Dzisiaj jest: niedziela, 21 października 2018   Imieniny: Hilary, Jakub, Urszula

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Po pracę do Czech?

Prawie trzy lata temu, na początku mojej „kariery" w Czechach, zaczęłam pracę na produkcji. Za namową koleżanki pojawiłam się na spotkaniu rekrutacyjnym polsko-czeskiej agencji pośrednictwa pracy. Młoda, miła pani w jastrzębskim McDonaldzie zebrała wokół siebie kilkanaście osób i zachwalała pracę u naszego południowego sąsiada. Nie wiem, czy w ogóle, ale w firmie, do której trafiłam, na pewno, bo miała z nimi umowę. Potem były badania lekarskie, szkolenie i praca. Wszystko w przeciągu tygodnia.

Ja, oderwana od dwudziestoletniego stażu za biurkiem, wpadłam w wir pracy na produkcji i to w systemie zmianowym. Od razu się w tym odnalazłam. Poznałam przy tym wielu innych Polaków z naszego miasta i okolic. Jeździłam do pracy wraz z czterema koleżankami, auto prowadziłyśmy na zmianę. To znaczy, jeden tydzień ja, w drugim koleżanka, potem następna i tak w kółko. Zarobki nie były powalające, tym bardziej, że naszym formalnym pracodawcą była agencja pracy, a nie konkretna firma.

Czesi od początku sprawiali wrażenie ospałych. Normalny tryb pracy Polaka to było dla nich prawdziwe wyzwanie. Bynajmniej nikt nie był z tego powodu szykanowany, ot, po prostu inna mentalność. Najgorzej, kiedy przełożony twierdził, że jak będę wyrabiała normy, to dostanę premię. Praca niezbyt ciężka, ale monotonna. Współpracownicy odradzali mi tego, jednak ja, zachęcona obietnicą premii, dawałam radę. I co się okazało? Że zamiast premii, zobaczyłam podwyższona normę. I tak dwukrotnie. O nie, to było ponad moje siły. Czułam się zrobiona w „bambuko”, dlatego widząc, że za płotem buduje się zupełnie inna, nowa hala, wykazałam zainteresowanie powstającą budową.  

Złożyłam internetową aplikację i dostałam się na rozmowę. Podstawy języka czeskiego już miałam za sobą, co wynikało z naturalnej konsekwencji codziennych kontaktów międzyludzkich. Papiery złożyłyśmy wszystkie z koleżankami, żeby w razie czego w dalszym ciągu pracować razem, w jednym zakładzie pracy i na jednej zmianie, ale w ostatniej chwili moje „przyjaciółki" stchórzyły. Stwierdziły, że niepewność jest gorsza od przewidywalnego, to znaczy, aktualnego pracodawcy. Ja zaryzykowałam.

Okazało się, że przez pierwsze pół roku byłam jedyną Polką w zakładzie. Zaczęłam jeździć sama, bo zmiany – moje i koleżanek z poprzedniej firmy – „rozjechały się". Podejmując każdorazowo nową pracę w Czechach, resetuje się ilość dni wolnych od pracy, na początek dostaje się 20, po dwóch latach 25. Tylko niektórzy pracodawcy kuszą na początek tymi 25-cioma. Obowiązuje też przy pierwszym podpisaniu nowej umowy trzymiesięczny okres próbny, czyli tak zwana „zkusebka". Co to daje? Minimalną płacę oraz możliwość zakończenia pracy ze skutkiem natychmiastowym. Dla obu stron.

Moje koleżanki wraz z premią zaczęły zarabiać po przeliczeniu jakieś 4000 zł na rękę, podczas kiedy ja wyciągałam ledwo 2500 zł. Przez te trzy pierwsze miesiące. Nie było to budujące. Zaczęłam żałować podjętej wcześniej decyzji. Mąż się na mnie złościł, że zamieniłam przysłowiową siekierkę na kijek. Cóż, ale byłam konsekwentna. Mam wyższe wykształcenie, więc rozglądałam się za czymś innym, bardziej lukratywnym i lepiej płatnym. Owszem, jeździłam na różne rozmowy, wcześniej umawiając się przez Internet. Czeskie portale są przepełnione ofertami pracy.

W Czechach nie ma bezrobocia, generują je tylko Romowie, żyjący z zasiłków, przy akceptacji całej reszty społeczeństwa. Rząd czeski na to stać, bo ma „duuużą” nadwyżkę budżetową. Nowych zakładów pracy wciąż u nich przybywa. Dlaczego? Bo mają stabilną sytuację gospodarczą (maksymalny podatek to 15%) oraz polityczną (nie mam pojęcia, kto jest u nich prezydentem, premierem, jaka jest partia rządząca, kto jest do niej w opozycji). U nich się nie politykuje, bo po prostu dzieje się dobrze. Oficjalnie się do tego przyznają, że są narodem ateistów. Jedna czeska parafia jest wielkości około dziesięciu naszych. Ale za to Wigilia czy Wielki Piątek to u nich święta oficjalne, wolne od pracy. A jak to wygląda u nas, w państwie z zadeklarowanymi ponad 90% katolikami?

Ale wróćmy do mnie. Z rozmów o pracę nic dalej nie wynikało, bo gołym okiem było widać, że Polacy, owszem, są dla nich dobrzy na produkcję, ale na stanowiska biurowe to już preferują swoich. Nie dawali mi tego odczuć, to tylko takie moje subiektywne spostrzeżenie. Zaczęłam zarabiać więcej i szlifowałam nieustannie język. Pojawiło się ogłoszenie, że jest nabór na stanowisko w dziale HR centrali mojej firmy. Zgłosiłam się i zaproszono mnie na rozmowę. Od razu musiałam napisać testy ze znajomości języków angielskiego i czeskiego oraz ogólnej wiedzy z zakresu europejskiego prawa zarządzania zasobami ludzkimi. Pytania nie były trudne, ale wszystkie w języku czeskim, dlatego 3/4 sukcesu tkwiło w poprawnym zrozumieniu, o co w ogóle chodzi w pytaniach testowych.

Potem wezwano mnie do drugiego etapu naboru na to stanowisko i wygrałam. Aktualnie jestem Senior Specialist HR z pensja podstawową 7000 zł na rękę. Do tego dochodzą premie, trzynasta pensja i czternasta, kartki żywieniowe i częste wyjazdy integracyjne. Teraz na przykład do końca roku wprowadzili – po raz pierwszy od kiedy tutaj jestem – pracujące soboty dla chętnych. W sumie 10 sobót ekstra płatnych, generlanie dla produkcji, ale administracja też ma być.

Podobno popyt na auta produkowane w moim zakładzie jest tak duży, że zwiększono plan o 10% i jeśli się go zrealizuje, to wszyscy pracownicy otrzymają dodatkowe 45%-50% pensji. Koreańczycy to bardzo rodzinny naród, a moi czescy współpracownicy bardzo sympatyczni. Oprócz mnie jest tutaj jeszcze dwoje Polaków. Do pracy jeżdżę z przyjemnością, mam tylko na rano, zaczynam w przedziale 5.30-8.30, to znaczy, w tym czasie muszę pojawić się w zakładzie i kończę osiem godzin od przyjścia. W czasie pracy mam półgodzinną przerwę. Z czasu pracy w ciągu dnia nikt mnie nie rozlicza, nie mam żadnych norm, zero stresu. Kawa i przekąski za darmo.

Pracując w Czechach i mając małe dziecko można dostać tak zwane „materskie”, czyli 220 000 koron w ratach na dziecko i to bez względu na wielkość dochodów. A jeśli ma się w Polsce przyznane „500+” to nie koliduje to ze sobą i można pobierać jedno i drugie. A odliczenia od podatku? Na przykład: na niepracującego małżonka lub z dochodem w Polsce poniżej 10 000 zł i trójkę dzieci (małe i uczące się do 24 roku życia). Razem = 9500zł rocznie. Na rękę! Generalnie koszty życia u naszego sąsiada są wyższe, dlatego dobrze jest w Czechach zarabiać, ale mieszkać w Polsce.

fot. pixabay

czwartek, 27 wrz 2018, Anka Pisanka

KOMENTARZE

  • Anka Pisanka | 17/10 godz. 08:15

    Do Mileny R. - Kochana, masz pełną skrzynkę e-mailową, dlatego nie otrzymujesz odpowiedzi ode mnie. Wiem, że zaglądasz tutaj na forum więc z pewnością zobaczysz ten mój wpis skierowany do Ciebie. Przy okazji raz jeszcze serdecznie dziękuję za pocztę od Was. Temat jest wciąż gorący i przybywa coraz więcej zainteresowanych. Piszcie, to nic nie kosztuje. Dzielę się informacjami tylko sprawdzonymi i bezinteresownie. Czy ktoś zrobi z nich użytek, czy nie, to już jest indywidualna sprawa każdego. Malk więcej »ontenci pytają, co ja z tego mam? Odpowiadam: satysfakcję, że mogę przyczynić się do zrzucenia kajdanów niewolniczej pracy w naszym regionie, jeśli tuż obok można zarabiać godziwe pieniądze. Jeśli chociaż jedna osoba na tym skorzysta, to uważam swoją misję za spełnioną. Pozdrawiam wszystkich gorąco!

  • Anka Pisanka | 12/10 godz. 11:38

    Tak to jest, że gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie. O niejednokrotnie naginanych rzekomych niedoskonałościach pracy u naszego południowego sąsiada (bo przecież lepiej zarejestrować się w naszym w PUP-ie i siedzieć na dup.e) piszą najwięcej ci, który swoją wiedzę czerpią jedynie z domysłów. Wówczas w swoich kąśliwych komentarzach zazwyczaj piszą o Czechach, które znają z opowiadań tych, którzy wrócili, bo nie potrafili normalnie pracować i fukcjonować w wielonarodowym społeczeństwie. Wielonarod więcej »owym bo Polacy i Czesi to już dwa, lub dwoje. Jak zwał tak zwał. Idąc dalej tym tokiem myślenia dwoje to para, troje to tłum, a cztery i pięć to dziewięć ;-) Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wciąż napływające maile. Nie przypuszczałam, że temat będzie cieszył się takim zainteresowaniem

  • Bartek | 11/10 godz. 09:55

    ikar - wcale nie jest za ciężko, ale jest część Polaków która po prostu lubi się opier*** - przecież w braniu lewego chorobowego to my chyba jesteśmy liderami w UE... mnóstwo polskich pracowników kombinuje w ten sposób zarówno w PL jak i innych krajach - sorry ale za często widziałem takich kombinatorów, którzy dzwonili po wolne do brygadzistów bo im się przychodzić nie chciało, albo dlatego bo woleli się upić.A co w PL się spóźniasz, bierzesz L4 i masz kokosy? Tak jest wszędzie, a leber wszędzi więcej »e będzie lebrem nieważne gdzie. A wiesz czemu oni tak szybko pracę zmieniają? Bo jak im się robić nie chce to ich zwalniają, oni sami nie odchodzą bo gdyby mogli dalej by to kontynowali :)

  • Anka Pisanka | 11/10 godz. 05:58

    do ikar | 10/10 godz. 16:39 - Dotknąłeś istotnego tematu. Oczywiście, że takie przypadki również się zdarzają, ale uważam, że nie zawsze wyikają one z nazbyt uciążliwej pracy, ale ze zwykłego ludzkiego wygodnictwa. Jeden z drugim tacy uważają, że lebrowali w Polsce to i polebrują sobie w Czechach. Sama byłam świadkiem sytuacji w swoim zakładzie pracy, kiedy jeszcze udzielałam się na produkcji, że o 6 rano przyjechała para z Polski, młodzi i zakochani. "Popracowali" do godziny 8, czyli do pierwsz więcej »ej przerwy i nic nikomu nie mówiąc wrócili sobie do domu. Zapewne ich zdaniem, jeśli w przeciągu tych pierwszych dwóch godzin pracy nikt nie zaproponował im kierowniczych stanowisk to nie będą tracili swoich wydufanych kompetencji. Inna sprawa, że zjawisko nagminnych zmian miejsc pracy jest tu normą

  • Mm | 10/10 godz. 21:02

    Tylko masa ludzi woli robić tu zA damski hu* niż pojechać 15 czy 30 km dalej za dwa razy tyle i lepsza atmosferę. Po prostu wolą pewne 1800 niz, w sumie też pewne, 3500 czy 4000. Nawet ryle zjeżdżają , po co?

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

04/10

Pęd do władzy

5

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X