Dzisiaj jest: czwartek, 4 czerwca 2020   Imieniny: Aleksander, Franciszek, Karol

więcej ›

PUBLICYSTYKA

Prosto z sejmu

Zakupy po londyńsku

Państwo nie może być korporacją przemysłową nastawioną na zysk. Państwo musi dbać o obywateli, stwarzać im szanse na realizację ich ambicji życiowych i bacznie pilnować, aby żadna grupa społeczna nie została wyrzucona na margines. Nie wystarczy mieć najwyższe notowania wystawione przez agencje ratingowe, żeby uniknąć kłopotów. Przykładem jest Anglia. Okradzione i spalone sklepy, pięć osób zabitych, około tysiąca bandytów zatrzymanych przez policję i gigantyczne straty - to efekt walk i złodziejstwa w czasie kilku nocy w Londynie, a później w Liverpoolu, Manchesterze i Birmingham. Bardzo młodzi ludzie niszczyli i rabowali sklepy. Płonęły kwartały dzielnic.

Tylko w Londynie w czasie zamieszek policja była wzywana ponad 20 tysięcy razy. Brakowało strażaków do gaszenia płonących budynków, a brytyjscy komentatorzy zaczęli mówić o wysłaniu wojska na ulice. Wielka Brytania to bardzo stabilna gospodarka i wysoki dochód narodowy. To kraj, w którym można liczyć na pomoc bliźniego i w pełni korzystać z dobrodziejstw demokracji. Dlaczego w takim razie doszło do tak gigantycznego wybuchu agresji i nienawiści? Moim zdaniem to zła diagnoza. Bogata Anglia zapomniała o dużej grupie swoich obywateli. Zapomniała o dzieciach imigrantów, o dzieciach bezrobotnych Anglików i o zepchniętych na margines życia społecznego. Społeczeństwo sądziło, że wystarczy gorszych Anglików i emigrantów zepchnąć do złych dzielnic, a reszta będzie funkcjonować spokojnie. Nie będzie funkcjonować spokojnie. Adam Rogalewski, pracownik OPZZ oddelegowany do pracy w brytyjskim związku zawodowym UNISON, tak komentuje ostatnie wydarzenia w Anglii: "Skutki cięć budżetowych mają jeszcze poważniejsze skutki. Rząd bowiem zamknął większość lokalnych młodzieżowych domów kultury, w których nastolatki mogły spędzać czas po szkole czy w czasie wakacji. Zwolniono dużą liczbę pracowników socjalnych, których celem była praca z młodzieżą i organizowanie jej czasu wolnego. Sprawia to, że młodzi ludzie nie mają już gdzie spędzać wolnego czasu poza domem i szkołą. A jeśli szkoła jest zamknięta (obecnie mamy okres wakacyjny), jedynym miejscem, gdzie mogą się zebrać, jest ulica. A jeśli ktoś rozpoczyna zamieszki, ci "wyrzuceni na ulicę" łatwo mogą się do niego dołączyć. Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy temu na stronie internetowej największej gazety w Wielkiej Brytanii (takiego brytyjskiego odpowiednika Gazety Wyborczej), można było przeczytać wywiad z młodymi ludźmi z dzielnic obecnie objętych zamieszkami, którzy narzekali na zamykanie młodzieżowych domów kultury i brak zajęć poza szkołą. Na pytanie dziennikarza, co młodzi ludzie będą robić w przyszłości, jedna z osób odpowiedziała: pewnie będą jakieś zamieszki". Były zamieszki. Były zakupy po londyńsku.

środa, 24 sie 2011, Tadeusz Motowidło

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 24/08 godz. 00:00

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone! Minął okres dodawania komentarzy.

zobacz wszystkie komentarze

NAJCZĘŚCIEJ KOMENTOWANE

ARTYKUŁY

więcej

BLOGI

22/02

W co gra MZK?

29

18/02

Radni hipokryci

7

więcej blogów

KALENDARZ

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X