Dzisiaj jest: środa, 23 stycznia 2019   Imieniny: Ildefons, Rajmund, Maria

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Gorący temat

Los na loterii?

Mały Bernard zapamiętał ten obrazek jako coś wyjątkowego. To szczególne uczucie, jakie towarzyszyło kilkuletniemu chłopcu, kiedy obserwował stojącego w progu drzwi ojca. A idącego bladym świtem „na szychtę” mężczyznę żegnała cała rodzina. Ostatnie spojrzenie ojcowskich oczu, słowa matki, znikająca powoli męska sylwetka. „Tata na pożegnanie czynił nam na czołach znak krzyża świętego. Po latach uświadomiłem sobie, że w tym codziennym porannym rytuale jego miłość ojcowska splatała się z naszym strachem o niego”.

„Górniczy stan” od lat kojarzył się z dobrobytem. Właśnie tak, z dobrobytem. Książeczka „G”, dzięki której w latach 80-tych kupowało się pralkę automatyczną, ba, nawet kolorowy telewizor. Talony na samochód – a choćby i niepozorny, choć wówczas będący obiektem westchnień Fiat 126 p. W końcu, własne M-3 nabywane za wielokrotność kilku pensji, a nie, jak dzisiaj, „zabójczy” kredyt w frankach szwajcarskich czy innej, równie „egzotycznej”, walucie.

„Opływałem w luksusy w PRL-u, zawsze było pełno mięsa, owoce, dodajmy, że nie plastikowe,wszystkiego pod dostatkiem... Bo trzeba było się ustawić!” – przekonuje Czytelnik ukrywający się pod nickiem „luksusy”.

Po latach jeden z internautów opowiadał o fenomenie książeczek „G”. „Kupiłem piec elektryczny na osiedlu, lodówkę koło kopalni, a siostrze kafelki do łazienki, bo akurat wtedy dom budowała. Kupiłem też narty. Do dzisiaj w jednej z łazienek mam jeszcze resztę kafelek. W piwnicy piec też chyba stoi” – wspominał z rozrzewnieniem.

A dzisiaj? No cóż, jak przekonują „znawcy tematu”, udzielający się na stronie JasNetu, niewiele zmieniło się w tej dziedzinie. Ich zdaniem wciąż najważniejsze jest wydobycie, w imię którego łamane są przepisy BHP. W każdym razie, jeśli już dojdzie do tragedii, to zazwyczaj winna jest ofiara wypadku, która generalnie to ma do siebie, że jest raczej mało rozmowna.

Ot, chociażby ten znamienny wpis, komentujący wypadek na kopalni, gdzie 26-latek wpadł pod nadjeżdżająca lokomotywę. „Jestem na urlopie górniczym, ale kopalniane koszmary mnie nie opuszczają. Ostatnio śniło mi się, jak chłopa w czasie wymiany taśmy napęd wciąga między role. Dozór ma przechlapane, ludziska zawsze w robocie idą na skróty, a później żadnej odpowiedzialności za to nie ponoszą. Ale nie zawsze kończy się jak w tym przypadku. Rykoszetem niejednemu się dostanie, jak mu nogi obetną! Na razie wypadek lekki” – zauważa z przekąsem autor wpisu.

Ale jest też druga strona medalu. „Bo w dzisiejszej Polsce być górnikiem, to jak wygrać los na loterii” – to jedna z opinii wspomnianych „znawców tematu”. Stałe zatrudnienie, umowa o pracę, przywileje. I co prawda powtarzane pocztą pantoflową legendy o zarobkach górników należy włożyć między bajki. Nie zmienia to jednak faktu, że na tle nie tylko mieszkańców Jastrzębia-Zdroju przedstawiciele „górniczego stanu” jawią się innym jak krezusi.

Weźmy chociażby takie firmy górnicze. Adam, strzałowy z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, wytrzymał w niej tylko kilka lat. Kiedy pada pytanie, na czym dokładnie polegała różnica w pracy na kopalni i „pod firmą”, sprawia wrażenie rozbawionego naiwnością dziennikarza. „Na wszystkim!” – odpowiada, nie przestając się śmiać. „Materiały głównie nosiło się na plecach. Nikt nawet nie pomyślał o transporcie. Czasami przydzielono mi kogoś do pomocy. To wtedy we dwóch targaliśmy ładunek. Niech pan kiedyś spróbuje. Czterdzieści kilogramów. Trzy kilometry do ściany. Z buta...” – ironizuje.

Inna sprawa, że samo pisanie o zarobkach górników to przysłowiowy kij włożony w wirtualne mrowisko. „Temat wypłat i dodatków to sprawa pracodawcy. Dlaczego media ciągle piszą o górnictwie, a nie piszą na przykład, ile nagród w ciągu roku kalendarzowego i jakie wypłaty otrzymują pracownicy Urzędu Miasta lub inne zakłady? Przecież każdy pracodawca może dać wam dodatkową kasę według zasług. Najwięcej zazdroszczą i wypowiadają się ci, co się nigdy pracą nie zhańbili” – przekonuje „kalifaktor”.

To może faktycznie oddajmy głos „dyżurnym” zawistnikom. Ci bowiem, jak mało kto, potrafią uzmysłowić górnikom, jacy są z nich szczęściarze. Bo to i „barbórkę” płacą, do sanatorium można pojechać, o deputacie węglowym już nawet nie warto wspominać. A jak się z czymś nie zgadzają, to zawsze mogą się skrzyknąć i zatrząść choćby Warszawą. Potem już – ze spokojnym sumieniem – wybrać się na zakupy...

„Znów przeżrą pieniądze, a potem będzie płacz i akcje pójdą pod zastaw. Przecież to jest kolos na glinianych nogach. Górnik pochłonie każdą kwotę! Jest jak pirania, żre wszystko. Pójdzie do sklepu, nakupi pełne kosze żarcia i też to przeje. Kupią nowe telewizory, kanapy, aby pokazać, że mnie górnika stać. Taka mentalność górnicza” – pisze niejaki „mnie to lata”. Choć po temperaturze komentarza widać, że autorowi „skacze gula” na samo brzmienie słowa „górnik”.

Jest jeszcze cena. Ta, jaką płaci się za komfort posiadania stałej, dobrze płatnej pracy. Ten tekst zaczęliśmy od słów księdza prałata Bernarda Czerneckiego, które padają w książce „Wiarą i węglem ciosany”. Nieprzypadkowo. Ojciec duszpasterza przepracował na „Wujku” 36 lat. Strach rodziny, kiedy za górnikiem zamykają się drzwi mieszkania. Warunki panujące w kopalni, o których mogą powiedzieć coś tylko ci, którzy codziennie zjeżdżają kilkaset metrów pod ziemię. Myśli koncentrujące się wokół pracy, niepewność na przemian z nadzieją na szczęśliwy finał szychty, szybsze bicie serca... Niestety, majowa tragedia w kopalni „Zofiówka” dopisała tragiczny aneks do tych słów...

Na koniec kilka słów o naszych sondach, w których zapytaliśmy, czy zawód górnika cieszy się nadal szacunkiem? I czy górnikom podniosła się przysłowiowa stopa? No cóż, ponad połowa respondentów odpowiedziała, że ta profesja straciła cały swój prestiż, jednak standard życia poprawił się...  Czyżby znak czasów?

fot. D. Lach/JSW

poniedziałek, 3 gru 2018, Damian Maj

KOMENTARZE

  • Miejski wieśniak | 10/12 godz. 07:20

    A Mateuszek kłamczuszek zwołuje posiedzenie za posiedzeniem, żeby znaleźć wyjście z patowej sytuacji, że nasz PKB zbyt szybko rośnie, a płace niebotycznie szybują w górę. Podobno wszystkim. Teraz się zastanawiają co zrobić, żeby nasza gospodarka wreszcie spowolniła.

  • do gierek | 09/12 godz. 23:27

    Gierek rację ma. 20 % górników na szychcie ciężko fedruje, 80% błogo leniuchuje... PRAWDA

  • Zenek bez spodenek | 06/12 godz. 06:06

    @gierek Żal ci? Nie masz konsytucyjnego zakazu pracy na kopalni. Spróbuj, przekonaj się i dopiero wypowiedz w temacie. Pozdrawiam.

  • gierek | 05/12 godz. 14:20

    jedyny zawód gdzie nadal króluje komuna - czy się stoi czy się leży 7 tyś się należy. o tym że wszyscy po zawodówie nie ma co wspominać. polski górnik to słabeusz , jest zatrudniony 25 lat i na emeryturke za 5tys. nigdzie na świecie nie ma takiej kasty tak polski górnik

  • Miejski wieśniak | 05/12 godz. 13:51

    @Robert, twoja błyskotliwość mnie onieśmiela. Dawno nie czytałem tak światłego tekstu i tak wzruszającego zarazem. Urzekła mnie twoja historia. Czuję się dogłębnie spełniony. Teraz już moge umierać!

  • jasnet.pl | 03/12 godz. 13:44

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

04/10

Pęd do władzy

6

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X