Dzisiaj jest: poniedziałek, 9 grudnia 2019   Imieniny: Natasza, Waleria, Wiesław

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Pamiętacie serial "Tulipan"?

Wciąż pozostajemy pod urokiem czarno-białych fotografii. Chyba instynktownie wyczuwamy, że zaklęta jest w nich jakaś uniwersalna prawda, której tak bardzo nam wszystkim brakuje. I rzecz nie tylko w ascetyzmie tych zdjęć. Chodzi raczej o zatrzymany w obiektywie świat, do którego nie ma już powrotu. Świat najprostszych emocji, szczerych międzyludzkich relacji i poczucia bezpieczeństwa. Ludzie, którzy patrzą na nas z dawnych fotografii są prawdziwi. To wrażenie jest na tyle nachalne, że dopada nas za każdym razem, kiedy przeglądamy stare albumy. Spoglądając ufnie w obiektyw aparatu, bohaterowie PRL-owskich galerii zdają się mówić, że są tu, gdzie być powinni. Mało tego: dobrze im z tym!

A propos PRL-u. Na czym polegał fenomen kraju naszych dziadków, rodziców, może nawet nas samych? Bo uprawiana po 1989 roku propaganda próbowała wmówić nam, że wszystko, co korespondowało w jakiś sposób z Polską Ludową było złe. Puste sklepowe półki, milicjanci pałujący obywateli na ulicach, jałowe przemówienia państwowych przywódców. Oto kadry najczęściej przywoływane przez piewców „nowej” Polski. Ale wkrótce okazało się, że naród tęskni za PRL-em. Za stałą pracą, elementarnym poczuciem sprawiedliwości (nawet jeśli ta ostania sprowadzała się do hasła „wszystkim po równo”), ba, nawet kolejkami, w których kwitło życie towarzyskie. I dokładnie to wszystko widać na zdjęciach, ten cały nienazwany sentyment.

„Rodzinny spacer”, „Dzień dziecka” czy „Moje pierwsze kroki”. To tytuły tylko niektórych prezentowanych przez nas fotografii z minionej epoki. Jest na nich wszystko, co chciałby znaleźć amator zapomnianej przeszłości. A może przeszłości niechcianej, która nagle zaczęła cieszyć się naszymi względami? Podobnie jak ten, widniejący na nich, czarno-biały świat? Dziś wielu miejsc, które uwiecznili swoimi aparatami fotograficy-amatorzy, nie znajdziemy już w naszym mieście. A jeśli nawet postanowimy zabawić się w archeologa, to nasze rozczarowanie może okazać się zbyt wysoką ceną za takie ambicje. Ot, chociażby, jak ma to miejsce w przypadku Ośrodka Wypoczynku Niedzielnego. Dlatego zostawmy sprawy własnemu biegowi. Niech przemówią stare klisze, zaklęte na nich emocje, świat, który nieodwołalnie przeszedł do lamusa...

Pamiętacie serial „Tulipan”? Z lat 80-tych? Zdaje się, że już w pierwszym odcinku pojawia się scena, która w tych czasach przyprawiała wszystkich PRL-owskich królów życia o szybsze bicie serca. W pewnym momencie, kiedy serialowy Jurek wychyla szklaneczkę jakiegoś „pędzonego na myszach” alkoholu, na ekranie telewizora pojawia się reklama szkockiej whisky – Ballantine's. Jacht na pełnym morzu, modelka w objęciach przystojnego bruneta, wszyscy skąpani w południowym słońcu. I jeszcze mina aktora, grającego główną rolę, który rozmarzony spogląda w kierunku ekranu. Dla niego to, co przed chwilą zobaczył, było jak oaza na bezkresnej pustyni.

Ale nie tylko dla niego. Każdy, kto pamięta końcówkę lat 80-tych w naszym kraju, wie, ile odcieni potrafiła przyjąć wtedy szarość. Szare budynki, szarzy ludzie w szarych paletkach, szare krajobrazy. Oczywiście, ta prawidłowość dotyczyła także naszego miasta. I tutaj ludzie spragnieni byli choćby namiastki zachodniego blichtru – wówczas nieosiągalnego jak kadry z reklamy whisky. W przypadku Jastrzębia, zresztą nie tylko jego, takimi swoistymi oazami były dwa cudowne przybytki z tych czasów – Pewex i Baltona. Tę drugą, z racji wieku, pamiętam lepiej, ale i Pewex zachował się w mojej, wówczas niespełna 10-letniej, pamięci. Klocki Lego, samochody Matchbox, orzeszki ziemne w solidnych jak niemieckie bunkry puszkach. A to tylko początek tej listy.

Czasami zastanawiam się, do kogo należał ten świat? Świat pozornego blichtru. Do cinkciarzy, „panienek”, komunistycznej wierchuszki? Jakby nie patrzeć, dyrektorem Pewexu w drugiej połowie lat 80-tych był Marian Zacharski – superszpieg PRL-u. Więc coś w tym było. Ale ja w sumie nie o tym, bo w Jastrzębiu nikt o żadnym szpiegu nie słyszał. Ja o Baltonie, która niezmiennie (chyba do końca swojej egzystencji) mieściła się w hotelu „Diament”. Przesiadywałem tam godzinami i podziwiałem towary, które pachniały mitycznym Zachodem. Mój zachwyt był niezachwiany – tylko czasami z letargu wybudzały mnie młode, roześmiane kobiety, za które płacili równie hałaśliwi mężczyźni. Dzisiaj nie ma ani nich, ani „Diamentu”, po którym została niepozorna polanka.

Z czasem ów legendarny Zachód był już na wyciągnięcie ręki. Pod koniec lat 80-tych monopol Pewexu czy Baltony został skutecznie przełamany. Sklepy na „starym targu” oferowały cały wachlarz towarów – czy ktoś jeszcze pamięta jeansy zwane „piramidami”? Co ciekawe, Pewex na Wrocławskiej przetrwał do początku lat 90-tych. Do tego dochodziła jeszcze tzw. giełda w Katowicach i rodzina z „Reichu”, która przywoziła pachnącą pomarańczami pastę do zębów. Siłą rzeczy, ta szara Polska, o której pisałem, to szare Jastrzębie zaczęło powoli przechodzić do lamusa. W telewizji pojawiły się pierwsze reklamy (chociażby ta „dedykowana” środkowi na domowe insekty), kobiety na ulicach przypomniały sobie, że oprócz szarego istnieją jeszcze inne kolory, a w którymś z kolei wydaniu Dziennika Telewizyjnego Joanna Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu...

fot. S. Sputo

piątek, 29 lis 2019, Adam

KOMENTARZE

  • | 02/12 godz. 08:26

    "Joanna Szczepkowska ogłosiła koniec komunizmu..."

    Niestety, ale u nas komunizm ma się całkiem dobrze. Dogadywanie się przy okrągłym stole w 1989 sprawiło, że służby i działacze komunistyczni szybko dorobili sie fortun na "prywatyzacji". Taka była cena za dopuszczenie Solidarności do władzy. Natomiast w Czechach Havel po prostu komunistów pogonił bez dogadywania i u nich rzeczywiście nastapił koniec komunizmu. U nas w dalszym cięgu górnicy mają przywileje rodem z PRL. Długo by tak wymieniać więcej »

  • mysz | 01/12 godz. 17:14

    Lubię Pana czytać Panie Adamie.Już nie raz to Panu mówiłam.Pana wspomnienia to powrót do mojej młodości.Nie tęsknię za tam tymi czasami ale do wspomnień lubię wracać.Młodość to młodość.

  • Tt | 30/11 godz. 21:56

    Komuchy...

  • dp seboc | 30/11 godz. 11:18

    Pewex na Mazowieckiej powstał później. Wiem, bo korzystałem. Smirnoff 0,7 z 5$ na wakacje to było to.

  • seboc | 30/11 godz. 08:12

    Pewex pierwotnie mieścił się na Mazowieckiej, był duży i pełny towarów.
    Przez krótki czas był trzeci dolarowy sklep: Carbon, prowadzony przez Centralę Zaopatrzenia Górnictwa, podobnie jak "G", gdzie też pojawiały się zachodnie towary.

dodaj / zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X