Dzisiaj jest: poniedziałek, 30 marca 2020   Imieniny: Amelia, Dobromir, Leonard

więcej ›

SPORT

Alpinizm

Baseball

Biegi

Boks

Futsal

Hokej

Judo

Karate

Kolarstwo

Koszykówka

Morsowanie

Narciarstwo

Olimpiady specjalne

Piłka nożna

Pływanie

Pływanie w płetwach

Rajdy samochodowe

Rekreacja

Siatkówka

Siatkówka plażowa

Sporty walki

Szachy

Taekwondo

Tenis

Tenis stołowy

Żeglarstwo

Inne

ZAPOWIEDZI

2020-04-11

GKS Jastrzębie - Zagłębie Sosnowiec

Mecz odwołany!

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-04-18

GKS Jastrzębie - Chojniczanka

Mecz odwołany!

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-04-18

JKTS Jastrzębie - Cukrownik Chybie

Mecz odwołany!

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-04-24

GKS Jastrzębie - Stal Mielec

Piłkarska Fortuna 1. Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Ekstremum prawdy

- Karate jest sztuką, a nie dyscypliną sportu. To jest swego rodzaju dzieło życia - mówi Janusz Piórkowski, mistrz-nauczyciel (po japońsku sensei) jastrzębskiego Klubu Karate Kyokushin. Prawdziwy karateka nigdy nie nazwie karate sportem. Wielu adeptów tej sztuki walki w naszym kraju zainteresowało się nią dzięki kultowemu filmowi "Wejście Smoka" z 1973 roku. Nie inaczej było w przypadku Piórkowskiego. Zanim jednak bohater tego filmu, słynny Bruce Lee, oczarował polską młodzież i nie tylko, należy zadać sobie pytanie o genezę tej sztuki, bo takiej terminologii z uwagi na szacunek dla interlokutora i innych pasjonatów karate niżej podpisany będzie używał.

Sensei Piórkowski o istocie karate (video) >>>

- Wszystkie dalekowschodnie sztuki walki wywodzą się z jednego pnia, niczym gałęzie z drzewa. Dawno temu po tamtym rejonie świata wędrowali różnego rodzaju mędrcy głoszący swoje filozofie. Aby przeżyć we wrogim środowisku, musieli uciekać się do pewnych sztuk walki, które latami doskonalili. W ten sposób powstawały i rozprzestrzeniały się kombinacje ciosów połączone z duchową siłą - tłumaczy Piórkowski. To właśnie stworzyło karate, co po japońsku oznacza "pustą rękę" (czyli walkę bez użycia sprzętu), które jako takie zaczęło się kształtować kilkaset lat temu na Okinawie. - "Pusta ręka" to nieco starsze tłumaczenie. Wcześniej podobno słowo to oznaczało "spotkanie rąk", które równie dobrze może być ciosem, ale też przywitaniem - dodaje sensei. Ojczyzna karate, czyli Okinawa, dziś jednoznacznie kojarzona z Japonią, była w istocie metropolią Królestwa Riukiu podbitym przez cesarza Kraju Kwitnącej Wiśni. Te "puste ręce" odnosiły się do faktu, iż okupanci zabronili poddanym posiadania jakiejkolwiek broni. W ten sposób powstawały sztuki walki oparte nawet o operowanie... sierpem. Na takiej samej zasadzie (sprzeciwu wobec ciemiężycieli, nawet gołymi rękami) powstawały również inne sztuki walki w różnych częściach świata, jak chociażby capoeira w Brazylii.

W II połowie XIX wieku Okinawa została bezpośrednio włączona do Japonii, która weszła w fazę niewyobrażalnego rozwoju przemysłowego oraz otwarcia na świat. Karate przenikało do centrum cesarstwa przez wiele lat i było doceniane nawet przez samurajów. W ten sposób pod koniec XIX wieku powstał pierwszy masowy styl karate shotokan, którego ojcem był Gichin Funakoshi. Potem rozwijały się kolejne. Karate szybko rozprzestrzeniło się poza Kraj Kwitnącej Wiśni, który po zbudowaniu fabryk i stoczni zaczął podbijać sąsiednie państwa, co, jak dziś wiemy, skończyło się dla niego Hiroszimą w przypadku militaryzmu, choć niekoniecznie gospodarki czy kultury. Na początku XX wieku coraz potężniejsza Japonia pobiła Chiny i Rosję, w efekcie czego zajęła Koreę, gdzie w 1923 roku na świat przyszedł Yong I Choi. Już jako młokos wykazywał smykałkę do sztuk walki. Jednak człowiek ten, mimo że był Koreańczykiem, na tyle zafascynował się kulturą okupanta, że w 1938 roku zaciągnął się do szkoły lotniczej w Tokio i przyjął japońskie nazwisko Masutatsu Oyama. W efekcie po kilku latach dostąpił zaszczytu włączenia do jednostek kamikadze, czyli w domyśle przyszłego rozwalenia się razem z samolotem w imię cesarza Hirohito. Od tragicznego losu uratował go koniec wojny. Już wówczas był mistrzem karate i judo. W rok po wojnie zdobył tytuł mistrza Japonii w karate. Bieda w zniszczonym kraju popchnęła go do pracy dla gangsterów, co skończyło się przypadkowym zabiciem człowieka. Celem ucieczki od wymiaru sprawiedliwości zaszył się w górach, gdzie przez półtora roku ćwiczył wszelkie rodzaje ciosów na drzewach i skałach. Wokół jaskini Oyamy widywano ogromne porozbijane kamienie, które niszczył gołymi rękami.

- W końcu doznał satori, czyli swoistego oświecenia. Gdy wyszedł z lasu, zarośnięty i obdarty, dzieci przed nim uciekały. Chciał dosłownie totalnie sprawdzić, co jest wart po takim przeżyciu. Toczył wiele walk z mistrzami różnych sztuk i wszystkie wygrywał. Gołymi rękami powalał byki na arenie. Tak narodził się nurt kyokushin w karate, którego ojcem jest Masutatsu Oyama, zwany również Mas Oyamą, który zmarł w 1994 roku i do końca życia był dla ćwiczących absolutną alfą i omegą. Kyokushin oznacza "ekstremum prawdy" lub "prawdę pochodzącą ze Wschodu", bo stąd sztuka ta trafiła do Ameryki, a później na cały świat, stając się elementem boomu na wschodnie sztuki walki. Jednak znacznie lepiej oddaje sens tego słowa pierwsze z wymienionych określeń. Po prostu człowiek powinien potrafić dojść do krańców swoich możliwości i je przekroczyć - mówi Janusz Piórkowski. - Podczas gdy w sporcie normalnością jest, że dba się o świeże powietrze na sali treningowej, że są przerwy, a w momencie zmęczenia pije się wodę, to w sztuce, jaką jest karate kyokushin nie ma na to miejsca. Ktoś się zmęczył? I co z tego? Ćwiczysz, ile możesz, pokonujesz sam siebie. Dajesz z siebie wszystko. Na ćwiczeniach słowo mistrza jest święte. Jeśli chcesz się czegoś od kogoś nauczyć, musisz darzyć go szacunkiem. Nie ma miejsca na demokrację - dodaje sensei. Janusz Piórkowski z nutą żalu w głosie dodaje, że w dzisiejszych czasach coraz częściej można spotkać osoby, które mają wątpliwości, co do absolutnego posłuszeństwa nauczycielowi. Papla im się nie zamyka i próbują wtrącić swoje trzy grosze, a dla takich w karate miejsca nie ma. - Zanim zaczniesz mówić, naucz się słuchać - wyjaśnia mistrz. Postmodernistyczny świat, w którym nie ma autorytetów, a każdy ma rację, trochę nie pasuje do tej sztuki walki. - W kościele przed kazaniem nie wstanie żaden gość i nie powie do proboszcza, że teraz on wygłosi Słowo Boże z ambony. Tak samo musi być na treningu. Japonia to dziwny kraj, w którym podejście jest zupełnie inne. Akceptując warunki uprawiania karate kyokushin, należy brać pod uwagę również posłuszeństwo. U nas normalnością jest, gdy zwycięzca po walce cieszy się z wygranej. W Japonii jest to traktowane jako brak szacunku dla przeciwnika. Jeden facet po zwycięstwie zrobił salto z radości i dostał dyskwalifikację na rok. Po starciu należy się ukłonić i podziękować rywalowi za zaszczyt walki. To jest zupełnie inne podejście niż nasze - mówi Piórkowski.

Janusz Piórkowski jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem karate kyokushin w Jastrzębiu Zdroju. Posiada zasłużony tytuł mistrza-nauczyciela, a czarny pas nosi od dwunastu lat. Zdobył trzeci dan, czyli coś w rodzaju "potrójnego" czarnego pasa. Dziesiąty dan posiadał Masutatsu Oyama, natomiast siódmy - Andrzej Drewniak, uczeń Oyamy i jeden z najbardziej zasłużonych dla rozwoju karate w Polsce, obecnie pełniący funkcję trenera naszej kadry. Do "potrójnego" czarnego pasa doprowadziła urodzonego w 1967 roku w Golubiu-Dobrzyniu Piórkowskiego fascynacja wyczynami Bruce'a Lee. W rodzinnej miejscowości nie było oczywiście żadnego klubu karate, dlatego nastoletni wówczas Janusz rozpoczął treningi bokserskie, które prowadził klub z Torunia. Wcześniej grał również w piłkę nożną jako napastnik w juniorach Drwęcy Golub-Dobrzyń. Miał silne ręce, które nadawały się do boksu, i mocne nogi, będące świetnym atutem w futbolu. Brakowało wspólnego mianownika. W 1985 roku Piórkowski przyjechał za pracą do Jastrzębia Zdroju. Miał osiemnaście lat. Jako młody bokser z talentem skierował się do sekcji pięściarskiej GKS-u. - Trener widział, że dobrze się ruszam i mam dryg do tego sportu. Chciał mnie sprawdzić i wyznaczył mi rywali do sparingów. Pierwszego dnia rozłożyłem jednego, a drugiego - następnego. Kilka dni później rzucił mnie do trójboju, czyli w ciągu trzech rund miałem walczyć kolejno z trzema różnymi przeciwnikami. Pierwszego i drugiego pokonałem, ale trzeci dał mi tak mocno w kość, że odechciało mi się boksu. Straciłem serce do tej dyscypliny, bo zamiast atakować, kombinowałem w ringu. Przygoda z boksem szybko się skończyła - opowiada Piórkowski.

Sensei Piórkowski o wyczynowej stronie karate (video) >>>

Wtedy usłyszał od kolegi o żorskim klubie karate Szogun. Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Na początku nie chcieli go przyjąć, bo nabór miał miejsce dwa tygodnie wcześniej, ale obiecał, że z nawiązką nadrobi stratę. I nadrobił na tyle, że już po dwóch latach mógł sparować z rywalami z Katowic i to z całkiem dobrym rezultatem. Był 1988 rok. W Jastrzębiu wybuchły strajki i o niektórych potencjalnie niebezpiecznych górnikach zaczęło sobie przypominać wojsko. W ten sposób Janusz Piórkowski na dwa lata poszedł w kamasze, najpierw do Nysy, a później do Międzyrzecza. Na początku było ciężko, jak to z "kotami" bywa. Ale z czasem mógł wychodzić "na miasto", gdzie, jak się okazało, był klub karate. Szybko wrócił do treningów, a nawet pełnił rolę instruktora. Zalety jastrzębianina doceniło dowództwo jednostki i chętnie "wypożyczało go" na pokazy w mieście, gdzie lał przeciwników i rozbijał cegły gołymi rękami. Po odbyciu służby wrócił do Szoguna Żory i niemal natychmiast rozpoczął karierę zawodniczą. Zdobył brązowy medal mistrzostw Polski w Legnicy i zajął drugie miejsce w Pucharze Polski w Kielcach. Wygrywał ogólnopolskie turnieje na Pomorzu i Podlasiu. Brylował również w zawodach na Śląsku. Jeśli jednak ktoś sądzi, że wszystkie te sukcesy przyszły ot tak, to niech zapozna się z kulisami przygotowań do kolejnych imprez. - Prowadziłem katorżnicze treningi. Pod kimono zakładałem dres z kapturem i wszystko robiłem podwójnie. Traciłem na każdym treningu po 3-4 kg. Z kolegą odbywaliśmy walki w saunie, po czym wskakiwaliśmy do lodowatej wody. I tak seriami. Przed samym turniejem w Legnicy przechodziłem tzw. zwariowane siódemki. Co to jest? Siedem dwuminutowych walk po kolei w trzech turach. W pierwszej turze rywale okładają cię ciosami, a ty nie możesz oddać. W drugiej turze, kiedy już jesteś mocno poobijany, masz prawo oddawać rękami. W trzeciej, gdy ledwo trzymasz pion, możesz używać również nóg. Maksymalnie udawało mi się dojść do 36 przeciwników bez przerwy. Mówię o tym z wielkim wzruszeniem, bo były to naprawdę wspaniałe czasy. I to wszystko nie tylko bez jakichś wspomagaczy, ale nawet bez odżywek. Dieta opierała się na tym, co sam sobie ugotowałem. Gdy miałem okazję walczyć na zawodach z ludźmi z akademików, byłem w szoku, jeśli chodziło o cieplarniane warunki ich przygotowań. Oni mieli specjalistyczny sprzęt, odżywki, bieżnie, a nawet magistrów od żywienia. Szczerze mówiąc, byłem wręcz przerażony tym luksusem - wspomina sensei. Cóż, dał nam przykład Mas Oyama jak trenować mamy...

Z czasem Janusz Piórkowski zaczął dążyć do stworzenia niezależnej grupy w Jastrzębiu. W 1995 roku zebrał grupę około dwudziestu osób, które trenowały "na dziko". Na początku związał się z klubem z Wodzisławia, ale nie był zadowolony ze współpracy i jeszcze w tym samym roku pępowina z sąsiednim miastem została odcięta. - Nie byłem zainteresowany żadną władzą w klubie, bo nigdy nie znałem się na papierkowej robocie. Dla mnie ważniejsza jest sztuka walki niż kwitki, składki i pieniądze - tłumaczy Piórkowski. Z dwudziestu osób w 1995 roku sekcja "spuchła" do sześćdziesięciu osiem lat później. To wtedy sensei zdecydował, że czas na rejestrację stowarzyszenia. - Miałem dość tej swoistej nielegalności - mówi. Od tamtego czasu klub rozrósł się o kolejne sześćdziesiąt osób i obecnie trenuje w nim ponad stu dwudziestu adeptów. Jastrzębski Klub Karate Kyokushin od lat szkoli adeptów przede wszystkim w Zespole Szkół nr 6 oraz w Szkole Podstawowej nr 12. Z czasem zajęcia zaczęły odbywać się również w placówkach w Zdroju, na Ruptawie, przy ul. Wielkopolskiej, a nawet w Świerklanach. Trenują nie tylko doświadczeni zawodnicy, ale też młodzież, dzieci i... kompletni amatorzy. Mogłoby się bowiem wydawać, że karate jest tylko dla twardzieli, którzy upodobali sobie dręczenie własnego organizmu i psychiki, rozbijanie kamieni i kopanie po drzewach. Nic bardziej mylnego. To sztuka dla każdego niezależnie od wagi, płci, wieku i stanu zdrowia. Pozwala ona poznać samego siebie i zbadać własną granicę wysiłku fizycznego i psychicznego, a także przełamywać bariery dotyczące wiary we własne możliwości. Karate można traktować niczym oderwanie się od zgiełku dnia codziennego. Piórkowski, który, jak już wspomniano, posiada czarny pas od dwunastu lat, jest szczególnie dumny ze swoich wychowanków, którym również udało się zdobyć to prestiżowe odznaczenie. - Na razie wychowałem czwórkę: Michała Gawełczyka, Andrzeja Matlocha, Seweryna Kozieła i Zbigniewa Supła. Jedynie Gawełczyk już z nami nie trenuje. Pozostali nadal są w klubie i swoją ciężką pracą starają się oddać mu to, co w nim zdobyli - mówi sensei.

Sensei Piórkowski o karate jako sztuce dla każdego (video) >>>

Karate to nie sport. Nie jest to też sposób na wygrywanie walk ulicznych i rozrób w spelunach. Dla prawdziwych karateków to styl i sens życia. Trudno sobie wyobrazić siatkarza, który po każdej akcji niezależnie od jej wyniku klepie się po plecach i nie tylko z kolegami z drużyny, że wypruwa sobie flaki i trenuje do utraty przytomności. Trudno sobie wyobrazić piłkarza, któremu po piłkę musi biec junior, bo jemu samemu po prostu się nie chce ruszyć z murawy. Szkoda butów. Być może w pewnym sensie podejście adeptów jastrzębskiego karate kyokushin można porównać do zmagań maratończyków, z których wielu na trasie oddawało krew, ostatnie tchnienie i... śniadanie, aby tylko dobiec do mety. Przy czym w maratonie ta meta jest określona przez kogoś. W karate tą metą wydaje się być wyłącznie własna wytrzymałość.

Mariusz Gołąbek

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 30/03 godz. 02:59

    Bądź pierwszy! Wyraź swoją opinię!

  • jasnet.pl | 10/05 godz. 00:00

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X