Dzisiaj jest: czwartek, 28 maja 2020   Imieniny: Augustyna, Emilia, Jaromir

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Teksty nadesłane

Mieć dach nad głową...

Czy można wyjść z bezdomności? Czy można pozbyć się nałogów? Czy można znaleźć pomocnych ludzi? Czy to możliwe? Wielu odpowie, że bezdomni sami zgotowali sobie swój los... Alkohol i inne nałogi doprowadziły ich do tego... Lubią takie życie... Są ośrodki pomocy, które mają za zadanie opiekować się i pomagać takim osobom... Tylko czy to wystarcza ? Czy nie warto czasem wyciągnąć pomocną dłoń?

Poznajcie historię 58-letniego Grzegorza, znanego okolicznym mieszkańcom pod pseudonimem Gwizdek. Od 40 lat bezdomny, wychowywany przez ulicę. Był trudnym dzieckiem, uczył się w szkole specjalnej i przysparzał kłopotów rodzicom. Kiedy miał 18 lat, musiał się, delikatnie mówiąc – usamodzielnić i wylądował na ulicy. Pracował w nieistniejącym już zakładzie obuwniczym Zgoda, gdzie zajmował się przyklejaniem obcasów. Jego losy zależały od tego, kto i kiedy go przygarnie, kto nim się zainteresuje. Czasami trafiał na dobrych ludzi, którzy dawali mu pracę i schronienie, a czasami takich, którzy chcieli go wykorzystać i namawiali do złego.

Często zrzucał węgiel i pomagał na stoisku z warzywami. Pomieszkiwał gdzie popadnie, w miejskiej toalecie, w opuszczonych lokalach, czasami w noclegowni. Pił z bezsilności i „bo wszyscy pili” . Jak przetrwać w takich warunkach przez 40 lat, jak żyć? Pewnego dnia stanął przed szansą. Rozchorował się i trafił do szpitala. Jego nieobecnością zainteresowała się jedna z mieszkanek, pani Urszula.  

Od straganiarza, któremu pomagał, dowiedziała się, że jest w szpitalu. Od pani dyrektor oraz pracownika socjalnego szpitala dowiedziała się o jego sytuacji zdrowotnej. Trafił z wieloma chorobami związanymi z nałogiem i bezdomnością. Udała się  również do pani dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, aby dowiedzieć się, jakie są sposoby pomocy takiej osobie. Mimo ogromnego zaangażowania wszystkich osób okazało się, że proceduralnie jest to mało prawdopodobne. Można mu pomóc, jeżeli podejmie się terapii, na którą czeka się kilka miesięcy. Krótko mówiąc wychodzi ze szpitala na ulicę, otrzymuje skierowanie, jedzie do ośrodka odwykowego i tak rezerwuje sobie pobyt.

Dla wielu z nas to prosta procedura, ale dla wieloletniego bezdomnego? Pani Urszula postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Pojechała do  Ośrodka Uzależnień w Gorzycach  w celu załatwienia dla niego miejsca. Mimo braku miejsc, wspólnie z pielęgniarka oddziałową znalazły sposób, aby przyjąć pana Grzegorza na oddział. Warunek, musi mieć skierowanie i musi się stawić na drugi dzień o 8.00 na izbę przyjęć. Pani Urszula stanęła przed kolejnym wyzwaniem, jak to tak szybko zorganizować i jak to powiedzieć panu Grzegorzowi, który nie wiedział jeszcze nic o tej akcji. Biorąc pod uwagę jej charyzmę i determinację, nie było z tym jednak większych problemów. Wszystkie osoby zaangażowane w proces stanęły na wysokości zadania gromadząc odpowiednie dokumenty w przyspieszonym czasie, a pan Grzegorz został postawiony przed faktem dokonanym. Ucieszył się na widok pani Urszuli i jej męża, bo widywał ich na straganie i często mu pomagali. Podjął wyzwanie i rozpoczął terapię.

Pani Urszula wraz z mężem odwiedzali go systematycznie dowożąc niezbędne zakupy i wspierając go w terapii nieustająco (do tej pory pozostaje z nimi w kontakcie i odwiedza regularnie). Po sześciu tygodniach trafił do Domu Towarzystwa Pomocy im. Świętego  Alberta w Wodzisławiu Śląskim, w którym miejsce wcześniej zorganizowała mu – wiadomo kto. W międzyczasie pani Urszula pomogła wypełnić i złożyć dokumenty o przyznanie świadczeń dla osoby niepełnosprawnej, rozmawia o jego przyszłej pracy w zakładach zatrudniających takie osoby, przygotowuje skierowanie do okulisty i stomatologa. Analizuje także kolejne działania, które pozwolą mu się usamodzielnić. Spotyka na swojej drodze ludzi, którzy twierdzą, że to się nie uda, że alkoholik zostanie alkoholikiem, a bezdomny bezdomnym. Nie osłabia to jej ducha walki o przyszłość Grzegorza, chce udowodnić, że niemożliwe jest możliwe.

Przy tej okazji pani Urszula Serdecznie dziękuje lekarzom i pielęgniarkom szpitala w Wodzisławiu Śląskim, dyrektorowi Ośrodka Uzależnień w Gorzycach, cudownej pani oddziałowej, personelowi i fantastycznym terapeutom. Pani Dyrektor i personelowi MOPS-u w Wodzisławiu Śląskim, a nade wszystko pani Urszuli, kierowniczce Domu Towarzystwa Pomocy im. Świętego  Alberta w Wodzisławiu Śląskim, która z ogromną nadzieją, wiarą i radością przyjęła go pod dach domu.

 

wtorek, 31 mar 2020, Tekst nadesłany

KOMENTARZE

  • Ciekawe | 08/04 godz. 01:48

    Piękna historia, ale bardziej interesuje mnie, co dalej z panem Grzegorzem?
    Przez 40 lat nie zrobił NIC, ze swoim życiem i kontynuował egzystencje, będąc osobom bezdomną. Nagle spotyka na swojej drodze kobietę, która pomaga mu wyjść z nałogu i wszystko organizuje.
    ... A, co dalej? Czy pan Grzegorz na prawdę postanowi zmienić swoje życie? Znajdzie prace, wynajmie sobie "kąt" i wyjdzie na ludzi? Przez 40 lat, tego nie zrobił.
    Chciałbym przeczytać kontynuacje tej historii, za rok... :)
    Ciekawe, więcej » co będzie dalej.

  • jasnet.pl | 31/03 godz. 15:21

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

16/05

"Cyborg"

6

ARTYKUŁY

16/05

"Cyborg"

6

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X