Dzisiaj jest: wtorek, 2 września 2014   Imieniny: Julian, Seweryn, Stefan

więcej ›

SPORT

PUBLICYSTYKA

Siatkarski archeolog

Zebrzydowice. Malowniczy domek niedaleko czeskiej granicy. Za nim, między drzewami, boisko do siatkówki. Radosnym szczekaniem gości wita niezwykle sympatyczny piesek o wdzięcznym imieniu Tosia. - Zapraszam do środka - mówi pan Dariusz Kanak. To człowiek, którego czytelnicy JasNetu poznali ponad pół roku temu, gdy podjął się organizacji turnieju charytatywnego na rzecz ciężko chorej Weroniki Jawor. Jego wielką pasją i miłością jest siatkówka. Już od ponad trzydziestu lat. Jednak w przeciwieństwie do rozmaitych „kibiców sukcesu”, pan Darek był z drużyną na dobre i na złe zarówno w lidze międzywojewódzkiej, jak i wtedy, gdy zdobywała największe laury.

 

Ktoś może powiedzieć, że to jeszcze nie powód, aby poświęcać temu cały artykuł, bo takich ludzi w Jastrzębiu i okolicach mimo wszystko trochę jest. To prawda. Zawracamy głowę Dariuszowi Kanakowi z innej przyczyny. Człowiek ten podjął się niesamowitego zadania - chce odtworzyć dzieje jastrzębskiej siatkówki od samego początku istnienia klubu, czyli od późnych lat czterdziestych. To mrówcza i żmudna robota. Pan Darek od dłuższego czasu przynajmniej raz w tygodniu spotyka się z jakimś dawnym działaczem lub zawodnikiem i stara się „wyciągnąć” z niego jak najwięcej wspomnień. Zgromadził ogromne archiwum, które mieści się w niemal dziesięciu przepastnych tomiszczach. W czasie rozmowy prezentuje kolejne wycinki z gazet, stare, czarno-białe zdjęcia, wspomina o ludziach, o których dawno zapomniano. W nasz dialog, a raczej niezwykle interesujący monolog pana Darka, często wtrąca się Tosia, domagając się większej uwagi. - Tosia zostaw pana, niegrzeczna dzisiaj jesteś - mówi ze śmiechem gospodarz, wertując kolejne tomy.

 

Dariusz Kanak urodził się we Wrocławiu w 1964 roku. - Do dziś mam ogromny sentyment do tego miasta, jeszcze w latach osiemdziesiątych jeździłem na mecze Gwardii Wrocław z Lechem Łasko w składzie. Kibicowałem też Śląskowi Wrocław, w którego składzie występował znany skądinąd Ryszard Sobiesiak - mówi z uśmiechem. Rodzina pana Darka pochodzi ze Lwowa. Był tam kiedyś na wycieczce. - Na cmentarzu Orląt Lwowskich znalazłem wówczas grób człowieka, który nazywał się dokładnie tak, jak mój ojciec. Mocno mnie to poruszyło... - wspomina. W 1969 roku rodzice naszego bohatera przyjechali do Jastrzębia za chlebem. Tu pan Dariusz skończył szkołę podstawową, a następnie uczył się w liceum w Cieszynie. Potem poszedł do pracy na KWK Manifest Lipcowy, jednocześnie studiując. Na tejże kopalni, obecnie już Zofiówce, pracuje do dziś. Jest nadsztygarem. - Moja przygoda z siatkówką rozpoczęła się dość naturalnie. Po prostu lubiliśmy sobie poodbijać po lekcjach. W 1981 roku ktoś rzucił hasło, aby iść na mecz siatkarskiej sekcji GKS Jastrzębie. Drużyna grała wówczas w sali gimnastycznej obecnego Zespołu Szkół nr 5, bo w Hali Widowiskowo-Sportowej zabrakło dla niej miejsca. Na mecze chodziło może dwadzieścia osób. Tak zaczęło się moje kibicowanie, choć akurat wtedy spadliśmy do III ligi - zaznacza. - Z tamtego okresu najbardziej zapadł mi w pamięć Zbigniew Giza. Był grającym trenerem. Niedawno dowiedziałem się, że był nawet w kadrze Huberta Wagnera, ale kariery reprezentacyjnej nie zrobił, bo miał charakterek. To był taki ówczesny Piotr Gabrych - uśmiecha się Kanak.

 

W 1982 roku, jako osiemnastolatek, Dariusz Kanak był świadkiem powrotu siatkarzy GKS Jastrzębie do II ligi. - Rozegrane zostały wówczas dwa turnieje eliminacyjne, jeden w Ustroniu, i drugi u nas, w nowej hali w Szerokiej. Pamiętam, że obiekt był wówczas o około sześć metrów niższy niż obecnie. W niektórych miejscach nawet widać ślady po dawnych wspornikach. Kluczowym meczem było starcie z Warszawą. Przegrywaliśmy i wtedy na boisko wszedł wspomniany Zbigniew Giza. Poukładał i uspokoił grę. Zwycięstwo i awans stały się faktem, a drużynę oklaskiwał z trybun sam dyrektor KWK Borynia, Bohdan Borowy - wspomina. Pan Darek kibicował nie tylko siatkarzom. Był, jak wielu mieszkańców naszego miasta, sympatykiem wszystkich sekcji GKS Jastrzębie. Chodził na Kasztanową, nie omijał również Leśnej. Najbliżej było mu jednak zawsze do siatkarzy oraz... siatkarek. Mało kto wie, że na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w Jastrzębiu działała żeńska sekcja siatkówki. - Byłem  zaprzyjaźniony z panią Anną Haradziak, obecnie Majewską, która dziś uczy w Szkole Podstawowej nr 10, a także z Urszulą Walczyszyn. W drużynie grała też żona siatkarza GKS Jastrzębie Tristana Działyńskiego oraz takie zawodniczki jak: Jadwiga Gębala, Ewa Tomaszewska, Małgorzata Gwizdała, Mirosława Pawelczak, Barbara Bratkowska, Małgorzata Kostrzewska, Beata Stępień, Małgorzata Zbodzień czy Żewilla Ostrowska. - Jeździłem nawet na mecze wyjazdowe - wspomina Dariusz Kanak. - Na meczu z Piastem Cieszyn byłem jedynym kibicem z Jastrzębia - mówi ze śmiechem.

 

Dziesięć lat temu postanowił, że zacznie prowadzić kronikę wydarzeń. Wypisywał wyniki każdego kolejnego spotkania KS Jastrzębie Borynia, wklejał zdjęcia i notował składy. W archiwum ma nawet wywiad z Radosławem Rybakiem, który do gazetki szkolnej zrobiła jego córka, którą zresztą zaraził miłością do siatkówki. Traf chciał, że akurat w tym sezonie zespół Igora Prielożnego wywalczył pierwsze, i jak na razie jedyne w historii mistrzostwo Polski. Kanak z rozrzewnieniem wspomina ten czas. - To moje najwspanialsze siatkarskie przeżycie, gdy w półfinale graliśmy piąty mecz z AZS Częstochowa. W tie-breaku przegrywaliśmy już 5:10. Wtedy Pavel Chudik postawił pojedynczy blok. Zaczęliśmy odrabiać straty i ostatecznie awansowaliśmy do finału. To była niesamowita radość. Powietrze w hali w Szerokiej było gęste od potu i emocji. Doping przerażająco głośny. Pamiętam to jak w zwolnionym tempie - mówi pan Darek. Nie był na wyjazdowym, trzecim meczu w Olsztynie, po którym Borynia sięgnęła po złoto. Razem z innymi sympatykami siatkówki, cieszył się z mistrzostwa, oglądając mecz w jednym z jastrzębskich lokali.

 

Jakiś czas temu, gdy prowadzona od dekady kronika zaczęła mocno pęcznieć, Adam Gniecki, który jest jego dobrym znajomym, przekazał mu swoje materiały z lat 1993-2003. Był to okres gry tego zawodnika w Jastrzębiu Boryni. Archiwum powiększyło się zatem do dwudziestu lat. Od słowa do słowa... i padł pomysł rozpoczęcia siatkarskich wykopalisk. Kolega pana Darka przekazał mu numer telefonu do Jerzego Florkiewicza, dawnego zawodnika, grającego w Górniku Jas-Mos, a potem GKS Jastrzębie na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. - Umówiłem się z nim na rozmowę. Opowiedział mi, w jaki sposób znalazł się w Jastrzębiu. Otóż pod koniec lat sześćdziesiątych ówczesny Górnik Jas-Mos zorganizował prawdziwy zaciąg z Wałbrzycha. Przyszedł stamtąd trener Bronisław Orlikowski, a także kilku siatkarzy miejscowego Chełmca. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 1971 roku GKS Jastrzębie walczył o II ligę na turnieju w Gorzowie. Niestety, arbitrzy sędziowali bardzo „po gospodarsku” i z awansu cieszył się Stilon. Florkiewicz opowiadał też anegdotę, jak to nasi siatkarze wracali taksówkami do Jastrzębia z meczu w Bytomiu. Kolejnym moim rozmówcą był Marek Szewczyk, który przyszedł do GKS-u ze Stali Mielec w 1977 roku. To zresztą były dyrektor naszego klubu. I tu mała ciekawostka - Szewczyk ma synów-bliźniaków, Piotra i Filipa. Obaj grali w siatkówkę w GKS-ie, oraz w innych znanych klubach. Ciekawsze jest to, gdzie rzucił ich los. Jeden osiadł na Cyprze i został działaczem sportowym. Drugi natomiast wyjechał na Islandię i jest... reprezentantem tego kraju! Mało kto wie, że mamy jastrzębianina w reprezentacji Islandii - uśmiecha się Kanak.

Jednym z kolejnych rozmówców Dariusza Kanaka był jego kolega z pracy, Bolesław Krajewski. Jak się okazało, również były siatkarz. Ten z kolei zaskoczył go informacją na temat pierwszego zagranicznego zawodnika w Jastrzębiu. - O tym zapewne wie bardzo mało osób, ale w połowie lat sześćdziesiątych w Górniku Jas-Mos grał rodowity Włoch! Nazywał się Lorenzo Lapoint. Gość oczywiście nie trafił do Polski na zasadzie transferu. Po prostu znalazł się w naszym kraju w wyniku jakichś okoliczności, których nie znam. Potem zresztą zmienił nazwisko na Leonard Lewicki - mówi Kanak. Najbardziej cennym źródłem informacji na temat pierwszych lat klubu okazał się Jan Klepek. Dziś ma osiemdziesiąt lat i mieszka w Rybniku. Grał w LZS Jastrzębie jeszcze w latach pięćdziesiątych i pamiętał, jak w 1953 roku drużyna została zgłoszona do klasy B. - Z Janek Klepkiem, mimo różnicy wieku, jesteśmy na „ty”. On mi kiedyś powiedział, że obaj jesteśmy górnikami, więc nie ma sensu robić sztucznych barier. Klepek wspominał o Janie Maciejewskim, który zebrał chłopaków w 1949 roku na basenie w Zdroju i zrobił z nich drużynę. Wiele z tamtych czasów pamięta też Wacław Zając, który do dziś mieszka w Jastrzębiu-Zdroju. To była pierwsza gwiazda Górnika Jastrzębie z początku lat sześćdziesiątych, kiedy do drużyny przyszli tacy ludzie, jak Erwin Michalik, bez którego trudno wyobrazić sobie historię naszego sportu - informuje Dariusz Kanak.  Kanak dotarł również do Jerzego Rottermunda, który grał niegdyś w kadrze juniorów i reprezentował Polskę na turnieju w ZSRR. Rottermund mieszka w Ustroniu. Jest dziś doktorem nauk medycznych i jeździ z wykładami po całym świecie. Dzięki Barbarze Fojcik zdobył kilka informacji na temat nieżyjącego już byłego trenera  i zawodnika GKS Jastrzębie, Czesława Fojcika. Innymi rozmówcami Dariusza Kanaka byli: Tomasz Majewski, Dariusz Zachewicz, Tristan Działyński, Rufin Duda, Jacek Łopatka, Erwin Michalik, Dariusz Stępień, Andrzej Gajecki oraz, oczywiście, Leszek Dejewski. - Dzieje naszej siatkówki pełne są ciekawostek. Na przykład Zachewicz grał w Jastrzębiu jeden sezon, a potem odszedł do Politechniki Warszawa, gdzie jego trenerem był Lech Zagumny, ojciec Pawła. Z kolei Jacek Łopatka był wychowankiem Włocłavii Włocławek, gdzie grał Leon Bartman, tata Zbigniewa - opowiada ze swadą. Sypie jak z rękawa nazwiskami, które młodemu pokoleniu nic nie mówią i znajdują się w zakamarkach pamięci najstarszych kibiców: Czesław Nawrat, Kazimierz Niebisz, Andrzej Konarzewski, Józef Kwitek, Stanisław Duda, Rufin Duda, Jan Dobrogoszcz, Henryk Kuśka, Zbigniew Rzaski, Jerzy Kubara, Janusz Falatyn, Leszek Rokosz, Czesław Wiszniewski, Marek Profis, Mieczysław Smak, Ryszard Czarnecki, Jerzy Łukasik, Romuald Prus, Marek Krowiński, Marek Skupin.... Ilu naszych Szanownych Czytelników ze starszego pokolenia właśnie poczuło, że sezam wspomnień staje otworem? Podziękujcie panu Darkowi.

 

Dariusz Kanak jest obecnie prawdziwą kopalnią informacji na temat dziejów jastrzębskiej siatkówki. Dochodzi do zabawnych sytuacji, gdy w trakcie spotkań z dawnymi trenerami i zawodnikami to on ma zdecydowanie więcej do powiedzenia, aniżeli jego rozmówcy. - Gdy byłem u Tomka i Ani Majewskich to oni dzięki moim materiałom zaczęli przypominać sobie swoją sportową młodość - mówi. Na podstawie ogromu zebranych źródeł chciałby napisać książkę, ale na razie szuka sponsorów, którzy mogliby ją wydać. W planach ma stworzenie encyklopedii zawodników, którzy kiedykolwiek grali w Jastrzębiu. Na razie zgromadził informacje o ok. 230 siatkarzach. Myśli też o publikacji na temat żeńskiej sekcji siatkówki GKS Jastrzębie. Na dodatek, w związku z sukcesem akcji pomocy dla Weroniki Jawor, gdy udało się zebrać kilkanaście tysięcy złotych, zaczęli zwracać się do niego ludzie z prośbą o pomoc w organizacji podobnej akcji dla innych dzieci. - Pomysłem natchnął mnie mój kolega Tomasz Orliński, który ma firmę w Mikołowie zajmującą się organizacją takich turniejów. Cieszy mnie przede wszystkim to, jak przyjmowali mnie potencjalni sponsorzy i partnerzy. Wszędzie spotykałem się z życzliwością i otwartością - mówi skromnie pan Darek.

 

- Na pewno do końca życia będę żył siatkówką. Kocham ten sport. Gdy budowałem dom, to pierwsze co tu powstało, to było boisko do siatkówki - śmieje się. Sam bardzo lubi grać. Jest „prezesem” drużyny w II Miejskiej Lidze Siatkówki Amatorów, Kadry Zofiówka. Liczy, że w przyszłym sezonie uda się wreszcie awansować do elity. - Pewnie kiedyś już nie będzie sił na grę, ale kibicem będę zawsze. Byłem wtedy, gdy graliśmy w III lidze. Byłem, kiedy na mecze w hali w Szerokiej przychodziło po sto osób. I jestem również dziś w Hali Widowiskowo-Sportowej - deklaruje, ale chętnie wspomina poziom emocji w osławionym „Kurniku”, gdzie, notabene, kiedyś o mało nie został stratowany przez wskakującego za piłką w trybuny Piotra Gabrycha. Sytuacja została uwieczniona przez fotoreporterów i znalazła się w „Fakcie” oraz „Sporcie”.

 

Mariusz Gołąbek

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 02/09 godz. 18:37

    Bądź pierwszy! Wyraź swoją opinię!

  • jasnet.pl | 17/07 godz. 13:14

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

PROMOCJA

Stalowy garnitur

Do pracy i inne okazje

Elegancki i klasyczny garnitur, do którego można dopasować wiele odcieni koszul i krawatów. Sprawdzi się w pracy oraz na wyjątkowe okazje.

jeszcze tylko: 12 dni

KAMELEON ›

ZOBACZ TEŻ INNE PROMOCJE. WARTO! ›

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X