Dzisiaj jest: piątek, 15 grudnia 2017   Imieniny: Celina, Ireneusz, Krystiana

więcej ›

SPORT

Alpinizm

Baseball

Biegi

Boks

Futsal

Hokej

Judo

Karate

Kolarstwo

Kolarstwo górskie

Koszykówka

Morsowanie

Narciarstwo

Olimpiady specjalne

Piłka nożna

Pływanie

Pływanie w płetwach

Rajdy samochodowe

Rekreacja

Siatkówka

Siatkówka plażowa

Sporty walki

Szachy

Taekwondo

Tenis

Tenis stołowy

Żeglarstwo

Inne

ZAPOWIEDZI

2017-12-15

Wielki Mecz Charytatywny

Charytatywny mecz hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-12-19

Jastrzębski Węgiel - Toulouse VB

Siatkarska Liga Mistrzów

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-12-22

JKH GKS Jastrzębie - Automatyka Gdańsk

27. kolejka Ekstraligi hokeja na lodzie

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2017-12-23

Jastrzębski Węgiel - Espadon Szczecin

14. kolejka siatkarskiej PlusLigi

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Ultra Mama: Od zapasów do biegania

 

Jastrzębska Dziesiątka to nie tylko wspaniała impreza lekkoatletyczna, za sprawą której nasze miasto jest magnesem dla biegaczy z całej Polski, ale również okazuje się być prawdziwą kopalnią... sensacji. Przed rokiem możliwość podzielenia się swoją sportową przygodą z naszymi Czytelnikami miał Dariusz Pawlik i dzięki temu "odkurzyliśmy" jego niezwykłe sukcesy sprzed trzydziestu lat. Tym razem mamy dla Was niespodziankę równie wielkiego kalibru.

Z uwagi na zmianę siedziby naszej redakcji w tegorocznej Jastrzębskiej Dziesiątce "Premia Lotna JasNetu" nie miałaby większego sensu. Dlatego postanowiliśmy uhonorować wywiadami tych spośród jastrzębian, którzy zajęli pierwsze miejsca poza jakimkolwiek indywidualnym podium. Okazali się nimi być Arleta Dejewska i Łukasz Tyniec.

Zaprosiliśmy w związku z tym jedną z liderek grupy "Kobiet na 5+" do naszej redakcji, przepytaliśmy i...

... po pozbieraniu szczęki z podłogi wiemy już, skąd takie, a nie inne wyniki. Zapraszamy do lektury nie tylko biegaczy, ale też i mamy, które żywią przekonanie, iż po pojawieniu się na świecie ukochanego potomka należy całkowicie zapomnieć o sobie. Warto przygotować coś ulubionego do picia i poznać tajemnicę Arlety Dejewskiej.

- Czy pierwsze miejsce wśród pozostałych osób, których nie wywoływano na podium Jastrzębskiej Dziesiątki, w jakiś sposób boli?
Arleta Dejewska - Nie, nic z tych rzeczy. Raz, że nie był to mój cel na 2017 rok, a dwa - wystartowałam wyłącznie rekreacyjnie i dla samej siebie. W końcu to nasza, jastrzębska impreza. Grzechem byłoby nie wziąć w niej udziału.

- Wiem, że twój mąż Jakub zaczął biegać z powodu zakładu…
- Istotnie, kilka lat temu Kuba jako trener młodzieży w Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla założył się ze swoimi zawodnikami, że jeśli zdobędą mistrzostwo Polski, to on przebiegnie maraton. Chłopaki osiągnęły cel i mąż nie miał wyjścia (śmiech). Zauważyłam, że Jakuba wciągnęło bieganie. Z miesiąca na miesiąc rosła liczba pokonanych kilometrów i… traconych przez niego kilogramów. Akurat byłam po ciąży, więc siłą rzeczy mnie również zbędnej wagi nie brakowało. To zmotywowało mnie do działania. Postanowiłam, że również spróbuję i przebiegnę 5 km. Było mi potwornie ciężko, ale zawzięłam się, że za nic nie zadzwonię do męża i zrobię, co sobie założyłam.

- Pierwszy bieg na pierwszym treningu na dystansie 5 km? To chyba nie jest godne polecenia…
- Niby tak, ale ja od dziecka jestem w sporcie. Pochodzę z Kętrzyna, a od czwartego roku życia mieszkałam z rodzicami w Zabrzu. Tu jako dziewczynka pływałam, a potem trenowałam zapasy. Następnie poznałam Jakuba i przeprowadziłam się do Jastrzębia-Zdroju.

- Czyli kolejną zasługą rodziny Dejewskich jest sprowadzenie do naszego miasta Arlety…
- Wałkuskiej.

- "Wujek Google" informuje, iż w 2003 roku zapaśniczka Arleta Wałkuska wywalczyła ósme miejsce na Mistrzostwach Świata Juniorek w Stambule, a rok później była piąta podczas Akademickich Mistrzostw Świata w Łodzi. Poza tym to wielokrotna mistrzyni kraju w kategorii do 59 kg, zawodniczka kadry Polski…
- Tak, to ja (śmiech).

- (zawias)
- Miałam kilka sukcesów na arenie krajowej i międzynarodowej. Walczyłam w barwach Walki Zabrze, a potem Dębu Brzeźnica u trenera Krzysztofa Ołenczyna. Byłam w drugim składzie na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, ale kontuzja przerwała moją zapaśniczą karierę. Chodziło dokładnie o przepuklinę międzykręgową. Groziło mi kalectwo. Żałuję, bo miałam jechać na uniwersjadę, gdzie ostatecznie wystąpiła i zdobyła srebro moja największa krajowa rywalka, z którą nigdy nie przegrałam. Po urazie wróciłam wprawdzie do sportu, ale w głowie "siedziała mi" myśl, że coś groźnego może mi się stać. Jeśli wiesz, że musisz uważać na swoje zdrowie, to nie jesteś w stanie dać z siebie maksimum podczas pojedynku. To przekreśla szansę na większy sukces.

- Mieliśmy rozmawiać o biegach, a tu mamy niespodziankę roku. Nie przyszłoby mi jednak do głowy pytać Leszka Dejewskiego o nazwisko panieńskie swojej synowej. Nawet nie pytam, jak trudną była tamta sytuacja, kiedy z powodu kontuzji trzeba zapomnieć o marzeniach, bo to chyba oczywiste.
- Co tu kryć, przeżyłam załamanie. Co gorsza, wcześniej człowiek jeździł na obozy sportowe i miał ciągle coś do roboty, a tu nagle masz pełno wolnego czasu. Leżysz i myślisz. To było trudne, ale z drugiej strony wtedy po raz pierwszy mogłam wyjechać na normalne wakacje. Pojechałyśmy z koleżanką na Mazury. I tam poznałam Kubę.

- Niezwykłe. Jesteś zatem prawdziwym wzorem do naśladowania. Z jednej strony podniosłaś się po utracie sportowych marzeń, czyli odnalazłaś "życie po życiu". Z drugiej - dla wielu naszych czytelniczek możesz stanowić przykład, że po urodzeniu dziecka matka nie traci swojego życia i może robić coś dla siebie.
- Dziecko jest najważniejsze i nie można się temu dziwić. Na pewno jednak mogę zachęcić do sportu wszystkie mamy, ponieważ każdy potrzebuje czasu dla siebie i chwili odpoczynku od obowiązków. Godzina wystarczy, żeby zrzucić z siebie cały codzienny stres. Przez ten krótki czas tata poradzi sobie przecież sam na sam z pociechą (śmiech).

- W ile miesięcy po pojawieniu się na świecie syna…
- Wiktora.

- …Wiktora Dejewskiego mogłaś wyjść na ten swój pięciokilometrowy trening?
- W moim przypadku było to pół roku po porodzie i myślę, że jest to rozsądny okres na powrót do aktywności fizycznej. Inna sprawa, że z czasem wszystko samo się układa. Człowiek przecież musi wrócić do pracy, a dziecko można na te kilka godzin powierzyć przedszkolu. Naprawdę, nie trzeba z marszu zapominać o sobie.

- Gdzie znalazłaś u siebie te pokłady motywacji?
- Najbardziej motywowała mnie chęć powrotu do normalnej sylwetki, bo po ciąży czułam się z nadwagą po prostu źle. Lubię jeść i nie potrafiłabym utrzymać wagi wyłącznie zajadając się sałatą (śmiech). Myślę, że dla wielu kobiet właśnie chęć dbania o zdrowie i figurę może być najlepszą motywacją do działania. To zresztą najlepiej widać po naszej grupie biegowej "Kobiety na 5+", gdzie są panie od 20. do 80. roku życia. Dzięki Agnieszce Badach i Sylwii Katanie, które prowadzą treningi i są liderkami ekipy, wiele dziewczyn po raz pierwszy w życiu wychodzi z domu na trening! Wiele z nich jest szczęśliwych, że nagle udaje im się pokonać kilka kilometrów , o czym kiedyś nawet nie marzyły.

- Skąd Arleta Dejewska w "Kobietach na 5+"?
- Agnieszka zaproponowała, aby przed naszą jastrzębską "piątką" w maju pojechać na bieg "Zawsze Pier(w)si" do Wrocławia. Wsiadając do autobusu nie znałam praktycznie nikogo, a dzięki temu wyjazdowi spotkałam grupę fantastycznych koleżanek. To naprawdę świetna sprawa, że tak wiele pań ruszyło się z domu. Oczywiście wiąże się to czasem z niepochlebnymi komentarzami, ale śmiejemy się z nich.

- Czyli czytacie to, co piszą różni mizogini na JasNecie?
- Tak, ale jest to dla nas powód do żartów, a nie frustracji. Oczywiście można uważać, że kobieta powinna nie wychodzić z kuchni i od rana do wieczora kulać kluski. Ale chyba zdrowszą, również dla męża, jest sytuacja, gdy żona dba o siebie i chce się rozwijać, a nie tylko siedzieć w domu.

- Z mężem lepiej się trenuje?
- Na pewno wspólne bieganie daje Kubie i mnie możliwość spędzenia razem chwili czasu, gdy syn jest pod opieką dziadków. Kiedyś wolałam biegać w pojedynkę. Uległo to zmianie, gdy poznałam nasze lekkoatletyczne towarzystwo. Raźniej jest powalczyć z dłuższym dystansem w większym gronie. Jeśli pokonujesz na przykład 20 km, to musisz na to poświęcić trochę czasu, który zwyczajnie szybciej płynie, kiedy możesz z kimś porozmawiać czy nawet wygadać się w przypadku jakichś życiowych zgryzot. Wcześniej obawiałam się, że utrzymanie równego tempa w grupie może być sporym kłopotem. Teraz wiem, że jest inaczej.

- Kto kogo częściej wygania z domu na trening? Arleta Jakuba czy odwrotnie?
- Różnie (śmiech). W sytuacji, kiedy trzeba zająć się Wiktorem, chodzimy na zmianę. Jeśli ta osoba, która akurat ma "kolejkę" na trening trochę się leni, to druga ją mobilizuje. Oczywiście najtrudniejsze to zrobić pierwszy krok, czyli ubrać się i wyjść. "No idź już, miałeś iść biegać. Nie przekładaj na jutro, bo jutro ja idę" (śmiech). Z drugiej jednak strony - oboje z Kubą jesteśmy sportowcami od dziecka. Nauczyliśmy się systematyczności i stąd pokładów motywacji nie trzeba szukać aż tak głęboko. Poza tym każdy, kto regularnie biega doskonale wie, że nagrodą za wysiłek jest dobre samopoczucie, spokój, zrzucenie stresu i uśmiech po wszystkim.

- Może poradzisz naszym czytelniczkom, jak zgonić męża z kanapy i zmusić do ruszenia tyłka?
- Myślę, że jeśli ktoś ma uczulenie na sport, to wołami się go na trening nie zaciągnie. Przed ciążą sama próbowałam skłonić Kubę do biegania, ale był odporny na moje sugestie. Dopiero później, w efekcie wspomnianego zakładu, sam spróbował i wtedy "połknął przynętę" (śmiech).

- Przeglądałem twoje wyniki z 2015 i 2016 roku. Zauważyłem niezwykły progres w półmaratonie. W połowie 2015 roku miałaś w Rybniku 2:03, a dokładnie rok później we Wrocławiu 1:45.
- Tak jak wspomniałam, po ciąży trzeba było dojść do siebie. Kuba czytał różne fachowe książki i na tej podstawie rozpisał mi plan treningów. Rybnik był jednym z naszych pierwszych startów. Pamiętam, że było ciężko i po wszystkim potwornie bolały nas nogi. Ale nie zakładaliśmy sobie jakichś wyników do osiągnięcia. Rok później we Wrocławiu rzeczywiście zanotowałam postęp i zaliczyłam swoją życiówkę, co było efektem systematycznych treningów.

- Jednak spośród maratonów płaskich zaliczyłaś tylko Kraków.
- Tak, w końcu Kuba musiał zrealizować przyrzeczenie dane chłopakom (śmiech). Podczas zawodów staramy się biec razem i tak było również w Krakowie. Dopiero przed metą ten, kto ma więcej sił, rusza po lepszy rezultat. Drugą osobę to też dopinguje na finiszu, więc korzyść jest obopólna.

- Czyli Kuba nie zawsze puszcza żonę przodem?
- Niestety (śmiech).

- Od pewnego czasu państwo Dejewscy wolą jednak dłuższe dystanse i niekoniecznie płaskie. 42 km to za mało?
- Biegi ultra i górskie mają swój niepowtarzalny klimat. Na asfalcie wszyscy biegną na czas. Dziesięciotysięczny tłum w maratonie w Krakowie potrafi zniechęcić. Natomiast w górach czy na długich przełajach de facto głównie walczą jedne i te same osoby. W ten sposób tworzy się pewna grupa przyjaciół, których spotykasz kilka razy do roku na zawodach. Podczas biegu czy marszu masz czas, aby odetchnąć, zatrzymać się i zamienić kilka słów. Możesz podziwiać krajobraz i zastanowić się nad swoim życiem. Tylko tyle i aż tyle. Jesteśmy z Kubą stuprocentowymi amatorami i biegamy, bo sprawia nam to przyjemność.

- Pierwszym startem tego typu były Ultra Mazury w 2016 roku?
- Tak. W zasadzie odkryliśmy te długie dystanse przez przypadek. Byliśmy na Mazurach na wakacjach i usłyszeliśmy o biegu na 70 km w okolicach Starych Jabłonek. "Spróbujemy, co tam. Jesteśmy na wakacjach. Najwyżej zejdziemy z trasy". Ale udało nam się dobiec do mety po iluś tam godzinach, choć nie ma co ukrywać, że łatwo nie było. Były teksty między sobą, że "po co nam to było". Ale radość na finiszu wszystko wynagrodziła. Natomiast w tym roku Ultra Mazury odbywały się już na dystansie 100 km i również udało nam się pojawić na mecie i zmieścić w limicie czasu.

- To nie był spacerek.
- Zdecydowanie nie. Do 50 km biegliśmy wspólnie jastrzębską grupą i wtedy dowiedziałam się, że jestem czwarta w swojej kategorii. Postanowiłam walczyć o podium i ruszyłam do przodu. Niestety, 20 km później dogoniła mnie kolejna dziewczyna i w ten sposób spadłam na piątą pozycję. Na dodatek akurat pokonywałam długi, liczący 5 km prosty odcinek, który dłużył się w nieskończoność… Zostałam sama w lesie i miałam różne dziwne myśli. Ale ponownie meta wynagrodziła wszystkie niewygody na trasie.

- Krótko mówiąc - państwo Dejewscy zmienili dyscyplinę. Ultra Mazury to raz, a przecież była też Beskidzka 160 na Raty, górski Maraton Beskidy…
- Na pewno coraz mocniej będziemy stawiać na biegi ultra. Chodzi nam po głowie 24-godzinny maraton Zamieć w Szczyrku. Na razie jednak nie planowaliśmy nic na kolejny sezon, więc wszystko przed nami.

- Na koniec trochę filozofii życiowej. Czym jest bieganie dla Arlety Dejewskiej?
- Dziś mogę powiedzieć, że pasją. Odskocznią od codzienności i pędu życia. Lekarstwem na stres. Po bieganiu człowiek jest dotleniony i naładowany pozytywną energią. Paradoksalnie, męczy się, ale jednocześnie odpoczywa. To takie pozytywne zmęczenie. Jest to również możliwość poznania ciekawych ludzi z różnych środowisk, z którymi wspólnie przemierzamy las Kyndra i trasę Kofoli, a także organizujemy się na górskie wycieczki biegowe w zacnym teamie.

- Ostatnie pytanie - jaką dyscyplinę będzie uprawiał Wiktor Dejewski?
- Wiktorek ma trzy lata, więc na razie jeszcze nie zdecydował. Oczywiście wszystko będzie zależało od niego. Staramy się mu jednak pokazać różne dyscypliny. Być może wśród nich znajdzie tę, która porwie go do działania. Na razie jest zakochany w piłce nożnej, ale także biega i chodzi ze mną basen. Zobaczymy, co sobie wybierze.

Fot. z archiwum Arlety Dejewskiej

 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Rysiek Run | 05/12 godz. 07:17

    Brawo !!! Pozdrawiam.

  • Aga | 04/12 godz. 13:18

    Arletka brawo, super wywiad. Arleta jest po prostu fajnym człowiekiem i fantastyczną biegaczką.

  • Kobieta na 5 | 03/12 godz. 17:30

    Brawo Arletka!!! Potwierdzam znakomita biegaczka, wspaniała koleżanka!

  • Monika JB | 03/12 godz. 17:08

    Brawo Arletka! Podziwiam i życzę dalszych sukcesów!!!pozdrawiam

  • Jarek D. | 02/12 godz. 21:59

    Gratulacje Arleta :)

  • Lucy | 02/12 godz. 12:13

    Brawo.. Podziwiam

  • Kasia | 01/12 godz. 17:54

    Dziewczyno jesteś niespodzianką. Powodzenia na kolejnych ultra

  • SK | 01/12 godz. 17:24

    Arleta super wywiad. Jesteś świetną dziewczyną i sportowcem. Przy takich wynikach Twoja skromność jest , aż nie na miejscu ;-). No , ale cóż ;-)jesteś po prostu sobą czyli inteligentną, wesołą i sympatyczną osobą.

DODAJ KOMENTARZ

Twoje imię:

Komentarz:

akceptuję regulamin

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X