Dzisiaj jest: poniedziałek, 25 maja 2020   Imieniny: Grzegorz, Leon

więcej ›

SPORT

Alpinizm

Baseball

Biegi

Boks

Futsal

Hokej

Judo

Karate

Kolarstwo

Koszykówka

Morsowanie

Narciarstwo

Olimpiady specjalne

Piłka nożna

Pływanie

Pływanie w płetwach

Rajdy samochodowe

Rekreacja

Siatkówka

Siatkówka plażowa

Sporty walki

Szachy

Taekwondo

Tenis

Tenis stołowy

Żeglarstwo

Inne

ZAPOWIEDZI

2020-06-03

GKS Jastrzębie - Warta Poznań

Fortuna I Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-06-12

GKS Jastrzębie - Sandecja Nowy Sącz

Fortuna I Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-06-20

GKS Jastrzębie - Zagłębie Sosnowiec

Fortuna I Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2020-09-20

Jastrzębski Bieg Kobiet na 5+

Bieg główną arterią miasta na 5,3 km

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Nasza mistrzyni świata

 

Z mistrzynią świata juniorek Anno Domini 2014 Amelią Pisarczyk oraz jej trenerem i jednocześnie szefem Klubu Sportowego Nautilus Krzysztofem Radomskim spotkaliśmy się przy okazji Festiwalu Organizacji Pozarządowych w Parku Zdrojowym. Czytelnicy JasNetu wybrali niedawno niespełna siedemnastoletnią jastrzębiankę Sportowcem Roku 2014. Wręczenie okolicznościowej statuetki w obecności klubowych przyjaciół przerodziło się w miłą uroczystość, po której była okazja do rozmowy z naszą gwiazdą i jej szkoleniowcem. 

 

- Szczerze mówiąc, nie wiem co powiedzieć - powiedziała skromnie nasza mistrzyni po otrzymaniu pamiątkowego trofeum. - Statuetka jest bardzo ładna. Znajdzie się na najwyższej półce w moim pokoju, wśród wszystkich najważniejszych pucharów. Zaraz obok medalu za mistrzostwo świata - przyznała Amelia Pisarczyk. Jej trener Krzysztof Radomski (czyli pan "Płetwa", jak "ochrzcili" go przed laty przyjaciele) znajduje się w ścisłej czołówce tych naszych działaczy i trenerów, których zasługi dla jastrzębskiego sportu są tak wielkie, jak skala ich... niedocenienia. - Dla nas jest to wielkie i prestiżowe osiągnięcie. W waszym plebiscycie startowało wiele wybitnych osobistości świata sportowego. W Jastrzębiu mamy ich wielu. Są przecież siatkarze, hokeiści i biegacze. Jest silna grupa bokserska. Ale są i pływacy - mówił z uśmiechem pan Krzysztof. - Amelia udowodniła jednak, że 2014 rok był jej rokiem. Mam nadzieję, że i 2015 rok takim będzie, a są na to zadatki. Jest bez wątpienia naszą gwiazdą i wzorem do naśladowania dla wszystkich zawodników. Zarówno na basenie, jak i poza nim - dodaje pan "Płetwa".

 

Amelia Pisarczyk urodziła się 2 października 1998 roku w Jastrzębiu-Zdroju. W wieku dziesięciu lat wstąpiła do ówczesnego Klubu Działalności Podwodnej Nautilus. Zanim jednak do tego doszło, późniejsza mistrzyni świata juniorek musiała nauczyć się... pływać. - W szkole podstawowej mieliśmy sporo zajęć na basenie w nieistniejącym już Hotelu Diament. Nie radziłam sobie, więc rodzice zapisali mnie na dodatkowe lekcje u pana Krzysztofa Radomskiego. Od tego wszystko się zaczęło - mówi Amelia. Liczone w dziesiątkach lat sportowe doświadczenie pana "Płetwy" oraz wprawne trenerskie oko szybko wyłowiło perełkę i odnalazło iskrę talentu u dziewięcioletniej wtedy jastrzębianki. - Masz  tu płetwy i zapraszam na treningi do klubu - powiedział wczesną jesienią 2008 roku Radomski. W ten sposób Pisarczyk rozpoczęła swoją przygodę (bo jeszcze nie karierę) z Nautilusem, która zaprowadzi ją do złota w Grecji.

 

Za debiut Amelii na poważniejszych zawodach w klubowych barwach należy uznać występ podczas drugiej rundy Środkowoeuropejskiego Pucharu Młodzieży, która odbyła się w połowie października 2008 roku na Krytej Pływalni Laguna. Pisarczyk wystartowała w najmłodszej kategorii dziewcząt i... trudno było mówić o zapowiedzi wielkich sukcesów. Początkująca pływaczka zajmowała lokaty w trzeciej dziesiątce na dystansach 50 m bi-fins oraz 100 m po powierzchni, tracąc do najlepszych po kilkadziesiąt sekund. W grudniu Pisarczyk zapisała na swoje konto udział w pierwszej zagranicznej imprezie, jaką była finałowa runda tegoż Środkowoeuropejskiego Pucharu Młodzieży w czeskim Nowym Jiczynie. I tu trudno było mówić o "narodzinach gwiazdy", którą wówczas była zwyciężczyni rywalizacji na 50 m i 100 m po powierzchni Anna Osiadacz. Nasza bohaterka plasowała się w okolicach dwudziestego miejsca. Jednak "trenerski nos" nie zawiódł Krzysztofa Radomskiego. Już w marcu kolejnego roku Amelia Pisarczyk wywalczyła dla klubu pierwsze medale. - To były dwa srebra w Toruniu w ramach Klubowego Pucharu Polski na 50 m i 100 m po powierzchni. To mój pierwszy sukces w tej dyscyplinie - wspomina zawodniczka. W maju tego samego roku Pisarczyk zdobyła na Lagunie dwa złote krążki podczas Otwartych Mistrzostw Jastrzębia-Zdroju w pływaniu w płetwach. Znamiennym było, że jedno z tych miejsc na drugim stopniu podium było pokłosiem świetnego startu na 50 m bi-fins. Amelia za kilka lat zostanie niekwestionowaną królową właśnie tego stylu. Niecały miesiąc później dziesięciolatka rozwiązała pierwszy "worek z medalami", zdobywając cztery złota podczas mistrzostw Polski w najmłodszych rocznikach (kategoria E) w Poznaniu. Dwa lata później, już w starszej kategorii D, Pisarczyk powtórzyła ten sukces podczas imprezy w Gliwicach. Była też coraz pewniejszym punktem ekipy w ramach Klubowego Pucharu Polski i Środkowoeuropejskiego Pucharu Młodzieży, gdzie kolejne rywalki musiały oglądać jej plecy.

 

W listopadzie 2011 roku trzynastoletnia wówczas Amelia Pisarczyk trzykrotnie zajmowała pierwszą lokatę w Międzynarodowym Pucharze Sprintu w Lipsku, w pokonanym polu pozostawiając utytułowane niemieckie pływaczki. Była już wówczas uczennicą raciborskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie trafiła wraz koleżanką klubową Dominiką Kern i musiała dzielić swój czas pomiędzy pływanie tradycyjne i płetwę. - Nie jest to proste i wymaga sporych nakładów pracy. Ale staram się nie zaniedbywać również pływania w płetwach. Często jednak brakuje czasu na... wszystko. Codziennie mam dwa treningi, które trwają w sumie od pięciu do sześciu godzin. To nie tylko zajęcia w wodzie, ale też siłownia czy ćwiczenia z gumami na wzmocnienie siły ramion. Do tego dochodzą wyjazdy na zawody. Poza tym SMS to normalna szkoła, więc trzeba się zwyczajnie uczyć - mówi Amelia, która obecnie jest w pierwszej klasie liceum.

 

W związku z coraz bardziej napiętym "terminarzem" młodej zawodniczki wtedy właśnie, cztery lata temu, wraz z trenerem Radomskim, zadecydowali wspólnie o postawieniu na bi-fins. - Dlaczego? Cóż, ten styl najbardziej przypomina popularnego kraula. Dla obserwatora z zewnątrz różnić się może co najwyżej rurką do oddychania. Gdy rozpoczęłam przygodę z klasycznym pływaniem, to trzeba było zdecydować, co dalej. Wyniki w bi-fins były coraz lepsze, więc zostałam przy tym stylu - wyjaśnia Pisarczyk. - Bi-fins jest "najwygodniejszy" dla pływaków tradycyjnych. Różnice rzeczywiście są niewielkie, ale jednak istnieją. Można wykorzystać nabytą technikę oraz siłę ramion. Amelia jest w tym świetna, ponieważ dysponuje naprawdę gibkimi rękami i dzięki temu potrafi wygrywać o te decydujące milimetry - mówi Krzysztof Radomski. - Wielu pływających dotychczas klasycznie Czechów, Rosjan, Słowaków, Francuzów czy Włochów trafia do płetw właśnie w efekcie zapoznania się z tym stylem. Jest on coraz bardziej popularny i już w 2017 roku ma wejść do programu World Games we Wrocławiu jako konkurencja pokazowa - dodaje szef Nautilusa. Warto wspomnieć, iż na naszych łamach wielokrotnie mieliśmy okazję rozmawiać o przyszłości pływania w płetwach. Krzysztof Radomski jeszcze kilka lat temu wyrażał nadzieję, że dyscyplina otrzyma szansę na włączenie do programu igrzysk olimpijskich. - Dziś mogę powiedzieć, że to się raczej nie uda. Amerykanie, którzy mają najwięcej do powiedzenia w światowym sporcie, nie odnoszą w płetwie sukcesów. Do promocji dyscypliny potrzebny jest odpowiedni nacisk medialny i wsparcie finansowe. Nie będę bujał w obłokach - mówi ze stoickim spokojem pan "Płetwa".

 

Koleje sportowego losu Amelii Pisarczyk zaczęły układać się w ciąg wydarzeń, który doprowadził ją do najwyższego stopnia podium mistrzostw świata juniorek. Codzienne żmudne treningi w Raciborzu, które procentowały przy coraz większej specjalizacji w stylu bi-fins wraz z kolejnymi dobrymi radami trenera Krzysztofa Radomskiego musiały przynieść efekt. Co więcej, w Klubie Sportowym (już nie Klubie Działalności Podwodnej) Nautilus zaczęło się, mówiąc kolokwialnie, "lepiej dziać". Zawodnicy wciąż brylowali na arenie krajowej oraz transgranicznej, ale z czasem wrócili również do walki w Pucharze Świata. W maju 2013 roku wraz klubowymi koleżankami i kolegami Amelia wystartowała w tych zawodach, rozgrywanych "po sąsiedzku" w Gliwicach. Przetarcie na 50 m, 100 m i 200 m bi-fins nie wypadło okazale. Kontrowersyjna dyskwalifikacja plus siódme i osiemnaste miejsce to nie był wynik marzeń. Jednak już dwa miesiące później jastrzębianka mogła cieszyć się z piątego miejsca na dystansie 50 m bi-fins podczas mistrzostw Europy juniorów, które odbywały się w Szczecinie. Do zdobywczyni brązowego medalu Ilarii Catani z Włoch Amelii zabrakło wówczas 0.04 sekundy. Krzysztof Radomski był jednak bardzo zadowolony ze swojej młodej gwiazdy. Dała bowiem z siebie wszystko, poprawiając rekord życiowy. - Szczecin to był taki swoisty prolog. Amelia tam w zasadzie debiutowała i pojechała, aby sprawdzić się w rywalizacji z innymi zawodniczkami. Poziom był bardzo wyśrubowany, a jednak do medalu zabrakło dosłownie setnych części sekundy. Śmiejemy się czasami, że może gdyby Amelia miała tipsy, to udałoby się jej stanąć na podium. Dla niej to było przetarcie. Wciąż przecież walczy z przeciwniczkami starszymi od niej - oceniał wtedy Radomski.

W końcu nadszedł historyczny 2014 rok. Zwiastunem zbliżającego się życiowego sukcesu niespełna szesnastoletniej wówczas jastrzębianki były świetne starty w cyklu Pucharu Świata w marcu w węgierskim Eger (złoto na 50 m i srebro na 100 m, oczywiście w stylu bi-fins)  oraz w kwietniu w czeskiej Pradze (złoto na 50 m oraz dwa srebra na 100 m i 200 m). Zanim jednak nadszedł ten pamiętny, "grecki" czerwiec, przepytaliśmy na naszych łamach trenera Krzysztofa Radomskiego na okoliczność tych sukcesów. - Amelia jest niezwykle pracowita i bardzo ambitna. Praktycznie nie ma czasu prywatnego. Sport jest dla niej najważniejszy.  To dziewczyna z niesamowitym charakterem. Nie cieszy ją trzecie czy czwarte miejsce. Zawsze chce być najlepsza. Nie opuszcza żadnego treningu i nigdy nie narzeka na ból - mówił wówczas Radomski. Słowa te okazały się niemal prorocze. Pod koniec czerwca kadra Polski w pływaniu w płetwach z Amelią Pisarczyk w składzie wyruszyła na grecką Kretę. Gospodarzem mistrzostw świata juniorów było niewielkie miasto Chania, doskonale znane wczasowiczom. - Jechałam do Grecji w zasadzie w ciemno. Nie wiedziałam, jaki poziom zaprezentują moje rywalki. Zdawałam sobie jedynie sprawę, że będzie bardzo ciężko. Starałam się jednak przede wszystkim skupiać na sobie, choć na początku nawet zastanawiałam się, po co w ogóle tu przyjechałam - śmieje się jastrzębianka. - Nerwy ustąpiły dopiero po eliminacjach, ale nie na długo. Przed finałem serce znów szalało - wspomina Amelia.

 

W piątek, 27 czerwca Amelia Pisarczyk została wicemistrzynią świata juniorek na dystansie 100 m bi-fins. Pisaliśmy wówczas na łamach JasNetu: "Amelia Pisarczyk wywalczyła srebrny medal mistrzostw świata juniorów w pływaniu w płetwach, które odbywają się w Chanii na Krecie. Zawodniczka KS Nautilus oraz SMS Racibórz zajęła drugie miejsce w finałowym wyścigu na dystansie 100 m bi-fins, przegrywając o nieco ponad pół sekundy z Rosjanką Marią Patlasową. Brązowy medal zdobyła kolejna Rosjanka Lidia Stadnik, która straciła do jastrzębianki osiemnaście setnych sekundy. Przed finałowym wyścigiem trudno było spodziewać się tak świetnego występu naszej zawodniczki. W eliminacjach Pisarczyk zanotowała szósty czas i ustępowała między innymi innej Polce Weronice Prentce, z którą przegrała wyścig półfinałowy. Sam awans do finału był wielkim sukcesem, tymczasem podopieczna Krzysztofa Radomskiego w walce o medale poprawiła swój wynik aż o 0.8 sekundy, co dało jej bezcenne srebro".

 

Następnego dnia emocje sięgały zenitu. Jastrzębianka wiedziała już, na co stać rywalki. A one doskonale zdawały sobie sprawę, że ta cicha Polka ma dynamit w rękach. Piątkowe srebro automatycznie postawiło ją przecież w gronie faworytek w walce o medale na dystansie 50 m bi-fins. Relacjonowaliśmy na gorąco: "Piątkowe wicemistrzostwo świata juniorów w pływaniu w płetwach na dystansie 100 m bi-fins w wykonaniu niezawodnej Amelii Pisarczyk było tylko prologiem do... jeszcze większego sukcesu. W sobotę w greckiej Chanii zawodniczka KS Nautilus oraz SMS Racibórz zdobyła złoto na jednym ze swoich koronnych dystansów - 50 m bi-fins! Podopieczna Krzysztofa Radomskiego już w eliminacjach nie dała szans rywalkom, zdecydowanie wygrywając trzecią serię półfinałową i notując najlepszy czas w klasyfikacji ogólnej. W finale jastrzębianka dołożyła jeszcze mocniej i poprawiła swój wynik z 22.82 na 22.65, dzięki czemu nie pozwoliła się wyprzedzić Rosjance Lidii Stadnik, która w piątek wywalczyła brąz na 100 m bi-fins, a w sobotę była najgroźniejszą przeciwniczką Pisarczyk. Z kolei złota medalistka z piątku, Rosjanka Maria Patlasowa tym razem była czwarta, przegrywając brąz o 0.08 sekundy". W komentarzach posypały się gratulacje, a do Polski dotarła fotografia Polskiego Związku Płetwonurkowania, na której ubrana na biało-czerwono skromna dziewczyna z olimpijskim spokojem i... olimpijskim wieńcem na głowie stoi na najwyższym stopniu podium ze złotym medalem na szyi. - Minęło nieco czasu, zanim to wszystko do mnie dotarło. To było ogromne zaskoczenie. Po powrocie do Polski wszyscy mi gratulowali i życzyli kolejnych sukcesów. Nikt się tego nie spodziewał - przyznaje dziś Amelia. - Podjęliśmy wtedy nieco ryzykowną grę - wyjawia kulisy przygotowań trener Radomski. - Amelia nie pojechała na zgrupowanie z kadrą Polski, tylko ćwiczyła w Raciborzu i, czasem, również w Jastrzębiu. Marzyliśmy jednak o tym medalu i to się ziściło - mówi z radością szkoleniowiec.

 

To właśnie za to osiągnięcie czytelnicy JasNetu nagrodzili Amelię Pisarczyk w marcu 2015 roku tytułem Sportowca Roku. Była najmłodszą kandydatką w naszym plebiscycie i pozostawiła w pokonanym polu takie sportowe gwiazdy, jak Kamil Glik, Michał Łasko czy Leszek Laszkiewicz. Co bardziej zapalczywi kibice futbolu, hokeja czy siatkówki skomentowali ten wybór z przekąsem, ale... w istocie trudno ich zrozumieć. Nieczęsto przecież (bardzo daleko posunięty eufemizm) mieszkanka naszego coraz mniejszego miasta zostaje mistrzem świata! Co więcej, należy pamiętać, że w październiku nasza bohaterka będzie obchodzić dopiero siedemnaste urodziny. Gdy jej rówieśniczki poświęcają czas na rozrywkę, dyskoteki i wizyty w sklepach z modnymi ciuchami, ona trenuje, jeździ na zawody i... czasem nie wie, w co ma ręce włożyć. Dni powszednie spędza w Raciborzu, gdzie uczy się w Szkole Mistrzostwa Sportowego i ciężko trenuje po kilka godzin dziennie. Każdy weekend to udział w kolejnych zawodach, czy to w pływaniu tradycyjnym, czy pływaniu w płetwach. Trener Radomski wspominał sytuację, gdy po sukcesie w Pucharze Świata w Lipsku Amelia praktycznie prosto z autobusu z Niemiec o szóstej rano trafiła na trening w Raciborzu. Nie można sobie pozwolić nawet na tydzień przerwy, bo odpuszczenie kilku dni zajęć zadecydować na finiszu najważniejszych zawodów w sezonie o jednym milimetrze, o który lepsza będzie kolejna "wyciągnięta z kapelusza" Rosjanka.

 

Rok 2015, jak wspominał na początku trener Radomski, również może należeć do Amelii Pisarczyk. Jastrzębianka ma już za sobą bardzo udane starty w Pucharze Świata w Barcelonie i Lipsku, zdobywając w sumie pięć złotych i jeden srebrny medal. "Królowa stylu bi-fins" tylko raz musiała uznać wyższość rywalki i była nią Jelizawieta Sadychowa z Rosji, która w Katalonii zdołała pokonać Polkę na 200 m o całe... trzy setne sekundy. - Rzeczywiście, od pewnego czasu Rosjanki jakoś krzywo na mnie patrzą. Ale staram się nie zwracać na to uwagi - uśmiecha się Amelia. Co dalej? Lipiec to mistrzostwa Europy w Serbii, na których Amelia Pisarczyk będzie już faworytką do podium. Może być ciężko. Wiadomo, że wśród przeciwniczek obowiązuje hasło "bij mistrzynię". Wspinać się na sportowy szczyt jest łatwiej, niż na nim utrzymać. Natomiast hitem roku może okazać się wyjazd do... Egiptu. - W październiku w Kairze odbędzie się finał Pucharu Świata w naszej dyscyplinie. Będzie to ogromne wyzwanie finansowe dla klubu. Na zawody w Europie Środkowej możemy pojechać samochodami, ale do takiej Barcelony, nie mówiąc już o Egipcie, trzeba zwyczajnie udać się samolotem. Na razie jesteśmy w fazie... zastanawiania się nad tym. Ale zrobimy wszystko, aby Amelia mogła powalczyć w Kairze - deklaruje pan "Płetwa". 

 

Na koniec, jako swoiste podsumowanie, niech posłużą słowa samej zawodniczki, zdobywczyni tytułu Sportowca Roku 2014 JasNetu, które powinny być drogowskazem dla wszystkich naszych młodych zawodników, niezależnie od uprawianej dyscypliny. Na pytanie o to, kim dla Amelii Pisarczyk jest trener Krzysztof Radomski, mistrzyni świata juniorek odpowiedziała następująco. - Można powiedzieć, że... wszystkim! To trener Krzysztof Radomski nauczył mnie pływać i to dzięki niemu zaczęłam pływać w płetwach. Oczywiście, nie zawsze było słodko i miło. Czasem musiał mnie "ochrzanić" na treningu (śmiech). Ale wyszło mi to na dobre. Wszystko mu zawdzięczam - powiedziała Amelia Pisarczyk.

 

 

mg

KOMENTARZE

  • LM | 29/06 godz. 10:34

    Gratulacje dla zawodniczki i trenerów.

  • jasnet.pl | 26/06 godz. 23:02

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X