Dzisiaj jest: czwartek, 15 listopada 2018   Imieniny: Albert, Leopold, Maria

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Zalewa nas tandeta?

„Partyzanckie” firmy, zwane także „garażowymi”. To one, zdaniem jednego z jastrzębskich przedsiębiorców, który wskazał na opisany poniżej problem, mają się najlepiej w naszym mieście. To im udaje się wygrywać większość przetargów publicznych. I to głównie dla nich przyszłość maluje się tutaj w jasnych barwach. „Jak sama nazwa wskazuje” – przekonuje dalej przedsiębiorca – „poziom oferowanych przez nich usług nie jest najwyższy”. Delikatnie mówiąc. Zatem na czym polega ich fenomen? Rozwiązanie tej zagadki jest banalnie proste. Zwyczajnie, stając do przetargu proponują najniższą cenę. Często po kosztach, na granicy ryzyka, wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Kiedy kilka lat temu w Jastrzębiu-Zdroju gościł ówczesny wiceminister gospodarki Tomasz Tomczykiewicz, postanowiliśmy zapytać go o tę kwestię. Zatem, padło pytanie, czy cena powinna decydować o wyborze wykonawcy inwestycji? Wiceminister Tomczykiewicz zaprzeczył. „Zamawiający może podnieść poprzeczkę wystarczająco wysoko, aby w konsekwencji wykluczyć z przetargu taką ofertę, która jest nierealna” – przekonywał. Przy okazji również apelował do organizatorów przetargów o „odwagę”, a do przedsiębiorców – o „większą odpowiedzialność i nie składanie ofert poniżej wartości zamówienia”.

„W praktyce w przypadku robót budowlanych trudno posługiwać się innym kryterium wyboru oferty aniżeli 'najniższa cena'. Przy czym, owszem, zgodzić należy się z panem wiceministrem Tomczykiewiczem, iż tak naprawdę poprzeczkę jakościową danego zamówienia stawia zamawiający. Odbywa się to poprzez dokonanie odpowiedniego opisu przedmiotu zamówienia, oczywiście, w granicach określonych przez ustawę Prawo zamówień publicznych, czyli, innymi słowy, zamawiający winien wskazywać cechy, parametry danego zamówienia, które dla niego mają kluczowe znaczenie, a naturalną konsekwencją takiego działania winno być złożenie ofert na odpowiednim poziomie jakościowym” – usłyszeliśmy w Biurze ds. Zamówień Publicznych w jastrzębskim magistracie.

Ale wróćmy do „naszego” przedsiębiorcy. Jako że jego firma „para się” sprzedażą i montażem stolarki okiennej, wskazuje on na pewną smutną prawidłowość. „Okna, choćby te w budynkach użyteczności publicznej, to najniższy możliwy standard. W efekcie utrata szeroko rozumianej energii w rozmaitych instytucjach jest druzgocąca, a jej poszanowanie w tym kontekście brzmi jak ponury żart" – przekonuje. Dlaczego tak się dzieje? „Dobre okno, takie, którego żywotność będzie dłuższa niż, dajmy na to, kadencja prezydenta czy radnego, musi kosztować. To jest kwestia określonych parametrów, atestów, nowoczesnych rozwiązań technicznych. Miasto woli wydać mniej, a po góra pięciu latach i tak musi dołożyć do tego interesu. I to w dwójnasób. Bo stare okna trzeba wymienić, a rachunki, chociażby te za ogrzewanie, są w ich przypadku kilkakrotnie wyższe niż w droższych rozwiązaniach. Gdzie tu sens?” – pyta retorycznie nasz rozmówca. Na koniec dodaje: „W tej branży, podobnie jak w innych, palmę pierwszeństwa dzierżą firmy garażowe, wygrywając większość przetargów. Garażowe, rzecz jasna, nie w sensie miejsca produkcji, ale bazy sprzętowej, narzędziowej czy jakości proponowanych usług. To z ich usług należałoby korzystać nader ostrożnie”. No tak, ale to już wymagałoby przenikliwości od zamawiającego, w tym przypadku miasta, ten zaś zbyt często zamiast na wymogach gospodarskich skupia się na niejasnym prawie. A pieniądze podatników jak płynęły, tak płyną szerokim strumieniem...

Postanawiamy pójść za ciosem i pociągnąć ten wątek. Mierzymy wysoko i tym razem zwracamy się do Krajowej Agencji Poszanowania Energii w Warszawie. Reprezentująca ją urzędniczka nie ma złudzeń co do tego, kto wygrywa przetargi w naszym kraju i jak to przekłada się na ekologię. „Oczywiście, że w naszym kraju jednostki publiczne organizując przetargi głównie bazują na cenie danej usługi lub towaru. Chciałabym przypomnieć, że zgodnie z dyrektywą unijną jednostki sektora publicznego powinny uwzględniać również kryteria środowiskowe – mam tu na myśli tak zwane zielone zamówienia. O tym, że można uwzględnić w procedurze zamówień publicznych inne kryteria niż tylko cena świadczą przykłady kilku polskich gmin. Naszym zdaniem oprócz kryteriów cenowych, należy wprowadzać kryteria jakościowe, bo inaczej, tak jak to jest z autostradami, po pół roku niektóre ich odcinki są już remontowane” – przekonuje.

Kolejny rozmówca i kolejne spojrzenie na ten problem. Jeden z jastrzębskich radnych, którego zapytaliśmy o tę kwestię, użył oryginalnego porównania: „O tandecie zalewającej nasz rynek, zwanej 'chińszczyzną', wiadomo powszechnie, że to towar z najniższą ceną i zarazem o najniższej jakości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobnie jest z zamówieniami publicznymi w naszym kraju”.

A co myślą na ten temat magistraccy urzędnicy? „Kiedyś, ale to już jest właściwie prehistoria, ustawa Prawo zamówień publicznych dawała możliwość sprawdzenia wiarygodności ekonomicznej i technicznej firmy stającej do przetargu. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło. Ustawa była wielokrotnie zmieniana, zaś efekty kolejnych nowelizacji nie kazały na siebie długo czekać. Dla organizatorów przetargów najważniejsza jest obecnie cena” – słyszymy.

I jeszcze trzecie spojrzenie na tę sprawę. Zastrzegający anonimowość przedsiębiorca, znający dobrze lokalny rynek, dzieli się z nami swoją wiedzą: „Rzetelne i kompetentne organizowanie przetargów zawsze przynosi oczekiwany efekt. No, chyba że jego parametry z góry ustalane są pod konkretną firmę. Można także wybrać najtańszą ofertę, a potem w nieskończoność ją aneksować, przedłużać, by w ostatecznym finale okazała się być jedną z najdroższych”.

Cóż, na koniec w ramach morału warto przytoczyć to, co powiedział cytowany na wstępie jastrzębski przedsiębiorca. „Kraje na dorobku, a takim jest niewątpliwie Polska, nie mogą pozwolić sobie na bylejakość. Ta zasada dotyczy także zamówień publicznych. W przeciwnym razie będziemy płacić kilka razy za tę samą robotę” – przekonuje. Patrząc na to, co dzieje się z inwestycjami w naszym mieście trudno się nie zgodzić, że coś jest na rzeczy.

fot. archiwum

poniedziałek, 7 maj 2018, Damian Maj

KOMENTARZE

  • obywatel | 30/05 godz. 22:30

    do "obywatel" To fakt,ze firmy rodzime robia byle jak. teraz wszytsko jest na krótka chwilę, samochody, meble, asfalt itd..

  • | 30/05 godz. 21:23

    Pojecie jakosci nie istnieje w polskiej rzeczywistosci.O czym ta dyskusja ? Wystarrczy sie rozejrzec.Cena jest jedynie skladnikiem jakosci,ale nie decydujacym.

  • marek | 07/05 godz. 21:38

    Przetarg 80 procent ,20 procent inne walory. Urząd Miasta wycenia pracę na 100000 a oferent daje 50000. Więc rodzi się pytanie ile dostaną pracownicy i jaki materiał będzie wykorzystany do inwestycji? Przetargi w Polsce to paranoja -wygrywa ten KTO DAJE NAJNIŻSZĄ CENĘ. Smutne to i tragiczne. Później mamy efekty wykonanej pracy. Po miesiącu trzeba wszystko poprawiać .Cała Polska.

  • obywatel | 07/05 godz. 17:03

    Poziom nie jest najwyższy, tak jak też rodzime firmy rzemieślnicze wykonują tez za duże pieniądze tandetę. W Polsce króluje dalej bylejakość. Za tą bylejakość płacimy my podatnicy.

  • jasnet.pl | 07/05 godz. 12:58

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

04/10

Pęd do władzy

6

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X