Dzisiaj jest: sobota, 24 sierpnia 2019   Imieniny: Bartłomiej, Bartosz, Malina

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Czworonożni strażacy

Najpierw Maks obwąchał wszystkich stojących w pobliżu. Stworzył sobie tło zapachowe. Potem na komendę Szpili wszedł na rumowisko. Przez pewien czas obwąchiwał teren. W pewnym miejscu zatrzymał się. Coś wyraźnie przykuło jego uwagę. Zaszczekał, patrząc na swego przewodnika. Szpila przywołał go i przez chwile głaskał. Potem ponownie wysłał go na rumowisko. Maks znowu podjął ślad w tym samym miejscu. Nie było już wątpliwości. Pod gruzami był człowiek.

Żeby zostać przewodnikiem psa ratowniczego młodszy ogniomistrz, ratownik-specjalista Andrzej Szpilarewicz z jastrzębskiej jednostki straży pożarnej (Szpila, jak go nazywają koledzy) musiał przejść, jak i inni kandydaci na tą funkcję, całą skomplikowaną ścieżkę przygotowania zawodowego. Zaczynała się od roli pozoranta. To bardzo ważna rola w grupie ratowniczo-poszukiwawczej. Jak sam mówi, praca pozorantów to 70% skuteczności grupy. Bez nich nie mogłaby funkcjonować. Każdy przewodnik psa, zanim nim zostanie, musi taki staż przejść. Kim jest pozorant? Pozorant to osoba, która udaje ofiary i to na nich właśnie psy się uczą i  z nimi na bieżącą trenują. Psy ratownicze nie rozróżniają, czy biorą udział w prawdziwej akcji, czy w treningu. Dla  nich wszystko jest zabawą. Dlatego tak ważna jest dobra praca pozoranta.  

Pełni on różne role, udaje ofiary.  Może udawać ofiarę jakiegoś wydarzenia, jakieś katastrofy, może grać osobą zagubioną, to jego pies ma znaleźć w trakcie szkolenia czy treningu. I to na ile się da w warunkach prawdziwej katastrofy, a więc w hałasie pracujących maszyn, komunikacji radiowej, w obecności wielu ludzi i w bardzo różnym otoczeniu. W  momencie, kiedy pies znajdzie pozoranta-ofiarę, powinien zostać nagrodzony. Każde skuteczne szukanie powinno skutkować nagrodą. Wtedy pies wie, dlaczego szuka i jaka  będzie nagroda. Dla niego celem poszukiwania jest właśnie ta nagroda, więc musi chcieć to robić. Różne są formy wynagradzania psów, w zależności, który co lubi. Ważne jest, żeby otrzymał nagrodę wtedy, kiedy wykona swoje zadanie. Nie może być nagradzany za nic. Inaczej traci motywację do pracy i starania się. Oczywiście należy uodpornić go także na porażki, czyli tak zorganizować treningi, żeby raz na jakiś czas wykonał zadanie bez nagrody.

Oczywiście, dla psa ratowniczego najważniejszy jest jego przewodnik. Musi istnieć bardzo silna więź między nimi, muszą ciągle być razem.  Dlatego przewodnik nabywa psa na własność, rzecz jasna po wcześniejszym wyborze i akceptacji instruktora czy opiekuna grupy. Wybrany pies spędza ze swoim przewodnikiem jak najwięcej czasu, tak żeby powstało między nimi pełne zaufanie, a nawet wzajemny szacunek. Podczas akcji najważniejszy jest zaginiony, pies musi wierzyć swojemu przewodnikowi i na jego polecenie wejść nawet w najtrudniejsze miejsca. Podstawą jest nauczenie psa kochania ludzi. Człowiek musi kojarzyć mu się z czymś miłym, przyjemnym, przyjaznym i dobrym. Musi poczuć sympatię do człowieka, musi chcieć go szukać i dążyć do niego.

Ważna jest również umiejętność pracy grupowej, więc przewodnicy z psami ćwiczą nie tylko indywidualnie, ale także z całą grupą. Pies musi również umieć pracować w grupie z innymi ludźmi i z innymi psami. Są trzy zasady skutecznej pracy psa: współpraca, lokalizacja i sygnalizacja.  Na początku akcji pies wyrabia sobie tło zapachowe, żeby potrafić rozróżnić je od szukanego zapachu i ten zapach sygnalizować. Musi potrafić znaleźć szukanego człowieka, oznaczyć to właściwe miejsce i poinformować swojego przewodnika, że taki zapach zlokalizował. Różnie to robi: może to być szczekanie, może to być wreszcie powrót do swego przewodnika i pokazanie mu tego miejsca. Szczekanie może mieć także jeszcze inny aspekt – może sygnalizować zagubionemu, że został znaleziony, czy spowodować nawet przy omdleniu powrót świadomości.

Psy z przewodnikami wyjeżdżają na specjalne poligony, gdzie są symulowane różne warunki akcji. Tam przewodnik może przebywać cały dzień z psem i mogą wykonywać różnego rodzaju ćwiczenia i w różnych warunkach. Trzeba pamiętać o tym, że pies podczas akcji jest narażony na różnego rodzaju uciążliwości czy wręcz niebezpieczeństwa. Musi poruszać się po różnego rodzaju rumowiskach, gdzie są ostre przedmioty. Może się skaleczyć, może się zranić, czasami wącha różne i nawet szkodliwe substancje. To są wszystko bardzo poważne zagrożenia które powodują u niego różnego rodzaju kontuzje, rany czy choroby. Trzeba go przygotować do pracy w warunkach, które są dla niego uciążliwe, których się boi, których z natury nie znosi.

Kandydat na psa poszukiwawczego musi mieć pewne cechy wrodzone. To nie może być pies leniwy, któremu nie chce się ruszać. Nie może być ciągle rozkojarzony, nie potrafiąc skoncentrować się na zadaniu. Musi być aktywny, musi potrafić bardzo szybko przejść do akcji. Takie predyspozycje musi mieć od szczeniaka i  muszą one być rozwijane podczas szkolenia i ciągłych treningów. Nie mają ich wszystkie psie rasy, dlatego trzeba bardzo starannie wybierać kandydatów na psy-ratowników. Tak samo  nie każdy nadaje się na przewodnika takiego psa. To wymaga również określonych predyspozycji. Podczas akcji ratowniczej czy poszukiwawczej nie można psu przekazywać atmosfery nerwowości czy różnych emocji. Dla psa musi być to sytuacja normalna, do której jest przyzwyczajony, do takiej, jaką ma podczas zabawy. Gdy coś się dzieje, należy mocno powstrzymywać emocje, inaczej ta nerwowość udzieli się psu i trudno będzie go skierować na konkretne zadanie.

Czasem pies natrafi na zapach, który nie musi dokładnie pochodzić z tego miejsca, w którym się znajduje. Może być tak, że cząsteczki zapachowe unoszone są przez prądy powietrza, niosą je górą pod sklepieniem, czasami wydostają się z piwnicy. To już od przewodnika zależy ocena, w którym miejscu poszukiwany może się znajdować. To może być nawet kilka czy kilkanaście metrów od miejsca, gdzie pies poczuł zapach. Często pada pytanie, ile osób zaginionych dany pies znalazł. Ilość znalezionych jest ważna, ale nie mniej ważne jest stwierdzenie, ile razy pies się nie pomylił. Bo stwierdzenie, czy ktoś znajduje się pod gruzami, czy nie, jest kluczowe. Potem już wchodzi ciężki sprzęt. Jeżeli pies się pomylił, a pod gruzami ktoś został, to wprowadzenie ciężkiego sprzętu może oznaczać dla niego  śmierć, nawet jeśli katastrofę przeżył.  

Jeśli kandydat na przewodnika psa-ratownika odbył skutecznie staż pozoranta, nabył odpowiednich umiejętności, zrozumiał jego naturę i potrzeby i czuje się dobrze przygotowany do tej roli, przychodzi czas na nabycie psa. W wyborze psa pomaga jastrzębskiej grupie jej opiekun instruktor pan Krzysztof Szymański z Nowego Sącza, z którym grupa na bieżąco współpracuje. On daje wskazówki, jaki powinien być pies, jakie rasy mają najlepsze predyspozycje. Dobrymi kandydatami są labradory, golden retrievery, border colie czy owczarki. Dobrze jest, jak również rodzice takiego psiego kandydata też byli już psami ratowniczymi.

Kiedy nadszedł czas, że i Szpila mógł kupić psa, to wybrał bordera collie. Pojechał z żoną i z ich jastrzębskim instruktorem Zbyszkiem Krasuckim do rekomendowanej hodowli w Trincu. Szpila wspomina, że jak pokazano im miot szczeniaków, to jeden z nich zdecydowanie odróżniał się brzydotą. „Tylko nie ten!” – mówili do siebie z żoną. A los okazał się przekorny i to był właśnie ten. Maks, bo tak później go nazwali, najlepiej przeszedł wszystkie testy i okazał się najbardziej predysponowany do roli ratownika. I to on został nowym członkiem ich rodziny. Czas pokazał, jak trafny był to wybór.

Na początku praca z Maksem nie była łatwa. Jak to szczeniak piszczał za rodzeństwem, za matką. Miał przecież tylko 7 tygodni. Z czasem się przyzwyczaił i nastąpił czas wytężonej wielogodzinnej  pracy, przyuczenia go do roli psa ratowniczego. Wszystko kosztem innych czynności, a także życia domowego. Pewne rzeczy trzeba było u Maksa wyeliminować. Była to obawa przed hałasem i niechęć do wody. Jednak przy długich staraniach i morzu cierpliwości zostały te wady stopniowo usunięte. Ba, obecnie Maks bardzo lubi wchodzić do wody, czasami długi czas stoi przed wodą i czeka na pozwolenie wejścia. Szpila się wtedy śmieje, że pies dogląda ryb. Border collie to pies pasterski i na początku wystarczyło, że zobaczył jakieś zwierzęta, krowy, konie czy owce i próbował od razu już je zaganiać do stada. Maks lubi się koncentrować na różnego rodzaju przedmiotach, potrafi wiele minut wpatrywać się w jakiś konkretny przedmiot, nie wiadomo właściwie, co tak przykuwa jego uwagę.

Po raz pierwszy wszedł do akcji, gdy miał 2 lata. Był wtedy bardzo młodziutki i Szpila mocno się stresował, jak sobie poradzi. Poradził sobie bardzo dobrze i  swoje zadanie wykonał znakomicie. Potem były następne zadania. Maks nie pomylił się ani razu. Niestety, niemało czasu spędzają  razem u weterynarza. Praca na rumowisku może być bardzo uciążliwa, a wręcz niebezpieczna. Zdarzają się kontuzje czy skaleczenia, był wiele razy opatrywany czy operowany. Czasem było i zagrożenie życia. Podczas akcji na rumowisku w Piekarach Szpila w ostatniej chwili odwołał psa. Przejeżdżający tramwaj wzbudził drgania, które spowodowały zawalenie się ledwo trzymającego się dachu. To mogła być ostatnia akcja Maksa.

Są już razem 9 i pół roku. Wytworzyła się między nimi bardzo silna więź i wzajemne zaufanie. Weszli razem z innymi 8 strażakami z jastrzębskiej jednostki w skład polskiej grupy do międzynarodowych działań w sytuacjach katastrof budowlanych czy klęsk żywiołowych. Są członkami specjalistycznej grupy poszukiwawczo-ratowniczej przy Państwowej Straży Pożarnej w Jastrzębiu-Zdroju. Liczy ona 44 równie wyspecjalizowanych ratowników zawodowych i 11 psów. Jest też kilku ochotników, współpracujących z nimi. Inni jastrzębscy strażacy też są szkoleni, żeby wykonywać podobne zadania i w razie potrzeby wspomagać grupę. Brali udział w wielu akcjach: przy katastrofach budowlanych w Katowicach, Będzinie, Sosnowcu, Kędzierzynie-Koźlu czy w Piekarach, a także przy pamiętnej katastrofie kolejowej w Szczekocinach. Są znani w całej Polsce. Szerokim echem odbiła się akcja w Jastrzębiu, kiedy to labrador Diego ze swoim przewodnikiem Mateuszem Cupkiem odnaleźli i uratowali życie nieprzytomnej, zaginionej kobiecie.

„To najskuteczniejsze ogniwo w działaniach ratowniczych. Wchodzą do akcji jako pierwsi, żeby rozpoznać obecność i lokalizację potencjalnych ofiar. Od psów i ich przewodników zależy, czy i jak szybko ofiary zostaną znalezione. To sprawa ludzkiego życia. Dopiero potem mogą być stosowane inne środki. Tu pies jest nieocenionym partnerem człowieka, to prawdziwym czworonożny strażak” – mówi brygadier Wojciech Piechaczek, komendant PSP w Jastrzębiu-Zdroju, pomysłodawca i założyciel grupy ratowniczej i przez wiele lat także jej członek.
 

środa, 7 sie 2019, JN

KOMENTARZE

  • Do selio. | 09/08 godz. 19:40

    "Szerokim echem odbiła się akcja w Jastrzębiu, kiedy to labrador Diego ze swoim przewodnikiem Mateuszem Cupkiem odnaleźli i uratowali życie nieprzytomnej, zaginionej kobiecie."

  • Selio | 09/08 godz. 14:49

    A Diego i Mateusz ???

dodaj komentarz

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X