Dzisiaj jest: sobota, 25 stycznia 2020   Imieniny: Paweł, Miłosz, Irena

więcej ›

PUBLICYSTYKA

A to ciekawe

Pożar w sylwestrową noc

Te lakoniczne słowa, które płyną z zawieszonego pod sufitem głośnika, oznaczają, że życie jastrzębskich strażaków nabrało właśnie przyspieszenia. „Zadymienie na klatce schodowej” – głos dyspozytora brzmi poważnie, by nie powiedzieć uroczyście. W kilku miejscach, których rozkład strażacy znają na pamięć, wyświetlają się numery wozów bojowych wyznaczonych do akcji. Młodzi mężczyźni – kilku z nich jeszcze w bieliźnie – rozpoczynają wyścig z czasem. Zjeżdżają po ześlizgu do garażu. Wbijają się w przygotowane wcześniej kombinezony. Zamykają za sobą drzwi samochodu. Jeszcze minuta, może pół, i strażacka syrena zagłuszy ciszę uśpionego w „świątecznym letargu” miasta.

Strażak jadący na akcję nigdy nie wie, czym zaskoczy go przyszłość, choćby ta była na wyciągnięcie przysłowiowej ręki. Informacje, jakimi dysponuje, kilka zdawkowych zdań od dyspozytora, to zbyt niepewna wiedza, aby móc spacyfikować kapryśną rzeczywistość. Tamtego feralnego, bożonarodzeniowego dnia telefoniczny rozmówca poinformował dyżurnego jastrzębskiej straży o wypadku samochodowym. Dopiero na miejscu odnalazły się brakujące elementy układanki. „Samochód marki BMW na łuku zjechał z drogi i uderzył w przydrożną betonową studzienkę ciepłowniczą. Samochodem podróżowały 3 osoby. Brak osób poszkodowanych. Straty to około 15 tysięcy złotych” – wybrzmiało w oficjalnym komunikacie.

To było kilka lat temu. Wezwanie dotyczyło pomiaru tlenku węgla na jednym z osiedli w Jastrzębiu-Zdroju. Jednak stojące pod blokiem pogotowie kazało domyślać się, że informacja dyspozytora miała drugie dno. „Pamiętam tę akcję ze szczegółami. Młoda kobieta. Mąż, dwójka dzieci. Zdążyła przygotować świąteczny stół, po czym oznajmiła domownikom, że chce wziąć kąpiel. Po pewnym czasie mąż zaczął pukać do drzwi łazienki. Po ich otwarciu zobaczył żonę. Leżała na podłodze, nie dając oznak życia” – relacjonuje jeden ze strażaków. Niestety, akcja ratunkowa, trwająca 40 minut resuscytacja, nie przyniosła efektów. Kobieta zmarła na oczach swoich bliskich. Zostawiła po sobie przystrojony świąteczny stół.

Z notatnika oficera dyżurnego KM PSP w Jastrzębiu-Zdroju. 26 grudnia 2016, godzina 01.44-03.27, ul. Dębowa. „Uwolnienie tlenku węgla z niesprawnego przepływowego podgrzewacza wody. W wyniku zdarzenia doszło do podtrucia tlenkiem węgla 7 osób. Poszkodowani zostali przetransportowani do szpitala w celu dalszej hospitalizacji. Byli przytomni”.

26 grudnia 2017, godzina 09.08-10.01, ul. Zielona. „Dziecko porażone prądem elektrycznym. W wyniku użytkowania niesprawnego techniczne przedłużacza dziecko dotknęło palcem odsłoniętych przewodów i zostało porażone. Chłopiec był w słownym kontakcie. Został przetransportowany przez pogotowie ratunkowe do szpitala”.


Jednak praca strażaka przypomina najczęściej kameleona. Dramat łączy się z groteską. Łzy ustępują pustemu śmiechowi. Refleksja konkuruje ze strażacką intuicją. Jednak jastrzębskim strażakom nie zawsze jest do śmiechu. Ot, chociażby taki pożar na balkonie w noc sylwestrową. Paliła się cerata oraz część szafki w bloku przy ulicy Turystycznej. Pożar powstał z powodu nieostrożności osób dorosłych posługujących się ogniem otwartym. Ugaszono go przy pomocy jednego prądu wody podanego z hydronetki. Albo pożar paliwa z biokominka. W samo Boże Narodzenie. Właścicielka mieszkania przy ulicy Zielonej podjęła próbę gaszenia pożaru. W efekcie doznała obrażeń drugiego stopnia obu nóg oraz prawej ręki.

25 grudnia 2017, godzina 22.31-23.05, ul. Górnicza. „Pożar pustostanu. Po przyjeździe zastępów na miejsce zdarzenia stwierdzono, że doszło do zaprószenia ognia w budynku przez osoby bezdomne przebywające w obiekcie”.

26 grudnia 2018, godzina 20.10-21.22, ul. Śląska. „Pożar choinki w mieszkaniu od lampek choinkowych. W wyniku zdarzenia jedna osoba odniosła obrażenia”.


Swoją drogą, o szampańskie nastroje trudno także w innych sytuacjach. Przykładowo kiedy transportuje się obłożnie chorą kobietę, ważącą bagatela 120 kilogramów! A to zdarza się jastrzębskim strażakom. Także w czasie świąt. „W takich sytuacjach nosze nie przydają się w ogóle. Chorego kładzie się na kocu, a potem wynosi z mieszkania. Czasami czterech strażaków ma problem, żeby stawić czoła temu zadaniu” – mówi jeden z rozmówców.

Albo inna sytuacja. Trzeba dostać się na dziesiąte piętro. Ekspresowo. Nic bardziej prostego! Strażacy nie korzystają z windy, więc ze swoim ekwipunkiem, jakieś 30 kilogramów na plecach, pokonują dobrych kilkaset stopni. Otwarcie drzwi do mieszkania? Bardzo proszę! Tylko co w sytuacji, jeśli te ostatnie są uzbrojone w 30 tytanowych sztab i sforsowanie ich wymagałoby użycia kilku wiązek dynamitu? To może niech strażacy opuszczą się na linach? Jedno jest pewne, podopiecznym świętego Floriana nie grożą „nadprogramowe” kalorie, nawet wtedy, kiedy „zasiedzą się” za świątecznym stołem.

I jeszcze raz zajrzyjmy do notatnika oficera dyżurnego. 1 stycznia 2018, godzina 00.16-00.36, ul. Armii Krajowej. „Pożar drzewa od fajerwerków...”

No cóż, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Nawet święty Florian...

fot. archiwum

poniedziałek, 30 gru 2019, Damian Maj

KOMENTARZE

  • WMM | 31/12 godz. 13:55

    Odradzamy strzelania na osiedlach w pobliżu bloków. To może skończyć się dla was dużymi nieprzyjemnościami. Nie, nie mandatami. Policjanci nie mają nic z tym wspólnego.

dodaj komentarz

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

20/01

Trudny rok

0

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X