Dzisiaj jest: wtorek, 24 kwietnia 2018   Imieniny: Aleksander, Horacy, Feliks

więcej ›

SPORT

Piłka nożna



Terminarz II ligi - jesień 2017

10.03Stal Stalowa Wola (d)2:1
25.03Znicz Pruszków (w)3:0
30.03ŁKS Łódź (d)1:0
04.04Błękitni Stargard (w)0:1
07.04Olimpia Elbląg (w)1:0
14.04Warta Poznań (d)0:2
21.04Wisła Puławy (w)1:0
28.04Radomiak Radom (d)17:00
05.05Garbarnia Kraków (w)17:00
09.05Siarka Tarnobrzeg (d)17:30
12.05Rozwój Katowice (w)17:00
16.05GKS Bełchatów (w)19:00
19.05Legionovia (d)18:00
26.05ROW Rybnik (w)17:00
02.06Gwardia Koszalin (d)18:00


Tabela - II liga

1. GKS Jastrzębie 26 58 42:15
2. Warta Poznań 26 47 34:18
3. ŁKS Łódź 25 46 30:16
4. Radomiak Radom 27 44 42:29
5. Olimpia Elbląg 25 39 35:30
6. Błękitni Stargard 25 37 27:22
7. GKS Bełchatów 26 35 40:36
8. Siarka Tarnobrzeg 25 35 37:37
9. Garbarnia Kraków 25 34 32:29
10. ROW Rybnik 27 34 39:44
11. Znicz Pruszków 27 32 31:39
12. Gryf Wejherowo 26 30 29:36
13. Wisła Puławy 26 30 29:30
14. Rozwój Katowice 25 30 22:30
15. Stal Stalowa Wola 26 27 24:31
16. MKS Kluczbork 24 25 21:35
17. Legionovia 25 23 29:38
18. Gwardia Koszalin 26 23 24:52
       

Informacje o klubie
Rok założenia: 1961 (Górnik Jastrzębie), 2010 (GKS 1962)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Harcerska 14B, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Stadion Miejski, ul. Harcerska 14B
Rozgrywki: II liga

Prezes: Dariusz Stanaszek
Trener: Jarosław Skrobacz
Trener bramkarzy: Sławomir Królczyk Trener prz.fiz.: Damian Zawierucha
Kierownik drużyny: Kamil Błachut
Fizjoterapeuta: Natalia Sajdak

Kadra:
Bramkarze: Grzegorz Drazik, Bartosz Szelong
Obrońcy: Kacper Kawula, Dominik Kulawiak, Oskar Mazurkiewicz, Piotr Pacholski, Krzysztof Suchecki, Kamil Szymura, Damian Zajączkowski
Pomocnicy: Faril Ali (Ukr) Tomasz Dzida, Krzysztof Gancarczyk, Tomasz Musioł, Marcin Ruda, Bartosz Semeniuk, Szymon Stach, Dominik Szczęch, Damian Tront, Dawid Weis
Napastnicy: Kamil Adamek, Wojciech Caniboł, Kamil Jadach, Ville Salmikivi (Fin), Daniel Szczepan

« powrót

ZAPOWIEDZI

2018-04-25

Jastrzębski Węgiel - Resovia Rzeszów

1. mecz rywalizacji o 5. miejsce PlusLigi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-04-25

Finał GP Młodzieżowej Ligi Biegowej

Zawody lekkoatletyczne

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-04-27

12. Jastrzębski Test Coopera

Sprawdź swoją formę fizyczną

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-04-28

GKS 1962 Jastrzębie - Radomiak Radom

28. kolejka II ligi piłkarskiej

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Spotkania w Diamencie? Miękkie nogi i ciary..."


 

Piotr Rzepka jako trener GKS Jastrzębie (pożegnalny mecz z Wisłą Płock - 24.05.2008)
Fot. Jan Kalinowski (baron)

 

W ostatnią sobotę listopada piłkarze GieKSy pokonali na Stadionie Miejskim Gryf Wejherowo 3:0 i tym samym przypieczętowali tytuł mistrzów jesieni. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego część nieco starszych kibiców z Harcerskiej miała okazję do uśmiechu. Trenerem rywali jest bowiem Piotr Rzepka, który dziesięć lat temu wprowadził nasz zespół na zaplecze ekstraklasy. Awans dało wówczas derbowe zwycięstwo 3:2 z GKS Katowice, po którym Jastrzębie dłuuuugo nie kładło się spać. Wróćmy zatem na chwilę do tego pięknego 2007 roku.

- Jak się panu wraca do Jastrzębia?
Piotr Rzepka (trener Gryfa Wejherowo) - Wiadomo, że każdy chce być twardzielem, ale serducho zawsze mocniej bije. Przeżyłem tu piękne dwa lata. Aż trudno uwierzyć, że to było całą dekadę temu… Czas niesamowicie szybko ucieka. Te wszystkie pozytywne chwile na zawsze pozostaną w pamięci. Nawet jeśli moja aktualna drużyna rywalizuje z GKS Jastrzębie, to, choć oczywiście chcę wygrać jako jej trener, czuję ten sentyment. Mam na świecie kilka "swoich miejsc" i Jastrzębie na pewno jest w ścisłej czołówce tego zestawienia.

- Pamięta pan dzień 26 maja 2007 roku i to wszystko, co działo się w godzinach nocnych?
- Pamiętam, że nawet przez kilka kolejnych dni się działo (śmiech). Wszyscy cieszyliśmy się z tego upragnionego awansu. Zeszło z nas wtedy ogromne ciśnienie. Ówczesna III liga była bardzo mocna, z Katowicami, Rakowem Częstochowa i paroma innymi solidnymi firmami. Od początku walczyliśmy o II ligę, ale zdawaliśmy sobie sprawę, jaka jest skala trudności przy tak wyrównanej stawce. Tymczasem na trzy kolejki przed końcem sezonu mieliśmy taką przewagę, że mogliśmy świętować. Cieszyliśmy się nie tylko z samego awansu, ale też ze znakomitego stylu, w jakim osiągnęliśmy cel.

- Pan oczywiście wie, że w pamięci wielu kibiców tamto wydarzenie zawsze będzie kojarzyć się z Piotrem Rzepką.
- To działa w obie strony. Ja również wspaniale wspominam tamten czas.

- Jeśli z dzisiejszej perspektywy spojrzymy na kadrę ówczesnej GieKSy, to widzimy niesamowity potencjał. Przecież Artur Jędrzejczyk był filarem kadry na Euro 2016, Kamil Wilczek został królem strzelców ekstraklasy, a dziś bryluje w Danii. Może trzeba było próbować iść za ciosem po awansie do II ligi?
- Już wiosna w III lidze pokazała siłę tego zespołu. Wygrywaliśmy mecz za meczem i zatrzymała nas dopiero Walka Zabrze, ale miało to miejsce tuż po spotkaniu z Katowicami, więc tę porażkę trzeba traktować nieco inaczej (śmiech). Potencjał był rzeczywiście spory, ale musimy pamiętać, że Jędrzejczyk wówczas dopiero debiutował w seniorach, a Wilczek wracał z Hiszpanii i musiał "nauczyć się" polskiej II ligi. Ale przecież nie tylko oni stanowili o sile tej ekipy. Maciek Małkowski, Tomek Foszmańczyk, Kuba Kafka, Robert Żbikowski, Bartek Grabczyński, Mariusz Adaszek…

- Dziś gwiazda reklamy.
- On miał ogromne możliwości czysto piłkarskie. Musiałbym wymienić wszystkich, a naprawdę nie chciałbym nikogo pominąć. Ten zespół praktycznie nie miał słabych punktów, a na dodatek wzmocnił go jeszcze po powrocie z Grecji Witek Wawrzyczek, który stał się ulubieńcem kibiców. Wawrzyczek był filarem i na boisku, i w szatni. W jednym momencie w Jastrzębiu pojawiło się wielu świetnych ludzi, którzy na dodatek nadawali na tych samych falach. W tej drużynie była "chemia". W 2007 roku byliśmy zresztą najlepszą drużyną w Polsce pod względem sumy punktów zdobytych wiosną i jesienią. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli tak dobrze idzie, to chce się jeszcze więcej. Ale czasem potrzeba cierpliwości. Nie wszystkich zawodników mogliśmy zatrzymać w Jastrzębiu, bo część była wypożyczona i wracała do swoich macierzystych klubów. Może trochę szkoda, że istotnie nie poszliśmy za ciosem, ale to była sytuacja jak z lat siedemdziesiątych. Po Igrzyskach Olimpijskich w Monachium i Mistrzostwach Świata w RFN wydawało się, że drużyna Kazimierza Górskiego zawładnie światem. Ale futbol tak nie działa. Zawsze pojawiają się trudne momenty. Wtedy piłkarze, działacze i trenerzy przechodzą swoją weryfikację.

- Przyzwyczailiśmy się wówczas do zwycięstw?
- Musimy pamiętać, że to jest rzeczywistość analogiczna do tej, gdy z syrenki nagle przesiadamy się do mercedesa. To jest łatwe. Ale kiedy przychodzą kłopoty, czyli mercedesa zamieniamy na małego fiata, to pojawia się problem. W futbolu jest podobnie. Nie ma zespołu, który bez przerwy jest na fali wznoszącej. Kryzysy muszą się pojawić. Można jedynie żałować, że tamta przygoda GKS Jastrzębie z zapleczem ekstraklasy skończyła się tak, a nie inaczej.

- Pierwszym zimnym prysznicem było 0:4 w Lublinie, gdzie drużynę wspierało ośmiuset kibiców z Harcerskiej, którzy pojechali na ten mecz pociągiem. Pamięta pan Daniela Koczona?
- Hattricka nam strzelił... Chcieliśmy wtedy chyba za bardzo grać w piłkę, a tymczasem boisko kompletnie się do tego nie nadawało. Raz piłka stanęła w błocie, to Koczon ją dobił i potem już poszło. Bardzo mocno przepracowaliśmy wówczas przerwę zimową. Nawet mocniej niż rok wcześniej. A tymczasem musieliśmy zejść na ziemię. Otrząsnęliśmy się wprawdzie, ale to był sygnał, że w każdej chwili należy być gotowym na te trudniejsze momenty, o których już mówiliśmy. Motor nas zaskoczył, ale cała II liga była wtedy potwornie silna. Śląsk Wrocław, Arka Gdynia, Polonia Warszawa z Radosławem Majdanem w bramce. Na każdy mecz wychodziło się jak na wojnę. Trzeba było być gotowym, że w takiej wojnie będą ranni, a my chyba myśleliśmy, że zawsze będzie tylko lepiej.

- Spodziewał się pan, że Jędrzejczyk i Wilczek zrobią takie kariery?
- Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że są to utalentowani zawodnicy. Artur miał niesamowite serce do walki, takie jak u Kamila Glika. Zdarzyło mu się wprawdzie spotkanie ze Zniczem Pruszków, kiedy Robert Lewandowski mu uciekł, ale w dalszej perspektywie ten chłopak pokazał, że warto marzyć i mierzyć w wysokie cele. Cieszy fakt, że mieliśmy okazję wychowywać takich zawodników. Dlatego sądzę, że obecnie piłkarze GKS Jastrzębie mają los w swoich rękach. Wyniki pokazują, że warto być cierpliwym i systematycznie pracować, a ciężkie momenty trzeba starać się przezwyciężyć. Trzymam kciuki za dobrą wiosnę. Będzie ona na pewno trudna. Czym lepiej się gra, tym schody do pokonania są wyższe.

- Czyli z tamtych czasów pozostało w pana pamięci tylko to, co dobre. O kłopotach finansowych i organizacyjnych może lepiej nie wspominajmy.
- Wszyscy wiemy, że bywało trudno. Czasem próbowaliśmy walczyć o swoje, bo każdy chce grać w idealnie zorganizowanym klubie i jak najwięcej zarabiać. Piłka nożna to jednak również misja, historia i tradycja. Kiedy przychodzą nieszczęścia, to trzeba starać się od nich mentalnie odłączyć. To trudne zadanie. Piłkarze mówili wprawdzie, że wychodząc na boisko nie myślą o tych kłopotach, ale takie problemy zawsze pozostają w podświadomości. Jednak nawet gdy było bardzo ciężko chłopcy zaciskali zęby i grali. Nigdy nie mogłem mieć do nich pretensji o brak zaangażowania.

- Wróćmy jeszcze do trybun z tamtych czasów. Czuliście wsparcie kibiców?
- Zawsze wiedzieliśmy, że jest z nami ten dwunasty zawodnik. Ale i "na mieście" czuło się, że wszyscy tym żyją. Nie chciałbym tu podpaść fanom siatkówki czy hokeja, ponieważ ogólnie bardzo lubię sport i kiedy pracowałem w Jastrzębiu to uczęszczałem także na pozostałe dyscypliny, ale nawet podczas innych meczów nasi kibice częściej rozmawiali o piłce.

- Pamięta pan spotkania z kibicami w Diamencie, którego już nie ma?
- Oczywiście. Spotykaliśmy się także w Pizzerii Luciano u Andrzeja Brzezińskiego, ale w Diamencie to już było absolutne apogeum. Nie do zapomnienia. Miękkie nogi. Ciary. Należało jednak być zawodowcem i trzymać pion. Ale proszę mi wierzyć, że ogromną sztuką było nie pokazać na zewnątrz tego, co człowiek czuł w środku.

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Adam | 09/12 godz. 00:29

    Tak pozytywnych postaci się nie zapomina

  • | 28/11 godz. 22:43

    Panie Piotrze. Szacunek i Wielkie Dzięki za te wspaniałe chwile!

  • 1962 | 28/11 godz. 21:58

    PIOTREK WIELKIE DZIĘKI TOBIE I PIŁKARZOM!!

  • jasnet.pl | 28/11 godz. 16:04

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X