Dzisiaj jest: piątek, 16 listopada 2018   Imieniny: Maria, Marek, Małgorzata

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

"Dziękuję Bogu za..."

„Dzisiaj Mireczka skończyłaby 40 lat. Świętowałaby swoje urodzinki. Byłam na cmentarzu w piątek. W myślach zdałam jej relację, co u każdej z nas się dzieje. Zapaliłam znicz, popatrzyłam w niebo… Daj nam wiarę, że to ma sens, że nie trzeba żałować przyjaciół, że gdziekolwiek są dobrze im jest, bo są z nami, choć w innej postaci i przekonują, że tak ma być, że po głosach wciąż drży powietrze, że odeszli po to, by żyć, i tym razem żyć będą wiecznie... Mirko! Brakuje mi Twojego uśmiechu, telefonu, sms-a. Tęsknię... Mirko! Pozostaniesz w mojej pamięci. Życie toczy się dalej. Dziękuję Bogu za każdy dzień".

To była sobota. Tego dnia jej ręce zupełnie przypadkiem znalazły się w okolicach lewej piersi. A kiedy już jej dotknęły, młodą kobietę oblał zimny pot. To coś przypominało do złudzenia wielkanocne jajko. Było duże, owalnego kształtu i twarde w dotyku. Prawie jak świąteczna pisanka.

„W jednej chwili zerwałam się z miejsca. Potem pędem do łazienki, o mało co nie wypadając na zakręcie. Już wtedy wiedziałam, że to coś poważnego".

Mimo wszystko postanowiła zachować pokerową minę. Święta spędziła w rodzinnym gronie – z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Czasami tylko krzywiła się na widok wielkanocnych pisanek. Kilka dni później – w zasadzie już po badaniu USG – było wiadomo, że z tego jajka wykluje się rak.

„Cholerne raczysko! Chciałam, żeby wycieli mi je na stojąco. Najlepiej od razu. Strasznie się na niego wściekłam.”

Ale miejsce gniewu prawie natychmiast zajęły wielkie jak grochy łzy. Nagle doszło do niej, że w wieku 38 lat musi zacząć batalię, której finału nie była w ogóle pewna. Jej ustabilizowane życie w jednej chwili runęło jak domek z kart.

„Zupełnie nie pamiętam, jak dotarłam do domu. To był jeden wielki sen, który docierał do mnie małymi krokami. W pewnym momencie zaczepiła mnie koleżanka: 'Cześć Magda, co masz?' Odpowiedziałam, że raka. A ona popatrzyła na mnie jak na wariatkę i rzuciła: 'Odczep się!'”

Dom, w którym schroniła się przed światem był jak bezpieczny kokon. Jak przyzna potem, całą chorobę przespała i przejadła. No, może z małymi przerwami na wizyty lekarskie. Znajomi? Szybko się wykruszyli. Nawet ci, o których myślała, że może na nich polegać. Dopiero kiedy o jej chorobie dowiedziała się matka, poczuła, że jest lżejsza – przynajmniej o tę część raka, której nijak nie mogła pojąć.

„Intuicja matki jest nieomylna. Bardzo szybko poczuła, że dzieje się ze mną coś złego. Kiedy wreszcie wyjawiłam jej, że mam raka, powiedziała tylko: 'Magda, obiecaj, że mi tego nie zrobisz...' Nie dokończyła, co miała na myśli.”

Rozpinana piżama działa na nią jak płachta na byka. Od zawsze. Od momentu, kiedy jako dziecko po raz pierwszy trafiła do szpitala. A potem, już jako dorosła kobieta, stanęła w szranki z nowotworem. Jej pierwsza operacja w jastrzębskim szpitalu była jak okamgnienie. Wycięcie raka z marginesem. W znieczuleniu miejscowym. Tak brzmi oficjalna nomenklatura medyczna. Nieoficjalnie, kilka godzin później, dowiedziała się, że komórki rakowe znajdują się także poza marginesem – w zdrowej tkance.

„No co? Mogłam się zbierać do domu. Termin kolejnej operacji wyznaczono mi dopiero za kilka dni. To miało być definitywne pożegnanie się z moją lewą piersią.”
Kiedy po raz drugi położyła się na operacyjnym stole, długo nie mogła usnąć. Anestezjolog denerwował się, że skacze jej ciśnienie, a ona chyba chce mu zrobić na złość. W końcu powieki niesfornej pacjentki zaczęły robić się coraz cięższe... Zanim na dobre zapadła się w sobie, jej wzrok zatrzymał się na szpitalnym zegarze. Była dokładnie 14-ta.

„Pamiętam, że moje pierwsze słowa po przebudzeni brzmiały: 'boję się, że będę wymiotować.' Pielęgniarki śmiały się ze mnie. A ja jak mantrę powtarzałam, że chcę więcej ligniny. Pewnie z tego samego powodu zaraz po operacji umyłam sobie jedną ręką głowę. No co, pięknym trzeba być bez względu na okoliczności (śmiech).”

Któregoś dnia, to było już w trakcie chemii, jej włosy zostały na poduszce. Tak po prostu. Nie wytrzymały presji i po przebudzeniu się ich właścicielki rozstały się z nią na dobre. Ona w odwecie ogoliła się na zero i założyła chustkę. Tak przygotowana wyszła z domu.

„Zaraz po wyjściu z klatki spotkałam koleżankę. Początkowo miała ze mnie niezły ubaw. Pytała, czy mi farba nie wyszła? Ale kiedy powiedziałam jej, że mam raka i właśnie jestem w trakcie chemii, zastygła w bezruchu: 'Ja pier...!'”

W zasadzie od pierwszego dnia zaczęła pisać pamiętnik. Taki swoisty zapis choroby, której postanowiła pokazać środkowy palec. W jej zapiskach wśród dziesiątek innych postaci pojawia się także Mirka. To jej poświęcony jest ostatni akapit książki „Zabiłam Raka Śmiechem”. Całkiem niedawno Mireczka skończyłaby 40 lat...

fot. pixabay

środa, 31 paź 2018, Damian Maj

KOMENTARZE

  • zołza z zofiówki | 01/11 godz. 18:06

    Podczas opieki nad chorą na raka mamą nie zdawałam sobie sprawy o nacisku tej choroby na moją własną psychikę .Teraz z perspektywy czasu jest mi lżej,rozumiem zachowania innych ludzi cierpiących z powodu raka.

  • Czesław_Literat | 01/11 godz. 13:29

    Pamiętajmy o naszych bliskich cały rok. Nie tylko w czasie wszystkich świętych.

  • Czesław_Literat | 01/11 godz. 08:48

    I tak powininba wyglądać pamięć o osobach które odeszły. Prawdziwy "znicz" upamiętniający wspaniałą kobietę. Wspominajcie zmarłych cały rok. W domu, pracy, na wakacjach. Nie róbcie tego w jarmark zwany "Świetem zmarłych" bo to święto handlu, plotkarstwa, dwulicusów, obłudników, i kleru

  • Roman | 31/10 godz. 23:02

    Teraz nowotwory zbierają żniwo. Nie oszczędzają czy to młodych czy to starszych.

  • smutna prawda | 31/10 godz. 15:57

    Obecnie coraz więcej ludzi choruje na te podstępną i często nieuleczalna chorobę. Obecnie rak nie oszczędza nawet młodych osób oraz dzieci. To zanieczyszczenie środowiska ma swój w tym duzy udział. Kiedys jedna Pani doktor powiedziała pacjentce,to że ktos nie pali papierosów, to nie znaczy,ze nie moze zachorować na raka płuc. Przeciec widać,co z tych kominów wylatuje. To wszystko my wdychamy a później nowotwory mamy.
    Tak samo, jak coraz bardziej zanieczyszczona żywość, gdzie walą chemię ile więcej »się da. Nie patrząc na to, jaki to będzie miało wpływ na ludzki organizm.
    W dużej mierze ludzie gotują innym taki los,że trują czym się da.
    Będzie coraz więcej zachorowań na nowotwory , udary,czy układ krążenia, który wiedzie prym jako pierwszy wśród zgonów w Polsce.

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

04/10

Pęd do władzy

6

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X