecznie stanęło na tym, że scenariusze w podobnych przypadkach pisze życie. Tylko czy w takiej sytuacji można mówić jeszcze o procedurach? Może raczej o „wolnej amerykance”, gdzie zamiast jasnych reguł rządzi zasada, że każdy sam martwi się o swoje bezpieczeństwo?

Tymczasem oddajmy głos naszym Czytelnikom. „Kierowca miał od razu zablokować drzwi i podjechać pod komisariat. Poza tym powinien być przeszkolony na wypadek podobnych sytuacji. Jak będzie wypuszczać takich łobuzów, to już zawsze pozostaną bezkarni” – grzmiał ktoś bardzo wzburzony. Ale już w chwilę potem odpowiadał mu inny Czytelnik, dla którego największą karą dla „oprychów” byłoby pozostawienie ich w szczerym polu. „Proste rozwiązanie – kierowca powinien otworzyć drzwi i z pomocą pasażerów wyrzucić ich z autobusu. Chamstwa nie powinno się tolerować i niech pieszo chodzą, jak się nie potrafią zachować” – pisał. I jeszcze głos internautów, dla których ideałem są rozwiązania podpatrzone w innych, często bardzo odległych, krajach. „Ja mieszkam w Holandii. Jak to by się stało tutaj, to przyjechałyby ze 4 radiowozy i poszukaliby tych bandytów”– zauważa ktoś. Albo taki – tym razem z amerykańskiego podwórka: „W USA jakakolwiek draka w autobusie kończy się natychmiastowym zatrzymaniem pojazdu (poza przystankiem) i wezwaniem policji. Może czas najwyższy doszkolić niektóre służby i stworzyć procedury postępowania?” – pyta czytelnik.



Kolejny obrazek rodzajowy – tym razem z żorskiego, w końcu bliskiego nam, podwórka. Przystanek autobusowy przy alei Jana Pawła II. Powodem interwencji mundurowych jest zachowanie trzech mężczyzn, którzy w czasie jazdy autobusem spożywają alkohol, nie robiąc sobie zbyt wiele z reakcji innych pasażerów. Szybko okazuje się, że promile dodają „dziarskim młodzieńcom” animuszu, bo cała trójka wszczyna niezgorszą awanturę. Niestety, policyjna notatka jest powściągliwa, trudno odtworzyć na jej podstawie precyzyjny przebieg wydarzeń. Czy stróżów prawa zawiadomili przerażeni pasażerowie? A może to kierowca powiadomił swojego dyspozytora o incydencie? Bez względu na scenariusz, jaki wypełnił się w tym przypadku, faktem pozostaje, że feralny autobus przybił wreszcie do portu, no, przystanku autobusowego, gdzie na krewkich rybniczan czekała już policja.

„Podczas legitymowania jeden z nich zachowywał się wyjątkowo arogancko i agresywnie. W pewnej chwili 27-latek rzucił się na policjanta, wyzywał go i szarpał za mundur. Chwiejący się na nogach i rozjuszony mężczyzna natychmiast został obezwładniony, a następnie trafił do policyjnej celi. Po spędzonej w areszcie nocy 27-latek usłyszy zarzuty. Grozi mu nawet do 3 lat więzienia” – informuje Komenda Miejska Policji w Żorach.

Idąc tym tropem, wybraliśmy się na jastrzębskie ulice, żeby zapytać mieszkańców, czy czują się bezpiecznie w środkach komunikacji miejskiej. Większość z nich stwierdziła wówczas, że autobusy to stosunkowo bezpieczne miejsce, w każdym razie odpowiadającym nic złego się w nich nie przydarzyło. Ale kiedy pozwoliliśmy jastrzębianom wypowiedzieć się anonimowo, ten sielankowy obraz bezpieczeństwa w miejskich autobusach zmienił się o... 180 stopni.

„Nie czuję się tam bezpiecznie. Stary zboczeniec dobierał się do kobiety ciężarnej, biedna, 'wysoko' w ciąży, w biegu wysiadała. Druga sprawa, niby dlaczego ma być inaczej, jeśli kierowca albo wyzywa panią, która chce kupić bilet, albo nie popatrzy w lusterka i drzwi autobusu wloką za sobą człowieka? Osobiście też miałam przykre doświadczenia” – pisze „kasia”. Co możemy odpowiedzieć naszej czytelniczce? Najlepiej będzie, jeśli oddamy głos komuś, kto niedawno był w stolicy naszego pięknego kraju i podróżował tamtejszą komunikacją miejską. Jego słowa bowiem brzmią tutaj jak swoisty drogowskaz: „W każdym autobusie w Warszawie jest informacja o 4-cyfrowym numerze telefonu do Straży Miejskiej. W sytuacji „podbramkowej” wystarczy wysłać sms-a o treści na przykład „bójka” i podać numer kursu. To naprawdę nie jest jakoś wybitnie skomplikowane”.

A jaki był finał opisanej na początku historii? „Agresorzy otworzyli awaryjnie drzwi i opuścili pośpiesznie autobus. Poturbowany mężczyzna wrócił na swoje miejsce. A pasażerowie mogli ponownie zająć się podziwianiem widoków za oknem” – czytamy w mailu czytelnika. Czyli co, nic się nie stało? Nie trzeba – mimo deklaracji kierownictwa MZK – opracowywać procedur postępowania w takich przypadkach? Zainstalowany za „unijną kasę” system monitoringu to wystarczająca rękojmia bezpieczeństwa w autobusach? Tych pytań jest zdecydowanie więcej...

fot. archiwum

czwartek, 1 lut 2018, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 110 000,00 zł
M-5 /110 TYS OŚ.ZOFIÓWKA

63.00 m2, Przedstawiam mieszkanie typu m-5 o powierzchni 63m2 , składające się z czterech pokoi, kuchni przedpokoju i łazienki, do mieszkania przynależy piwnica. Mieszkanie położone jest na czwartym piętrze w bloku przy ul. Malchera , z przeznaczeniem do remont... więcej

Malchera, jola@jgn-vesta.pl, 883 100 480

KOMENTARZE

  • | 16/02 godz. 10:22

    do hej mzk | 08/02 godz. 20:33
    Jak pamiętam to autobus komunikacji miejskiej ma pierwszeństwo wyjeżdżając z zatoczki w terenie zabudowanym.

  • Paciu | 11/02 godz. 18:08

    W tamtym roku wracałem z Żor z dziewczyna. Na przystanku sąd wsiedli pijana grupka 2m 1k pili piwo. Kierowca na światłach stanął i kazał schować a tu wiadomo bunt.na przystanku na pawlikowskim zaczęła się afera.kierowca kazał by wyszli a ci zaczęli się rzucać po chwili wysiedli bijąc w szybę rękoma .wtedy wyszedł kierowca i tych dwóch na niego.wylecial chłopak pomoc kierowcy.wiecie jak się skończyło?ten chłopak uderzył jednego i heja w drugiego tyle że ten miał butelkę i nie doszedł do niego. Po więcej » chwili stal ten drugi i już było dwóch na jednego.kierowca który otrzymał pomoc stal obok autobusu i się patrzył jak prawie tych dwóch zbili tego który mu pomógł.nie udało im się wbiegł do autobusu spowrotem.kierowca nie warto pomagać.sa wredni i chamscy przy kupnie biletu.kobiety są mile

  • hej mzk | 08/02 godz. 20:33

    kierowcy aytobusow pokazuja tylko swoja wyszszosc no przy wciskaniu sie z wyjazdu z przystanku, na rondzie wymuszajac 120 nr - wtorek, jezdzac z telefonem

  • | 08/02 godz. 20:30

    zaraz chwileczke... czy te dwa wandale ktore pobily czlowieka wyszli sobie jakby nigdy nic?! co to ma byc?! gdzie prawo? gdzie policja? gdzie monitoring? to szczyt !

  • Do Lorda | 08/02 godz. 19:59

    Bo kierowca ma dbać o bezpieczeństwo innych pasażerów,to jest także w jego obowiązkach o których większośc z nich zapomina....

  • jasnet.pl | 01/02 godz. 13:23

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X