Dzisiaj jest: poniedziałek, 23 września 2019   Imieniny: Bogusław, Tekla, Liwiusz

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Awantury, fałszerstwa, oszuści...

Od kilku lat sukcesywnie powiększa się baza informacji prasowych dotyczących terenów obecnego miasta Jastrzębie-Zdrój, począwszy od połowy XIX wieku aż do czasów obecnych. Szczególnie ciekawe są czasopisma z okresu międzywojennego. Poza informacjami dotyczącymi uzdrowiska oraz życia społeczno-kulturalnego czy sportowego, w lokalnych czasopismach zamieszczano także doniesienia o charakterze kryminalnym.

Kradzieże


Amatorzy cudzego mienia istnieli od zawsze. Łupem rabusiów padały różne rzeczy. Były to drobiazgi skradzione z prywatnych mieszkań, mienie pozostawione przez kuracjuszy w pokojach sanatoryjnych czy dobra kościelne. Jednym z pechowców był dr Stanisław Maga z Jastrzębia-Zdroju, któremu w 1934 r., sprzed domu dra Typrowicza, skradziono rower marki „Korona” o wartości 100 zł., a w 1938 r. nieznany sprawca zabrał z niezamkniętego biurka kwotę 123 zł. W 1934 r. z letniska dla kolejarzy przy dworcu kolejowym w Zdroju skradziono kuracjuszce Mokowskiej z Warszawy walizkę skórzaną wraz z bransoletką i sznurem pereł. Prawdopodobnie ci sami sprawcy okradli Józefa Sosnę (dwa ubrania, książeczkę wojskową oraz los Loterii Państwowej), Zenona Wiechowskiego (ubranie i dwie pary butów) oraz kilka innych osób przebywających w sanatorium Piłsudskiego. Kradzieży dokonano w czasie, gdy wszyscy poszkodowani byli pogrążeni we śnie. Do sanatorium im. Piłsudskiego włamano się już w trakcie jego budowy. W 1928 r. łupem złodziei padły krany wodociągowe. W tym samym roku skradziono z Kasyna Zdrojowego 17 butelek wódki o wartości 685 zł. Część butelek odzyskano, a podejrzanego Alfonsa K. z Jastrzębia-Zdroju odstawiono do Sądu Grodzkiego. Z kolei w 1934 r. złodziej przedostał się przez okno do pokoju w Szwajcarce zajętego przez żonę lekarza z Częstochowy Amalię Hejmanową, której skradł skórzaną torebkę z zawartością 590 zł., 2 karty kuracyjne oraz 7 biletów kąpielowych. Okradziono także kiosk Polskiego Towarzystwa Księgarń Kolejowych Ruch w Jastrzębiu, skąd skradziono m. in. papierosy, znaczki i gotówkę o wartości 150 zł. Złodzieje nie uszanowali nawet miejsc świętych. W 1931 r. nieznani sprawcy weszli przez okno do kancelarii probostwa w Jastrzębiu Górnym i po rozpruciu kasy zabrali 50 zł w złocie (jedna 20-złotowa i trzy 10-złotowe), 600 zł w drobnych monetach i banknotach oraz 300 mk. Natomiast w 1932 r. złodzieje weszli do kościoła w Ruptawie i po rozbiciu Tabernakulum skradli 2 kielichy i mosiężną monstrancję o łącznej wartości 600 zł. Rozbili także skarbonki, lecz nie było w nich żadnych pieniędzy.

Morderstwa

Pozbawienie życia to czyn niewybaczalny. Jednak zamordowanie własnego dziecka jest szczególnym rodzajem okrucieństwa. Trudno zrozumieć dlaczego matka może skrzywdzić własne dziecko. Niestety w obecnych czasach co rusz jesteśmy informowani o kolejnej krzywdzie wyrządzonej małym dzieciom. Jednak takie rzeczy zdarzały się także przed wojną, o czym świadczą kolejne doniesienia prasowe. W 1930 r. w dole kloacznym przy dworcu kolejowym w Jastrzębiu Górnym znaleziono zwłoki noworodka płci męskiej. Dochodzenie policyjne ustaliło, że matką noworodka jest mieszkanka Jastrzębia Górnego Emilia K. W 1932 r. w gminie Cisówka znaleziono świeżo zakopane zwłoki noworodka płci męskiej, które po wydobyciu złożono na posterunku w Jastrzębiu. Przeprowadzone dochodzenie wykazało, że matką dziecka jest Maria K. z Cisówki, która urodziła nieślubne dziecko i zaraz po porodzie udusiła i zakopała w lesie. Największym echem w regionie odbiła się sprawa mordu w Cisówce dokonanego w 1932 r. Zamordowanym był Augustyn Duda, który padł ofiarą napadu rabunkowego i podpalenia, dokonanego przez pochodzących z Bzia Emila A., Jan K. i Lucjan S. Wyrokiem sądu dwaj pierwsi zostali powieszeni na podwórzu więziennym w Rybniku, natomiast trzeciemu zamieniono karę śmierci na dożywocie.

Awantury i rozboje

Z pewnością większość z nas była świadkami burd wszczynanych przez agresywne osoby, które często są także pod wpływem alkoholu. W 1936 r. miała miejsce dzika bójka na zabawie karnawałowej w Moszczenicy. Kiedy o północy zabawa osiągnęła swój kulminacyjny punkt, na sali wybuchła bójka. Kilku awanturników zaczęło wyrzucać gości przy pomocy noży, kufli od piwa i krzeseł. Jedną z ofiar padł 19-letni Alojzy Marcol, który został pokłuty nożami tak dotkliwie, że w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala w Wodzisławiu. Policja zatrzymała trzech braci w wieku 19, 21 i 32 lat. Byli to Michał, Ryszard i Jan O. z Moszczenicy. W tym samym roku miała miejsce awantura w hotelu Posłusznego w Jastrzębiu-Zdroju. Krwawą bójkę wywołali bracia Jerzy, Maksymilian i Jan H. z Jastrzębia. Wszyscy w stanie pijanym zaczepiali kuracjuszy i wywołali bijatykę, w czasie której poturbowali i zranili kelnera Henryka Pawłowskiego i kapelmistrza Edwarda Burczyka. Kiedy na salę wkroczyli dwaj policjanci, zostali „przywitani” uderzeniem krzeseł. Posterunkowi Musiała i Sternadel zostali ranni, jednak przy pomocy gumowych pałek zdołali uspokoić awanturników i odprowadzić na posterunek. Natomiast w 1938 r. doszło do tragicznej w skutkach awantury na zabawie tanecznej w Kasynie Zdrojowym w Jastrzębiu-Zdroju. W trakcie zabawy doszło do kłótni pomiędzy szwagrami Wilhelmem O. z Jastrzębia-Zdroju oraz Leonem P. z Jastrzębia Dolnego. Ten pierwszy rzucił się z zamiarem pobicia swego szwagra, w obronie którego stanęła jego żona Łucja. Wyprowadzony z równowagi napastnik kopnął kobietę w brzuch, która padła nieprzytomna na ziemię. Okazało się, że była brzemienna i na skutek kopnięcia doszło do poronienia. Na widok nieprzytomnej żony Leon P. rzucił się na Wilhelma O. i odgryzł mu palec. Ranną kobietę przewieziono do szpitala, gdzie zmarła.

Akty wandalizmu

Niszczenie cudzego mienia to rzecz spotykana od wieków. Nie inaczej było w czasach II RP. Wandale nie oszczędzali nawet pomników czy przydrożnych krzyży. W 1932 r. u skrzyżowania dróg Bzie Górne-Pawłowice-Jastrzębie Górne wzniesiono pomnik dla upamiętnienia przejścia wojsk polskich w czasie objęcia Śląska przez Polskę. Jeszcze w tym samym roku nieznani sprawcy uszkodzili pamiątkowy pomnik. W tym samym roku policja w Jastrzębiu zatrzymała pod zarzutem bluźnierstwa, wyprawiana awantur i wyszydzania Państwa Polskiego trzy osoby. Byli to 31-letni rzeźnik Franciszek B. z Borowej Wsi, 48-letni Górnik Jan M. z Rudy i 47-letni rzeźnik Władysław G. z Chropaczowa. Wymienieni awanturnicy na drodze polnej w Moszczenicy publicznie bluźnili w ohydny sposób przeciwko Panu Bogu i lżyli Polskę, przy czym jeden z nich uderzył laską w przydrożny krzyż i uszkodził tabliczkę z napisem: „Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą co czynią!”. Wszczęli także awanturę śpiewając prowokacyjne piosenki niemieckie i zakłócając spokój publiczny. Cała trójkę odstawiono do dyspozycji Sądu Grodzkiego w Wodzisławiu.

Fałszerstwa

Podrabianie pieniędzy jest tak stare jak same monety. Tym procederem zajmowali się także mieszkańcy Moszczenicy. W 1935 r. żandarmeria czeska zatrzymała we Frysztacie braci Dominika i Rafała M. oraz Jana R. Wszyscy trzej zostali aresztowani podczas puszczania w obieg fałszywych monet polskich dwuzłotowych i pięciozłotowych. Powiadomiona o zdarzeniu polska policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu fałszerzy. W wyniku rewizji znaleziono formy do odlewania monet oraz części różnych metali. Jak podała czeska policja, fałszerze puścili w obieg w Frysztacie i Piotrowicach kilkadziesiąt sztuk fałszywych monet. W czeskim więzieniu delikwenci spędzili 11 miesięcy z 18 zasądzonych (zostali wcześniej zwolnieni za dobre sprawowanie). Polski sąd skazał Dominika M. na 2,5 roku więzienia, a dwóch pozostałych na 2 lata.

Za obrazę narodu polskiego

Jest to jedno z tych wykroczeń, którego skuteczne ściganie przydałoby się i dziś. Może wtedy niejeden zastanowiłby się zanim padłyby słowa o „narodowej tłuszczy” pod adresem osób manifestujących swoją polskość. W 1935 r. Filip M. z Jastrzębia-Zdroju podpiwszy sobie pewnego dnia w okolicznej knajpie, w drodze powrotnej do domu, zaczepiał przechodniów i wymyślał im od „świń polskich”. Za ten wybryk został skazany na 6 tygodni bezwzględnego więzienia. Innym skazanym za publiczne lżenie Narodu Polskiego był Ludwik G. z Jastrzębia Górnego. Sąd biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące (oskarżony był pijany, jest analfabetą i trochę upośledzony na umyśle) skazał winowajcę na 3 tygodnie aresztu. Jednym z ukaranych został także organista ewangelickiego kościoła w Ruptawie Jan M., który w 1938 r. na widok zebrania Polaków wyraził się: „Patrzcie, ilu tych zwariowanych Polaków pędzi na lep”. Kara wyniosła 3 miesiące aresztu z zawieszeniem na 3 lata.

Samobójstwa

Odebranie sobie życia to ostateczność, która dopada osoby nieradzące sobie z własną egzystencją. W 1931 r. samobójstwo popełnił właściciel jednego z jastrzębskich pensjonatów Jan K. Powodem samobójstwa poprzez powieszenie były kłopoty finansowe. Feralne zdarzenie miało miejsce u krewnego w Wodzisławiu. W 1936 r. mieszkańcy Bzia Górnego znaleźli w stawie zwłoki Augustyna L. z Katowic. W pozostawionej na brzegu marynarce policja znalazła list do żony, który nie wyjaśnił jednak motywów samobójstwa. Jak się okazało, nieszczęśnik był z żoną w stanie rozwodu, który nastąpił na skutek nieustających niesnasek małżeńskich. W 1939 r. strzałem w prawą skroń odebrał sobie życie posterunkowy z Jastrzębia Jan B. Zdarzenie miało miejsce w mieszkaniu ofiary, a przyczynkiem miał być wypadek z udziałem policjanta, który wracając ze służby do domu, najechał rowerem na 60-letniego starca i złamał mu rękę. Targany wyrzutami sumieniu w czasie silnego rozstroju nerwowego targnął się na własne życie.

Defraudacje

Przywłaszczenie cudzych pieniędzy to łatwy sposób na życie. Jednak prędzej czy później taki proceder wychodzi na światło dzienne, a amatora łatwego zarobku spotyka zasłużona kara. W 1938 r. został skazany asystent pocztowy Antoni S. z Mszany. Jako urzędnik agencji pocztowo-telegraficznej w Jastrzębiu-Zdroju dopuścił się w latach 1934-1937 defraudacji na kwotę 7000 zł. Prowadził hulaszczy tryb życia, jednak uznano, że to dzięki bogatym rodzicom, którzy posiadali większe gospodarstwo. Po pewnym czasie zaczęto podejrzewać Antoniego S., który dla swoich celów fałszował książeczki oszczędnościowe. Kiedy cała sprawa wyszła na jaw zbiegł do Czechosłowacji. Po krótkim czasie powrócił do Polski i zatrzymał się w Wiśle, gdzie został aresztowany i przewieziony na posterunek policji w Jastrzębiu. Przebywając w policyjnym areszcie próbował odebrać sobie życie uszczelniając wszystkie otwory i wyciągając rurę z pieca. Nieszczęściu zapobiegł posterunkowy Białas, który kontrolując areszt znalazł nieprzytomnego aresztanta. Sąd Okręgowy w Rybniku skazał Antoniego S. na 2 lata i 2 miesiące bezwzględnego więzienia oraz utratę praw publicznych i honorowych na okres 5 lat. Większą część zdefraudowanej kwoty zwrócili rodzice skazanego.

Oszuści

W relacjach prasowych można natknąć się także na informacje o oszustach podających się np. za księdza czy lekarza. W 1929 r. został zatrzymany w Jastrzębiu Dolnym niejaki Paweł G. z Szopienic, który podawał się za ks. Kowalczyka. Swoim trybem życia zaskarbił sobie zaufanie u wielu osób, po czym począł naciągać znajomych na drobne i większe kwoty pieniężne oraz zadatki na msze i nabożeństwa. Dla niepoznaki odprawił kilka nabożeństw oraz wyspowiadał wielu osób. Dzięki podejrzliwości kilku mieszkańców przerwano ten proceder. Zawiadomiona policja ujęła oszusta i zbadała jego przeszłość. Okazało się, że już dopuścił się szeregu oszustw w powiecie pszczyńskim, a udawanie księdza nie było dla niego trudnością, gdyż służył w 1911 r. u OO Oblatów w Lublińcu. Został osadzony w więzieniu w Wodzisławiu. W 1938 r. w Jastrzębiu-Zdroju ujęto innego oszusta, który podawał się za lekarza-znachora. Był nim niejaki Józef B. z Radzionkowa. Dopuszczał się różnych oszustw m. in. zaaplikował za słoną zapłatą obłożnie chorej Zofii Sobalowej lekarstwo, które okazało się płynem nie przedstawiającym żadnej wartości leczniczej. Zawiadomiona policja odstawiła oszusta do więzienia w Wodzisławiu.

Ps. Pierwotnie tekst ukazał się na łamach Biuletynu Galerii Historii Miasta.

fot. pixabay

czwartek, 29 sie 2019, Dariusz Mazur

KOMENTARZE

  • Tymoteusz | 02/09 godz. 23:43

    Ach, cóż za cudowne czasy, kara śmierci przez publiczne powieszenie..
    Więzienie za obrazę narodu polskiego... No coś wspaniałego.

  • do hajer | 01/09 godz. 10:11

    A za co musisz dawć łapówki (tak samo karalne jak ich branie) żeby coś załatwić? Widocznie coś niezgodnego z prawem, np.załatwienie bumeli. Patologia rodzi patologię.

  • hajer | 31/08 godz. 12:02

    do
    | 31/08 godz. 08:01 . oszustwa i defraudacje cały czas sa jeszcze w kopalniach i Spółce. Już nie mówi się ile flaszek trzeba dawac sztygarom i nad aby cos załatwić tak samo w zZ jedno wielkie bagno

  • | 31/08 godz. 08:01

    Bez zmian kradzieże morderstwa samobójstwa defraudacje trrzba podtrzymywać historie

  • Gabryś | 30/08 godz. 12:38

    Wyciągają wszystkie brudy, a krewni tych ludzi nadal mieszkają w Cisówce, czy Jastrzębiu, Bziu. Wniosek taki, że warto być przyzwoitym człowiekiem, bo nawet wiele lat po śmierci będą analizować nasze życie. Właściwie przez swoje wyczyny , nie zapomniano o nich i dalej pisze się w mediach. Kolejnym smutnym wnioskiem jest to, że przestępczość jest większa jest coraz gorzej, nie wspomnę o samobójstwach. Doszli jeszcze nasi handlarze narkotykowi.Za 100 lat znowu będą o tym pisać. więcej »

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X