Dzisiaj jest: sobota, 21 października 2017   Imieniny: Hilary, Jakub, Urszula

więcej ›

SPORT

Hokej



Terminarz PHL 2017/2018

10.09Unia Oświęcim (d)4:2
15.09Automatyka G. (d)5:1
17.09Naprzód Janów (w)2:3 d.
19.09GKS Tychy (d)1:4
22.09SMS PZHL (d)7:1
24.09Cracovia (w)3:2 k.
03.10GKS Katowice (w)4:3 d.
06.10Polonia Bytom (w)3:0
08.10Podhale NT (d)3:2
13.10Orlik Opole (w)1:2 k.
15.10pauza
20.10Unia Oświęcim (w)6:2
22.10GKS Katowice (d)18:00
27.10Automatyka G, (w)-:-
29.10Naprzód Janów (d)18:00
31.10SMS PZHL (w)-:-
03.11Cracovia (d)18:00
05.11GKS Tychy (w)-:-
17.11Polonia Bytom (d)18:00
19.11Podhale NT (w)-:-
24.11Orlik Opole (d)18:00
26.11pauza
01.12Orlik Opole (w)-:-
03.12Naprzód Janów (w)-:-
05.12Unia Oświęcim (d)-:-
19.12GKS Katowice (w)-:-
22.12Automatyka G. (d)-:-
05.01Cracovia (w)-:-
07.01GKS Tychy (d)-:-
12.01Polonia Bytom (w)-:-
14.01Podhale NT (d)-:-
19.01Orlik Opole (d)-:-
21.01Naprzód Janów (d)-:-
26.01Unia Oświęcim (w)-:-
28.01GKS Katowice (d)-:-
30.01Automatyka G. (w)-:-
02.02Cracovia (d)-:-
04.02GKS Tychy (w)-:-
09.02Polonia Bytom (d)-:-
11.02Podhale NT (w)-:-

Skróty video 2017/2018
JKH GKS - Unia Oświęcim 4:2
JKH GKS - MHA Gdańsk 5:1
JKH GKS - GKS Tychy 1:4
JKH GKS - Podhale 3:2

Tabela PHL 2017/2018
1. GKS Tychy113066:19
2. Cracovia102555:24
3. JKH GKS112439:22
4. GKS Katowice102158:30
5. Podhale N. T.101838:32
6. Automatyka G.101536:39
7. Unia Oświęcim111231:40
8. Orlik Opole101131:31
9. Naprzód Janów10827:52
10. Polonia Bytom10731:41
11. SMS PZHL1109:91

Informacje o klubie
Rok założenia: 1952 (Jastrzębianka), 1963 (Górnik Jas-Mos), 2005 (JKH Czarne)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Leśna 4, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Lodowisko Jastor, ul. Leśna
Rozgrywki: Polska Hokej Liga

Prezes: Kazimierz Szynal
Trener: Robert Kalaber (Svk)
Asystent trenera: Rafał Bernacki
Kierownik drużyny: Jerzy Błaszczyk
Kierownik ds. tech.: Dariusz Wywiał

Kadra:
Bramkarze: Tomasz Fuczik (Cze), Oskar Prokop, Ondrzej Raszka, Oskar Załucki
Obrońcy: Maciej Balcerek, Tobiasz Bigos, Jakub Gimiński, Jan Homer (Cze), Ivan Jankovicz (Svk), Vladimir Lukaczik (Svk), Jakub Michałowski, Kordian Chorążyczewski, Jakub Kubesz (Cze)
Napastnicy: Bartosz Bichta, Jakub Blanik, Krzysztof Bryk, Dominik Jarosz, Kamil Kącki, Tomasz Kominek (Cze), Tomasz Kulas, Leszek Laszkiewicz, Patryk Matusik, Łukasz Nalewajka, Radosław Nalewajka, Dominik Paś, Patryk Pelaczyk, Kamil Świerski, Martin Vozdecky (Cze), Kamil Wróbel

« powrót

ZAPOWIEDZI

2017-10-21

GKS 1962 Jastrzębie - Rozwój Katowice

14. kolejka piłkarskiej II ligi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-10-21

Jastrzębski Węgiel - Resovia Rzeszów

6. kolejka siatkarskiej PlusLigi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-10-22

JKH GKS Jastrzębie - KH GKS Katowice

13. kolejka Ekstraligi hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-10-25

Jastrzębski Węgiel - BBTS Bielsko-Biała

1. kolejka siatkarskiej PlusLigi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Dominik Paś: Uzależniony od lodu

 

Na przełomie marca i kwietnia czytelnicy działu sportowego JasNetu wybrali Sportowca Roku 2016, którym po zaciętej bitwie na głosy wybrany został Dominik Paś. Ten niespełna 18-letni napastnik JKH GKS Jastrzębie, jedno z największych odkryć minionego sezonu w polskiej ekstralidze, zgromadził ponad 51% głosów, dystansując pozostałych dziewięciu kandydatów.

Zwykle spotykamy się z naszymi laureatami w ich naturalnym środowisku, ale... w tym specyficznym przypadku byłoby to mocno utrudnione z uwagi na trwającą od wiosny do późnego lata przerwę na Lodowisku Jastor. W związku z nią ekipa trenera Roberta Kalabera trenuje "na sucho", a sam lód powróci na obiekt przy Leśnej dopiero za kilka tygodni. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - dzięki temu Wasz i nasz laureat ma okazję zaprezentować się bez kasku, do czego na co dzień nie jesteśmy przyzwyczajeni.

Zapraszamy do wywiadu z Dominikiem Pasiem - Sportowcem Roku 2016. Młody as JKH GKS i "Król Strzelców" zeszłorocznych młodzieżowych Mistrzostw Świata Dywizji IIA w Rumunii opowiedział nam o swojej fascynacji hokejem i... tęsknocie za lodem. Natomiast z naszej strony liczymy, że i w następnym plebiscycie będziemy mieli taki sam "kłopot bogactwa" przy wyborze hokejowego kandydata, bo będzie to oznaczało kolejny niezwykle udany rok dla JKH GKS Jastrzębie.


- Gratulacje dla Sportowca Roku 2016. Zaskoczony?
Dominik Paś - Oczywiście. Szczerze mówiąc, kiedy na trzy dni przed końcem głosowania mój główny konkurent do zwycięstwa miał sporą przewagę, nie sądziłem, że losy plebiscytu mogą się jeszcze odwrócić. Dlatego pierwsze miejsce było dla mnie podwójną niespodzianką.

- Słyszałem, że masz wiele fanek i to one załatwiły ci wygraną.
- Nic mi o tym nie wiadomo, a przynajmniej żadnej z nich nie dane mi było poznać (śmiech). Wiem, że głosy na mnie oddawała cała moja rodzina, rodzina dziewczyny Pauliny oraz znajomi.

- To wycofuję podejrzenia o głosy fanek, bo będziesz miał kłopoty z Pauliną. Jaka była reakcja otoczenia na twoje zwycięstwo?
- Spokojna i zwyczajna. Trochę gratulacji oraz uścisków dłoni. Wszystko w granicach normy.

- Skoro część oficjalną mamy już za sobą, to przejdźmy do hokeja. Skąd wziąłeś się w tej dyscyplinie? Nie jesteś z "Szóstki", więc nie miałeś Jastora pod nosem.
- Moja przygoda z tą dyscypliną rozpoczęła się jakieś dziesięć lat temu. Jeden z moich kolegów grał w hokeja. Spodobało mi się to. Wraz z bratem Mateuszem namówiliśmy rodziców, żeby zabrali nas na trening. Już nie pamiętam, kto go prowadził, ale był to albo Jacek Dywan, albo Daniel Czubiński. Ledwo potrafiliśmy ustać na łyżwach, a już się przepychaliśmy na lodzie. I tak zostało do dziś. Miałem wtedy sześć czy siedem lat. Potem trenowałem też piłkę nożną w Szkółce Piłkarskiej MOSiR, ale w końcu musiałem coś wybrać. Hokej zwyciężył.

- Kim był ten kolega, któremu JKH GKS Jastrzębie zawdzięcza Dominika Pasia?
- Zabawne, ale nie pamiętam! On dość szybko skończył przygodę z hokejem.

- Przez te wszystkie lata, zanim trafiłeś do seniorów, byłeś też kibicem, czy trybuny nie były twoim żywiołem?
- Przed rozpoczęciem nauki w sosnowieckiej Szkole Mistrzostwa Sportowego nie opuszczałem praktycznie żadnego ligowego spotkania. Powiem więcej - bywało również tak, że po naszych treningach zostawałem na zajęciach seniorów i obserwowałem z trybun, jak to wszystko wygląda w dorosłym hokeju.

- Kogo z tamtych lat najchętniej podpatrywałeś?
- Leszka Laszkiewicza i Grzegorza Pasiuta. Ich styl gry najbardziej mi pasował.

- Ale raczej nie przewidywałeś, że z tym samym Laszkiewiczem będziesz stosunkowo szybko tworzył jeden z najlepszych ofensywnych duetów w ekstralidze.
- Absolutnie się tego nie spodziewałem! Na początku mojej przygody z hokejem cele były jasne - grać i trenować jak najlepiej. Ponieważ jednak "zaczęło wychodzić", więc pojawiły się pierwsze sukcesy w hokeju młodzieżowym. Trenerzy w klubie stawiali na mnie. W związku z tym powoli oswajałem się z myślą, że za kilka lat być może zagram w pierwszej drużynie JKH GKS. Ale obserwując Leszka z perspektywy trybun nie sądziłem, że to wszystko stanie się tak błyskawicznie.

- Zanim trafiłeś do wspomnianej Szkoły Mistrzostwa Sportowego nie miałeś żadnego momentu zawahania?
- Że niby miałbym mieć dość hokeja? Absolutnie nie. Wiadomo, że czasem człowiek był zmęczony po treningu czy wściekły po porażce, ale kiedy po sezonie nie ma lodu, to już po kilku dniach marzę, żeby wrócić na łyżwy.

- No to chyba jesteś uzależniony od lodu.
- Tak, mogę to przyznać - jestem (śmiech).

- Sosnowiecki SMS jawił się zatem dla ciebie jako naturalna droga. Z dzisiejszej perspektywy - dobra decyzja?
- Oczywiście. Połączenie sportu z nauką to w moim przypadku idealne rozwiązanie. Nie mogę też nie docenić faktu, że właśnie w barwach SMS U20 Sosnowiec miałem okazję zadebiutować w ekstralidze i liznąć hokeja na najwyższym krajowym poziomie.

- Dość bolesny był ten debiut. Nie deprymowały was wysokie porażki?
- Na pewno nikt nie cieszył się z nich, ale z drugiej strony - nie ciążyła na nas żadna presja. Wiedzieliśmy, że rywalizujemy z profesjonalistami, którzy grają za kasę. Dla nas miała to być przede wszystkim nauka. Chcieliśmy wynieść z tych meczów jak najwięcej. Ten sezon w barwach SMS U20 dał mi bardzo wiele. Nie wiem, jak poradziłbym sobie teraz w ekstralidze, gdybym nie miał tamtego przetarcia.

- Jako zawodnik SMS U20 przyjechałeś na Jastor w roli gościa. Dostaliście 0:7, a ty udzielałeś nam wywiadu z małą dziewczynką na ramieniu. Kto to był?
- Moja siostra Pola. Jest na każdym meczu. Przychodzi na lodowisko z mamą i tatą. Dobrze mieć takich kibiców.

- W 2016 roku, kiedy miałeś jeszcze 16 lat, trafiłeś do seniorów JKH GKS Jastrzębie. Już wiemy, że była to dla ciebie wielka niespodzianka.
- Nawet kiedy dowiedziałem się od kolegów, że w klubie ma zostać zorganizowane jakieś spotkanie w sprawie powrotu kilku z nas do JKH GKS, to nie wierzyłem, że obejmie to również mnie. Byłem potężnie zaskoczony, ale pojawiły się też pewne obawy…

- Że nie dasz rady?
- Generalnie wszyscy mieliśmy wątpliwości, czy w ogóle znajdzie się dla nas miejsce w składzie. Liczyliśmy się bowiem z tym, że powrót do Jastrzębia będzie równał się konieczności siedzenia na ławie lub na trybunach. Z tej perspektywy pozostanie w Sosnowcu dawało teoretycznie większe możliwości gry w ekstralidze. Jednak trener Robert Kalaber przekonał nas, że warto tu wrócić i że będzie na nas stawiał. Było to już po słynnych strajkach w JSW. Wiedzieliśmy, jaka jest w związku z tym sytuacja w klubie i postanowiliśmy zaryzykować. Okazało się, że skorzystanie z tej szansy było strzałem w dziesiątkę. Kalaber nie tylko dotrzymał słowa, ale wręcz dawał nam więcej czasu na lodzie, niż moglibyśmy przewidywać w najbardziej optymistycznym scenariuszu.

- Kalaber ma opinię trenera o ciężkiej ręce. Nie obawiałeś się tego?
- Istotnie, jest wymagającym szkoleniowcem, ale dla mnie to znakomity wybór. Potrafi krzyknąć, ale dzięki temu wszyscy dają z siebie sto procent, co wyjdzie nam tylko na dobre. Jeśli mam do wyboru trenera ostrego i spokojnego, to wolę tego pierwszego. Kalaber przekonywał, że w JKH GKS będziemy mieli możliwość nauki. To okazało się prawdą. Zapewniał, że nie stracimy na powrocie na Jastor.

- W twoim przypadku można powiedzieć, że wykorzystałeś szansę w dwustu procentach. Zostałeś odkryciem sezonu, a zespół sensacyjnie awansował do szóstki.
- Nie spodziewaliśmy się, że wykręcimy taki wynik. Średnia wieku wynosiła zaledwie 21 lat. Poza kilkoma doświadczonymi zawodnikami niemal same "łebki". Jednak ciężkie treningi i wiara w to, że jako młodzi mamy okazję pokazać się, dały efekty. Naszym celem było "nie zniknąć" z polskiego hokeja. I w efekcie awansowaliśmy do grupy silniejszej.

- Na ile oceniałbyś twój osobisty sukces w tamtym sezonie jako zasługę tego, że miałeś za ofensywnego partnera Leszka Laszkiewicza?
- Myślę, że naprawdę sporo, bo dużo łatwiej gra się mając takiego partnera w ataku. Jednak pod koniec sezonu trener przesunął mnie do trzeciej piątki, żeby sprawdzić, jak będę sobie radził bez pomocy lidera drużyny. Wyszło nieźle, bo wciąż strzelałem bramki. Wiadomo jednak, że przy grze w przewadze najważniejsze jest doświadczenie, więc tu Leszek Laszkiewicz był niezbędny.

- Kiedy po raz pierwszy wszedłeś do szatni seniorów na Jastorze miałeś "miękkie nogi"?
- Na początku wszyscy byliśmy nieco onieśmieleni, ale chłopaki błyskawicznie skrócili dystans. Żadnego mówienia per "pan", również do Leszka. Wszyscy doskonale wiemy, co Laszkiewicz osiągnął w swojej bogatej karierze, a mimo to w żaden sposób nie dał nam odczuć tego, że jest gwiazdą. Po prostu - starszy kolega z drużyny.

- Laszkiewicz nie ukrywał w wywiadzie na naszych łamach, że widzi w tobie ogromny potencjał.
- Miałem okazję czytać ten wywiad. To świetna motywacja do dalszej pracy. Daje też wiele do myślenia. Mogę tylko cieszyć się, że tak wybitny sportowiec mnie docenia.

- Mówił też, że o ile warunkami fizycznymi nie grzeszysz, to zadziwiasz zadziornością.
- Staram się nadrabiać brak wzrostu i masy sprytem oraz właściwym przeglądem tafli. Wiem, gdzie i kiedy mam się znaleźć na lodzie. Lubię też twardą grę. Jeśli rywal jest silniejszy, to wiadomo, że się od niego odbiję (śmiech). Ale mimo wszystko również on co nieco poczuje przy okazji, stąd następnym razem będzie czuł większy respekt.

- Nie cofasz pięści.
- Na razie nie miałem okazji się sprawdzić, mam jednak kratę w kasku, a to nieco komplikuje sprawę.

- Nie mogę nie zapytać o "mecz-marzenie", czyli 6:1 z Cracovią. Kiedy zjechaliście do szatni, wierzyliście, że to działo się naprawdę?
- Mega-zaskoczenie. Byliśmy w szoku, że wygraliśmy w takim stosunku z taką potęgą. Utrzymywaliśmy jednak kontakt z rzeczywistością i nie traktowaliśmy tego w kategoriach cudu, co zresztą udowodniliśmy także w meczu z Tychami. Zagraliśmy bardzo dobrze, wspieraliśmy się wzajemnie i daliśmy z siebie wszystko. Udowodniliśmy, że potrafimy wygrać z każdym. Efektem była szalona radość.

- Nie będę ukrywał, że o twojej nominacji do plebiscytu na Sportowca Roku zadecydowała nie tylko postawa w minionym sezonie, bo na miano "odkryć roku" zasłużyło jeszcze kilku twoich kolegów, ale również tytuł "Króla Strzelców" młodzieżowych Mistrzostw Świata Dywizji IIA. Wiadomo, że poziom imprezy to nie NHL, ale faktem jest, że to ty zdobyłeś tę koronę. Jak wspominasz turniej w Rumunii?
- To był mój pierwszy mistrzowski turniej w życiu. Długo nie byłem pewien, czy w ogóle dostanę szansę gry w tej imprezie. Moje początki w kadrze nie były "różowe". Debiutowałem w wieku 16 lat podczas jakichś zawodów w Tychach i nawet nie pamiętam szczegółów, bo grałem mało i w ostatnich piątkach. Byłem wkurzony, że trener na mnie nie stawia i nie wierzy w moje umiejętności. Dlatego podczas tych mistrzostw w Rumunii, kiedy już dostałem szansę, diabelnie chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli zawalę sprawę, to wrota do kadry zatrzasną mi się przed nosem. Być może dlatego wyszło tak, jak wyszło. Przy czym należy pamiętać, że moje gole to również zasługa kolegów z zespołu, którzy na mnie grali.

- No to ukręciłeś na siebie bicz, bo teraz rozrywają cię dwie kadry. U-18 i U-20. Nie "zajadą" cię?
- Nie! Bardzo się cieszę, że teraz selekcjonerzy mają do mnie zaufanie. Uwielbiam hokej i z przyjemnością gram w reprezentacji. To zaszczyt, który łączy się z wysokim poziomem gry i naprawdę fajnymi przeżyciami. Dlatego nie obawiam się, że mnie "zajadą", choć czasami jest naprawdę ciężko. Ale jestem młody, to dam radę.

- Leszek kazał ci to powiedzieć?
- (śmiech) Nie, ale zgadzam się z nim.

- Kolejne turnieje mistrzowskie nie były już tak udane. W Słowenii prześladował was pech, a ty, zamiast na liście strzelców, wylądowałeś wśród najwyżej ukaranych. Z Japonią dostałeś nawet 10 minut.
- Tak, ale uważam, że akurat tamta sytuacja została źle oceniona przez sędziego, który potraktował moją akcję jako "atak na głowę". Jestem przekonany, że nic takiego nie miało miejsca. Podobną opinię usłyszałem zresztą od trenera. W polskiej ekstralidze arbiter być może wysłałby mnie na dwie minuty na ławkę kar, a i to nie jest pewne.

- A wasz występ w turnieju?
- Niewypał. Tragedia w moim wykonaniu, nie pokazałem nawet połowy tego, co potrafię. Żadnego trzymania się taktyki. Nie wiem, co mam powiedzieć. Mieliśmy wprawdzie również pecha, ale nikt nie kazał nam przecież łapać tylu kar. W zasadzie połowę meczów graliśmy w niepełnym zestawieniu. Ten słaby wynik to tylko i wyłącznie nasza wina. Nie możemy obwiniać ścian, pogody i sędziów. Na przykład z Ukrainą prowadziliśmy już 2:0, a potem dostaliśmy głupią karę i wszystko się posypało. W dogrywce mogliśmy wprawdzie wygrać, ale znów popełniliśmy błąd i to rywale cieszyli się ze zwycięstwa. Tyle.

- Nauczka, sprowadzenie na ziemię czy cenne doświadczenie?
- Wszystkiego po trochu. Jestem przekonany, że jako zespół wyciągniemy z tego turnieju wnioski na przyszłość. Ja osobiście również. W kolejnych zawodach będę starał się jeszcze ciężej pracować, ale przede wszystkim poprawię koncentrację.

- Zapewne chciałbyś już mieć okazję skoncentrować się na zgrupowaniu najstarszej kadry.
- Oczywiście. To marzenie każdego zawodnika. Nie wszyscy dostają szansę, ale może akurat mnie się uda. Być może w przyszłym sezonie do klubu przyjdzie jakieś powołanie, choć jestem świadomy, że moje warunki fizyczne mogą być przeszkodą nie do pokonania. Mecze reprezentacji to przecież zupełnie inna bajka niż liga.

- Prezes Kazimierz Szynal uważa, że w nowym sezonie będzie wam znacznie trudniej. Rywale wiedzą, co potraficie. Nie będziecie już uważani za "dzieciaki do ogolenia".
- Z jednej strony na pewno tak. Ale z drugiej - po pierwszej części minionego sezonu już wszyscy w lidze wiedzieli, że coś tam umiemy. Nie lekceważyli nas, tak jak na początku jesieni, a my mimo to wciąż zdobywaliśmy gole i punkty. Zdawano sobie sprawę, że jesteśmy waleczną ekipą, która nabiera charakteru, więc mobilizowano się także na nas. My jednak nadal potrafiliśmy wygrywać. Sądzę, że w przyszłym sezonie nie będzie tak źle.

- Sportowe marzenie Dominika Pasia?
- Nie będę oryginalny - NHL.

- Zatem tego ci mogę życzyć?
- Na razie proszę o bardziej przyziemne życzenia, a więc dobrych występów w kadrze oraz kolejnych goli w barwach JKH GKS Jastrzębie. A dla zespołu - jak najwyższego miejsca w ekstralidze.

- Czyli walczymy o mistrzostwo?
- Jak zawsze!

Fot. Magdalena Kowolik & Łukasz Parylak

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • | 27/07 godz. 10:06

    napisano,że ze samym L.L będziesz tworzył jeden z najleprzych ataków lidze,a gdzie ten trzeci z ataku,nie wiedziałem że atak składa sięz dwóch napastników,a tak naprawdę to grał razem z L.L chyba do poczatku grudnia,nie spinajcie się,potem już tak nie było fajnie jak go dał do trzeciej formacji, a na MŚ nic nie pokazał, atak na marginesie to złoty medal z MŚ ma tylko dwuch naszych zawodników,ale wtedy było cicho,nie wiem maże że była kasa,

  • Kibic | 26/07 godz. 17:20

    Nie dziwne

  • jasnet.pl | 29/06 godz. 16:53

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X