Dzisiaj jest: sobota, 29 lutego 2020   Imieniny: Romana

więcej ›

PUBLICYSTYKA

„Niech się pani wbije w szyję!”

Kiedy wreszcie opadną emocje, kiedy zabraknie pięknych słów, kiedy kolejni kandydaci na bohaterów dadzą sobie spokój, zapytajmy siebie, jak zachowalibyśmy się w sytuacjach, o których traktuje nasz artykuł? Do obu doszło w Jastrzębiu-Zdroju. Czy potrafilibyśmy udzielić fachowej pomocy? Czy mielibyśmy wystarczająco dużo odwagi? Poczynaniom anonimowych bohaterów przyglądało się tłum gapiów. Nikt z nich nie palił się zbytnio do udzielania pomocy nieprzytomnym mężczyznom. Czyżby potraktowali to w kategoriach niecodziennego spektaklu? Oby nie.

„One są wyszkolone, dadzą sobie radę” – autor tych słów obserwuje właśnie dwie kobiety, jak na klęczkach pochylają się nad nieprzytomnym mężczyzną. Pracują w milczeniu, uciskając rytmicznie jego klatkę piersiową. Czasami któraś z nich rzuca krótką komendę. Głównie wtedy, kiedy zmieniają się i pozwalają odpocząć drętwiejącym rękom...

Mówiąc szczerze, nic nie zapowiadało takiego obrotu rzeczy. Tuż przed 14-tą bohaterki reportażu były w pracy. Pochłonięte swoimi obowiązkami nie zwracały szczególnej uwagi na to, co dzieje się na ulicy. Po prostu, dzień jak co dzień. Nagle usłyszały podniesiony głos. Koleżanka po fachu uniosła znacząco podbródek. Kiedy spojrzały w tamtym kierunku, dostrzegły leżącego na chodniku mężczyznę i porozrzucane wokół niego zakupy.

W chwilę potem pochylały się nad nim, próbując przewrócić nieprzytomnego na plecy. Biorąc pod uwagę jego posturę, zadanie nie należało do najłatwiejszych. Robiły to na raty. Wreszcie ich oczom ukazała się twarz mężczyzny. Sinoczerwona, bez życia, cała pokryta zakrzepłą krwią. Gdyby nie wyczuwalny puls, można by odnieść wrażenie, że poszkodowany nie żyje.

To, co miało nastąpić w ciągu najbliższych 30 minut, było jak sen. Kobiety przyznają zgodnie, że akcja reanimacyjna odcięła je od realnego świata. Masaż serca, obserwowanie twarzy leżącego i narastający ból w rękach. W tym samym czasie ich poczynaniom przyglądało się już co najmniej 20 osób. Dla ratujących równie dobrze mógłby to być cały stadion.

Nagle mężczyzna nadął policzki jak żaba. Chwycił oddech. „Żyje!!!” – krzyknęła jedna z nich. Poczuły, że wracają im siły witalne. Jakby to życie, które tchnęły w niego na powrót, zmotywowało je do jeszcze większego wysiłku. „Pompowały” więc dalej. Bez słów. Jak najbardziej zgrany duet pod słońcem. Niedługo potem rozległ się dźwięk karetki.

Dwa pierwsze „strzały” defibrylacyjne nie przyniosły oczekiwanego skutku. W międzyczasie pracownica pogotowia obchodziła leżącego, chcąc zrobić mu zastrzyk z adrenaliny. Nie było to takie proste. Wyziębnięty organizm, zapadnięte żyły. „Niech się pani wbije w szyję!” – zarekomendowała „nasza” bohaterka. I wreszcie trzeci „strzał”. Mężczyzna „załapał”! Niestety, to nie był koniec akcji reanimacyjnej. Już w chwilę potem znowu zaczęło uciekać z niego życie.

Kiedy za poszkodowanym zamknęły się drzwi karetki, kobiety po raz pierwszy rozejrzały się wokół siebie. Otaczał je tłum gapiów. Ta pierwsza w pobrudzonym fartuchu, druga – sina z zimna. Próba podniesienia się z klęczek okazała się dla obu bardzo bolesna. Ambulans, w którym trwała walka o życie jastrzębianina, odjechał dopiero po 10 minutach. One powoli ruszyły w kierunku miejsca pracy. Wówczas jeszcze nie wiedziały, czy ich pacjent przeżyje.

Niedługo potem przekonały się, co to znaczy ból mięśni. Półgodzinny masaż serca okazał się wysiłkiem nie mniejszym niż udział w maratonie. Dzień później odwiedziła ich młoda kobieta. „Ten pan, którego panie ratowały, żyje. Chciałam poprosić o jego dokumenty. Wiem, że wypadły mu wtedy z siatki” – powiedziała. Spojrzały po sobie. Znowu wszystko przestało mieć znaczenie...

Albo inna sytuacja, także z Jastrzębia-Zdroju.

Godziny popołudniowe. Na jednej z ławek leży mężczyzna w nienaturalnej pozycji. Nie daje znaków życia. Po dłuższej chwili obok nieprzytomnej osoby zatrzymują się ludzie. Także nasza Czytelniczka, dzięki której poznaliśmy okoliczności całego zdarzenia. Szybko pada decyzja o wezwaniu pogotowia ratunkowego.

„Mężczyzna około trzydziestki, czerwona twarz, na pewno nie czuć od niego alkoholu. Słabe, prawie niewyczuwalne tętno” – jakaś kobieta krzyczy do słuchawki. „Niech pani zobaczy, czy żyje. No, proszę nim potrząsnąć!” – komenderuje jeden z przechodniów. „A co, jeśli jest agresywny i rzuci się na mnie?!” – pyta nagabywana. Tymczasem dyspozytor numeru alarmowego 112 instruuje zgłaszającą, jakie kroki powinna podjąć. Przede wszystkim – trzeba położyć nieprzytomnego na ziemi.

W oknach pobliskiego bloku pojawia się coraz więcej głów. Zgadza się, gapiów przybywa z minuty na minutę. Pomaga co najwyżej kilka osób.

Zgłaszają się dwie kobiety na ochotnika i proszą o pomoc przechodzącego mężczyznę. „Jeszcze zrobię mu niechcący krzywdę!” – broni się, ale w końcu pomaga przenieść poszkodowanego. „Teraz niech pan mu zrobi masaż serca!” – nalega kobiecy głos. „Przecież połamię mu żebra!” – odpowiada zdezorientowany. „Może to śpiączka cukrzycowa?” – sugeruje ktoś z boku.

„Wreszcie zaczął masować okolice klatki piersiowej tego biedaka, który nagle otworzył oczy. Boże, gałki oczne wywrócone, było widać tylko białka! Na szczęście przyjechało pogotowie i przystąpiono do prawdziwej reanimacji w karetce. A gapie? No cóż, zniknęli w przeciągu dosłownie kilku minut” – kończy nasza Czytelniczka.

Zostawmy jednak te dywagacje. W końcu nie o tani poklask, jak mówią mądrzy ludzie, tu chodzi. Ani pożywkę dla brukowej prasy. W końcu ktoś komuś dał życie w prezencie. Ktoś kogoś przywrócił do świata żywych. Co, zabrzmiało pretensjonalnie? Być może. Faktem pozostaje jednak, że takie sytuacje jak ta są testem na nasze człowieczeństwo.

I znowu powiało patosem.

fot. archiwum

środa, 22 sty 2020, Damian Maj

KOMENTARZE

  • Edson | 01/02 godz. 11:17

    Szanowny Panie Damianie Maj, co za bzdury pan tu wypisuje, wiekszych głupot w życiu nie słyszałem. Prosze sie nie osmieszac. Skoro lażący Pan miał puls i skoro wrócił mu oddech to po co te ratowniczki dalej go "pompowaly" jak pan pisze ..i po co te strzały defibrylacyjne...żyjacego pacjeta defibrylowac...czlowieku co to ma być. Pozdrawiam

  • | 27/01 godz. 10:40

    @kobietaul GÓRNICZA

    "wyszłam na codzienny marsz z kijami"

    A mogłoby sie wydawać, że sport to zdrowie. Nic bardziej mylnego.

  • kobietaul GÓRNICZA | 27/01 godz. 09:20

    jAK DOBRZE ZE ukazał się taki artykuł.Jeśli mogę to podzielę się swoją historią i będę miała okazję podziekować pewnemu Panu TAKSÓWKARZOWI. 6 listopada 2019 roku w godzinach rannych wyszłam na codzienny marsz z kijami.Nie wiem jak i nie wiem z jakiego powodu upadłam na chodnik na ulicy GÓRNICZEJ. lEŻAŁAM CHYBA JAK ŚLEDŻ PISZĘ CHYBA BO CHWILOWA UTRACIŁAM ŚWIADOMOŚĆ.NA ŚWIATŁACH CHYBA STAŁA TAKSÓWKA BO PO SEKUNDZIE POMÓGŁ MI PRZEMIŁY MŁODY CZŁOWIEK WPROWADZIŁ DO SWOJEJ TAKSÓWKI I ODWIÓZŁ DO DO więcej »MU.Z TEGO MIEJSCA SERDECZNIE DZIękujĘ PANU ZE SREBRNEJ TAKSÓWKI.MARKI ANI NUMERU TAKSÓWKI NIE ZNAM bYŁ TO SAMOCHÓD KOMBI SREBRNY,

  • Firut | 22/01 godz. 22:45

    za nieudzielenie pomocy karać ludzi!

  • jasnet.pl | 22/01 godz. 15:07

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X