Dzisiaj jest: czwartek, 27 lipiec 2017   Imieniny: Julia, Natalia, Wszebor

więcej ›

SPORT

Piłka nożna



Terminarz II ligi - jesień 2017

29.07MKS Kluczbork (d)18:00
05.08Gryf Wejherowo (w)-:-
12.08Błękitni Stargard (d)17:00
19.08Stal Stalowa Wola (w)-:-
23.08GKS Bełchatów (d)17:30
26.08Znicz Pruszków (d)17:00
02.09ŁKS Łódź (w)-:-
09.09Olimpia Elbląg (d)16:00
16.09Warta Poznań (w)-:-
23.09Wisła Puławy (d)15:00
30.09Radomiak Radom (w)-:-
07.10Garbarnia Kraków (d)15:00
14.10Siarka Tarnobrzeg (w)-:-
21.10Rozwój Katowice (d)14:00
28.10Legionovia (w)-:-
04.11ROW Rybnik (d)13:00
11.11Gwardia Koszalin (w)-:-
18.11MKS Kluczbork (w)-:-
25.11Gryf Wejherowo (d)13:00

Relacje video - sezon 2016/17:
GKS 1962 - Olimpia G. 1:0
GKS 1962 - Lechia Dz. 2:2
GKS 1962 - Śląsk II W. 4:2
GKS 1962 - Falubaz 2:1
GKS 1962 - Rekord 1:0
GKS 1962 - Pniówek 4:1
GKS 1962 - Stal Brzeg 3:0
GKS 1962 - Miedź II 4:2
GKS 1962 - Polkowice 3:3
GKS 1962 - Kowary 9:0
GKS 1962 - Żmigród 1:1
GKS 1962 - Ruch Z. 0:2
GKS 1962 - Wałbrzych 0:0
GKS 1962 - Skra Cz. 2:0
GKS 1962 - Zabrze II 2:1
GKS 1962 - Ślęza 4:0
GKS 1962 - BKS Stal 4:0

Tabela - III liga - grupa III

Błękitni Stargard      
Garbarnia Kraków (b)      
GKS Bełchatów      
GKS Jastrzębie (b)      
Gryf Wejherowo      
Gwardia Koszalin (b)      
Legionovia Legionowo      
ŁKS Łódź (b)      
MKS Kluczbork (s)      
Olimpia Elbląg      
Radomiak Radom      
ROW Rybnik      
Rozwój Katowice      
Siarka Tarnobrzeg      
Stal Stalowa Wola      
Warta Poznań      
Wisła Puławy (s)      
Znicz Pruszków (s)      

Informacje o klubie
Rok założenia: 1962 (Górnik Jastrzębie), 2010 (GKS 1962)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Harcerska 14B, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Stadion Miejski, ul. Harcerska 14B
Rozgrywki: III liga śląsko-opolska

Prezes: Dariusz Stanaszek
Trener: Jarosław Skrobacz
Trener bramkarzy: Sławomir Królczyk Trener prz.fiz.: Damian Zawierucha
Kierownik drużyny: Kamil Błachut
Fizjoterapeuta: Natalia Sajdak

Kadra:
Bramkarze: Grzegorz Drazik, Bartosz Szelong
Obrońcy: Kacper Kawula, Dominik Kulawiak, Piotr Pacholski, Krzysztof Suchecki, Kamil Szymura, Piotr Trąd, Damian Zajączkowski
Pomocnicy: Faril Ali (Ukr) Tomasz Dzida, Krzysztof Gancarczyk, Tomasz Musioł, Marcin Ruda, Bartosz Semeniuk, Dominik Szczęch, Damian Tront, Dawid Weis
Napastnicy: Wojciech Caniboł, Maciej Gaszka, Kamil Jadach, Daniel Szczepan

« powrót

ZAPOWIEDZI

2017-07-29

GKS 1962 Jastrzębie - MKS Kluczbork

1. kolejka piłkarskiej II ligi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-07-30

Bike Atelier MTB Maraton

Zawody kolarstwa górskiego

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-08-01

JKH GKS Jastrzębie - Orlik Opole

Sparingowy mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-08-04

JKH GKS Jastrzębie - HC AZ Hawierzów

Sparingowy mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Bez kibiców to nie miałoby sensu"


Trener GKS Jastrzębie Jarosław Skrobacz; fot. Jan Kalinowski (baron)

 

Od sobotnich szaleństw minęło zaledwie kilka dni. Tymczasem trzecioligowa rzeczywistość wydaje się tak odległa, jak robota podczas urlopu. Majowy kryzys był jedynie koszmarkiem w trakcie popołudniowej drzemki, a całe te siedem lat mozolnego powrotu na szczebel centralny polskiego futbolu jawią się obecnie czymś nierealnym, jakimś epizodem wojennym w czasach pokoju. A przecież dopiero co grupa osób zakładała gdzieś w zakamarkach Omegi nowy klub kilka tygodni po tym, jak "prezydent zamknął miasto" Jerzemu Woźniakowi. Matko jedyna, ileż razy przez te siedem lat nowa GieKSa stawała na krawędzi. Wielu z nas nawet nie zdaje sobie z tego sprawy...

Zaczynaliśmy od okręgówki, a i to należało uznać za dar od losu, bo przy całej niechęci działaczy związkowych naszej drużynie groziły derby z rezerwami Polonii Marklowice w klasie B. Dziś jesteśmy w II lidze jako sensacyjny ćwierćfinalista poprzedniej edycji Pucharu Polski. Z tamtej ekipy, która w sezonie 2010/2011 walczyła z Jejkowicami i Szczejkowicami do chwili obecnej w GieKSie grają tylko Kamil Jadach i Adrian Kopacz. Ogromny szacunek dla tych panów Panów.

Dziś nikt nie chce pamiętać złych chwil. Dziś wszyscy chcą marzyć, że będzie coraz lepiej. Dziś nawet największy hejter trzy razy przemyśli, zanim odważy się podnieść klawiaturę na trenera Jarosława Skrobacza, którego w Legnicy kibice nosili na rękach.

Dość tego. Wystarczy tych wspomnień, od których można nabawić się zespołu stresu pourazowego. Zapraszamy do lektury wywiadu ze szkoleniowcem, który jest jednym z głównych architektów sukcesu o pięknym imieniu "II liga". Jarosław Skrobacz - trzeci trener w historii jastrzębskiego futbolu, po Ryszardzie Dudzie i Piotrze Rzepce, który wprowadził GKS Jastrzębie na poziom rozgrywkowy, obejmujący w jednej grupie całą Polskę.

- Co pan odczuwał po meczu w Legnicy, podrzucany pod niebo przez szczęśliwych kibiców?
Jarosław Skrobacz - Na pewno ogromną radość i równie wielką ulgę. Za sprawą zwycięstwa z rezerwami Miedzi zeszło z nas wszystkich ogromne ciśnienie. Wiedzieliśmy, że stać nas na wygraną i zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy zdobyć trzy punkty. Zawsze jednak powtarzam, że poza naszą chęcią jest jeszcze 90 minut walki, przeciwnik, boisko i szereg innych czynników, które mogą zagrać na niekorzyść, a które w sobotę na szczęście nie zaistniały. Prowadziliśmy zdecydowanie i na kwadrans przed końcem mogliśmy wreszcie odetchnąć, bo nic nie zapowiadało, że Miedź jest w stanie nas "ugryźć". Nie musieliśmy też oglądać się na wynik meczu Ruchu Zdzieszowice. Niemniej, ja już swoje przeżyłem i mimo tej radości zdaję sobie sprawę, że po kilku dniach świętowania należy wrócić do rzeczywistości i myśleć o tym, co dalej.

- Nie miał pan ochoty, wzorem Wąskiego z "Killerów II", po zwycięstwie w Legnicy retorycznie zapytać dyżurnych krytyków czy tzw. internetowych hejterów: "I kto teraz jest debeściak"?
- Nawet w najtrudniejszym czasie nie odczułem jakiegoś wielkiego naporu krytyki w moim kierunku. Owszem, docierały do mnie sygnały o komentarzach w sieci, ale nie przejmowałem się tym. Zdaję sobie sprawę, że jeden człowiek jest w stanie napisać 20 komentarzy i w ten sposób próbować wpływać na opinię większej liczby osób. My robiliśmy swoje. Gdybyśmy mieli martwić się głosami takich niedowartościowanych anonimów, równalibyśmy do ich poziomu.

- Świętowanie już było czy szykuje się jakaś poważniejsza impreza w okresie urlopowym?
- Mieliśmy na to czas w miniony weekend. Inna sprawa, że po raz pierwszy droga powrotna z meczu wyglądała tak, a nie inaczej (śmiech). Nie miałem jednak sumienia, aby przerywać chłopakom zabawę. To był radosny autobus ze wspaniałym powrotem do Jastrzębia, gdzie w środku nocy czekali na nas kibice. Ci ludzie naprawdę zasługują, żeby przy Harcerskiej było coś więcej niż tylko III liga. Cały czas powtarzam - bez kibiców to wszystko nie miałoby sensu.

- Jednak nie zawsze było tak sympatycznie, żeby wspomnieć chociażby rozmowy z piłkarzami po meczach przy ogrodzeniu. O komentarzach w internecie nawet nie mówię.
- Fani, którzy nas wspierają przychodząc na stadion, są prawdziwymi kibicami. Na dobre i na złe. Z ich strony nie odczuliśmy jednak jakichś nieprzyjemnych gestów. Natomiast kibic ma prawo być niezadowolony z wyników. Żąda zwycięstw i marzy, aby jego drużyna grała jak najlepiej. Dlatego nie dziwiło mnie zniecierpliwienie ze strony części sympatyków. To normalne. Jestem człowiekiem otwartym na krytykę, ale chciałbym, aby była ona konstruktywna. Chętnie porozmawiam z każdym, kto ma coś sensownego do powiedzenia.

- Na konferencji prasowej po meczu ze Skrą Częstochowa nie mówił pan wiele, a jedynie zadedykował zwycięstwo tym, którzy postawili krzyżyk na zespole. Gryzł się pan w język, aby nie powiedzieć więcej?
- Myślę, że tak. To nie był łatwy okres. Ludzie, którzy głośno krzyczeli, że są blisko klubu i utożsamiają się z drużyną, w momencie serii niepowodzeń potrafili wieszać na nas psy i, za przeproszeniem, "wbijać nóż w plecy". Tamta sytuacja odnosiła się do tych osób i one doskonale wiedzą, że chodzi właśnie o nie.

- Wiele mówiło się o podziałach w szatni. Pojawiały się plotki, że część piłkarzy nie chce awansu.
- To są rzeczy wyssane z palca. Najwięcej złego uczyniły tu wspomniane przed chwilą osoby, które kręciły się blisko drużyny i najwyraźniej chciały poczuć się ważne. Robiono podchody pod zawodników i mówiono im wręcz, że awans jest niepotrzebny, bo w klubie nie ma pieniędzy. Prosiłem piłkarzy, aby odsunęli się od tych ludzi i to chyba się udało.

- Czy kwietniowo-majowy kryzys nie był, paradoksalnie, pokłosiem sukcesu w Pucharze Polski? Nie uwierzyliśmy za szybko, że cała liga położy się przed nami?
- Coś w tym jest. W pewnym momencie "głowy" przestały pracować tak, jak powinny. Mieliśmy na tyle dużą przewagę w tabeli, że osiągnęliśmy nadmierne samozadowolenie. Zdawałem sobie sprawę, że przy skromnej kadrze nie będziemy w stanie bez przerwy grać na tak wysokim poziomie, jak jesienią. To załamanie prędzej czy później musiało przyjść. Co jednak istotne, w momentach kryzysu potrafiliśmy ciułać punkty. Nawet w najgorszej chwili nie straciliśmy pozycji lidera, mimo że Ruch Zdzieszowice rzucił się za nami w szaloną pogoń. Oni naprawdę bardzo chcieli awansować. Przetrwaliśmy zastój, a niepowodzenia scementowały drużynę. Dzięki znakomitej atmosferze w ekipie oraz bardzo dobrej współpracy na linii szatnia-sztab-zarząd potrafiliśmy pokonać kryzys i pod koniec sezonu odnosiliśmy już praktycznie same zwycięstwa.

- Czy oznaką zbliżającego się dołka nie była porażka w Pucharze Polski z Odrą Centrum Wodzisław?
- Absolutnie nie. Powiem więcej, tego meczu w tym aspekcie w ogólnie nie brałbym pod uwagę. Mówiąc wprost - gdybyśmy dziś dodatkowo grali w pucharze, to tego jednego punkciku przewagi nad Ruchem Zdzieszowice nie dalibyśmy rady utrzymać. Wyszło nam to na dobre.

- Rozmawiamy zaledwie dwa dni po meczu w Legnicy, a wydaje się, że III liga jest już odległą epoką. Z tej perspektywy proszę o szczerość - nie miał pan chwil zwątpienia w rundzie wiosennej?
- Szczerze mówię, że nie! Oczywiście wolałbym, abyśmy zapewnili sobie awans na cztery kolejki przed końcem sezonu, oszczędzając nam wszystkim masy nerwów i stresu. Nie miałem jednak ani chwili zawahania. Wiedziałem, że wykonaliśmy zimą ogromną robotę. Być może w rezultacie w marcu i kwietniu pracowaliśmy na zbyt dużych obciążeniach i to mogło także przyczynić się do wspomnianego zastoju. Brakowało nam bowiem wtedy nieco dynamiki z przodu. Najważniejsze jednak, że w końcówce tamto ryzyko opłaciło się i przyniosło wspaniałe owoce.

- Nie bał się pan również zmian w składzie. Nawet Grzegorz Drazik usiadł na ławce.
- Każdy trener szuka jak najlepszych rozwiązań. Jeśli zespołowi nie idzie, to należy wprowadzić pewne korekty, choć oczywiście zawsze łatwiej jest oceniać je już po zakończonym spotkaniu. Ja jednak tego komfortu nie mam i decyzję muszę podjąć przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Mamy w kadrze 18-19 piłkarzy, którzy ostro pracują na miejsce w pierwszej jedenastce. Każdy z nich ma szansę na grę. Natomiast nieco inna sytuacja była z Grzegorzem Drazikiem, który wypadł ze składu po meczu w Turzy Śląskiej. Tu jednak chodziło o pewne kwestie pozaboiskowe. Daliśmy szansę Jakubowi Świerczkowi, który w pojedynku z Olimpią Kowary nie miał wiele pracy, ale i nie popełnił żadnego błędu. W kolejnych spotkaniach spisywał się coraz lepiej. Potem jednak przyszedł fatalny, przegrany 3:4 mecz w Brzegu. Przy czym nie zgadzam się z opiniami tych kibiców, którzy oskarżają Kubę o tę porażkę. Większość drużyny zagrała źle i to jest niepodważalny fakt.

- No właśnie, co stało się w Brzegu?
- Wie pan, że nawet kiedy teraz myślę o tym meczu, to puszczają mi nerwy? Niepojęte, że mogliśmy to spotkanie przegrać! Stal nie postawiła nam jakichś kosmicznych warunków. Trzy razy uderzyła na bramkę i strzeliła cztery gole. Wina była po naszej stronie. Zagraliśmy nonszalancko. Zabrakło nam koncentracji. Nie wiem, z czego to wynikało. Z panującego upału? Z pewnych drobnych czynników, które w efekcie ułożyły się w większą całość? Mówiąc wprost - zawaliliśmy ten mecz i niepotrzebnie dołożyliśmy sobie i kibicom dodatkowego stresu.

- Przejdźmy do bardziej pozytywnych kwestii. Czy to był najpiękniejszy sezon w pana karierze?
- Jeśli pyta pan o samodzielną pracę, to na pewno tak. Wiadomo jednak, że w pamięci zawsze pozostaną chwile spędzone w ekstraklasie, wyjazdy na piękne stadiony i atmosfera pełnych widowni. Jednak jesienią przy okazji spotkań w Pucharze Polski oraz w końcówce sezonu również przy Harcerskiej czuło się podobne wsparcie z trybun. Ten sezon był bardzo udany. Kto latem minionego roku mógł sądzić, że będziemy nadawali ton rozgrywkom? Przypomnę, że rok temu walczyliśmy do końca o utrzymanie w słabszej niż obecna III lidze z tymi samymi Zdzieszowicami, z którymi teraz rywalizowaliśmy o awans, a które latem i zimą solidnie wzmocniły kadrę.

- Objął pan zespół w maju 2016 roku. Gdyby wówczas ktoś powiedział, że za 14 miesięcy prowadzona przez pana drużyna będzie sensacją Pucharu Polski i drugoligowcem... uwierzyłby pan?
- Szczerze powiedziawszy, nie wybiegałem aż tak daleko w przyszłość. Wtedy oceniłbym co najwyżej, że w klubie musi się bardzo wiele zmienić. I rzeczywiście, przez ten rok dokonaliśmy sporego skoku organizacyjnego. GKS znajduje się teraz na wyższym poziomie nie tylko pod względem piłkarskim. Udało się to zarówno dzięki pracy własnej, jak i za sprawą pomocy Miasta, w tym pani prezydent Anny Hetman i Rady Miasta. Mam poczucie, że akurat dla tutejszych polityków los klubu piłkarskiego jest ważniejszy niż podziały partyjne. Z drugiej strony, czuliśmy wsparcie tych osób, które są z nami na co dzień - zaczynając od znakomicie dbającego o murawę przy Harcerskiej pana Jana, przez osoby pracujące przy Kościelnej, dzięki którym możemy trenować w perfekcyjnych, jak na III-ligowe standardy, warunkach. Dziękuję MOSiR-owi, pani dyrektor Zofii Florek i panu wicedyrektorowi Michałowi Szelongowi. Za ich sprawą po tylu latach istnienia futbolu w Jastrzębiu mamy profesjonalną salę konferencyjną z projektorem, a także odnowione szatnie i dostęp do odnowy biologicznej. To wszystko wymagało mnóstwa pracy. Dlatego każdy ma swoją cegiełkę w sukcesie, jakim jest II liga.

- Na niemal każdej konferencji prasowej trenerzy rywali, oczywiście poza Adamem Noconiem z Ruchu Zdzieszowice, życzyli nam awansu. To była kurtuazja, czy poza kamerami mówili to samo?
- To było bardzo miłe. Przyznam, że przed meczem w Legnicy otrzymałem wiele sympatycznych sms-ów i odbyłem kilka rozmów z trenerami drużyn z naszej ligi. Wszyscy zgodnie podkreślali, że GKS-owi należy się ten awans, bo gramy najlepszą piłkę. Dostałem sporo takich życzeń i sądzę, że były one szczere. Przecież nikt nikogo nie zmuszał do tych deklaracji.

- Wie pan, że jest trzecim trenerem w historii GKS Jastrzębie, który wprowadził nasz zespół do ligi obejmującej w jednej grupie cały kraj? Pierwszy był Ryszard Duda w 1988 roku, a drugi - Piotr Rzepka przed dekadą.
- Jeśli rzeczywiście tak jest, to zaszczytem jest znaleźć się w tak doborowym towarzystwie. Pozdrawiam serdecznie pana Ryszarda, natomiast z Piotrkiem Rzepką spotkamy się wkrótce na konferencji w Warszawie. Piotr śledzi zresztą nasze wyniki i przy okazji ostatniej rozmowy życzył nam awansu.

- Nie musi pan angażować się w życie klubu, ale nie poprzestaje jedynie na funkcji trenera. Walczy pan o ten klub, chociażby rozmawiając z politykami. Z czego to wynika?
- Pracuję tutaj i daję z siebie wszystko. Widzę, jak bardzo kibice w Jastrzębiu są spragnieni sukcesów i jak wspaniale na nie reagują. Dla nich po prostu warto pracować na maksimum możliwości. Ponadto uważam, że należy darzyć szacunkiem miejsce, w którym się pracuje. Trzeba być lojalnym wobec zwierzchników. Uważam, że każde działanie, które ma być uwieńczone sukcesem, składa się z tysięcy małych elementów i najmniejszy z nich może decydować o wszystkim. Każdy z członków zarządu i sztabu szkoleniowego oraz pracowników klubu stara się, aby tak było.

- Przejdźmy wobec tego do najbliższej przyszłości. Może to pytanie nie do końca do pana, ale… czy jesteśmy gotowi na II ligę?
- Pod kątem organizacyjnym na pewno będzie trzeba poświęcić kilka dni, aby dopiąć te kwestie na przysłowiowy ostatni guzik. Wierzę, że zarząd zrobi wszystko, co w jego mocy, aby finansowe podstawy działalności klubu były jak najsolidniejsze. Wiem, że prowadzone są rozmowy z osobami, które mogą nam pomóc. Jednak sporym kłopotem jest to, że wielu chłopaków nie tylko gra w piłkę, ale i pracuje. To był problem już w III lidze, a przecież warunki II-ligowe to inny świat. Będziemy musieli wypracować tu jakiś kompromis. Natomiast jeśli chodzi o stronę czysto piłkarską, to musimy wzmocnić zespół. Bez dwóch zdań - to jest bezwzględnie konieczne. Chociaż wiosną ominęły nas kontuzje naderwań czy naciągnięć mięśni, to grając w systemie środa-sobota ledwo dociągnęliśmy w całości do końca rozgrywek. Musimy pokusić się o zawodników, którzy będą stanowić wzmocnienie drużyny, a przynajmniej będą w stanie skutecznie rywalizować o miejsce w pierwszym składzie.

- O jakich formacjach mówimy?
- De facto o… wszystkich! Od bramkarza, przez obronę i pomoc aż po atak. Idealnie byłoby, gdybyśmy mieli golkipera-młodzieżowca. Poza tym proszę zwrócić uwagę na środek obrony - na pierwszy rzut oka wszystko jest super, bo mamy solidnych Piotra Pacholskiego i Kamila Szymurę oraz perspektywicznego Kacpra Kawulę. Jednak Szymura pracuje na kopalni, a Pacholski jest policjantem. Nie daj Boże Kaprowi przydarzy się kontuzja albo nadmiar kartek. I co wtedy? Podobnie jest w pomocy i ataku. Przecież Wojciech Caniboł i Daniel Szczepan również pracują.

- Jedną kwestią są wzmocnienia, ale przecież na młodych zwycięzców III ligi też rozpocznie się polowanie. Kacper Kawula, Daniel Szczepan, Dominik Kulawiak czy Dominik Szczęch to łakome kąski.
- Jeśli ktoś będzie chciał odejść do znacznie lepszego klubu, to na pewno nie będziemy hamowali mu szans na karierę. Natomiast w innej sytuacji nie widzę sensu zmiany barw. Jestem jednak przekonany, że bez większych problemów zdołamy utrzymać obecną kadrę. A co do podchodów - pojawiały się jakieś sygnały od managerów, ale należy je traktować z przymrużeniem oka.

- Nie mogę nie zapytać o króla strzelców III ligi.
- A ja nie będę ukrywał, że Wojtek Caniboł bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Był niezwykle skuteczny, a tytuł króla strzelców nie bierze się znikąd. Znam Wojtka od wielu lat i wiem, że nigdy nie był on typem egzekutora. Lepiej spisywał się w środku pola i próbował swoich sił na skrzydle. Tymczasem w tym sezonie wyrósł na najlepszego snajpera. Ukłony dla niego. Muszę przyznać, że cieszy mnie to, iż drużyna znalazła równowagę między defensywą a ofensywą. Wcześniej prezentowaliśmy taki trochę "radosny futbol". Każdy chciał strzelać gole, co mogło działać w IV lidze, ale nie może funkcjonować w II. Nawet tak ofensywni gracze, jak Kamil Jadach, Farid Ali czy Dominik Szczęch mieli zadania w obronie i wywiązywali się z nich. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach wszyscy bronią i wszyscy atakują. Taki jest nowoczesny futbol.

- Kim jest Kamil Jadach dla tej drużyny?
- Jej kapitanem z prawdziwego zdarzenia. Kamil jest tu od zawsze i podejrzewam, że na zawsze zostanie (śmiech). Jest uwielbiany przez kibiców i ceniony przez kolegów. Jeśli tylko ma spokój w głowie i nie zajmuje się rzeczami, którymi nie do końca powinien się zajmować, to jest zawodnikiem "nie do wyjęcia" z zespołu. Dawałem zresztą temu wyraz, stawiając na niego, gdy miał słabsze momenty. Dlaczego? Bo nawet wtedy skupiał na sobie uwagę przeciwników. Uważam, ze Jadach wywiązał się z zadania. Nie strzelał wielu bramek, ale jego postawa na boisku i poza nim dały nam wiele cennych punktów.

- Jaki jest plan działań na tę krótką przerwę letnią?
- Istotnie, mamy bardzo mało czasu, bo niespełna półtora miesiąca. Urlopy potrwają dwa tygodnie, a do zajęć wracamy 5 lipca. Rozegramy kilka sparingów, w tym z pierwszoligowym Zagłębiem Sosnowiec, a także z Rekordem Bielsko-Biała czy Pniówkiem Pawłowice. Na 29 lipca zaplanowana jest pierwsza kolejka II ligi. Życzyłbym sobie, aby na powitanie przyjechała do Jastrzębia jakaś mocna firma.

- Może wybiegamy za daleko w przyszłość, ale którą lokatę po rundzie jesiennej uzna pan za satysfakcjonującą?
- Chciałbym, abyśmy uniknęli nerwówki. Pozycja powyżej dwunastej, a może nawet dziesiątej, będzie w porządku. Pamiętajmy, że jesteśmy beniaminkiem. Oczywiście marzyłaby się nam droga, jaką przeszła Odra Opole, jednak każdy kibic musi pamiętać, że tamten klub funkcjonuje w zupełnie innych realiach finansowych.

- Zapewne dlatego po dwóch awansach z rzędu podziękowano Janowi Furlepie. Może dla porządku zapytam również, czy i Jarosław Skrobacz zostaje w Jastrzębiu?
- Na pewno musimy w naszym gronie porozmawiać o przyszłości GKS Jastrzębie. Chcę wiedzieć, na czym stoimy i czy nie grozi nam stagnacja. Muszę być pewien, że istnieje możliwość rozwoju tej młodej drużyny. Nie możemy przez kolejne lata wyłącznie cieszyć się z tego, co już mamy. Najistotniejsze jest, abyśmy wszyscy ciągnęli ten wózek w tę samą stronę, tak jak to było dotychczas. Chcę uzyskać obietnicę, że pójdziemy do przodu. Już poprawiliśmy wiele rzeczy, ale przed nami jeszcze sporo pracy.

- Czyli jednym zdaniem…
- Nasze pierwszoligowe marzenie powinno być realne w przewidywalnej perspektywie czasowej.

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Stary Kibic | 23/06 godz. 07:46

    No, no. Przyznam się że przeczytałem dwa razy i jeszcze wracam do fragmentów. Brawo redaktorze - bardzo dobry wywiad. Brawo panie Skrobacz - fachowe, spokojne i wyważone odpowiedzi, widać że zależy panu na GKS.

  • Sylwa | 21/06 godz. 23:42

    Swietny wywiad i więcej takich Mariusz. Proszę nie bać się i rozmawiać częściej szczerze i merytorycznie. Należy mówić o problemach i zamierzeniach. Razem damy radę! Nasze pierwszoligowe marzenie powinno być realne w przewidywalnej perspektywie czasowej - to jest piękne zdanie. To musimy zrobić.

  • Adam | 21/06 godz. 00:51

    To prawda co napisał Danger: " skoro Odra Wodzisław dała radę" i dopowiadam: bardzo często żyła ze sprzedaży swoich wychowanków i wpływów z Ekstraklasy, to my też przy dobrej organizacji powinniśmy podołać. Teraz będzie o nas więcej informacji na arenie ogólnopolskiej, więc i sponsorów oraz kibiców powinno być więcej. Zobaczymy, zawsze to lepiej uzyskać awans i liczyć na lepszą przyszłość niż kisić się w III lidze z tą samą grupą wiernych 500-1000 kibiców.

  • Pawłowice | 20/06 godz. 23:05

    Gratulacje awansu bo byliście najlepszym zespołem tej ligi i zdecydowanie zasłużenie wygraliście ligę. Nie wiem o co chodzi z tym wpisem o Panie z Pawłowic, ale trener Skrobacz był u nas bardzo lubiany i zrobił dobry wynik. Na pewno nikt w Pawłowicach nie mówi o nim źle. Pozdrawiam i do zobaczenia na waszym stadionie podczas II ligowych spotkań.

  • Danger | 20/06 godz. 21:12

    wszystko i na temat skoro kiedys taka Odra Wodzislaw dala rade to dlaczego my nie mozemy.....liczymy na to kiedys byla moda na kibicva GKS-u mysle ze jak bedziemy grac w 2 lidze i jeszcze dobrze to ludzi w Jastrzebiu na stadionie przybedzie...tak jak kiedys...

  • Tomasz | 20/06 godz. 21:00

    Bardzo dobry i ciekawy wywiad. Widać, że trener mimo iź jest z Wodzisławia :) w pełni utożsamia się z klubem i jest 100% zaangażowany w swoją pracę w Jastrzębiu. Jest ambitny, inteligentny i widać, źe ma cel i wizję tego zespołu na przyszłość. Szacunek dla niego, potrafił przezwyciężyć kryzys zespołu (a to jest sztuka), jest wyważony. Oby tak dalej a będzie dobrze.
    A do krytyka trenera pod psed 1962 proszę, żeby nie komentował na portalu swoich żałosnych komentarzy krytykujących, bo widać że kolega 1962 ma jakiś kompleks :(

  • tinki winki | 20/06 godz. 20:30

    ciekawe gdzie jest teraz ten Pan z Pawłowic, co tak się wymądrzał w sprawach trenera... Brawo Trener! Szacunek!

  • jasnet.pl | 20/06 godz. 07:35

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X