Dzisiaj jest: piątek, 26 kwietnia 2019   Imieniny: Klaudiusz, Maria, Marzena

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Ludzkie sprawy

Zostać do końca

„Dlaczego to robicie?” – pada pytanie. Na początku konsternacja, cisza, spoglądanie jednego na drugiego. Potem odpowiedź z wyraźnym wahaniem: „Bo oni tego potrzebują”.  Na początku rozmowa z wolontariuszami hospicjum wyraźnie nie klei się, widać, że nie są przyzwyczajeni do opowiadania o sobie i swoich działaniach, potem stopniowo się rozkręcają i mówią, o czym inni wolą nawet nie myśleć.

Jastrzębskie hospicjum domowe funkcjonuje już od 25 lat i skupia tych, którzy chcą pomóc tym, dla których nie ma już nadziei. Nazywa się ich terminalnie chorymi, a za tą nazwą kryją się ci, wobec których obecna medycyna rozłożyła już bezradnie ręce.  Ten swój ostatni okres życia przechodzą bardzo różnie. Niektórzy o tym wiedzą, inni nie. Chociaż obecnie lekarz ma obowiązek poinformować chorego o jego stanie i rokowaniach, jeśli on sam o to zapyta, to chory nie zawsze tego chce i woli zostać w nieświadomości. Także rodzina nie zawsze chce go o tym informować, nie chcąc odbierać mu nadziei i oszczędzić rozpaczy do końca. Zdarzają się też i odwrotne przypadki, kiedy to chory ma pełną świadomość swojego stanu i chcąc oszczędzić rodzinę, nie informuje jej o tym, tak długo jak to tylko możliwe. Zdarza się, że nawet, jak wolontariusz hospicjum odwiedza chorego, to jest ukrywane skąd przychodzi przed nieświadomym chorym lub jego rodziną.

Jastrzębskie hospicjum to zaledwie 30 wolontariuszy: 3 lekarzy, 10 pielęgniarek, 2 farmaceutki, a reszta to wolontariusze niemedyczni, bardzo różnych zawodów. No i kapelan hospicjum, proboszcz św. Katarzyny. Kiedyś było ich więcej. To bardzo mało w skali potrzeb. A potrzeby są duże. Obecnie hospicjum opiekuje się 187 chorymi. Obejmuje to zarówno wizyty domowe, jak pomoc w jego ośrodku, który znajduje się w Domu Parafialnym parafii św. Katarzyny przy ulicy Pszczyńskiej. Wolontariusze pomagają ulżyć chorym i ich rodzinom, jak tylko mogą. Lekarze starają się dobrać odpowiednie leki, aby ulżyć w cierpieniu i zmniejszyć dolegliwości. W dużym stopniu im się to udaje.  Wypożyczane są łóżka rehabilitacyjne, materace odleżynowe, aparaty tlenowe, stojaki kroplówkowe. Przekazywane są środki opatrunkowe i higieniczne. Wolontariusze pomagają w ich obsłudze, a także przy higienie i kosmetyce chorych.

Robią to całkowicie bezpłatnie i w ramach wolnego czasu. Najważniejsze jest to, co jest istotą hospicjum – żeby żaden człowiek w tym ostatnim okresie swojego życia nie pozostał sam. Wiedzą, że nie mogą nikogo uratować ale chcą być przy nich do końca, pomóc im, ulżyć, na ile to tylko możliwe. To skrajnie trudna sytuacja zarówno dla chorych, jak i dla ich rodzin, ale ta świadomość, że nie są sami, przynosi ogromną ulgę. Czekają z niecierpliwością na wizytę wolontariuszy, jest ona dla nich poczuciem, że nie są sami, że ktoś się troszczy o ich los, że nie są zapomniani, że komuś są bliscy, nawet jeśli obcy. Jak często wolontariusze odwiedzają chorych? Odpowiadają, że tak często, jak trzeba i możliwości  pozwalają. Czasem jest to raz na tydzień, a jak trzeba to i trzy razy dziennie. Wiedzą, jak ważni są dla chorych i oni im to wyraźnie okazują.

To bardzo trudny okres dla chorych. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wymagają dużo zrozumienia i często cierpliwości. To też udręka dla ich rodzin, taki chory potrafi być bardzo uciążliwy. Zdarza się, że odmawia przyjmowania usług od rodziny, a przyjmuje je od wolontariuszy. Poza tym nie każdy może zrobić zastrzyk czy podłączyć kroplówkę. W większości wiedzą już, że muszą odejść i w pewnym stopniu godzą się już z tym. Chcą tylko, żeby nie bolało i żeby mogli jakoś funkcjonować. Potrzebują też poczucia bliskości i zainteresowania ze strony innych. Często chcą dzielić się swoimi myślami, obawami czy wspomnieniami.

Niestety wśród jastrzębskich wolontariuszy nie ma psychologów ani psychiatrów. Muszą ich zastąpić ci, co są i na ile potrafią. Chorzy w równym stopniu, a może i większym, oprócz ulgi w cierpieniu fizycznym, szukają bliskości psychicznej, duchowej. Chcą porozmawiać z kimś innym, poszukać zrozumienia, opowiedzieć o swoim życiu, powspominać minione lata. Chcą, żeby ktoś ich posłuchał, pokazał, że jest im bliski. Nie tylko rodzina. Dlatego z niecierpliwością wypatrują ich wizyt i liczą dosłownie minuty do ich przyjścia. Wolontariusze to wiedzą i starają się im towarzyszyć, jak mogą, choć przecież mają też swoje własne życie i uwarunkowania, którym muszą sprostać. Pomagają również w samym ośrodku. Przyjmują zgłoszenia, udzielają porad, wypożyczają sprzęt, przekazują leki, środki opatrunkowe i higieniczne. Oprócz rodzin chorych przychodzą również ich przyjaciele, znajomi i sąsiedzi, którzy chcą doraźnie pomagać, a nie zawsze wiedzą jak.

Jak zostali wolontariuszami? Bardzo różnie. Pracownicy medyczni, bo nie chcą zostawiać samymi chorych, nawet jeśli nie ma już dla nich nadziei. Inni, bo sami mieli takiego chorego, bo zachęcił ich kolega, bo wiedzą, że nikt w ostatnich jego dniach nie może zostać sam, bo chcą pomagać do końca. Z pewnym zaskoczeniem stwierdzają, że oni też dostają coś od tych chorych. Coś nienamacalnego, a bardzo ważnego. Że są im potrzebni i ważni, że niosą im pomoc i otuchę, że są dla nich poczuciem więzi z zewnętrznym światem. Rodzina, jeśli nadal ją mają i jest przy nich, jest bardzo ważną częścią ich życia, ale potrzebują też czegoś więcej – poczucia, że świat ich nie opuścił. W smutku, beznadziejności  i dramaturgii całej sytuacji, jak mówią wolontariusze, oni sami doznają też pewnej radości i spełnienia, że mogą tym ludziom pomagać, dać cząstkę siebie, że są dla nich bardzo ważni. Jest ich mało i coraz mniej. Mają też coraz mniej środków, a potrzeby rosną. Chętnie przyjmą każdego i pomoc od każdego.

Wolontariuszem może zostać każda pełnoletnia osoba, która poczuje taką potrzebę serca i siłę bycia razem z tymi, którzy odchodzą. Liczy się też każdy grosz, przekazany chociażby w ramach 1% od podatku. Każdy może znaleźć się w takiej sytuacji, że nie będzie chciał odchodzić sam, że będzie potrzebował pomocy, ulgi i otuchy. I taki ktoś powinien się wtedy znaleźć...

Hospicjum Domowe im.ks.Eugeniusza Dutkiewicza SAC
przy parafii św. Katarzyny
ul. św. Katarzyny 1

Dyżur w hospicjum: telefon 32 4740710

Pniedziałek 17.00-19.00, środa 10.00-12.00, piątek 10.00-12.00

fot. pixabay

piątek, 8 lut 2019, JN

KOMENTARZE

  • Maria | 11/02 godz. 18:24

    Społeczeństwo naszego miasta b.szybko się starzeje,ich potomni albo zajęci pracą zawodową,albo powyjeżdżali...Jaki jest los tych
    schorowanych i zniedołężniałych ludzi? Ważne jest,aby warunki pobytu w tych hospicjach były godne pobieranej opłaty.Należy nagłaśniać różne formy wolontariatu,bo o tej formie pomocy rzadko media piszą!Należy również zachęcać do wpłat 1% przy rozliczeniach podatkowych na tut.hospicjum przy Parafii Św.Katarzyny w Jastrzębiu Zdroju,K-to 0000012970. więcej »

  • Czaku | 11/02 godz. 17:43

    Pełen szacunek uznanie i z całego serca podziękowanie dla Was Wolontariusze za to robicie.

  • Inka | 09/02 godz. 14:28

    Doświadczyłam pomocy wolontariuszy. Jestem bardzo wdzięczna Hospicjum. Będę pamiętać, i wskażę 1 proc. swojego podatku właśnie na tę organizację.

  • marek | 09/02 godz. 04:55

    Podziwiam wolontariuszy i jeszcze przy takiej sprawie.Naprawdę trzeba to kochać i kochać bliźnich. Pozdrawiam i życzę siły i jeszcze raz siły.

  • jasnet.pl | 08/02 godz. 11:47

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

15/04

Po prostu żyć

0

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X