Dzisiaj jest: sobota, 25 maja 2019   Imieniny: Grzegorz, Leon

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Ćwikła straciła smak?

Był Wielki Czwartek i tutaj, na Wielkopolskiej, zresztą jak na każdej innej ulicy w mieście, myśli jastrzębian krążyły wokół zbliżających się świąt. Zmierzchało. Budzący się nieśmiało dzień obnażał ten jedyny w swoim rodzaju spektakl, o którym można by śmiało pisać poematy. To w kolejce dowiadywano się, co słychać na osiedlu. To tutaj rodziły się pierwsze miłości. Tutaj także ludzie stawali się swoimi śmiertelnymi wrogami. Nagle ktoś rzucił w eter: „Towar przywieźli!!!” Tłum zaczął napierać na drzwi. W tym samym czasie ekspedientka z monstrualnych rozmiarów tasakiem w dłoniach brała pierwszy zamach. Po chwili w szarym, pakowym papierze wylądowały żeberka jak ze snu. Obiekt westchnień wszystkich kolejkowiczów.

Dwa dni później w odświętnym ubraniu szedłem do kościoła. Moja dłoń zaciśnięta kurczowo na wiklinowym koszyku była sina od zimna. A w koszyku same pyszności. Pachnąca jałowcem kiełbasa, której nie dałoby się wystać w najdłuższej nawet kolejce. Baranek z lukru, zawinięty zapobiegliwie w celofan, tak aby mógł posłużyć w kolejnych latach. I świąteczne pisanki, czyli potraktowane wywarem z cebuli jajka, a potem pokryte moimi „artystycznymi” hieroglifami. Wszystko to nakryte było śnieżnobiałą serwetką, którą matka przykazała mi strzec jak oka w głowie. No właśnie... Tak naprawdę to był moment. Jeden silniejszy powiew wiatru. Już w chwilę potem moja śnieżnobiała serwetka po spektakularnym locie wylądowała w pobliskiej kałuży. Okrzyk rozpaczy 7-latka rozdarł powietrze. Szybko wyciągnąłem ją z wody i zacząłem pospiesznie suszyć. Potem, jak gdyby nigdy nic, odłożyłem ją na swoje miejsce i pobiegłem w kierunku kościoła. Mówiąc szczerze, byłem nawet zadowolony z takiego obrotu rzeczy – wilgotna serwetka nie sprawiała mi już więcej kłopotów.

Wielkanoc była w moim przypadku wielkim, a jakże, oczekiwaniem na Lany Poniedziałek. Skrupulatnie gromadziłem swój „arsenał”, którego miałem dobyć w godzinie wielkiej próby. Na początek więc małe poręczne „psikawki” w kształcie pisanek, żab, tudzież innej nie mniej egzotycznej menażerii. Dalej butelki po popularnym w latach 80-tych płynie „K”. I wreszcie broń najstraszliwsza – wiaderka oraz foliowe worki, którymi można było miotać, niczym torpedami, na dłuższe odległości. W końcu któryś z rodziców zawołał mnie. Przykryłem „wodną amunicję” kocem i wszedłem do pokoju pełnego gości. Na pytanie matki, czy coś bym zjadł, poprosiłem o kawałek białej kiełbasy. A potem, wzorem swojego chrzestnego, nałożyłem sobie na talerz sporą ilość ćwikły domowej roboty. Po pierwszym kęsie poczułem, że mój przełyk wypełniają ognie piekielne. Taaak, kiedyś chrzan był chrzanem, święta świętami, a ludzie ludźmi.

Dzień później obudziłem się jako pierwszy. „Uzbrojony” po zęby zacząłem odwiedzać kolejnych domowników i gości. Byłem jak bezlitosny snajper. Unosiłem w dłoni wypełnioną wodą żabę, oceniałem odległość do celu, i wreszcie – cel!, pal! W chwilę potem w całym mieszkaniu słychać było krzyki mokrych, wybudzonych ze świątecznego snu „ofiar”. Jednak prawdziwy Armagedon rozpętał się dopiero wtedy, kiedy do akcji włączył się mój, wspomniany tu już, chrzestny. Z wiadrem pełnym wody podszedł majestatycznym krokiem do okna i rozejrzał się wokół siebie. Nagle, ku przerażeniu mojej matki, odsunął firankę, traktując układane przez nią własnoręcznie falbany z nonszalancją, na którą może sobie pozwolić tylko mężczyzna. Otworzył okno, wypatrzył jakąś nieświadomą zagrożenia niewiastę i... chluuust! Biedaczka musiała wracać się do domu.

Kilka lat później nastąpiła gwałtowna wolta. Już nie trzeba było wstawać o trzeciej nad ranem, żeby kupić kawałek mięsa. Nie było kartek. Kolejki zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki. Z drugiej strony ludzie przestali się odwiedzać, ćwikła straciła swój dawny smak, a latanie z wiadrem po ulicy stało się szczytem obciachu. No tak, ale to już jest zupełnie inna historia...

fot. archiwum

piątek, 19 kwi 2019, Adam

KOMENTARZE

  • mysz | 27/04 godz. 18:10

    Panie Adamie dzisiaj wszystko ma inny smak.Nawet cukier inaczej smakuje.Pozdrawiam,lubię Pana czytać.

  • jasnet.pl | 19/04 godz. 11:26

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

14/05

"Niezależni"

1

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X