Dzisiaj jest: poniedziałek, 18 lutego 2019   Imieniny: Symeon, Konstancja, Maksym

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Piesek? Tylko rasowy!

Co z naszymi braćmi mniejszymi, czyli zwierzętami? Zadajmy sobie trud, aby zmierzyć się z dylematem, jaki rodzi się w ludzkiej głowie, kiedy spoglądamy na naszego pupila? W końcu jak to jest? Traktujemy je jak członków rodziny? A może zbędny balast, którego pozbędziemy się przy najbliższej okazji? Czy stosunek do zwierząt jest miarą naszego człowieczeństwa? No cóż, tych pytań jest zdecydowanie więcej...

Osoba, która pracuje w jastrzębskim schronisku dla bezdomnych zwierząt, opowiadała kiedyś naszej redakcyjnej koleżance. „Pewnego dnia dostaliśmy informację, że w koszu na śmieci znajduje się pies. Bardzo pobity i cały zakrwawiony. Dodatkowo jego nieruchome ciałko atakowały osy i pszczoły. Na szczęście jakaś dobra dusza, która zadzwoniła z tą informacją, czekała na przyjazd rakarza i odganiała owady od tego biedaka. Kiedy go nam przywieziono wyglądał naprawdę strasznie. Cały w strupach, zalany krwią" – relacjonowała przejęta.

Niestety, takich sytuacji jest coraz więcej. Pierwsza rzecz, jaka przychodzi na myśl, kiedy słyszymy "znęcanie się nad zwierzętami", to bestialsko pobite zwierzaki. Nie jest to do końca prawda. „Nie ukrywam, że trafiają do nas zwierzaki skatowane. Jednak najczęściej przywożone psy czy koty są po prostu zagłodzone. Najbardziej drastycznym przypadkiem była jamniczka, która trafiła do nas skrajnie wyczerpane. Wyglądała jak szkielet psa. Co gorsza, jej właściciele byli ludźmi wykonującymi powszechnie szanowane zawody, po których nikt nie spodziewałby się, że są zdolni, aby doprowadzić zwierzę do takiego stanu" – mówiła JasNetowi.

Psy zagłodzone, ale również totalnie zaniedbane, przez co ich stan zdrowia nierzadko był wręcz drastyczny, także trafiają do schroniska. „Pamiętam, jak przywieziono do nas Kostka. Został znaleziony na śmietniku. Jednak w jego przypadku nie chodziło o rany zadane przez człowieka, ale o kompletne zaniedbanie. Pies miał bowiem marskość wątroby, w związku z czym potrzebował specjalnego pokarmu, gdyż normalnego jedzenia nie przyswajał. Jego właściciele widocznie o tym nie wiedzieli. W każdym razie doprowadzili do tego, że pies był w fatalnym stanie. Jak do nas trafił, to w ogóle nie był w stanie chodzić. Nie miał siły się podnieść" – usłyszeliśmy od naszej rozmówczyni.

A teraz spójrzmy na ten problem z nieco innej strony. „Od pewnego czasu ludziom w Jastrzębiu zaczęło zależeć na zwierzętach. Zależeć... tylko w jaki sposób? Kupują rasowe psy i koty. Nazywają się 'obrońcami zwierząt' i pewnie istot żywych. Marzą o wystawach swoich pupilków, nowych ciuszkach, fryzjerze – bo z tych 'istotek' najczęściej są to yorki. Przechadzając się kwadratowymi krajobrazami naszego miasta, można nie tyle posłuchać, jak już rośnie trawa, co pooglądać sobie salony piękności dla psów czy kotów. Oczywiście, kosztuje to niemałe pieniądze...” – pisze niejaki Rudy Obserwator.

Tajemniczy internauta kontynuuje niezrażony. „Jeżeli zwierzak nie jest mój, to niech gnije w schronisku, ale jeśli już mam mieć jednego, to niech będzie przede wszystkim piękny. Mam dla niego nowy czteropak skarpetek! Tych ludzi ciężko zrozumieć. Ich moda, która przyszła z zagranicy, od razu przyjęła się. I nie znaczy to nic, że oczywiście wpływa źle na same zwierzęta! Jeżeli więc w schronisku jest tak źle i walczy się o każde 20 zł na karmę, to dlaczego wydaje się miesięcznie 100zł na fryzjera dla psa? Czy to nie paradoks? Oczywiście nie mówię, że mamy obywatelski obowiązek utrzymywać wszystko i wszystkich, ale świat wprawdzie 'schodzi na psy'. Jednak to my, ludzie, sprawiamy, że wynaturzamy siebie i te futrzane istoty z własnych zachowań. Tworzymy sami kasty. Najpierw kupujemy pieski, robimy z nich dziwne kreatury, a jak się znudzą – wywalamy! Potem one dogorywają w schroniskach, albo po prostu pozostają u nas aż do śmierci, ale co to za życie yorka w sukience, który już nie zna swojej pieskiej tożsamości?” – pyta nasz Czytelnik.

Ten ostatni wątek podchwytuje nasza pierwsza rozmówczyni, opowiadając o przypadku suki Cane Corso. „Podrzucono ją pod bramy schroniska z karteczką na szyi, że pies nadaje się do stróżowania. Była w makabrycznym stanie. Narośle rakowe na nogach, zaawansowana nóżyca, suczka nie była w stanie się podnieść. Widać było, że w 'pseudohodowli, z której suka się wywodziła, była bardzo mocno wyeksploatowana. Niestety, w jej przypadku nie było szansy na powrót do zdrowia" – wspomina pracownica schroniska w Szerokiej.

No cóż, porzucone zwierzęta to nie nowość. Co rusz dowiadujemy się, że do schronisk trafiają nowi podopieczni, których właściciele nie mogli lub nie chcieli już zajmować się swoim dotychczasowym pupilem. Los takich zwierząt do najłatwiejszych nie należy, dlatego trzeba im pomóc. Na terenie naszego miasta pomagają wolontariusze, którzy współpracują z jastrzębskim schroniskiem.

Pani Krystyna, jedna z wolontariuszek, tak opowiadała o swojej pracy na łamach portalu: „Fundacja ma pieniądze, jeśli jakiś darczyńca je wpłaci. Dlatego o to również zabiegamy. Jednak moim głównym zadaniem na terenie Jastrzębia są adopcje i domy tymczasowe. Na szczęście, jakoś mi to idzie. Chyba mam dar przekonywania”.

Faktycznie, musi mieć dar przekonywania, aby załatwić wiele spraw dla schroniska. Jednak, przede wszystkim, pani Krystyna sama służy pomocą. „Nie umiem patrzeć na te psiaki i im nie pomóc. Więc robię, co w mojej mocy. Bardzo często angażuje również męża, który jest takim 'cichym' wolontariuszem. Przykładowo wozi mnie wszędzie, ponieważ sama nie mam prawa jazdy. Nierzadko wyjeżdżamy dość daleko, żeby dostarczyć psy do ich nowych domów” – opowiadała wolontariuszka.

No właśnie, co skłoniło ją do podjęcia decyzji o zostaniu wolontariuszem? „Sama wzięłam kiedyś psa ze schroniska... i został już u mnie. Później też bardzo często byłam domem tymczasowym dla przeróżnych psów. To już mam we krwi, żeby pomagać tym biednym zwierzętom, bo one mają tylko nas. Zresztą, dlaczego mam nie pomagać? Jestem na emeryturze, mam dużo wolnego czasu. Inaczej bym siedziała na ławeczce pod blokiem i plotkowała. To chyba zdecydowanie lepsza opcja...”

fot. pixabay

wtorek, 29 sty 2019, Damian Maj

KOMENTARZE

  • kota | 01/02 godz. 15:19

    Jak są tacy dzięki którym pańcie co hodują psy maja miesięczną wypłatę za jednego psa, to niech ich koszą z forsy ile wlezie a później za pieniądze wczasują się na Seszelach, tylko państwo powinno dołożyć produkującym ,,właścicielom'' taki podatek żeby im się to przestało opłacać i wzięli się do uczciwej pracy.Nowym właścicielom psów i kotów rasowych i zamierzającym je kupić życzę zastanowienia się nad tymi suczkami czy kotkami,które muszą mieć małe co chwila(4-5 razy w ciągu roku) i cierpieć w więcej »bólach czy naprawdę można cieszyć się z czyjegoś cierpienia żeby tylko pokazać i pochwalić się psem lub kotem za 2-3 tysiące złotych przed sąsiadem.

  • ert | 31/01 godz. 10:00

    Pamiętajcie, że posiadanie pieska wiąże się z wydatkami. Kupno yorka tym bardziej, bo niestety niektóre rasy (lub pseudo-rasy w przypadku jorkopodobnych piesków) wymagają wielu wizyt u weterynarza w ciągu swojego życia. Dodatkowo zalew tanich i/lub popularnych karm też wpływa na dobrostan naszych pupilów...

  • kundel bury | 30/01 godz. 17:33

    Psy rasowe żyją maks 4-5 lat a później padają na różne choroby włącznie z nowotworami. Dlaczego? Dziś hodowle są nastawione tylko na ilość i $$$$.

  • Zdezorientowany | 30/01 godz. 14:02

    Cała ta pani Krystyna aka Monika55 niech lepiej zajmie się rodziną.

  • mysz | 30/01 godz. 13:19

    Szacunek Pani Krystyno.

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

14/02

I co dalej?

2

więcej

BLOGI

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X