Dzisiaj jest: sobota, 18 sierpnia 2018   Imieniny: Bronisław, Helena, Laura

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Są (byli) wśród nas

Kiedyś było tu ściernisko...

Skończył szkołę  zawodową jako instalator wodno-kanalizacyjny, potem, pracując już zaocznie, zrobił technikum budowlane. Henryk Kroczek karierę zawodową rozpoczął na kopalni „Zofiówka” jako zwykły konserwator i pracownik dołowy. Bo do kopalni łatwo było się dostać, ale przede wszystkim reklamowała od służby w ludowym wtedy wojsku. Do pracy z Bzia jeździł rowerem. Dopiero później kupił sobie motorower.

Praca na samej kopalni nie całkiem mu odpowiadała, chciał pracować w swoim wyuczonym zawodzie. Dlatego przeniósł się do Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, który wtedy należał do kopalni  i administrował kopalnianymi zasobami mieszkaniowymi. Został starszym mistrzem w dziale techniczno-remontowym i głównie zajmował się usuwaniem awarii w blokach. A było co usuwać!  Dla zapewnienia szybko mieszkań dla górników bloki były budowane naprędce i z byle jakich materiałów. Wtedy w „głębokim” PRL-u mało kto się przejmował jakością, wszystkiego było brak, ważne, żeby w ogóle było. To samo dotyczyło instalacji wodno-kanalizacyjnych. Jakość wody była zła, zanieczyszczona. Rury pękały, zarastały, awaria goniła awarię i nie było materiałów na wymianę. W naprawach królowała wieczna prowizorka. Kto pamięta tamte czasy, wie, jaką zmorą były częste wyłączenia dostawy wody. I z takimi problemami przychodziło mu się mierzyć.

Aż pewnego dnia jego cierpliwość się wyczerpała. Bo nie wystarczyło znać się na robocie, trzeba jeszcze mieć czym robić. Poszedł do swego szefa, dyrektora ZGM i powiedział: „Ja wam te instalacje sam powymieniam”. „No to powymieniaj” – odpowiedział dyrektor, nie traktując tej deklaracji całkiem poważnie. Ale Kroczek traktował ją poważnie.

Na fachu się znał, miał też odpowiednie doświadczenie, więc założył własną działalność. Wtedy urzędy państwa gospodarki socjalistycznej nie patrzyły zbyt przychylnie na „prywaciarzy” i mnożyły różne trudności. Żeby się przed tym ustrzec, zapisał się do cechu, a także do spółdzielni rzemieślniczej w Wodzisławiu. Liczył, że w ten sposób uzyska zlecenia i dostęp do materiałów. Srogo się na tym zawiódł. Mimo że odprowadzał tam należne świadczenia to spółdzielnia w niczym mu nie pomagała. Jedynie jej szyld chronił go przed nękaniem urzędów państwowych, o resztę musiał troszczyć się sam. Deklaracje państwowe o wspieraniu prywatnej działalności okazały się czystą fikcją. Zdobycie materiałów, narzędzi, samochodu było wyłącznie na jego głowie. Nierealne było uzyskanie telefonu – pociągnął kabel od sąsiada ale… ciągle przegryzały go myszy.  To były  jeszcze za małe możliwości, żeby od razu zabierać się za wymianę dużych instalacji blokowych.

Zaczynał od małych instalacji w domkach jednorodzinnych a przy tym przecierał szlaki do sklepów i przedsiębiorstw, aby zdobywać potrzebne materiały. O wszystko było trudno. Jeździł po całym regionie, wystawał w kolejkach, wypraszał w działach zbytu państwowych przedsiębiorstw. Nawet zwykłych kluczy dobrej jakości nie było. Z krótkiego pobytu w Kanadzie zamiast prezentów dla rodziny przywiózł walizkę… kluczy do rur. Nie wiedział, że były tajwańskie i wszystkie potem się popsuły. Musiał postarać się o zachodnią walutę i w Niemczech kupować odpowiednie narzędzia, płacąc gotówką. Było ciężko. Wtedy nie było atmosfery dla działalności prywatnej, ale zdobywał doświadczenie w prowadzeniu firmy i pokonywaniu trudności. Zatrudnił już pierwszych pracowników. Z pewnym zdziwieniem stwierdził, że lepiej traktowane były firmy mające własną nazwę, a nie tylko nazwisko właściciela. No to wymyślił nazwę ISKO – jako skrót od słów (I)nstalacje, (S)anitaria, (K)analizacja, (O)grzewanie – a więc od tego, czym się zajmował.

Punktem przełomowym było uzyskanie kontraktu w wydziale oświaty jastrzębskiego magistratu na wymianę instalacji wodno-kanalizacyjnych w podległych mu szkołach i przedszkolach. To już było duże zadanie, ale uzyskał przy tym dokument potwierdzający, że wykonuje prace dla miasta, co znacznie ułatwiło mu zdobywanie materiałów w państwowych zakładach. Ale i tak było trudno uzyskiwać potrzebne elementy i musiał sobie radzić. Żeby podkrakowska firma mogła mu wykonać pewne elementy, musiał jej załatwić mosiądz, wtedy ściśle reglamentowany (żeby nie sprzedawać go na dzwony kościelne). Inne elementy produkował sam w przydomowym warsztacie. Dla usprawnienia i przyspieszenia pracy wprowadził technikę prefabrykacji, tzn. w swoim warsztacie przygotowywał elementy, które potem montował w remontowanym obiekcie. W tym pomagali mu nawet żona i dzieci, którzy przycinali i gwintowali rury.

Po kilku latach takich działań uznał, że ma już odpowiednie możliwości, by nawiązać do swego początkowego pomysłu – do wymiany instalacji blokowych w całych osiedlach. Zwrócił się z ofertą do swojego poprzedniego pracodawcy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej. Oferta została przyjęta i dla ISKO zaczął się kolejny etap działalności – chyba najtrudniejszy. Remontowali bloki kopalniane w Jastrzębiu, a potem w Żorach, należące do kopalń „Zofiówka” i „ZMP”. Była to ciężka praca wymagająca wiele wysiłku i nakładów, często w trudnych warunkach i dużego ryzyka. Chcąc zminimalizować uciążliwości dla mieszkańców remontowali nawet po 10 mieszkań dziennie, trzymając się zasady, żeby każde mieszkanie „załatwić” w jeden dzień, żeby nie zostawiać ludzi bez wody. Mimo tych wszystkich trudności na terenie miasta Jastrzębie i Żor wymienili wewnętrzne instalacje wodociągowe w około 8000 mieszkań. Potem już w nowszej technologii miedzianej wymienili instalacje w dalszych 4000 mieszkań na osiedlach w Katowicach, Rybniku i Cieszynie.

To był okres wielkiej inflacji. Wyliczane koszty zadania na jego początku znacznie różniły się realnie na jego końcu. Firmy ponosiły duże straty, wiele z nich zbankrutowało. Henryk jakoś sobie z tym radził, zawierając rozważnie umowy, nie za wszelka cenę, a  w oparciu o aktualne ceny materiałów, robocizny i pozostałych składników kosztowych. 

Przyszedł też kryzys na kopalnie, pojawiły się coraz większe trudności z ich wypłacalnością. ISKO inwestowała duże pieniądze w remonty bloków, a kopalnie coraz bardziej zwlekały z płatnościami i szło to w miesiące, a nawet lata. Aż przyszedł najtrudniejszy moment – kopalnia „ZMP” wprowadziła jednostronnie tzw. układ – po prostu zapłaciła tylko połowę należności, bez współczynnika inflacyjnego i odsetek. Firma ISKO, i nie tylko ona, dostała porządnie w plecy. W tych trudnych czasach próbowali również innych możliwości, była to produkcja konstrukcji stalowych do Niemiec, produkcja elementów solarnych oraz kotłów gazowych a nawet… handel papierosami, co z wielu przyczyn zostało ostatecznie zaniechane

Realizując swoje zlecenia ISKO się rozwijała, nabierała doświadczenia, zdobywała nowe kontakty. Wzrastała jej renoma. Zmieniała się też sytuacja w kraju. Po zmianie systemu politycznego, zmieniła się również atmosfera dla działalności wolnorynkowej. Zaczęły powstawać nowe firmy, w tym również firmy produkujące elementy instalacyjne. ISKO nawiązała z nimi dobre kontakty, została ich przedstawicielem, a nawet miała wyłączność w tym regionie. Potrafiła doradzać i proponować dobre rozwiązania, oparte na własnym doświadczeniu. Jej profil zaczął coraz bardziej przesuwać się z instalatorsko-wykonawczego na handlowy.  Po prostu bardziej się to opłacało.

Z czasem lista kontrahentów ISKO rosła i to już nie tylko w kraju, ale i w Europie, a nawet i poza Europą. I to tych najbardziej markowych. Firma wypracowała z powodzeniem też własną markę. Wokół niej zaczęła skupiać się coraz liczniejsza grupa wykonawców, a jej obszar działania się coraz bardziej powiększał. W zakresie rur miedzianych ISKO uzyskała niemalże wyłączność terytorialną.

W tym roku ISKO obchodzi swoje 35-lecie. Obecnie to firma zatrudniająca 45 pracowników, współpracująca z ponad 100 najbardziej markowymi firmami w całej Europie. Nie świadczy już sama działalności dla klienta końcowego, ale robią to polecane przez nią firmy i instalatorzy, których jakość pracy może rekomendować. ISKO stała się jedną z największych hurtowni urządzeń i elementów instalacyjnych w Polsce południowej. Jej oferta to ponad 40 tys. pozycji – od elementów drobnych do zaawansowanych urządzeń grzewczych najnowszej generacji. Organizuje szkolenia i seminaria, przekazując wiedzę o najnowszych rozwiązaniach. Utworzyła nawet klub instalatorów o nazwie „Fachura”, w którym co roku przekazuje uznaniową statuetkę dla najlepszego z nich, wyłonionego w specjalnym konkursie.

ISKO to jeden z najjaśniejszych punktów na gospodarczej mapie Jastrzębia i tego regionu. Chlubi się tym, że to firma rodzima, ale też rodzinna. Kieruje nią rodzina Henryka Kroczka, on sam, jego żona, syn i córka. Pracują w niej również inni członkowie ich rodziny, ale też pracownicy ze stażem nawet ponad 25-letnim. Jednak zdaniem Henryka Kroczka oni wszyscy stanowią jedną dużą firmową rodzinę, która wypracowała i kontynuuje jej sukces. Ten sukces nie byłyby możliwy bez cierpliwości, uporu i pokonania wielu przeciwności losu, czasem i łutu szczęścia, a także zwykłej ludzkiej, często bezinteresownej pomocy. 

Henryk Kroczek przebył długą drogę – od chłopaka jeżdżącego rowerem do pracy na kopalni  do własnej firmy, uznanej w kraju i za granicą. Teraz nawiązując do znanej piosenki Golców, mawia z humorem: „Kiedyś było tu ściernisko, teraz działa firma ISKO”.

 

wtorek, 24 kwi 2018, JN

Mieszkanie

Jastrzębie Zdrój

cena: 80 000,00 zł
M-2 LUB M-3 GOTÓWKA KUPIĘ

38.00 m2, Klient gotówkowy kupi M-2 lub m-3. Kontakt 883 100 480 więcej

Jastrzębie-Zdrój, jola@jgn-vesta.pl, 883 100 480, 883 100 480

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X