Dzisiaj jest: wtorek, 25 lipiec 2017   Imieniny: Jakub, Krzysztof, Walentyna

więcej ›

SPORT

Siatkówka



PlusLiga 2016/2017 - faza zasadnicza
01.10 AZS UWM Olsztyn (d)3:2
07.10 AZS Częstochowa (w)3:0
15.10 BBTS Bielsko-B. (d)3:0
21.10 Effector Kielce (w)3:2
26.10 MKS Będzin (d)1:3
29.10 ZAKSA Kędzierzyn (w)2:3
04.11 Resovia Rzeszów (d)3:1
09.11 Skra Bełchatów (d)3:2
14.11 Espadon Szczecin (w)3:1
26.11 Trefl Gdańsk (d)3:2
30.11 Cuprum Lubin (d)2:3
02.12 Czarni Radom (w)3:1
10.12 AZS Politechnika (d)3:2
14.12 GKS Katowice (d)3:1
16.12 Łuczniczka Bydg. (w)3:0
22.12 AZS UWM Olsztyn (w)1:3
07.01 AZS Częstochowa (d)3:0
21.01 Effector Kielce (d)3:0
30.01 BBTS Bielsko-Biała (w)3:1
03.02 MKS Będzin (w)3:1
10.02 ZAKSA Kędzierzyn (d)2:3
18.02 Resovia Rzeszów (w)3:1
22.02 Espadon Szczecin (d) 3:0
26.02 Skra Bełchatów (w)2:3
05.03 Trefl Gdańsk (w)3:1
08.03 Cuprum Lubin (w)3:2
13.03 Czarni Radom (d)3:0
18.03 AZS Politechnika (w)2:3
28.03 GKS Katowice (w)3:2
01.04 Łuczniczka Bydg. (d)3:0

PlusLiga - PÓŁFINAŁ
07.04 ZAKSA Kędzierzyn (d)0:3
12.04 ZAKSA Kędzierzyn (w)0:3

PlusLiga - MECZE O BRĄZ
18.04 Resovia Rzeszów (d)3:1
23.04 Resovia Rzeszów (w)3:2

Tabela końcowa - PlusLiga 2016/2017

1. ZAKSA Kędzierzyn
2. Skra Bełchatów
3. Jastrzębski Węgiel
4. Resovia Rzeszów
5. AZS UWM Olsztyn
6. Cuprum Lubin
7. Czarni Radom
8. Trefl Gdańsk
9. AZS Politechnika
10. GKS Katowice
11. MKS Będzin
12. Espadon Szczecin
13. Effector Kielce
14. BBTS Bielsko-B.
15. Łuczniczka Bydg.
16. AZS Częstochowa

Informacje o klubie
Rok założenia: 1949 (LZS Jastrzębie), 1961 (Górnik Jastrzębie), 2005 (spółka akcyjna)
Barwy: pomarańczowo-biało-czarne
Adres: al. Jana Pawła II 6, 44-335 Jastrzębie-Zdrój
Obiekt: Hala Widowiskowo-Sportowa, ul. Jana Pawła II 6, Hala Sportowa, ul. Reja 10
Rozgrywki: PlusLiga

Prezes: Adam Gorol
Trener: Mark Lebedew (Aus)
Asystent trenera: Leszek Dejewski
Trener przyg. fiz. Luke Reynolds (Aus)
Trener Akademii Talentów: Jarosław Kubiak

Kadra:
Przyjmujący: Jason de Rocco (Can), Marcin Ernastowicz, Salvador Hidalgo Oliva (Cub), Sebastian Schwarz (Ger), Kevin Tillie (Fra)
Rozgrywający: Radosław Gil, Lukas Kampa (Ger)
Środkowy: Damian Boruch, Grzegorz Kosok, Wojciech Sobala, Jakub Turski
Atakujący: Maciej Muzaj, Patryk Strzeżek
Libero: Karol Gdowski, Jakub Popiwczak

« powrót

ZAPOWIEDZI

2017-07-29

GKS 1962 Jastrzębie - MKS Kluczbork

1. kolejka piłkarskiej II ligi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-07-30

Bike Atelier MTB Maraton

Zawody kolarstwa górskiego

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-08-01

JKH GKS Jastrzębie - Orlik Opole

Sparingowy mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-08-04

JKH GKS Jastrzębie - HC AZ Hawierzów

Sparingowy mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Piwo" pełne... optymizmu

 

Choć w kwietniu będzie obchodził dopiero 21. urodziny, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników Jastrzębskiego Węgla. Kibice cenią nie tylko jego nieprzeciętny talent i ogromne zaangażowanie w grę zespołu, ale również... stałość w uczuciach. Nasz bohater może bowiem pochwalić się najdłuższym, bo już niemal pięcioletnim stażem w drużynie.

Jakub Popiwczak. Bez wątpienia przyszłość nie tylko jastrzębskiej, ale i całej polskiej siatkówki. Następca na pozycji libero Damiana Wojtaszka, który pozostaje zresztą jego wzorem do naśladowania. Prywatnie Kuba to niezwykle sympatyczny gość, o którym każdy jego rozmówca wypowiada się w samych superlatywach. Wśród wielu zalet ma jedną genialną cechę - niewyczerpane pokłady optymizmu.

Zapraszamy do obszernego wywiadu z młodym libero ekipy trenera Marka Lebedewa. Jakub Popiwczak opowiedział nam o swojej przygodzie z siatkówką i o tym, w jaki sposób trafił do Jastrzębskiego Węgla. Odpowiedział również na pytania dotyczące różnic między "szatnią" za czasów Lorenzo Bernardiego i Marka Lebedewa, a także wyjaśnił, na czym polega słynny amerykański fenomen Scotta Touzinsky'ego.

Zachęcamy do przygotowania czegoś ulubionego do spożycia przy lekturze. Sugerujemy... PIWO!

- Kto w Legnicy ma pseudonim "Piwo"?
Jakub Popiwczak - Dwie osoby. Mój tata i ja.

- "Duże Piwo" i "Małe Piwo"?
- Jest jeszcze "Mniejsze Piwo", czyli mój brat, ale on się oburza, gdy ktoś mówi do niego w ten sposób (śmiech). "Piwem" nazywają mnie koledzy z kadry młodzieżowej i znajomi z Wrocławia. Natomiast w Jastrzębiu zawsze byłem… po prostu Kubą.

- "Piwo" lubi piwo?
- Tak, jeśli jest do tego odpowiednia pora i okazja. Podejrzewam jednak, że ilość, jaką zdarza mi się spożywać, nikomu by nie zaszkodziła.

- Podobno miałeś być piłkarzem. Nawet mnie to nie dziwi, bo w przeciwieństwie do kolegów z drużyny jesteś… normalnego wzrostu.
- Rzeczywiście, przygodę ze sportem rozpoczynałem od futbolu. To jednak nie wynikało z wielkiej miłości do piłki nożnej, ale z faktu, że w Legnicy trudno było znaleźć zajęcia siatkarskie dla ucznia pierwszych klas podstawówki. Ojciec był siatkarzem w Ikarze Legnica, a mama grała w koszykówkę. Jeśli masz rodziców uprawiających wyczynowo sport, to prędzej czy później ty również tego spróbujesz. To tata zaszczepił we mnie siatkarską żyłkę, a potem trafiłem pod opiekę trenera Wojciecha Grzeszczuka. Ta dyscyplina była moim naturalnym wyborem, choć i w piłkę nożną nieźle mi szło.

- Trenowałeś w Miedzi Legnica?
- Tak. Jako zawodnik Miedzi otrzymywałem nawet powołania do kadry wojewódzkiej. W końcu jednak musiałem coś wybrać i postawiłem na siatkówkę, czym zawiodłem trenera Macieja Gałęzę, który mocno we mnie wierzył. Wysłuchałem potem z jego strony długiego kazania, że popełniam wielki życiowy błąd…

- Rozmawiałeś z nim, kiedy już zostałeś siatkarzem w PlusLidze?
- Nie, ale być może szkoleniowiec przeczyta ten wywiad i będzie miał powód do uśmiechu.

- Czujesz się bardziej legniczaninem czy już jastrzębianinem?
- Zawsze pozostanę legniczaninem, ale bardzo polubiłem Jastrzębie. Być może nie jest to najbardziej urokliwe miasto w Polsce, ale…

- Żartujesz? Artur Jędrzejczyk uważa, że jest najładniejsze na Śląsku!
- A oglądałeś filmiki z kadry? Facet ma nieziemskie poczucie humoru! A mówiąc poważnie - zadomowiłem się tu i każdemu mojemu znajomemu mówię, że czuję się tu bardzo dobrze. Nie żałuję, że trafiłem do Jastrzębia.

- Jak to jest mieć 20 lat i być najstarszym stażem w szatni?
- Świetnie! Jestem tu już piąty sezon i naprawdę cieszę się, że gram w Jastrzębskim Węglu i dane mi było przeżyć to, co przeżyłem. Pamiętam zarówno drużynę gwiazd, jak i czas, kiedy nagle okazało się, że klub ma ogromne problemy finansowe. Czasem żartuję, że mimo 20 lat mogę każdemu z kolegów powiedzieć, że muszą za mnie nosić sprzęt (śmiech).

- Znam dwie wersje tego, w jaki sposób trafiłeś do Jastrzębskiego Węgla. Według pierwszej miałeś wystąpić w roli prześladowcy drużyny prowadzonej przez trenera Jarosława Kubiaka. Druga mówi z kolei o dobrym występie na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Krakowie.
- Obie są prawdziwe i uzupełniają się wzajemnie. W lutym 2012 roku, kiedy grałem na wypożyczeniu w Spartakusie Jawor, zmierzyliśmy się w 1/8 finału mistrzostw Polski juniorów z zespołem z Piły, prowadzonym przez trenera Kubiaka. Dostaliśmy po głowie, ale mnie udało się zdobyć chyba ze trzydzieści punktów. Choć byłem zawodnikiem przegranego zespołu, otrzymałem tytuł MVP, co zdarza się bardzo rzadko. Kilka miesięcy później miała miejsce wspomniana olimpiada w Krakowie, gdzie wystąpiłem z kadrą Dolnego Śląska. Trener Kubiak pracował już wówczas w Akademii Talentów JW. Musiałem wówczas wpaść jemu lub Leszkowi Dejewskiemu w oko, bo jeden z nich wypytywał o mnie moich rodziców, którzy siedzieli na trybunach. Jako jedyni dopingowali Dolny Śląsk, więc trudno było ich nie zauważyć.

- Podobno byłeś wówczas już po rozmowach z AZS Częstochowa.
- Nawet przeszedłem testy! Ale, mówiąc szczerze, potraktowano nas tam mało zachęcająco. Tymczasem zaraz po turnieju w Krakowie do Legnicy zadzwonił… sam prezes Zdzisław Grodecki. Nie ukrywam, że zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Przecież dopiero co oglądałem go w telewizji! Jednak rodzice niechętnie zareagowali na propozycję przejścia do Jastrzębia. Ale kiedy w końcu zgodzili się na spotkanie z przedstawicielami klubu i zobaczyli, w jaki sposób to wszystko ma funkcjonować w Akademii Talentów, praktycznie bez mojej wiedzy przetransferowali mnie na Śląsk. Usłyszeli nawet, że "jak dobrze pójdzie, to Kuba szybko trafi do pierwszego zespołu", ale akurat tę obietnicę potraktowali jako, nazwijmy to, lekką propagandę.

- Tymczasem po kilku tygodniach trafiłeś do drużyny trenera Lorenzo Bernardiego, a trzy miesiące później zaliczyłeś debiut w wyjazdowym klasyku z Resovią. Pełne trybuny, telewizja, a ty grasz kapitalne zawody. Wymarzona sytuacja. Musiałeś się uszczypnąć?
- Nie było na to czasu, bo te piłki za szybko latały (śmiech). Przeskok był kosmiczny, to było jak film. Pamiętam, że powiedziałem wtedy Marcinowi Fejkielowi w wywiadzie, że jestem "dzieckiem szczęścia". Przecież dopiero co grałem w kadetach, a tu nagle dzielę szatnię z Michałem Łasko czy Michałem Kubiakiem! Dano mi szansę i myślę, że w miarę dobrze ją wykorzystałem. Dzięki temu zostałem w Jastrzębskim Węglu jako drugi libero i przez te kilka lat miałem okazję uczyć się od znakomitego zawodnika i świetnego człowieka - Damiana Wojtaszka.

- Trener Kubiak wyrażał opinię, że dla ciebie ten przeskok był zbyt duży.
- Miał rację i wielokrotnie mi o tym mówił. Na dłuższą metę nie byłem wówczas jeszcze gotowy do gry na takim poziomie. Rzeczywiście, ten mecz w Rzeszowie mi wyszedł. Ale w dwóch kolejnych zaliczyłem "padakę". Wiedziałem, co muszę nadrobić i nad czym należy pracować. Trener wałkował to ze mną setki razy i podkreślał, że jeśli cokolwiek zaniedbam, to prędzej czy później to wyjdzie.

- Jak radziłeś sobie z tym przeskokiem? To przecież nie tylko kwestia meczów, ale też treningów z gwiazdami, szkoły…
- Nie było łatwo. Miałem wprawdzie indywidualny tok nauczania, ale kiedy przeszedłem na siedem treningowych dni w tygodniu w zespole seniorów, to wieczorami padałem na twarz. To był ogromny skok nie tylko z powodu jakości zajęć, ale też pod kątem psychicznym. Na treningach w juniorach mogłeś coś zaniedbać, czasem trener coś zauważył, ale ci odpuścił, bo wiedział, że masz jeszcze czas na rozwój. Natomiast w ekipie PlusLigi nie mogło być o tym mowy. Nie miałeś prawa do rozkojarzenia. Przychodzisz na trening i masz nad sobą nie tylko szkoleniowca, ale i gwiazdy siatkówki, przy których nie wypadało nie dawać z siebie wszystkiego. Człowiek miał wiele batów nad głową i zdawał sobie sprawę, że każdy błąd może się źle skończyć.

- Słyszałem, że Lorenzo Bernardi nie był wzorem… opanowania. Nie można porównać go do statecznego Marka Lebedewa.
- Wiele zawdzięczam trenerowi Bernardiemu. Przecież to on pozwolił na włączenie mnie do pierwszej drużyny i dał mi szansę debiutu w PlusLidze w tak młodym wieku. A że miał, nazwijmy to, włoski temperament? Cóż, rzeczywiście nie tłumił w sobie emocji. Nie będę ukrywał, że dla tak młodego człowieka, jakim wówczas byłem, te krzyki były deprymujące. Wprawdzie jakoś to wszystko przetrwałem, ale czasem bardziej stresowałem się na treningach, niż podczas meczów.

- Jako jedyny zawodnik grałeś z gwiazdami i pozostałeś w drużynie do dziś. Da się porównać atmosferę obu szatni? Podobno teraz jest… normalniej.
- Ciężkie pytanie. Nie da się tego porównać. W "gwiazdorskich" czasach to ja byłem nowy w szatni. Młodziak wśród weteranów międzynarodowych aren. Do niektórych mówiłem nawet przez "pan". Dziś mam najdłuższy staż w klubie, a i lat mi przybyło. Natomiast nie jest tak, że kiedyś atmosfera była zła, a obecnie jest dobra. Po prostu jest… inna. Trzeba pamiętać, że wtedy w drużynie grała spora kolonia obcokrajowców. To byli przede wszystkim profesjonaliści, dla których liczył się mecz, trening, odpoczynek, regeneracja. Wielu z nich było ustatkowanymi ludźmi, mężami i ojcami. Siłą rzeczy trudniej było złapać jakąś mocniejszą więź. Dziś ekipa jest po prostu inna. Bierzemy udział w różnych akcjach społecznych czy odwiedzamy przedszkola. W kadrze jest więcej Polaków. W efekcie jesteśmy bardziej zżyci ze sobą.

- W 2015 roku pojawiły się kłopoty finansowe i wiele gwiazd opuściło klub. Ty pozostałeś. Nie miałeś wątpliwości?
- Nie. Szczerze mówiąc, to tylko raz w ciągu tych pięciu lat miałem myśli, czy dobrze zrobiłem, że wybrałem Jastrzębski Węgiel. Było to kilka tygodni po meczu z Resovią, o którym mówiliśmy…

- Zaraz, przecież wszyscy byli oczarowani tym, jak zagrałeś.
- Tak, ale potem przydarzyły mi się słabsze mecze. Okrutnie zbiła nas ZAKSA… Szybko pojawiły się myśli: "Kurde, co ja tutaj robię? Nie nadaję się na ten poziom, chcę do domu". Po kolejnych porażkach Lorenzo wywierał niesamowite ciśnienie. I tylko wówczas miałem myśli o tym, że powinienem być gdzie indziej. Później już nigdy nie myślałem o odejściu.

- Zadziwiająca stałość w uczuciach.
- Klub jest dobrze zorganizowany. Zarówno we władzach, jak i w sztabie szkoleniowym są sami profesjonaliści. Jest dobrze zarówno w szatni, jak i "na górze". Z rozmów z prezesem Adamem Gorolem wynika, że może być tylko lepiej. Chcę uczestniczyć w tej wizji i widzę naprawdę sensowne perspektywy. Koledzy czasem żartują, że mam w Jastrzębiu dożywocie (śmiech).

- A nie masz wrażenia, że występy w Jastrzębskim Węglu trochę przyhamowały twoją przygodę z młodzieżową reprezentacją Polski?
- Każdy chce reprezentować swoją ojczyznę. To najwyższe wyróżnienie. Nie będę ukrywał, że trochę przeżywałem fakt, iż nie otrzymałem powołania do kadry U23. Jednak nie jestem przecież jedynym młodym libero w Polsce. Jest Kacper Piechocki czy Mateusz Czunkiewicz. Taki był wybór selekcjonera i muszę to zaakceptować. Na pewno jednak nie mam poczucia, że winnym tej sytuacji jest klub, w którym gram. Uważam, że jeśli będę naprawdę dobry, to powołanie prędzej czy później trafi do Jastrzębia.

- Jako koledzy z zespołu zazdrościcie popularności Salvadorowi Olivie?
- Nie nazwałbym tego zazdrością (śmiech). Salvador ma znakomity charakter. Przywykliśmy do jego zachowania i jesteśmy szczęśliwi, że on potrafi tak genialnie nakręcać atmosferę.

- Spodziewałeś się, że tak "odpali"?
- Nigdy w życiu! Nikt nie miał prawa się tego spodziewać. Nie będę lał wody - zanim Oliva trafił do Jastrzębskiego Węgla nie wiedziałem, kto to jest. Nie miałem pojęcia, jak będzie grał i że będzie w stanie rozstawiać po kątach gwiazdy PlusLigi. Tym bardziej cieszę się, że Salvador jest z nami i gra tak wybornie.

- Słyszałem, że mocno przejęliście się odejściem Scotta Touzinsky’ego. Na czym polegał ten jego amerykański fenomen?
- Przypomnij sobie wiecznie uśmiechniętą i najbardziej pozytywnie nastawioną do życia osobę, jaką znasz. A następnie pomnóż przez sto. Taki jest Scott i dlatego był "dobrym duchem" drużyny. Gość nigdy nikomu nie powiedział złego słowa! Wszystko mu się podobało! Jeśli się wściekał, to wyłącznie na siebie. I ten zawsze uśmiechnięty człowiek pewnego dnia wychodzi na środek szatni i… nie wie, co powiedzieć, tylko z trudem hamuje łzy. To nas wszystkich po prostu kompletnie rozbiło. Po raz pierwszy uczestniczyłem w takim wydarzeniu, gdy komuś w taki sposób kończy się bardzo ważny etap w jego życiu. Dla mnie było to szczególnie trudne, bo z uwagi na różnicę wieku Touzinsky był dla mnie takim siatkarskim "tatą". Czasem spotykasz kogoś, o kim od początku wiesz, że będzie między wami chemia. Tak było ze Scottem.

- Touzinsky ma wrócić na play-offy…
- I dlatego mamy dodatkowy power, żeby do nich awansować! Chcemy, żeby Scott znów był z nami!

- Patryk Strzeżek przed sezonem deklarował, że jesteście w stanie powalczyć o czwórkę. Mało kto brał to na poważnie. Okazało się, że optymizm kapitana był uzasadniony.
- Trener Mark Lebedew miał określoną wizję zespołu i to wypaliło. Klub trafił z transferami, czego najlepszym dowodem jest Salvador. Mamy waleczną drużynę, którą stać na walkę o medale. Patryk wcale nie wygadywał jakichś "optymistycznych komunałów", tylko po prostu wyszedł z założenia, że jako ekipa chcemy iść do przodu. W poprzednim sezonie byliśmy średniakiem, więc w tym uczyniliśmy ruch w górę. Nasza postawa nie jest aż taką niespodzianką.

- O Touzinsky’m rzeczywiście mówi się, że był "dobrym duchem" zespołu, ale z perspektywy trybun wygląda to trochę inaczej. To ty wydajesz się być tym "dobrym duchem". Jeśli ktoś zawali akcję, to jesteś pierwszy do pocieszania. A jeśli zdobędzie punkt, to od ciebie od razu przyjmuje gratulacje.
- Nauczyłem się tego od Damiana Wojtaszka. Nie bez powodu uważam go za świetnego człowieka. Jego recepta jest banalna - trzeba być uśmiechniętym. Libero nie ma być może wielkiego wpływu na grę, ale jest w stanie mentalnie wspierać drużynę i dbać o atmosferę. Damian dodawał nam energii nie tylko na boisku, ale i w szatni. Jeśli ktoś przychodził rano zaspany na trening, to było pewne, że libero swoim dobrym humorem doprowadzi go do ładu. Staram się czerpać z tego wzorca. Koledzy nawet czasem z tego żartują i nazywają mnie "Wojtaszkiem".

- Wyglądasz na zarażonego chorobą optymizmu. Zawsze widzisz szklankę do połowy pełną?
- Trzeba podchodzić pozytywnie do życia. Czemu mam się przejmować czymś, co może się nigdy nie zdarzyć? Rzecz jasna, w głowie często pojawiają się jakieś czarne scenariusze, ale staram się nimi nie przejmować.

- Jesteś tu już pięć lat. Masz jakąś ulubioną knajpę?
- "Italiana" w Żorach! Przez kilka lat stołowaliśmy się tam jako zespół i kilku z nas już na własny rachunek do dziś podtrzymuje tę tradycję. Mogę ten lokal szczerze polecić tym bardziej, że właściciel jest kibicem Jastrzębskiego Węgla i chodzi na mecze z całą rodziną. Natomiast w Jastrzębiu wraz z kolegami bywamy w burgerowni "Darmozjad". Bardzo lubię też "Stary Zdrój".

- Podobno kibice też cię karmią…
- Rzeczywiście, byłem kiedyś zaproszony na obiad! Pani z Klubu Kibica postanowiła mnie ugościć i wraz z jej rodziną spędziliśmy kilka bardzo miłych godzin. Oczywiście nie zabrakło tradycyjnych śląskich klusek! Co tu dużo mówić, nasi fani są wzorem do naśladowania dla wszystkich sympatyków siatkówki w Polsce. Zawsze są z nami i wspierają nawet w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nas nie wygwizdali, jak to się czasem dzieje w innych halach. Wspaniali ludzie.

- Ostatnio do pierwszego zespołu Jastrzębskiego Węgla trafił chłopak z Zebrzydowic, Jakub Turski. Twoja rada dla niego i jego rówieśników, jako nieco starszego, ale znacznie bardziej doświadczonego kolegi?
- Moglibyśmy przegadać kolejną godzinę na ten temat (śmiech). Ale chyba najważniejsze jest to, aby nigdy się nie poddawać. Jeśli trener nie da ci szansy, nie wyjdzie ci pięć meczów z rzędu albo w jakikolwiek inny sposób powinie ci się noga - nie poddawaj się. Staraj się przez to przejść i wierz w siebie. Jeśli ktoś potrafi zapanować nad sobą w najtrudniejszych chwilach, to może zajść naprawdę daleko.

Fot. Magdalena Kowolik
Zdjęcie profilowe: www.jastrzebskiwegiel.pl.

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Ania | 10/02 godz. 14:39

    Legnica jest dumna z takiego legniczanina! Kuba, reprezentacja z pewnością się o Ciebie upomni:)

  • Gość | 10/02 godz. 10:48

    Mądry poukładany chłopak, młodzi powinni brać przykład z niego. Powodzenia Kuba;-)

  • paul | 09/02 godz. 16:59

    Na przyjeciu

  • Przemek | 09/02 godz. 14:22

    To Kuba wcześniej grał na ataku?

  • lol | 09/02 godz. 13:47

    No elegancko, jest zespól , jest moc , będzie czwórka

  • b. | 09/02 godz. 13:25

    bardzo fajny wywiad i bardzo fajny pozytywny człowiek :) powodzenia Kuba :)

  • jasnet.pl | 09/02 godz. 09:53

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X