Dzisiaj jest: środa, 25 kwietnia 2018   Imieniny: Jarosław, Marek

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Tak trudno przeprosić?

Sprowadza walkę między ludźmi do walki z problemami, nie zaś bezmyślnego eskalowania konfliktu. Rozładowuje napięcie, pilnuje, aby rozmowa nie zeszła na niewłaściwy tor, w konsekwencji – przybliża wizję wypracowania wspólnego stanowiska przez zwaśnione strony. To rzecz jasna wymaga talentu psychologicznego, nie bez znaczenia jest także doświadczenie życiowe, lub, jak kto woli, bagaż doświadczeń, który akurat w tym konkretnym przypadku ma szansę stać się atutem nie do przecenienia. Taka osoba jawi się wówczas jako mąż zaufania, kanalizuje w sobie wszystkie traumy stojących po obu stronach barykady osób, ostatecznie jednak wykorzystuje je jako oręże i w finale doprowadza do ugody. Jednym słowem: mediator sądowy jest przyszłością polskiego sądownictwa.

Jeden z jastrzębskich mediatorów opowiadał nam kiedyś historię rodzeństwa, które przez ponad dwadzieścia lat rozmawiało ze sobą, prowadząc swoisty dialog za pomocą donosów, tajnych nagrań i monitów do rozmaitych instytucji. Przez te lata ich wzajemna niechęć przybrała monstrualne rozmiary, a nadzieję na normalne stosunki zastąpiła ślepa nienawiść i chęć dokuczenia drugiej stronie. Pierwsze spotkanie na neutralnym gruncie trwało niespełna godzinę, kolejne – trzy z okładem. Dziś brat i siostra nie wyobrażają sobie życia bez siebie, nadrabiają stracony czas, powoli oswajają demony przeszłości. Czyli co – zapytaliśmy go wówczas – cudowna metamorfoza? O cudzie nie może być mowy. „Wszystko rozgrywa się na poziomie emocji. To one decydują o naszych życiowych postawach i to w nich jest klucz do sukcesu mediatora. W tym konkretnym przypadku ugoda była tylko pozornie niemożliwa, w rzeczywistości stawką było jedno niewinne słowo. Owo znamienne „przepraszam” padło dopiero w mojej obecności” – tłumaczył.

Kolejna scenka rodzajowa. Sprawa o pobicie właściciela restauracji. Sprawcy, kilku młodych ludzi z jednego z jastrzębskich osiedli, idą w zaparte – w końcu sąd kieruje sprawę do naszego rozmówcy. Następuje konfrontacja. Oni deklarują się, że są skłonni przeprosić pokrzywdzonego, nie mają jednak żadnych przemyśleń w temacie, za co mieliby go niby przepraszać. Chwila zadumy, wzajemne konsultacje: tak, przyznajemy się do pobicia i przepraszamy. Zaledwie kilka dni później, już w doskonałej komitywie z restauratorem, podejmują się ochrony jego lokalu. To bynajmniej nie kolejny rozdział z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, ale potencjał drzemiący w mediacjach. Aż trudno uwierzyć, że w takich Stanach Zjednoczonych po mediacji tylko niespełna 2 proc. spraw znajduje swój sądowy finał.

Mediator na naszą prośbę pochylił się nad warunkami udanej mediacji. A więc dobrowolność uczestnictwa, poufność przebiegu spotkań, zgodność wypracowanej ugody z prawem, równowaga między stronami. Szczególnie w tym ostatnim przypadku mediator musi być czujnym i mądrym rozjemcą. Chociażby w sprawach o znęcanie się, kiedy po jednej stronie staje niejednokrotnie śmiertelnie przerażona ofiara, po drugiej zaś – jej oprawca, ucieleśnienie całego zła tego świata. Tu automatycznie osoba mediująca jest rzecznikiem pokrzywdzonych, ale wciąż nie można jej zapomnieć o swojej neutralności. To w zasadzie głównie ona decyduje o racji bytu tej profesji.



Mediator o włączenie się do sprawy może być poproszony przez prokuratura, sędziego, policję, albo na wniosek jednej ze stron. Nasz bohater w okresie zaledwie pięciu lat otrzymał łącznie 260 zleceń przeprowadzenia postępowań mediacyjnych w sprawach karnych z sądów w Jastrzębiu Zdroju, Wodzisławiu Śląskim, Raciborzu, Bielsku Białej i Cieszynie. Symptomatycznym jest, że policja i prokuratura nie skierowały do mediacji żadnego dochodzenia. Jego zdaniem pokutuje tu po części mentalność naszych organów ścigania, sprawa rozbija się również o pieniądze, jakkolwiek w sprawach karnych wynagrodzenie mediatora śmiało uznać można za symboliczne. Inna sprawa: prokuratorskie ambicje na polu mediacji mają czasami opłakany efekt. Tak było w przypadku jednego z klientów naszego rozmówcy – ofiary kolizji drogowej. Zaproponowana przez prokuratora suma, czyli zadośćuczynienie ze strony sprawcy wypadku, potraktowana została przez ofiarę jako kolejne upokorzenie i tylko jeszcze spotęgowała nieufność do drugiej strony. Dobre chęci prokuratora przyniosły efekt odwrotny od zamierzonego. Ostatecznie sprawa trafiła do profesjonalnego mediatora.

Nie ma formalnego ograniczenia co do rodzaju spraw, w których można mediować. Wiadomo jednak, że nie będzie mediacji w przypadku zabójstwa, bo to zbyt poważne przestępstwo. Ale już w sprawie o gwałt, to także casus z praktyki naszego bohatera, jak najbardziej. Zresztą lista problemów kwalifikujących się do mediacji wydłuża się coraz bardziej. To już nie tylko konflikty rodzinne, gospodarcze czy karne, ale również pracownicze i te w obszarze systemu edukacji. Jak deklaruje jeden z mediatorów na swojej stronie internetowej obszarem jego sukcesów jest między innymi „przywracanie psychologicznej równowagi w związkach zagrożonych rozpadem”. Przepytywany przez nas mediator uśmiecha się dobrotliwie i po krótkiej chwili dodaje: „Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości skłócone małżeństwa przesiądą się z kozetki w gabinecie u psychologa na twarde, mediacyjne krzesło”.

Sensu stricto zawód mediatora sądowego nie istnieje i ta specjalność nie jest nigdzie sprecyzowana. Mediator może wnioskować o wpis na listę prowadzoną w sądzie i powszechnie mówi się, że jest on wtedy mediatorem sądowym. Kto może nim zostać? Prawie każdy. Ustawa powołująca tę instytucję nie wspomina o konieczności ukończenia studiów ani nawet specjalnych szkoleń. Z drugiej strony nie może to być przypadkowa osoba. Wbrew pozorom, zawód mediatora sądowego nie wymaga ukończenia studiów prawniczych, choć w sprawach gospodarczych może to być atutem. W konfliktach rodzinny i nieletnich pożądane są osoby, które ukończyły studia wyższe psychologiczne, pedagogiczne, socjologiczne, resocjalizację, poradnictwo wychowawcze i rodzinne. Ale to tylko początek drogi, a nie gwarancja zostania mistrzem kompromisu.

fot. pixabay

wtorek, 3 kwi 2018, Damian Maj

Mieszkanie

Jastrzębie-Zdrój

cena: 61 000,00 zł
MIESZKANIE JASTRZĘBIE-ZDRÓJ

30.00 m2, M-2 zaaranżowane na 2 pokoje CENA DO NEGOCJACJI !!! Dwupokojowe mieszkanie idealne dla osoby starszej lub pary. Pokoje przejściowe o dobrym nasłonecznieniu, na podłogach panele, ściany gładź. Przestronna kuchnia zabudowana meblami, które wraz ze sp... więcej

Tysiąclecia, kasia@jgn-vesta.pl, 883 490 100

KOMENTARZE

  • | 10/04 godz. 21:29

    Sa rodziny co mieszkaja obok siebie za płotem i sie lata nie odzywają.

  • | 07/04 godz. 13:43

    Czasem rodzina doprowadza do rozstroju nerwowego. A juz jak jest jakis majątek i jest podział,to zaczyna się niezła jazda i sepy zaczynaja krążyc. Wiele wtedy rodzin pokłóconych do końca życia. Co robi pieniądz.

  • on | 06/04 godz. 21:40

    Tak to się z rodzina wychodzi. czasem z zazdrości to w rodzinie potrafią sie utopić w przysłowiowej łyżce wody. Znam rodzine, gdzie siostra okradała brata z którym miała interes. Wkopała go w długi a ten to teraz spłaca. Pazernośc doprowadza ludzi do niskich instynktów.

  • | 03/04 godz. 15:54

    I kto to mówi, kto pyta? Brak słów

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/10

"Kipi kasza…"

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X