Dzisiaj jest: niedziela, 21 kwietnia 2019   Imieniny: Anzelm, Bartosz, Feliks

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Nigdy tak wielu...

Bez nich kopalnia by stanęła. Każda do swego funkcjonowania potrzebuje maszyn, urządzeń, narządzi i niezliczonej ilości różnego materiału. Oczywiście też, a może przede wszystkim, ludzi.  I to wszystko musi być dostarczane przez pracowników transportu w odpowiedniej ilości, na czas i na właściwe miejsce. Czasem bardzo odległe i trudno dostępne. Wszystkie prace związane z budową i funkcjonowaniem kopalni wiążą się z transportem. Prof. Bolesław Krupiński ujął to bardzo trafnie: „Kopalnia to przede wszystkim przedsiębiorstwo transportowe”. I tak jest rzeczywiście.

Transport to krwioobieg kopalni. Bez niego kopalnia nie mogłaby pracować. Transport zaczyna się już od pierwszych prac przy budowie kopalni, od dostarczenia materiałów do wykonania szybu. Jest niezbędny przy wszelkich pracach aż do dotarcia do właściwego poziomu. Kopalnia „Zofiówka” na dzień dzisiejszy posiada 5 szybów (a w całym okresie istnienia było ich 7). Jak potężne jest to wyzwanie do zrealizowania dla ludzi zatrudnionych przy transporcie! Dostarczyć wszystko, co jest niezbędne, wszędzie tam, gdzie jest to konieczne.

Pierwsze kopalnie budowano na zasadzie kopania dziury w dół pionowo (szybu) i wydobywano węgiel w miarę posuwania się coraz niżej. Pierwotny górnik transportował węgiel z płytkich szybów za pomocą kubła i konopnej liny. Gdy rozmiary kopalni wzrosły, szyby pionowe rozszerzyły się w kierunkach poziomych. Zaczęto drążyć chodniki poziome zwane wyrobiskami poziomymi. Początkowo to, co wydobywano (urobek) ciągnięto w specjalnych skrzyniach na płozach lub kołach po „podłodze” chodnika, czyli spągu. Pierwsze tory z szyn drewnianych obitych dla wzmocnienia blachą pojawiły się już w XVII w. W XVIII zastąpiły je szyny żelazne, a skrzynie zostały zastąpione przez poruszające się po nich wozy kopalniane. Siłę do pchania wózków początkowo zapewniali młodzi chłopcy zwani śleprami, którzy w ten sposób przyzwyczajali się do przyszłej pracy.

Początkiem XIX w. dla zwiększenia wydajności po raz pierwszy w transporcie podziemnym użyto koni. Oprócz przewozu urobku z przodka (przodek to czoło drążonego chodnika) pod szyb. Pracowały także przy innych robotach górniczych. Konie w kopalni traktowane były przez górników zawsze z szacunkiem. Ostatni na terenie Polski pracujący pod ziemią koń wyjechał po 13 latach pracy, z dołu kopalni soli w Wieliczce wiosną 2002 r. Literatura opisała pięknie transport w starych kopalniach na przykładzie wzruszającej noweli Gustawa Morcinka „Łysek z pokładu Idy”, gdzie dla przypomnienia tytułowy Łysek to koń kopalniany.

Obecnie pracę dawnych śleprów i koni przeważnie wykonują lokomotywy lub ciągniki. Przykładowo „Zofiówka” jest kopalnią budowaną w latach 70-tych XX w., gdzie technika transportu była już znacznie rozwinięta. Bardzo szybko osiągnięto tam pokłady na głębokościach około 580 m i zbudowano całą infrastrukturę przewozową, która wykorzystywana była do dostarczania ludzi i wszystkiego, co niezbędne dla pracy na dole, do miejsc przeznaczenia i odstawiania urobku oraz wszystkiego, co konieczne na powierzchnię.  

Transport kopalniany to bardzo złożony i skomplikowany system. Wszystko, co musi być zwiezione na dół. dostarcza się przeważnie w wozach kopalnianych na szynach do nadszybia, tzn. do dużej hali przy szybie. Tam ładowane jest do windy i zwożone na dół. Na dole wyładowywane jest w podszybiu. Podszybie to dość rozległy obszar, który w pewnym sensie można porównać do portu morskiego czy lotniczego. Tylko to, co przywożone jest statkiem w porcie czy samolotem na lotnisku, tutaj zwożone jest windą z powierzchni. I tak jak w porcie ładunek umieszcza się w pociągach i rozwozi po torach na cały kraj, to tutaj wozy wyciągnięte z windy formuje się w pociągi i wysyła się je po torach w różne rejony kopalni, na odległość kilku kilometrów. Nadszybie to prawdziwa nastawnia kolejowa z rzędami torów i własną dyspozytornią, a zapewnienie płynności ruchu tego, co zwiezione z powierzchni i tego, co na nią wraca, to prawdziwa sztuka.
 
Rano, gdy rozpoczyna się zjazd załogi, pociągi złożone z lokomotywy i kilkunastu wagonów wykorzystywane są do transportu ludzi. Stosowano różne typy lokomotyw. Były lokomotywy pneumatyczne, bezpieczne, ale uciążliwe w eksploatacji, co kilometr trzeba było doładowywać sprężone powietrze. Były też elektryczne, zasilane z trakcji elektrycznej podobnie jak tramwaj, trzeba było tą trakcję doprowadzić i nie była najbezpieczniejsza dla ludzi. Następnie wdrożono lokomotywy zasilane z akumulatorów, które wymagają specjalnych komór ładowania baterii. Także stosuje się lokomotywy spalinowe, które nie potrzebują wyspecjalizowanej sieci zasilania, ale są źródłem spalin, ciepła, a także hałasu. W dobie rozwoju górnictwa lokomotyw na jednym poziomie (a w kopalni jest ich zazwyczaj kilka) mogło być nawet 12.

Po zakończeniu jazdy ludzi, lokomotywy ruszają z wozami do rejonów pracy. Nie wszędzie mogą dojechać do miejsca przeznaczenia. Chodniki się zwężają, pną się do góry lub schodzą w dół, czasem pod sporym nawet nachyleniem. Więc na podziemnych stacjach czekają na pociągi brygady transportowe, aby jak najszybciej przeładować materiał na inne środki transportu. Poprzednio dominowały tam podwieszane kolejki linowe. Były to zestawy transportowe poruszające się po szynie zawieszonej u stropu (sklepienia) chodnika, ciągnięte liną nawijającą się na specjalny kołowrót. Można je porównać do kolejki w Chorzowie, która kursowała między stadionem, wesołym miasteczkiem a planetarium. Tylko tam są siodełka dla ludzi, a tutaj podwiesza się materiał na zestawach transportowych. W ten sposób ładunek był transportowany w pobliże przodka czy ściany węgla, dokąd sięgała taka kolejka. Dalej, do oddalającego się przodka górnicy musieli przenosić go ręcznie. A dochodziło to nawet do 200 metrów, zaś przenoszony ciężar to kilkadziesiąt kilogramów na osobę i to w bardzo uciążliwych warunkach kopalnianych. Dopóki pracownicy transportu nie dobudowali dalszej części kolejki.

Obecnie jest dużo łatwiej. Kolejki linowe coraz bardziej zastępują podwieszane kolejki spalinowe lub spągowe. Jest to prawdziwy przełom w transporcie. Mają swój napęd, nie potrzebują już lin ani kołowrotów, wystarczy sama szyna, która montowana jest w miarę przesuwania się przodka. Nie trzeba już nosić ciężarów na kilkaset metrów, a podnoszenie ich siłą mięśni zastąpiły wciągniki hydrauliczne.  Przy samych przodkach transport ułatwią zakupione ostatnio przez „Zofiówkę” podwieszane ciągniki manewrowe, działające na podobnej zasadzie, ale mniejsze i poręczniejsze. Kolejki spągowe mają również napęd spalinowy, ale poruszają się po szynach na spągu. Przypominają, jak ktoś widział, słynną kolejkę na Gubałówkę w Zakopanem.  Kolejki podwieszane coraz bardziej będą wypierać inne rodzaje transportu. Pomagają znacznie oszczędzać czas i zwiększają wydajność pracy, zmniejszając też mocno jej uciążliwość i liczbę potrzebnych do transportu pracowników.  

Również rozwój transportu w kierunku przeciwnym, z rejonów eksploatacyjnych do skipu (ogromny zbiornik przy szybie, gdzie dostarcza się urobek, który później wyciągany jest na powierzchnię), przez lata przeszedł potężną metamorfozę. Od przenośników ścianowych, kompleksów ścianowych wysokowydajnych, przenośników taśmowych, które prawie dwukrotnie powiększyły swoją szerokość, aby jak najszybciej i jak najwięcej naszego czarnego złota wytransportować na powierzchnię.

Mocno zmieniła się też praca i kwalifikacje pracowników transportu kopalni. To już wykwalifikowani specjaliści, obsługujący bardzo nowoczesne środki podziemnego transportu. Nie każdy pracownik potrafił poradzić sobie z wyzwaniem (porównując do „Łyska…” – gdy jeden z pracowników dał mu tabakę, koń nie chciał z nim współpracować). Obsługa tych zaawansowanych urządzeń to zadanie dla prawdziwych specjalistów. To nie tylko jazda, ale też utrzymanie ich w sprawności w trudnych warunkach kopalnianych. Podobnie z zapewnieniem niezakłóconego ruchu przenośników transportujących węgiel. Ich przestój to przestój całych rejonów pracy, a więc znacznie zmniejszenie wydajności całej kopalni. Tak samo organizacja całego transportu to bardzo poważne zagadnienie logistyczne, to prawdziwy krwioobieg kopalni, bez którego nie mogłaby funkcjonować.

Idąc rano, przed pierwszą zmianą, cechownią Ruchu „Zofiówka”, widząc na podziale zadań dla załogi kilkaset osób, a w rogu około 15 pracowników transportu, można sparafrazować słowa sławnego polityka, że jeszcze nigdy w dziejach „Zofiówki” (a w tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia) „tak wielu nie zawdzięczało, tak wiele, tak nielicznym”.

 

czwartek, 21 mar 2019, JN

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 21/04 godz. 04:22

    Bądź pierwszy! Wyraź swoją opinię!

dodaj komentarz

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

09/04

A co umiesz?

13

ARTYKUŁY

15/04

Po prostu żyć

0

09/04

A co umiesz?

13

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X