Dzisiaj jest: niedziela, 20 maja 2018   Imieniny: Anastazy, Bazyli, Bernard

więcej ›

SPORT

Hokej



Terminarz PHL 2017/2018

10.09Unia Oświęcim (d)4:2
15.09Automatyka G. (d)5:1
17.09Naprzód Janów (w)2:3 d.
19.09GKS Tychy (d)1:4
22.09SMS PZHL (d)7:1
24.09Cracovia (w)3:2 k.
03.10GKS Katowice (w)4:3 d.
06.10Polonia Bytom (w)3:0
08.10Podhale NT (d)3:2
13.10Orlik Opole (w)1:2 k.
15.10pauza
20.10Unia Oświęcim (w)6:2
22.10GKS Katowice (d)5:2
27.10Automatyka G. (w)4:1
29.10Naprzód Janów (d)5:2
31.10SMS PZHL (w)9:0
03.11Cracovia (d)1:3
05.11GKS Tychy (w)0:3
17.11Polonia Bytom (d)7:4
19.11Podhale NT (w)0:2
24.11Orlik Opole (d)2:5
26.11pauza
01.12Orlik Opole (w)5:1
03.12Naprzód Janów (w)7:1
19.12GKS Katowice (w)1:2
22.12Automatyka G. (d)3:1
04.01Cracovia (w)4:3 k.
07.01GKS Tychy (d)3:2 d.
09.01Unia Oświęcim (d)4:5
12.01Polonia Bytom (w)3:2 d.
14.01Podhale NT (d)1:2
19.01Orlik Opole (d)3:4 k.
21.01Naprzód Janów (d)4:2
26.01Unia Oświęcim (w)4:1
28.01GKS Katowice (d)2:3
30.01Automatyka G. (w)4:1
02.02Cracovia (d)1:3
04.02GKS Tychy (w)0:4
09.02Polonia Bytom (d)5:2
11.02Podhale NT (w)2:3

Ćwierćfinał

24.02Podhale NT (w)1:4
25.02Podhale NT (w)0:2
28.02Podhale NT (d)1:0 k.
01.03Podhale NT (d)4:2
04.03Podhale NT (w)4:1
06.03Podhale NT (d)3:4
08.03Podhale NT (w)2:3 k.

Tabela PHL 2017/2018
1. GKS Tychy 38 97 189:71
2. GKS Katowice 38 82 175:105
3. Cracovia 38 75 164:90
4. Podhale N. T. 38 70 135:100
5. JKH GKS 38 67 128:86
6. Unia Oświęcim 38 54 133:130
7. Orlik Opole 38 53 118:107
8. Automatyka G. 38 47 109:136
9. Polonia Bytom 38 35 110:175
10. Naprzód Janów 38 20 88:211
11. SMS PZHL 20 0 18:156
       

Informacje o klubie
Rok założenia: 1952 (Jastrzębianka), 1963 (Górnik Jas-Mos), 2005 (JKH Czarne)
Barwy: zielono-czarno-żółte
Adres: ul. Leśna 4, 44-335 Jastrzębie Zdrój
Obiekt: Lodowisko Jastor, ul. Leśna
Rozgrywki: Polska Hokej Liga

Prezes: Kazimierz Szynal
Trener: Robert Kalaber (Svk)
Asystent trenera: Rafał Bernacki
Kierownik drużyny: Jerzy Błaszczyk
Kierownik ds. tech.: Dariusz Wywiał

Kadra:
Bramkarze: Tomasz Fuczik (Cze), Oskar Prokop, Ondrzej Raszka, Oskar Załucki
Obrońcy: Maciej Balcerek, Tobiasz Bigos, Jakub Gimiński, Jan Homer (Svk), Marcin Horzelski, Jakub Michałowski, Kordian Chorążyczewski, Jakub Kubesz (Cze)
Napastnicy: Bartosz Bichta, Jakub Blanik, Richard Bordowski (Cze), Krzysztof Bryk, Dominik Jarosz, Kamil Kącki, Tomasz Kominek (Cze), Tomasz Kulas, Leszek Laszkiewicz, Patryk Matusik, Dominik Nahunko, Łukasz Nalewajka, Radosław Nalewajka, Dominik Paś, Patryk Pelaczyk, Kamil Świerski, Kamil Wróbel

« powrót

ZAPOWIEDZI

2018-05-23

GKS 1962 Jastrzębie - Siarka Tarnobrzeg

30. kolejka II ligi piłkarskiej

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-05-27

"Kobiety na 5+"

Masowy bieg uliczny na dystansie 5,3 km

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-06-02

GKS 1962 Jastrzębie - Gwardia Koszalin

34. kolejka II ligi piłkarskiej

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Polska może być z nas dumna"

Jakub Michałowski; fot. Magdalena Kowolik
 
Powoli opadają emocje po Młodzieżowych Mistrzostwach Świata w Słowenii, którymi kibice hokeja żyli do minionego piątku. Reprezentacja Polski z mocnymi jastrzębskimi filarami (Dominik Paś, Dominik Jarosz, Jakub Michałowski, Jan Sołtys, Patryk Pelaczyk i Oskar Prokop!) szła jak burza przez ten turniej i po odniesieniu kompletu zwycięstw zmierzyła się w ostatnim dniu zawodów z będącą faworytem zmagań Norwegią...

Co tam się wyprawiało wiedzą jedynie ci, którzy byli na miejscu lub oglądali ten mecz w internecie. Polacy przegrywali 0:2, następnie kontaktowego gola zdobył nasz Dominik Jarosz, a wyrównanie padło na siedem sekund przed syreną. Mimo to z awansu do wyższej dywizji cieszyli się Skandynawowie, którzy okazali się skuteczniejsi w konkursie rzutów karnych.

O przeżycia związane z tą imprezą, a przy okazji także o ekstraligę i słynnego tatę zapytaliśmy obrońcę JKH GKS i reprezentacji Polski Jakuba Michałowskiego.

- Co działo się w waszej szatni po meczu z Norwegią?
Jakub Michałowski - Cóż, na pewno czuliśmy pewien niedosyt...
 
- Nie lej wody. Niszczyliście szafki czy był kompletny dół?
- Pół na pół. Część była wściekła, a pozostali gryźli to wszystko w sobie. Sporo jednak dały nam słowa selekcjonera, który powiedział, że jest z nas dumny i że cała Polska również może być z nas dumna, ponieważ daliśmy z siebie sto procent. W ostatnim meczu z Norwegią pokazaliśmy charakter. Wyrównaliśmy w końcówce, choć przegrywaliśmy 0:2 z zespołem, w którego składzie są zawodnicy ograni w silnej lidze szwedzkiej oraz w norweskiej ekstraklasie. Przed mistrzostwami w Słowenii Norwegowie pokonali przecież w sparingach Duńczyków i Niemców, a to pokazuje ich siłę. Właśnie dlatego czuliśmy niedosyt. Byliśmy tak blisko awansu, a nie udało się osiągnąć celu. Co więcej, dla wielu z nas turniej w Bledzie był ostatnim w wieku juniora. Ale taki jest sport.
 
- Od meczu z Norwegią minęło kilka dni. Nadal gryzie, czy powoli już dotarło do was, że wykręciliście naprawdę niezły wynik?
- Gryzie i jeszcze długo będzie gryzło. Na dodatek był to kolejny turniej, w którym o wszystkim decyduje ostatni mecz i my tego meczu nie wygrywamy. Z trzech ostatnich turniejów mistrzowskich na pewno ten słoweński należy ocenić najwyżej, ale i tak z tyłu głowy pozostanie niedosyt.
 
- Przy 2:0 dla Norwegów wciąż wierzyłeś w możliwość nawiązania walki, czy też dopiero kontaktowy gol Dominika Jarosza przywrócił ci nadzieję?
- Tak się złożyło, że poza pojedynkiem z Litwą wszystkie spotkania na Młodzieżowych Mistrzostwach Świata rozpoczynaliśmy od trafienia dla rywali. Dlatego nie była to dla nas niecodzienna sytuacja. Byliśmy cholernie zdeterminowani. Widać było iskry w oczach. Paradoks polegał jednak na tym, że kiedy Norwegowie strzelili drugiego gola, to i z nas w pewien sposób "zeszło ciśnienie". Oni chyba za szybko uwierzyli, że już wygrali, a my z kolei nie mieliśmy już nic do stracenia. Zaczęliśmy przejmować kontrolę nad przebiegiem wydarzeń. I wtedy Dominik strzelił kontaktową bramkę, co jeszcze bardziej nas nakręciło.
 
- Miał dla ciebie znaczenie fakt, że to kolega z jastrzębskiej szatni przywrócił tę nadzieję?
- Oczywiście. Bramka zdobyta przez jastrzębianina cieszy podwójnie. Tym bardziej, że wszyscy wychowankowie JKH GKS pokazali się na słoweńskim turnieju z dobrej strony. Musimy jednak pamiętać, że w reprezentacji takich podziałów na kluby nie ma. Liczy się drużyna narodowa.
 
- Trzecia tercja była kompletnym szaleństwem. Dominik Paś trafia w poprzeczkę...
- Dominik oddał świetny strzał, wręcz idealny! Zabrakło naprawdę odrobiny szczęścia, centymetra. Ale taki jest hokej. Oczywiście nikt nie miał cienia pretensji do Pasia za tę sytuację.
 
- Pamiętasz w ogóle, co działo się po bramce Alana Łyszczarczyka na 2:2 na siedem sekund przed syreną?
- To był kompletny szał! Nie do uwierzenia, że krążek w końcu znalazł się w siatce. Na tafli i w boksie absolutne szaleństwo. Nie zapomnę tego momentu do końca życia. Wtedy też powiedzieliśmy sobie, że jeśli tak bardzo dopisało nam szczęście, to musimy tę Norwegię pokonać.
 
- Dogrywka nie napawała jednak optymizmem. Norwegowie was gnietli.
- Wyszliśmy z dość oczywistego założenia, że przy tak szybkich i technicznych zawodnikach, jakimi dysponował przeciwnik, otwieranie się w grze trzech na trzech byłoby samobójstwem. Wydawało nam się, że większe szanse będziemy mieli w rzutach karnych, które wcześniej egzekwowaliśmy naprawdę nieźle.
 
- Zatem tym większym rozczarowaniem był styl, w jakim przegraliśmy konkurs karnych. Nie wiem, jak to wyglądało na miejscu, ale oglądając relację miałem wrażenie, że podjeżdżaliśmy do tych karnych bez wiary w sukces.
- Na pewno każdy z kolegów bardzo chciał strzelić. Może nawet za bardzo. Nie wiem, co chłopaki miały w głowach, mając przed sobą norweskiego bramkarza, a z boku łatwo jest oceniać. Być może było to zmęczenie, być może trema. Jasnym jest, że te karne nie zostały wykonane idealnie. Nie mieliśmy jednak do siebie o to żadnych pretensji. 
 
- Rozmawiałeś z Pasiem po tym meczu? Dominik ma za sobą wspaniały turniej, wybrany został nawet najlepszym zawodnikiem meczu ze Słowenią. Jednak w meczu z Norwegami nie dopisało mu szczęście. Najpierw ta poprzeczka, potem karny...
- Zgadzam się, że Dominik zagrał świetny turniej. On jest takim człowiekiem, że weźmie tę sytuację "na klatę" i wyciągnie z niej wnioski na przyszłość. Jestem przekonany, że "w środku" mocno przeżywał to wszystko. Rozmowy w celu pocieszenia nie były jednak konieczne. Przybiliśmy sobie piątki i w ten sposób podtrzymywaliśmy się wzajemnie na duchu.
 
- Jak ocenisz swój występ na tym turnieju? Wiem, że jesteś samokrytyczny do bólu.
- Nie będę ściemniał - to nie był mój najlepszy turniej, choć z drugiej strony na pewno też nie najgorszy. W niektórych sytuacjach powinienem był zagrać inaczej i bardziej pomóc drużynie. Oczywiście wszystko podporządkowałem zespołowi i co do tego nie może być wątpliwości. Jednak w paru akcjach należało zachować więcej zimnej krwi. Spośród mistrzowskich turniejów najlepiej wypadłem w 2016 roku w Mistrzostwach Świata U18 w Rumunii, kiedy zostałem wybrany najlepszym obrońcą. Teraz do tego poziomu trochę zabrakło.
 

- Ta kwestia będzie dla ciebie zapewne dość ciężka, ale chciałbym zapytać, jak ocenisz pozostałych swoich kolegów z JKH GKS, którzy mieli okazję zagrać w Bledzie: Patryka Pelaczyka, Dominika Jarosza i Jana Sołtysa. O Oskara Prokopa nie pytam, bo pozostał w rezerwie i nie miał możliwości się pokazać.
- "Pela" jak to "Pela", lubi zagrać do ciała (śmiech). Ma znakomite warunki fizyczne i bardzo pomagał nam tym, że rywale czuli przed nim respekt. Dominik Jarosz, podobnie jak Paś, rozegrał świetne zawody i też nie było się do czego przyczepić. Natomiast bardzo pozytywnie zaskoczył Jan Sołtys. Trzeba pamiętać, że był najmłodszy w kadrze, a przecież tej różnicy wieku w żaden sposób nie było widać. Również należą mu się wielkie brawa.
 
- Jak zawodnicy innych klubów reagują na tę naszą "jastrzębską mafię" w kadrze?
- Jak już mówiłem, w reprezentacji nie ma jakichś podziałów według przynależności klubowej. Oczywistym jest, że lepiej znam się z chłopakami z Jastrzębia niż tymi, którzy grają w innych zespołach. Natomiast generalnie nie zwraca się na to uwagi. Co najwyżej przy okazji spotkań w lidze pojawią się jakieś wzajemne żarty, ale to wszystko.
 
- Szczerze - Alan Łyszczarczyk naprawdę jest tak dobry, jak o nim mówią? Nie pytam o odczucia kibiców, ale twoje. Jako zawodnik widzisz więcej niż przeciętny fan.
- Jest. Ma to "coś". Nieprzypadkowo występuje w najlepszej juniorskiej lidze świata i walczy z zawodnikami, którzy za rok będą grać w NHL. "Łyżka" to prawdziwy profesjonalista. Dzięki występom za oceanem nabrał takiego swoistego kanadyjskiego stylu i stara się pewne zachowania wprowadzić w zespole. Potrafi pokazać pozostałym, jak należy się skupiać przed meczem, ale umie także opieprzyć, kiedy trzeba. Lider z prawdziwego zdarzenia, na którego można liczyć w ciężkich momentach.
 
- Nowy Czerkawski?
- Mam nadzieję, że Alan dostanie szansę na draft w NHL. Tym bardziej, że na mistrzostwach w Słowenii w ekipie gospodarzy występował draftowany Jan Drozg, od którego w mojej opinii "Łyżka" jest lepszy.
 
- Skoro już rozmawiamy, to wróćmy na chwilę na Jastor. Po domowym przegranym meczu z Orlikiem Opole trener Kalaber powiedział, że "trzeba coś z tym zrobić". Groźnie to brzmiało.
- Nie możemy przegrywać 2:5 z Orlikiem Opole. Rzeczywiście było tak, że po awansie do czołowej czwórki i turnieju finałowego Pucharu Polski pojawiło się wśród nas takie małe rozluźnienie. Ja wiedziałem, co w tym meczu zawaliłem i co zrobiłem źle. Koledzy z zespołu nie musieli mi nawet tego mówić. Powiem wprost - winiłem siebie za tę porażkę. Trener Kalaber rzeczywiście mówił po meczu, że to nie może tak wyglądać, ale nie chciałbym tu roztrząsać, co działo się potem. Szatnia to szatnia i wszystko, co działo się w szatni powinno w niej pozostać. Chcieliśmy jak najszybciej powrócić na normalne tory.
 
- Reakcja była natychmiastowa i prawidłowa, bo na początku grudnia zrewanżowaliście się Orlikowi, a potem rozjechaliście Naprzód Janów.
- Po prostu nie możemy pozwolić sobie na takie momenty rozprężenia. Nie dysponujemy potencjałem Tychów czy Cracovii, które mogą podejść na luzie do niektórych ligowych rywali. My musimy nadrabiać ambicją i w każdym spotkaniu zagrać na sto procent.
 
- Wspomnieliśmy o turnieju finałowym Pucharu Polski. Akurat przed nami piąta rocznica zdobycia tego historycznego pucharu z 2012 roku, kiedy nie wszyscy pamiętali, jak wrócili do domu z powitania pod Jastorem. Pewnie szanse na powtórkę są nikłe, ale...
- Dlaczego nikłe?! Uważam, że z każdym możemy wygrać! W tym sezonie w lidze jest sześć czy siedem drużyn na stosunkowo podobnym poziomie. Sądzę, że możemy powalczyć.
 
- Naprawdę wierzysz, że jesteście w stanie pokonać Tychy? Ten zespół wybitnie nam nie leży w tym sezonie.
- Istotnie, Tychy nam nie leżą, ale to nie zwalnia nas z obowiązku podjęcia walki. To oni zagrają pod presją. My jesteśmy tymi "młodymi wilkami", które mogą, a nie muszą. Od poprzedniego triumfu w Pucharze Polski trochę czasu minęło i wierzę, że będziemy w stanie powalczyć o powtórkę. Na pewno pozostawimy po sobie dobre wrażenie.
 
- Swoją dobrą postawą ukręciliście na siebie taki swoisty "bicz". Przed sezonem celem była szóstka, a czwórka - marzeniem. Dziś brak awansu do półfinału play-off będzie uznany za porażkę.
- Szczerze mówiąc, to... nie zastanawiamy się nad tym. Wychodzimy na lód po to, aby wygrać kolejny mecz, a na tabelę generalnie nie patrzymy. Z drugiej jednak strony, każdy z nas marzy o poczynieniu progresu względem poprzedniego sezonu, w którym zajęliśmy szósta lokatę. Ciężko przewidywać, jak zakończą się bieżące rozgrywki, ale chcemy zrobić krok naprzód.
 
- Nasz zespół to mieszanka rutyny z młodością. Jak z twojej perspektywy wyglądają relacje ze starszyzną? Można zapewne uznać cię za jednego z liderów młodszej grupy.
- Jako młodzież robimy swoje i znamy swoje miejsce w szatni. Mamy określone obowiązki i wywiązujemy się z nich. Zdajemy sobie sprawę, że jeśli starszyzna ma jakieś uwagi, to nie wynikają one ze złośliwości, tylko z chęci nauczenia nas czegoś nowego. Doświadczenie, jakim dysponują Leszek Laszkiewicz czy Jan Homer to wartość sama w sobie. Na spokojnie i po koleżeńsku potrafią wskazać nasze braki i to będzie procentować w przyszłości. Powiem więcej - jeśli grasz w jednej drużynie z takimi zawodnikami jak Leszek Laszkiewicz, to jesteś dodatkowo zmotywowany żeby zapierdzielać! A sądzę, że i my im się przydajemy, w pewnym sensie "odmładzając" ich naszą obecnością (śmiech).
 
- A jak dogadujesz się z sąsiadami z bloku obok, czyli Łukaszem i Radosławem Nalewajkami? Stanowią oni taki swoisty pomost między starszyzna, a wami - najmłodszymi w ekipie.
- Tylko i wyłącznie świetnie! Z Radkiem siedzimy zresztą obok siebie w szatni i... zawsze jest wesoło. Bracia są niezwykle pozytywnymi osobowościami. Nie da się ich nie lubić i nie można się w ich towarzystwie nudzić (śmiech).
 
- Wyobrażasz sobie szatnię JKH GKS Jastrzębie bez nich?
- Nie ma takiej opcji!
 
- Przed tobą i twoimi kolegami z rocznika 1998 i młodszych nie tylko walka w ekstralidze, ale też okazja do rehabilitacji za ostatnią klęskę w Mistrzostwach Polski Juniorów. Co zrobić, aby mecz z Naprzodem Janów nigdy się już nie powtórzył? Zrobiliście mi wtedy zresztą niezły kawał, bo już w sobotę rano miałem gotową zapowiedź niedzielnego finału.
- Chyba podeszliśmy do tego meczu podobnie i dlatego skończyło się tak, jak się skończyło. W grupie wygraliśmy z Gdańskiem, żeby pokazać "kto tu rządzi". Na dodatek przed mistrzostwami zagraliśmy sparing z Janowem i bez wysiłku zwyciężyliśmy dwucyfrówką. Popełniliśmy niewybaczalny błąd, podchodząc do Naprzodu na luzie. Tymczasem po pierwszej tercji zaczęła się nerwówka. Oni postawili przed bramką autobus, a na dodatek ich bramkarz rozegrał bardzo dobre zawody. Takie mecze wprawdzie zdarzają się, ale nie możemy dopuścić do powtórki. Dlatego przed tym sezonem mówiłem, że niezależnie od wszystkiego celem musi być także mistrzostwo Polski juniorów. Dla mnie to ostatni rok przed definitywnym przejściem z juniorów do seniorów, a od najmłodszych lat prześladuje mnie to drugie miejsce. Żaki, młodziki - ciągle bez złotego medalu. W tym sezonie po prostu musimy zwyciężyć. 
 
- Na koniec nie mogę nie zapytać cię o słynnego tatę, legendę jastrzębskiego boksu Krzysztofa "Kurasia" Michałowskiego. Fakt, że jest chyba na każdym meczu motywuje czy deprymuje?
- Jego obecność na meczach jest dla mnie zawsze dodatkową motywacją, choć nie będę ukrywał, że uwagi tuż po powrocie z meczu do domu są denerwujące (śmiech). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tata chce dla mnie jak najlepiej, a jego osiągnięcia w sporcie dają mu prawo do takich ocen. Wiem, że zapewne będzie czytał ten wywiad, więc zaapeluję, aby przekładał te rozmowy o spotkaniu na kolejny dzień, kiedy ze mnie też już zejdą emocje i "głową" nie będę jeszcze na lodowisku (śmiech). A mówiąc całkowicie poważnie - dla każdego z nas bardzo motywujące jest wsparcie rodziny. Tym bardziej, jeśli twój ojciec był słynnym bokserem. Cieszę się, że mogę liczyć na wsparcie mamy, taty i sióstr, a także siostrzenic i siostrzeńca, trenujących, co ciekawe, judo i gimnastykę. Można zatem powiedzieć, że mamy usportowioną rodzinę.
 
- Uważasz, że masz już "swoje" nazwisko jako Jakub Michałowski, obrońca JKH GKS i młodzieżowej reprezentacji Polski, czy wciąż funkcjonujesz w środowisku sportowym jako syn "Kurasia"?
- Uważam, że w Jastrzębiu tak naprawdę nie pokazałem jeszcze dobrej gry. Mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem. Kiedy kilka miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w wernisażu wystawy o jastrzębskim boksie w Galerii Historii Miasta to przekonałem się, jak bardzo kibice w Jastrzębiu "żyli" kiedyś pięściarstwem i jaką osobistością w sporcie był mój tata. Na pewno ciężko mi będzie zapracować na "swoje" nazwisko Michałowski. Wiem jednak, że ojciec marzy o tym, abym osiągnął więcej niż on i będzie mnie w tym wspierał.
 
 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 20/05 godz. 21:36

    Bądź pierwszy! Wyraź swoją opinię!

  • jasnet.pl | 20/12 godz. 15:14

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X