Dzisiaj jest: czwartek, 20 czerwca 2019   Imieniny: Bogna, Florentyna, Rafael

więcej ›

SPORT

Alpinizm

Baseball

Biegi

Boks

Futsal

Hokej

Judo

Karate

Kolarstwo

Koszykówka

Morsowanie

Narciarstwo

Olimpiady specjalne

Piłka nożna

Pływanie

Pływanie w płetwach

Rajdy samochodowe

Rekreacja

Siatkówka

Siatkówka plażowa

Sporty walki

Szachy

Taekwondo

Tenis

Tenis stołowy

Żeglarstwo

Inne

ZAPOWIEDZI

2019-07-27

4. Otwarte Mistrzostwa Śląska

Siatkówka plażowa - turniej mikstów

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-09-21

9. Jastrzębska Dziesiątka

Bieg masowy na 10 km

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-12-07

Środkowoeuropejski Puchar Młodzieży

Runda finałowa

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Janowicz ma rację!"

 

Kilka tygodni temu Jerzy Janowicz wywołał gorącą dyskusję na temat kondycji polskiego tenisa. Po porażce z młodym Chorwatem rozgoryczony półfinalista Wimbledonu wykrzyczał wszystko, co mu leżało na wątrobie w kwestii traktowania tej dyscypliny sportu przez państwo. Większość czynnych i byłych sportowców potępiła "Jerzyka", zarzucając mu, że zachował się jak duży dzieciak, ale środowisko tenisowe między wierszami, nie chcąc najwyraźniej podpaść rozsmarowującym Janowicza mediom, przyznawało, że ktoś w końcu musiał to wszystko powiedzieć.

 

Dla przeciętnego mieszkańca naszego pięknego miasta tematyka wydaje się odległa. Mamy wprawdzie Jastrzębskie Towarzystwo Tenisowe z Julianem Markiem na czele, mamy znajdujące się w mało ciekawym stanie korty na OWN i Przyjaźni, ktoś tam trenuje, ale sprawa "szopy Janowicza" nas nie dotyczy. Nie do końca... Słyszeliście o Wojciechu Marku (na zdjęciu powyżej)? Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. To syn prezesa JTT. Wojtek ma 12 lat i ma na swoim koncie... zdobyte na Florydzie nieoficjalne wicemistrzostwo świata w tenisie w swojej kategorii wiekowej, co przed nim, w kategorii do 18 lat, osiągnął wcześniej... Jerzy Janowicz.

 

- Tamten rok był wyjątkowy - mówi Julian Marek. - Wojtek osiąga najlepsze wyniki w swojej kategorii wiekowej w historii, jeśli chodzi o polskich tenisistów. Dwukrotnie prowadził drużynę narodową do finałów Mistrzostw Europy i właśnie na mistrzostwach w Turcji został zauważony przez firmę Nike, co zaowocowało zaproszeniem na grudniowy Nike Junior Tour na Florydzie. To turniej typu masters, dla najlepszych trzydziestu młodych tenisistów z trzydziestu krajów świata - wyjaśnia Julian Marek. Chłopak dostał "dziką kartę", bo Nike w Polsce nie prowadzi turnieju eliminacyjnego. Wykorzystując okazję, ojciec zorganizował synowi trzytygodniowy pobyt na Florydzie, aby ten mógł zagrać również w prestiżowym Orange Bowl, czyli nieoficjalnych mistrzostwach świata. - W finale tego turnieju kiedyś był Jerzy Janowicz, więc gra była warta świeczki. Nie ukrywam, że trzeba było sporo zainwestować... Wsparł nas Polski Związek Tenisowy oraz klub Górnik Bytom, w którym Wojtek gra na co dzień. W Nike Junior Tour syn dotarł do półfinału, więc mogliśmy być optymistami przed Orange Bowl - wspomina Julian Marek. Wyniki osiągnięte przez młodego tenisistę przerosły wszelkie oczekiwania. Polak startował bez rozstawienia i rywalizował w drabince z udziałem 128 zawodników (200 w eliminacjach!). Tymczasem pokonał kolejno rozstawionego z dziewiątką Ronana Jachucka (USA), a następnie Argentyńczyka Alejo Lingua Lavallena, Semena Burlaczenko z Ukrainy i... turniejową jedynkę, Amerykanina Brandona Nakashimę. To dało mu awans do ćwierćfinału, w którym w trzech setach wyeliminował Serba Michajło Popovicia. Co ciekawe, w starciu z rywalem z Bałkanów w gronie dopingujących Wojtka kibiców z Polski był jastrzębianin Piotr Sztwiertnia z rodziną. W walce o finał Polak, po morderczym pojedynku, zwyciężył Hiszpana Nicolasa Veronę (7:5, 5:7, 7:6). Dopiero w walce o trofeum zatrzymał go Argentyńczyk Juan Cerundolo. - Ćwierćfinał i półfinał to były szalone mecze. Wojtek grał po trzy i pół oraz cztery godziny. Na finał zabrakło już sił - mówi Julian Marek. - W dwa i pół tygodnia syn rozegrał jedenaście spotkań. Był świetnie przygotowany kondycyjnie przez Remigiusza Rzepkę, który pracuje między innymi z piłkarską reprezentacją Polski. Najciekawsze jest jednak to, że przypadek w zasadzie sprawił, że Wojtek na tym turnieju w ogóle się znalazł. Bez zaproszenia Nike nie pojechalibyśmy do Stanów - dodaje szef Jastrzębskiego Towarzystwa Tenisowego.

 

Historia jak z Janowicza. Pada nieśmiertelne pytanie o finansowanie takiego przedsięwzięcia. - Można powiedzieć, że dochodzimy do ściany. Absolutnie zgadzam się z Jerzym Janowiczem, który mówił o tej słynnej już "szopie". Wybrał być może zły moment, ale w pełni go popieram. On szkolił się w takich warunkach, w jakich trenuje obecnie Wojtek. "Jerzyk" miał to szczęście, że w ostatnim możliwym momencie uzyskał pomoc od firmy Prokom, która swego czasu inwestowała w polski tenis. Dziś tego wsparcia już nie ma. Nikt o tym nie mówi. Tymczasem wówczas rodzice Janowicza dochodzili do ściany i nie wiedzieli, co dalej. Pojawiła się wtedy pamiętna oferta z Kataru, której Janowicz nie przyjął, ale na szczęście dla niego i całego polskiego tenisa, finansowo wsparł go między innymi pan Krauze. Dla mnie skandalem jest, że po tak udanych kilkunastu miesiącach, rozpoczętych sukcesem Janowicza w hali Bercy, poprzez ten fantastyczny Wimbledon, aż do triumfu Łukasza Kubota w deblu w Australian Open, my wciąż jesteśmy na finansowej pustyni - mówi Julian Marek. Jak sam ocenia, do rozwoju kariery Wojtka potrzeba minimum stu tysięcy złotych rocznie. - Aby zawodnik mógł się rozwijać, musi jeździć po świecie. Tenis to niezwykle wymagający sport. Mamy zaproszenia od różnych akademii, ale za to wszystko trzeba słono płacić. Żyjemy z dnia na dzień. Nie wiem, co będzie w przyszłości. Takich wyników jak Wojtek nie osiągał jeszcze żaden Polak w jego wieku. Zdaję sobie sprawę, że automatycznie nie stanie się drugim Janowiczem, bo musi jeszcze dorosnąć, ale wszyscy fachowcy uważają, że ma wszystko, aby to osiągnąć. Jestem realistą. W środowisku tenisowym jest takie powiedzenie, iż wejście na prawdziwy szczyt w tej dyscyplinie sportu, zwłaszcza wśród mężczyzn, to jak szóstka w totolotku - opisuje prezes JTT.

 

 

O Wojtku rozmawiamy na kortach Ośrodka Wypoczynku Niedzielnego. Koń jaki jest, każdy widzi. Julian Marek pokazuje zapadające się podłogi w niewielkim budynku na obiekcie. - Lepiej tu nie wchodzić, bo można wpaść do piwnicy. A na Przyjaźni jest jeszcze gorzej. Czy w tych naszych szopach można przygotować człowieka, który zrobi międzynarodową karierę? Cuda się zdarzają - uśmiecha się gorzko Julian Marek, którego syn trenuje, jak wspomniano, w Górniku Bytom. - Aby zrobić porządny wynik, trzeba mieć szalonych i zamożnych rodziców. My tu, w Jastrzębiu, mamy naprawdę spore grono ludzi zainteresowanych tenisem. Z tego środowiska może narodzić się talent, ale... gdzie on ma trenować? Chciałbym, aby nasze towarzystwo stało się klubem szkolącym dzieci i młodzież. W tym celu niedawno byłem w czeskiej Orłowej, gdzie są wykwalifikowani trenerzy. Przecież my tego nie chcemy zrobić dla siebie. Naszym celem jest rozwój dyscypliny w Jastrzębiu. Młodzi ludzie garną się do tenisa i mogą pójść drogą chociażby mojego syna. Powinniśmy wykorzystać zainteresowanie, które pojawiło się po sukcesach Agnieszki Radwańskiej czy Jerzego Janowicza. Do tego niezbędne są obiekty. Dlatego walczymy, aby w naszym mieście powstała hala do tenisa z prawdziwego zdarzenia - mówi Julian Marek.

 

Temat hali tenisowej ciągnie się od kilku miesięcy. Julian Marek na razie biega od Annasza do Kajfasza i próbuje zainteresować tym miasto. Chyba skutecznie, choć prezes JTT nie zapomina, że zbliżają się wybory i cztery lata temu wszyscy obiecywali wszystko, a na OWN-ie miał nie powstać chyba tylko kosmodrom. - Pamiętam te plany. Problem polega na tym, że dziś jest jeszcze gorzej, bo... odcięli nam prąd. Wracając do kwestii hali - przed swoją dymisją minister Joanna Mucha podpisała projekt budowy szesnastu takich obiektów, po jednym na województwo. Hala kosztuje około trzech milionów złotych. Koszty dzielą się po połowie na budżet państwa i budżet samorządu, zatem chodzi o zainwestowanie półtora miliona złotych. Przypomnę, że Hala Widowiskowo-Sportowa, w której grają zawodowi siatkarze, kosztowała czterdzieści milionów. Gdy tylko dowiedziałem się o tym, natychmiast zadzwoniłem do ministerstwa oraz Polskiego Związku Tenisowego. Okazało się, że jako Jastrzębie Zdrój mamy szansę na taką halę, ale piłka jest po stronie samorządu. Udałem się do Urzędu Miasta na spotkanie z prezydentem Marianem Janeckim oraz jego doradcą, Franciszkiem Piksą. Był listopad. Porozmawialiśmy, było miło i sympatycznie, ale po miesiącu okazało się... że pan Piksa nie będzie się tym zajmował, a prezydentowi Janeckiemu brakuje czasu. Kilka tygodni zmarnowanych. Na szczęście spotkałem prezydenta Krzysztofa Baradzieja, który jest bardziej konkretnym człowiekiem i chyba lepiej czuje sport. W efekcie w lutym miasto wysłało odpowiednie pisma do Warszawy o wstępnym zainteresowaniu naszego miasta budową hali, ale tam zdecydowano się przyznać dofinansowanie między innymi Zabrzu, które było znacznie bardziej zaawansowane - żałuje Julian Marek.

 

Nie wszystko jednak stracone. Jak informuje prezes JTT, wciąż jest szansa, aby taki obiekt powstał w Jastrzębiu, gdyż nie wszystkie województwa wykorzystały szansę na dofinansowanie. - Mamy nadzieję, że Polski Związek Tenisowy jako drugie śląskie miasto wskaże właśnie Jastrzębie. Musimy mieć tu jednak wsparcie samorządu i w tej kwestii liczę na prezydenta Baradzieja. Obiekt taki zawiera korty z nowoczesną nawierzchnią, trybuny i szatnie. Można na nim rozgrywać nawet mniejsze turnieje ATP czy WTA, tzw. Futuresy - mówi Marek. - Co więcej, miasto nie będzie musiało do takiej hali dokładać, ponieważ poza szkoleniem dzieci i młodzieży, o ile oczywiście to nam przypadnie jej prowadzenie, zaistnieje możliwość wynajmu kortów i w ten sposób można zarobić na jej utrzymanie. Tymczasem do Hali Widowiskowo-Sportowej miasto co miesiąc musi dokładać około stu tysięcy złotych. To jest naprawdę bardzo korzystne rozwiązanie - przekonuje.

 

Na chwilę obecną i kilka przyszłych nie ma jednak o czym mówić, bo najpierw trzeba zdobyć możliwość dofinansowania z Warszawy, potem przygotować projekt, a następnie obiekt wybudować i przygotować do użytku. Jastrzębscy tenisiści rozpoczynają więc kolejny sezon na kortach Ośrodka Wypoczynku Niedzielnego. - Od trzech lat pani dyrektor Zofia Florek idzie nam na rękę i nie ogłasza przetargów na dzierżawę kortów. Jesteśmy umówieni na niedużą kwotę i jestem za to wdzięczny. Ale nie muszę mówić, że korty, a właściwie ich zaplecze, to kompletna ruina. W budynku można sobie zrobić krzywdę. Jesteśmy umówieni z MOSiR-em na niewielkie remonty, ale chciałbym, aby miasto wybudowało tu wreszcie coś porządnego, oczywiście w miarę dostępnych środków. Niestety, pokutują tu dwie dekady bezsensownej, moim zdaniem, koncepcji, aby co trzy lata ogłaszać przetargi, przez co żaden inwestor nie miał interesu, aby wkładać swoje pieniądze w przebudowę i remonty. I tak żyjemy w tych naszych dwóch "szopach Janowicza". Ta druga jest na Przyjaźni i, jak mówiłem, wygląda jeszcze gorzej. Nie chcę jednak winić wyłącznie obecnie rządzących miastem, bo to są naprawdę lata zaniedbań. Kiedyś mieliśmy już w rękach decyzję wojewody o przyznaniu nam terenów obok kortów na Przyjaźni. Na moment przed wyborami przyjechał jednak ówczesny wiceprezydent Krzysztof Gadowski, porozmawiał z przewodniczącym osiedla i przekreślił całe nasze starania - wspomina Julian Marek.

 

 

Julian Marek podkreśla, że na tenisie zarabiają bardzo nieliczni, co dla uszu przeciętnego Polaka brzmi jak aberracja. Przecież listę płac można znaleźć u "wujka google", a nagrody za zwycięstwa w turniejach idą w miliony dolarów. Maria Szarapowa czy Novak Djoković, o ile nie pójdą do kasyna z całym majątkiem, już ustawili swoje rodziny na dziesięć kolejnych pokoleń. Tymczasem prawda jest inna. Zarabiają wyłącznie najlepsi z pierwszej setki rankingów ATP czy WTA. Pozostali cieszą się, jeśli wyjdą na zero, włączając w to dojazdy (a raczej doloty), hotele i treningi. A przecież na jednego dzieciaka, który zrobi wielką karierę i trafi do tej pierwszej setki, przypadają dziesiątki pechowców, w których rodzice bezskutecznie włożyli oszczędności całego życia. Zabrakło talentu, dostrzeżenia przez możnych tego świata, czasami nieco bardziej wytrzymałych więzadeł w kolanach. Przykładu nie trzeba daleko szukać. Z Wodzisławia pochodzi Szymon Tatarczyk, który swego czasu był lepszy od Janowicza. Ale już nie będzie.

 

- Powtórzę jedną ważną rzecz, której nasi adwersarze czy ludzie niechętni naszej dyscyplinie sportu chyba nie rozumieją. Raz, że na tenisie bardzo trudno zarobić. My chcemy wyjść na plus, ale najważniejsze to nie dopłacać do utrzymania kortów czy hali. Dwa - my naprawdę się na tym znamy i wiemy, czego potrzeba. To, co my chcemy osiągnąć, ma służyć nie tylko naszemu środowisku, ale całemu miastu. Warto kuć żelazo, póki gorące. Radość i duma z sukcesów sióstr Radwańskich, Janowicza, Kubota czy naszych deblistów nie bierze się z niczego. W Jastrzębiu też można znaleźć talent, ale trzeba sobie dać szansę. Nie chcę wylewać żalów, tylko iść do przodu. Zróbmy wreszcie coś dobrego razem - apeluje Julian Marek.

 

Na koniec mała niespodzianka. Pierwszą rozmowę z panem Julianem niżej podpisany miał okazję przeprowadzić w lipcu 2008 roku. O sukcesach "Jerzyka" nikt spoza środowiska sportowego oraz pasjonatów tenisa nie słyszał. Mały cytat sprzed sześciu lat: "Często bywam na małych turniejach w naszym kraju. To pozwala czasami sprawdzić różnicę pomiędzy tenisem naszym a zagranicznym. Jerzy Janowicz to najlepszy junior w Polsce, uważany za ogromny talent. Grał ostatnio w Challengerze w Bytomiu. I bardzo szybko odpadł. Jesteśmy, jeśli chodzi o męski tenis, jeszcze bardzo daleko w tyle". Ot, ciekawostka. A może za kilka lat wrócimy do tego artykułu i wspomnimy o... finaliście Australian Open Wojciechu Marku? Życzmy tego nie tylko Wojtkowi i jego tacie, ale wszystkim nam - kibicom polskiego sportu.

 

Mariusz Gołąbek

KOMENTARZE

  • Vera | 27/05 godz. 18:02

    Janowicz ma rację!Nasz premier "popiera"sport,buduje tzw.orliki,sam gra w piłkę jako pokazowy kopacz..Tzw.elity traktują sport jako zabawkę dla plebsu,czasem wykorzystują go do własnej promocji,a w przypadku "olimpiady zimowej" w Krakowie -dla zarobku!Roczny budżet polskiego sportu 170mln.zł.Dla porównania-Węgry/11 mln.ludzi/ 400 mln.zł.

  • Abra | 17/05 godz. 18:12

    Niech fani Janowicza powiedzą kiedy ich pupil wygrał ostanio swój mecz???

  • JJ | 16/05 godz. 20:23

    Raz zabłysnął to zaznaczy gdzie w Paryżu czy na Wimbledonie ?
    Lepiej wydawać państwowe pieniądze na sport niż na zachcianki parlamentarzystów.

  • Kuba | 12/05 godz. 23:39

    Janowicz przegrał 7 ostatnich meczy...raz zabłysnął i poczuł się gwiazdą,trochę pokory by mu się przydało!

  • polak | 11/05 godz. 15:07

    płakać potrafi i jęczeć, szukajcie prywatnych sponsorów, dlaczego z pieniędzy podatników ma być finansowana kariera kogoś tam, a jak już ją zrobi i zarabia kasę to wędruje ona do jego kieszeni!

  • widz | 09/05 godz. 11:11

    popatrzcie sobie na to kto na tych kortach co sa sie bawi same elity

  • jaś | 09/05 godz. 06:02

    jest klasa tenisa ziemniego w ZS Nr 3. wystarczy tam chodzić do szkoły.

  • AA | 08/05 godz. 22:48

    A jak wygląda finansowanie tenisa w np w USA ?

  • johan | 08/05 godz. 10:35

    nó to łebóniu do roboty a nie już płakać

  • Francopilot | 08/05 godz. 07:48

    każdy chce żyć w normalnym kraju!

  • jasnet.pl | 07/05 godz. 16:52

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X