Dzisiaj jest: sobota, 24 sierpnia 2019   Imieniny: Bartłomiej, Bartosz, Malina

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Gorący temat

Groźnie na Północnej

Na filmie wyraźnie słychać, jak cieknie woda. To szmer, jakby z uszkodzonej spłuczki. Tylko, że to nie spłuczka, ale woda cieknąca po ścianach mieszkania. I do tego po ścianie, na której zamocowana jest skrzynka bezpiecznikowa. Każdy chociaż w małym stopniu obyty z elektryką wie, że woda cieknąca po przewodach pod napięciem to bardzo groźne niebezpieczeństwo, które może skończyć się najgorszym. Ta sytuacja trwała od miesięcy.

Pani Ania kupiła mieszkanie okazyjnie. Było bardzo atrakcyjne: trzy przestronne pokoje, kuchnia z oknem, garderoba, łazienka, ubikacja osobno, ładne położenie. Bardzo szybko jednak okazało się, co to za okazja. Już po pierwszych deszczach zaczęła cieknąć po ścianach woda, potem sytuacja tylko się pogarszała. Blok należy do Górniczej Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego (GBSM) w Wodzisławiu Śląskim, a przy zakupie lokalu pani Ania uzyskała od Spółdzielni dokument, który miał świadczyć o jego dobrym stanie. W tym samym bloku znajduje się jej administracja, więc poszła tam ze zgłoszeniem awarii. Wysłuchano ją, nawet przyszedł elektryk, żeby to obejrzeć, ale nic sic nie nastąpiło, żadnej reakcji. Kolejne wizyty w administracji również nic nie przyniosły. Ba, uznano, że to ona ponosi winę za usterki w instalacji elektrycznej, ponieważ... w kilku gniazdkach prądowych brakuje bolców uziemiających i wezwano ją do usunięcia wady. Do zalewanej skrzynki bezpiecznikowej się nie odniesiono.

Udała się więc do zarządu Spółdzielni do Wodzisławia i tam dowiedziała się, że za całą sytuację odpowiedzialny jest pan Jerzy Godlewski, który miałby być właścicielem  kontrowersyjnej nadbudowy na tym budynku i utrudnia Spółdzielni jakiekolwiek działania. Również te, które miałyby spływowi wody po ścianach zapobiegać. Poradzono jej, żeby skontaktowała się z panem Godlewskim i z nim załatwiła cały problem. Dziwne jej się to wydało, przecież budynek należał do GSBM, niemniej spotkała się z panem Godlewskim, który stanowczo odrzucił zarzuty Spółdzielni i szybko wykazał na dokumentach, w tym na prawomocnych wyrokach sądowych, że właśnie GSBM jest formalnym właścicielem całego budynku, łącznie z nadbudową i jest wyłącznie odpowiedzialna za całą sytuację.

Pani Ania musiała sobie radzić sama z całym problemem. W różny sposób próbowała temu zapobiegać, remontowała mieszkanie, kładła tynki, które miały zapobiegać przedostawaniu się wody. Pomagało dopóki deszcz nie padał, potem wszystko się powtarzało. Woda ciekła z wyraźnie uszkodzonego budynku, a Spółdzielnia umywała ręce od całej odpowiedzialności. Nie miało znaczenia, że w mieszkaniu mieszka rodzina z dwuletnią córeczką, a następne dziecko jest w drodze. Ani to, że ubezpieczyciel mieszkania przestał pokrywać straty związane z zalaniem, słusznie zresztą twierdząc, że te zalania to nie przypadek losowy, tylko ciągłe zaniedbanie. W tej sytuacji pani Ania postanowiła wystąpić na drogę prawną, złożyła zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Tym bardziej, że nie tylko ona znajduje się w tej sytuacji, w innych mieszkaniach również dochodzi do tego rodzaju nacieków wodnych lub innych niepokojących zjawisk.

Zresztą nie trzeba nawet wchodzić do mieszkań, wystarczy obejrzeć blok z zewnątrz. Wyraźnie widać, w jak opłakanym stanie się znajduje. Widoczne są zacieki, przebijające przez beton zardzewiałe elementy struktury zbrojeniowej. Trawa zarasta kanały odpływowe. Pan Godlewski nakręcił poruszający film o stanie bloku, pokazał w jak zaniedbanym stanie się znajduje, wskazał na liczne miejsca o tym świadczące. Głośno mówi o wielkim niebezpieczeństwie grożącym tam zamieszkującym lokatorom. Poinformowany o tej sytuacji przez niego przewodniczący Rady Miasta Piotr Szereda zorganizował w tym temacie specjalną sesję Rady i również złożył zawiadomienie do prokuratury. Później zrobiła to także prezydent Anna Hetman, chociaż jej zdaniem nie jest to problem władz miasta.

Już wcześniej, w roku 2012, na zlecenie prokuratury została opracowana opinia przez pracowników Politechniki Śląskiej, z której wynikło, że stan budynku jest poważny. Zalecono w niej również copółroczne kontrole przez specjalistów z uprawnieniami stanu bloku. Kontroli tych nie przeprowadzano.  Późniejsza opinia jednego z rzeczoznawców, z czerwca 2015 roku, stwierdziła: „Dalsze pozostawienie obiektu w obecnym stanie może jednak grozić postępującym procesem degradacji elementów konstrukcyjnych i w konsekwencji ich awarią lub nawet przy ekstremalnych obciążeniach katastrofą budowlaną”.
 
Spółdzielnia nie robi z tym nic, twierdzi na bazie swoich własnych rzeczoznawców, że blok jest bezpieczny i w dobrym stanie. Na sesji Rada Miasta poświęconej temu tematowi prezes GSBM Arkadiusz Gromotka stwierdził miedzy innymi: „Aktualnie na lokalach nie stwierdza się wystąpienia zagrożenia. (…) Stwierdzam raz jeszcze, że Spółdzielnia spełnia wymogi art. 62 Prawa Budowlanego oraz posiada dodatkowe przeglądy potwierdzające brak zagrożenia katastrofą budowlaną.” Jednocześnie Spółdzielnia broni się przed ekspertyzami zewnętrznym, a jej rzeczoznawcy odmawiają kontaktów z wzywającym ich Powiatowym Inspektorem Nadzoru Budowlanego, również poważnie zaniepokojonym całą sytuacją. W końcu Inspektor Powiatowy Wojciech Długosz sam zlecił na zasadzie przetargu opracowanie dokładnej ekspertyzy całego budynku. Badania właśnie się odbywają, a ich wyniki będą znane we wrześniu. Wtedy okaże się, na ile niebezpieczna jest to budowla, jak pilne należy podjąć działania, być może łącznie z wysiedlenie lokatorów. Może nawet pojawić się konieczność rozbiórki całego budynku. To ogromne koszty, idące w miliony.

Nic więc dziwnego, że Spółdzielnia broni się rękami i nogami przed przyjęciem odpowiedzialności za tę sytuację. Odwołuje się od postanowień prawnych i stosuje półśrodki. Ostatnio zaproponowała lokatorom przeniesienie skrzynek prądowych w inne, „bezpieczne” miejsce. Nie likwidując problemu wypływu wody! I przy okazji pewnie demolując urządzone już mieszkania. Pan Godlewski jest tym wszystkim kompletnie przerażony i biega, gdzie się da, żeby skłonić właściwe organy do koniecznego i szybkiego działania. Obawia się, że może nagle nastąpić katastrofa podobna do tej pamiętnej z Genui, gdzie wskutek zaniedbań zawalił się na autostradzie jeden z mostów i pociągnął za sobą śmiertelne ofiary. Jak naprawdę wygląda cała sytuacja tego bloku, ma wykazać wykonywana obecnie ekspertyza, ale to dopiero we wrześniu. Czy będzie wystarczający czas, żeby podjąć właściwe działania? Oby tak było, bo alternatywa jest wręcz przerażająca. Mieszka tam przecież 300 osób! Jedna z lokatorek powiedziała, że nie bierze już do siebie wnuczki na noc. Boi się, żeby coś się nie stało.

W lipcu tego roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego wydał oficjalny nakaz Spółdzielni rozbiórki nadbudowy i usunięcia przecieku wody z terminem do 30.08 br. Zakazał również używania segmentu A budynku. A co z mieszkającymi tam lokatorami? Pani Ania dostała pismo ze Spółdzielni zakazujące używania jej mieszkania. I żadnego słowa, gdzie mieszkańcy mieliby się wyprowadzić. „I co ja mam zrobić?!” – pyta bezradnie. „Przecież nie wyprowadzę się pod most!” Sytuacja robi się naprawdę groźna.  Trzeba mieć tylko nadzieję, że budynek na ulicy Północnej da sobie tyle czasu, ile dają sobie  odpowiedzialne czynniki za jego stan i mające wpływ na całą tę sytuację.

Zobacz także>>>Bez dachu nad głową?

fot. Marek Wróbel

środa, 31 lip 2019, JN

KOMENTARZE

  • seboc | 12/08 godz. 19:23

    "Wszak żyjemy w państwie prawa?"

    Pytasz czy oznajmujesz?
    Nie, Polska nie jest panstwem prawa. W sprawach mieszkaniowych prawo stanowi spoldzielnia mieszkaniowa i nie ma instancji, gdzie mozna by sie odwolac, wlacznie z sadem. Spoldzielnie to taki pokomuszy cud.

  • Janusz | 09/08 godz. 13:13

    @Grażyna "Wszak żyjemy w państwie prawa?" i sprawiedliwości. Jeżeli nie jesteś z PiS to automatycznie zaliczasz się do gorszego sortu.

  • Grażyna | 09/08 godz. 12:19

    Winni powinni za to zapłacić. Wszak żyjemy w państwie prawa?

  • handlowiec | 04/08 godz. 11:26

    Jak coś jest tanie, to znaczy, że nie jest atrakcyjne tylko nikt tego nie chciał kupić. Podstawowa i niepodważalna zasada handlu mówi: Sprzedaje się za tyle za ile uda się sprzedać. Faktyczny koszt nie jest ważny.

  • Magdalena | 03/08 godz. 09:34

    co wy sie czepiace wizjoner przeniósł zapyziałą i zapadłą dziurę w rok 2413 a tu wielkie halo

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X