Dzisiaj jest: poniedziałek, 10 grudnia 2018   Imieniny: Bogdan, Julia, Maria

więcej ›

SPORT

Siatkówka



PlusLiga 2018/2019 - terminarz
12.10 Czarni Radom (w)3:0
17.10 Warta Zawiercie (w)3:2
21.10 Stocznia Szczecin (d)0:3
29.10 MKS Będzin (w)3:2
03.11 Skra Bełchatów (d)3:1
07.11 ZAKSA Kędzierzyn (w)0:3
10.11 Trefl Gdańsk (d)3:0
18.11 AZS Olsztyn (w)3:1
26.11 Chemik Bydgoszcz (d)0:3
08.12 Resovia Rzeszów (d)3:1
12.12 Cuprum Lubin (w)18:00
16.12 Onico Warszawa (d)17:30
22.12 GKS Katowice (d)17:30
29.12 Czarni Radom (d)-:-
12.01 Warta Zawiercie (d)-:-
19.01 Stocznia Szczecin (w)-:-
02.02 MKS Będzin (d)-:-
06.02 Skra Bełchatów (w)-:-
09.02 ZAKSA Kędzierzyn (d)-:-
16.02 Trefl Gdańsk (w)-:-
20.02 AZS Olsztyn (d)-:-
23.02 Chemik Bydgoszcz (w)-:-
02.03 Resovia Rzeszów (w)-:-
09.03 Cuprum Lubin (d)-:-
16.03 Onico Warszawa (w)-:-
23.03 GKS Katowice (w)-:-

PlusLiga 2018/2019

1. ZAKSA Kędzierzyn 10 29 10-0
2. Czarni Radom 9 21 7-2
3. Onico Warszawa 11 21 7-4
4. Jastrzębski Węgiel 10 19 7-3
5. Warta Zawiercie 9 17 6-3
6. Skra Bełchatów 9 15 5-4
7. Stocznia Szczecin 9 15 5-4
8. Trefl Gdańsk 10 14 5-5
8. AZS Olsztyn 9 12 4-5
10. Chemik Bydgoszcz 9 11 4-5
11. GKS Katowice 9 10 3-6
12. Cuprum Lubin 10 6 2-8
13. Resovia Rzeszów 10 6 1-9
14. MKS Będzin 10 5 1-9
       
Informacje o klubie
Rok założenia: 1949 (LZS Jastrzębie), 1961 (Górnik Jastrzębie; od 1963 Górnik Jas-Mos; od 1970 GKS Jastrzębie; od 1991 KS Jastrzębie-Borynia; od 2004 Jastrzębski Węgiel)
Barwy: pomarańczowo-biało-czarne
Adres: al. Jana Pawła II 6, 44-335 Jastrzębie-Zdrój
Obiekt: Hala Widowiskowo-Sportowa, ul. Jana Pawła II 6
Rozgrywki: Siatkarska PlusLiga

Prezes: Adam Gorol
Trener: Ferdinando de Giorgi (Ita)
Asystent trenera: Leszek Dejewski
Trener przyg. fiz.: Nicola Giolito (Ita)
Scoutman: Bogdan Szczebak
Fizjoterapeuta: Bartosz Celadyn

Kadra:
Przyjmujący: Patryk Czyrniański [2], Christian Fromm (Ger) [1], Salvador Hidalgo Oliva (Cub) [13], Julien Lyneel (Fra) [8]
Rozgrywający: Lukas Kampa (Ger) [10], Nikodem Wolański [15]
Środkowi: Dawid Gunia [9], Piotr Hain [16], Grzegorz Kosok [4], Jakub Turski [11]
Atakujący: Dawid Konarski [6], Jakub Bucki [5]
Libero: Jakub Popiwczak [3], Paweł Rusek [7]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2018-12-16

Jastrzębski Węgiel - Onico Warszawa

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-20

JKH GKS Jastrzębie - Unia Oświęcim

Polska Hokej Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-22

Jastrzębski Węgiel - GKS Katowice

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-29

Jastrzębski Węgiel - Czarni Radom

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

Dobra zagrywka jak... łowienie karpia

 
Siatkarze Jastrzębskiego Węgla nie rozpieszczają ostatnio swoich kibiców. Nasz zespół nadrabia wprawdzie wpadki na krajowym podwórku świetną postawą w Lidze Mistrzów, ale nie zmienia to faktu, że nawet najbardziej oddani sympatycy czasem muszą zagryzać wargi. Cóż, można było spodziewać się, że po sensacyjnym brązie z poprzedniego sezonu apetyty wzrosną... Jednym z tych naszych siatkarzy, do których nawet dyżurne marudy nie mają pretensji, jest Wojciech Sobala.

Mierzący 207 cm środkowy notuje ostatnio znakomitą formę i dlatego postanowiliśmy na tę okoliczność zadać mu kilka cięższych pytań. Zahaczyliśmy zarówno o ocenę obecnej sytuacji w drużynie, jak i o specyficzny styl zagrywki tego niespełna 30-letniego zawodnika, który obecnie po raz drugi w swojej karierze reprezentuje barwy JW. Ponieważ jednak Sobala to bardzo oczytany i, co tu kryć, po prostu niezwykle inteligentny i ogarnięty w wielu tematach gość, to w naszej rozmowie doszliśmy nawet do tytułowego łowienia karpi! Zapraszamy do lektury i jak zwykle celem jej uprzyjemnienia zachęcamy do przygotowania sobie czegoś ulubionego do spożycia (aby nie przerywać czytania w połowie!). 
 
- Powiedzieć, że w tym sezonie fundujecie kibicom emocjonalny roller-coaster, to nic nie powiedzieć. Robicie marmoladę z mocnej ekipy z Berlina, a potem przegrywacie wygrany mecz z Będzinem i ponosicie porażkę z klubem emeryta ze Szczecina.
Wojciech Sobala - Prawda jest taka, że rzeczywiście albo coś zawodzi, albo nie jesteśmy w stanie czemuś sprostać. Mecze w Lidze Mistrzów są dla nas nagrodą za poprzedni sezon. Nie czujemy presji wyniku i prawdopodobnie dlatego gra się nam tu lepiej niż w PlusLidze.
 
- W połowie starcia z Będzinem część dziennikarzy miała już zapewne gotowe tytuły dotyczące waszego łatwego zwycięstwa.
- Podejrzewam, że i z nami było podobnie. Ten mecz przegraliśmy "w głowach". Sądzę, że tu ponownie główną rolę odegrała dziesięciominutowa przerwa po drugim secie. Na trzecią partię należy po prostu wyjść naładowanym i nie dać rywalowi szans na cokolwiek. Tymczasem my daliśmy siatkarzom MKS Będzin nadzieję, a oni to wykorzystali.
 
- Co zatem zawodzi? Zapewne rozmawiacie między sobą w szatni o takich sytuacjach.
- Na ostateczny wynik składa się wiele czynników. Nie da się wyprowadzić jednej stałej, którą wystarczy zniwelować i wszystko będzie dobrze. Jeśli danego dnia lepiej blokujemy, to nie wychodzi nam obrona. A przecież nie można zapominać, że po drugiej stronie siatki też jest zespół, który chce wygrać i któremu w tym samym dniu może doskonale wychodzić ten element, który nie wychodzi nam. Inną siatkówkę grali Niemcy, inną Francuzi, inną Będzin i inną Szczecin. To były zupełnie różne pojedynki. Myślę, że główną rolę gra w tym aspekcie narzucenie przeciwnikowi swojego charakteru. Tego zabrakło w naszym przypadku.
 
- Bardziej bolała was porażka z Będzinem czy z Espadonem?
- Nie będę oryginalny, jeśli stwierdzę, że obie były bolesne. Z Będzinem przegraliśmy mimo prowadzenia 2:0 w setach. Na dodatek jedna z piłek była tak niewiele styczna, że chyba została zweryfikowana... lupą. Natomiast starcie ze Szczecinem było bardziej zażarte, jednak tu być może zadziałał klimat zbliżających się świąt. W efekcie później przy stołach wigilijnych myśleliśmy nie o rodzinie, a o uciekających punktach.
 
- Z tego, co mi wiadomo, wręcz pożerasz książki. Tytułem której opisałbyś ten sezon?
- Ciężko byłoby tę naszą postawę porównać do jednej pozycji (śmiech). Tym bardziej, że czytam głównie kryminały, ze szczególnym uwzględnieniem dzieł Remigiusza Mroza. Abstrahując już od samych tytułów, to na pewno potrzebowalibyśmy w kwestii takiego opisu co najmniej dwóch książek, ponieważ przeplatamy spotkania znakomite z bardzo przeciętnymi. Inna sprawa, że nasi przeciwnicy nie traktują nas już jak "czarnego konia", którym byliśmy w poprzednim sezonie. Każdy chce nam coś udowodnić. Wiedzą już, czego można się po nas spodziewać.
 
- Krótko mówiąc, jako wciąż nowy zespół cierpicie na taki swoisty "drugi sezon beniaminka"?
- Nie do końca. Wiadomo, że wdrapać się na szczyt jest łatwiej, niż utrzymać się na nim. To znana prawda. Nie jesteśmy już niespodzianką dla rywali i w efekcie aby osiągnąć podobny wynik, musimy znacznie lepiej wykonywać te same rzeczy, które robiliśmy rok temu.
 
- Do tego jeszcze wyrwę w drużynie poczynił wam Kevin Tillie.
- Nie chciałbym podejmować dyskusji na jego temat. Na pewno postąpił nieprofesjonalnie.
 
- Faktem jest jednak, że zastępstwo udaje się na razie dość średnio. Rodrigo Quiroga ma pewne problemy na parkiecie.
- Nie jestem przekonany, czy możemy tu wprost mówić o zastępstwie. Rodrigo musiałby przyjść do nas jako reprezentant swojego kraju i z wielkiego klubu o uznanej marce, a takim właśnie zawodnikiem był Tillie. Tymczasem Rodrigo trafił do Jastrzębia ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a tamtejsze kluby mają nieco inne cele niż chociażby ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Dlatego nie traktowałbym go jako "zastępstwa", o którym wspomniałeś.
 
- Przejdźmy do ciebie. Twoimi idolami nie są przypadkiem Renata Mauer i Tomasz Sikora?
- Dlaczego?
 
- Piję tu rzecz jasna do twojej niezwykłej skuteczności w rażeniu rywali celnością zagrywki. To nie są bomby Salvadora Olivy, tylko precyzyjnie wycelowane strzały, jak z karabinka. Rywale de facto wiedzą, że mogą spodziewać się po tobie popularnego "balonika", a i tak krwawią.
- (śmiech) Przede wszystkim wiele osób traktuje floata na takiej zasadzie, że "jeśli nie umiesz zagrywać z wyskoku, to baw się we floaty". Tymczasem dobra zagrywka w tym stylu to kawał szkoły. Należy odpowiednio trafiać w piłkę, aby ta nie dostawała rotacji i dzięki temu mogła nagle spaść lub w nieoczekiwany sposób wydłużyć swój lot. Są w tym elementy aerodynamiki, choć oczywiście nie jest tak, że liczę na przeciągi w hali, które zmieniają tor lotu piłki (śmiech).
 
- Poświęcasz tej zagrywce jakieś specjalne treningi? Przecież rywal wie, że będziesz trafiał w puste pole, a i tak jest bezradny.
- Cieszę się, że ktoś to zauważa i docenia. Nie będę ukrywał, że wkładam sporo pracy w ten aspekt. Swego czasu, kiedy starałem się nauczyć floatów, to stosowałem m.in. wizualizacje, czyli np. podczas podróży na mecz autobusem wyobrażałem sobie dokładnie każdy krok, nadbieg i podrzut.
 
- Taki trening poza treningiem?
- Coś w tym stylu. Natomiast obecnie to już kwestia powtórzeń i trafień. Inna sprawa, że poza zajęciami robi się naprawdę wiele rzeczy, które wpływają na twoją postawę na parkiecie.
 

- Stojąc za linią końcową szukasz dziury po drugiej stronie siatki czy raczej starasz się trafiać w swoje "ulubione" miejsca?
- Staram się wywierać presję na rywalach. Prawdą jest, że dobra zagrywka to klucz. Jeśli dostrzegam odpowiednie ustawienie zespołu przeciwnego i wiem, że zagranie w dane miejsce sprawi możliwie najwięcej kłopotów, to po prostu tak robię (śmiech).
 
- Przed rokiem przeżyłeś trudne chwile i trafiłeś na stół operacyjny. Pojawiła się obawa, że to już koniec przygody ze sportem na wyczynowym poziomie?
- Początkowo tak, ale szybko odrzuciłem tę myśl. Gdyby jeden lekarz stwierdził, że nie ma już dla mnie szans, to na pewno zaraz szukałbym innego, który dałby mi nadzieję. Jeśli kochasz to, co robisz, nie chcesz z tego rezygnować. Oczywiście kiedyś przyjdzie ten moment, w którym będę musiał odpuścić i zejść z parkietu, ale nie chciałem tego czynić już w 2017 roku. Rozstanie z ulubioną dyscypliną z powodu kłopotów ze zdrowiem to chyba najbardziej przykre, co może się zdarzyć sportowcowi. Dlatego bez względu na wszystko chciałem jak najszybciej wrócić do gry.
 
- Zastąpił cię wtedy Jakub Turski z pobliskich Zebrzydowic. Jak go oceniasz?
- W mojej opinii Kuba ma spore szanse na grę w siatkówkę. Zazdroszczę mu jednej rzeczy – że w tak młodym wieku jest w takim miejscu. Zaczyna z bardzo wysokiego "C", czyli od gry w PlusLidze. Ma możliwość pracy na fajnym poziomie, z dobrymi zawodnikami i w dobrze funkcjonującym klubie. Jednak w dalszej karierze będzie potrzebował jeszcze odpowiedniej dawki szczęścia, podejmowania dobrych decyzji oraz, co najważniejsze, grania.
 
- Mimo kłopotów ze zdrowiem 2017 rok mogłeś uznać za udany. W ostatnich tygodniach jesteś w znakomitej formie. To efekt zmiany stanu cywilnego między sezonami?
- Mój świadek Grzegorz Pająk po swoim ślubie twierdził podobnie (śmiech). Ja jednak już przed kontuzją czułem, że byłem bliski maksymalnej formie. Niestety, wtedy moje zdrowie postanowiło powiedzieć "stary, basta". Powrót do gry zawsze jest ciężki, choć mam tu na myśli problemy z odzyskaniem pewności na parkiecie. Sam mecz to wypadkowa kilku czynników, w tym zarówno ciężkiej pracy na treningu, jak i pewności siebie podczas samego spotkania. Gdy wróciłem, to czułem się bardzo dobrze pod względem fizycznym, ale po tak długim rozbracie z siatkówką zwyczajnie nie czułem się pewny na boisku. Długo się do "docierało"... Śmiałem się potem, że w zasadzie jedyne, co mi pozostało sprzed operacji, to zagrywka.

 

- Krótko mówiąc – za sprawą ożenku wszystko wróciło na dobre tory?
- Wiadomo, że pozytywne rzeczy poza parkietem wpływają na to, jak prezentujesz się na boisku. Często jest tak, że kibice nie mają prawa wiedzieć, dlaczego dany zawodnik rozegrał mecz życia. Można silić się na różne domniemania, a tymczasem w jego życiu prywatnym mogło przed samym pojedynkiem zdarzyć się coś, co odpowiednio go nastroiło. Według mnie takie pozytywne nastawienie jest niezwykle istotne. Pozytywy przyciągają pozytywy, ale to działa również w drugą stronę – negatywy przyciągają negatywy. Niestety jest tak, że negatywne nastawienie chwyta się bardzo szybko, dosłownie od ręki. Natomiast pozytywne wypracowujesz bardzo długo i zniweczyć je można w jednym momencie. Należy dbać o to, aby pozytywy kumulowały się i napędzały nie tylko ciebie, ale i cały zespół.
 
- Czyli szklanka zawsze powinna być do połowy pełna?
- Dokładnie tak.
 
- To kłopot dla zawodnika, kiedy indywidualnie jest w świetnej formie, ale drużynie nie idzie, tak jak powinno? Ciężko jest wtedy cieszyć się ze swojej postawy.
- Na pewno nie jest to łatwe, ale i w tym przypadku należy starać się widzieć plusy. Jeśli będziesz wciąż analizował wyłącznie negatywy, to zwariujesz. Jeżeli kilku chłopaków w zespole będzie trzymało wysoką formę i zdoła pociągnąć drużynę w górę, to ten motor można rozpędzić. Jeden człowiek meczu nie wygra. To zbieg wielu okoliczności. Jedna akcja może zarówno rozruszać, jak i położyć całe spotkanie. Tym bardziej w siatkówce.
 
- Miałeś kiedyś okazję grać z człowiekiem o takiej osobowości jak Salvador Oliva?
- Każdy ma jakąś osobowość, ale istotnie – z takim showmanem jak Salvador jeszcze nie miałem do czynienia. Natomiast pod względem siły osobowości ogromne wrażenie wywarł na mnie Paweł Abramow podczas mojej pierwszej przygody z Jastrzębskim Węglem siedem lat temu. Mieliśmy świetne wyniki, a Abramow dysponował niesamowitą charyzmą. Scalał zespół na boisku i w szatni. Pod tym względem podobny do Rosjanina jest Scott Touzinsky. Kibice tego nie widzieli, ponieważ Scott wydawał się być w cieniu. Tymczasem była to mega-pozytywna postać.
 
- Mówił mi o tym Jakub Popiwczak. Rzeczywiście, nie widzieliśmy tej charyzmy z trybun.
- Touzinsky to wspaniały gość. Potrafił wprowadzić spokój i pewność. Taki człowiek jest potrzebny w każdej drużynie.
 
- Wspomniałeś o Pawle Abramowie i swoim poprzednim pobycie w Jastrzębskim Węglu. Da się porównać tamte czasy do obecnych? Nie tylko pod twoim kątem, ale też szatni, atmosfery...
- Jeśli chodzi o mnie, to byłem wówczas na totalnie innym poziomie. Trafiłem tu z pierwszoligowego Siatkarza Wieluń i traktowałem tę przygodę trochę jak bajkę. Uczyłem się od tych chłopaków. Starałem się wyszarpać miejsce w dwunastce, a potem walczyłem o każde wyjście na boisko. Teraz wróciłem do Jastrzębskiego Węgla już jako znacznie bardziej doświadczony ligowiec, czyli człowiek do grania, a nie do nauki. Natomiast co do atmosfery... Ciężko tu cokolwiek porównywać, ponieważ były to zupełnie inne czasy i całkowicie różne drużyny. Byłem zresztą już w kilku ekipach, w których atmosfera była znakomita, a rezultaty przeciętne. I odwrotnie – przy atmosferze pozostawiającej wiele do życzenia notowaliśmy wspaniałe wyniki. Tak jak już mówiłem – zwycięstwo na parkiecie to wypadkowa bardzo wielu czynników.
 
- Środowisko kibiców nie uległo jednak aż takim zmianom, jak skład drużyny. Jarka chyba kojarzysz ze swojej pierwszej przygody z Jastrzębskim Węglem.
- Oczywiście, zawsze będę go kojarzył z tego wydłużonego okrzyku (śmiech). Rzecz jasna pamiętam wielu kibiców z tamtego czasu i cieszę się, że po powrocie znów miałem okazję ich spotkać. Jastrzębscy fani byli wobec mnie bardzo pozytywnie nastawieni nawet wtedy, gdy byłem zawodnikiem innych klubów. To świetna grupa ludzi i cieszę się, że mamy takie wsparcie.
 

- Kto to jest mayor88?
- Wiem, do czego zmierzasz (śmiech). To moja ksywka jeszcze z bardzo dawnych, juniorskich czasów w MDK Warszawa.
 
- Znalazłem ją na forum łowców karpi. Chwaliłeś zdobycz jakiegoś gościa.
- Łowienie ryb to moja pasja i sposób na "naładowanie baterii". Haczyk połknąłem dzięki tacie, natomiast "karpiowanie" chwyciło mnie za sprawą kolegi Bartka Zająca z Bielska-Białej, który pokazał mi parę trików związanych z łowieniem tego gatunku. Do dziś nie wierzę, że one działają, a jednak...! Wyprawy na ryby są dla mnie uzupełnieniem adrenaliny po meczach siatkarskich. Znam oczywiście przysłowie o "emocjach jak na rybach", ale tak mogą mówić jedynie ci, którzy nigdy nie mieli dużej ryby "na kiju". Traktuję tę pasję jako idealną formę odpoczynku na łonie natury. Na przykład w Wiśle znalazłem takie łowisko, gdzie przede mną rozpościerał się piękny zalesiony przeciwstok, a po prawej miałem cudowny widok na słońce, a nade mną szybował sokół. Łowiłem w jeziorze podmywanym przez rzekę, dzięki czemu ryby były silniejsze niż w stojącej wodzie. Coś genialnego!
 
- To powiedzenie o "emocjach jak na rybach" zapewne nie dotyczy walki z jakimś szczupakiem tylko tych godzin cierpliwego oczekiwania. W zasadzie to nawet pasuje do twojego spokojnego i przemyślanego stylu serwowania.
- W sumie... Coś w tym jest (śmiech). W obu przypadkach trzeba przemyśleć taktykę, wybrać przynętę i zarzucić wędkę w odpowiednim miejscu.
 
- Wróćmy jeszcze na koniec do siatkówki. Wasza forma to sinusoida. Czego zatem możemy spodziewać się w dalszej części sezonu?
- Też chciałbym to wiedzieć (śmiech). A mówiąc bardziej poważnie – musimy pamiętać, że obecna PlusLiga jest zupełnie inna niż przed rokiem. Znacznie bardziej wyrównana. Niektórzy uważają, że poziom jest niższy, ale nie mogę się z tym zgodzić. Wiele drużyn zachowało trzon kadry, a kilka poszło w górę, jak Warszawa czy Szczecin. Ja oczywiście życzyłbym sobie, abyśmy znaleźli się w czołowej szóstce. W fazie play-off wszystko może się zdarzyć. Szósty zespół może skończyć sezon na podium, a drugi – pozostać bez medalu.
 
- Wiecie o tym, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli Jastrzębski Węgiel nie awansuje do czołowej szóstki, zostanie to odebrane jako porażka.
- Domyślam się, że taki rozwój wypadków dokładnie tak zostałby odebrany. Ale należy pamiętać o tym, że wszyscy walczą o jak najlepszy rezultat i każdy chce awansować do fazy play-off. Takie jest rzecz jasna piękno sportu, ale naprawdę nie jesteśmy sami w PlusLidze.
 
- To może inne rozwiązanie – w 2011 roku Jastrzębski Węgiel zajął siódme miejsce, dostając baty nawet od Farta Kielce. Ale za to w Lidze Mistrzów zanotował historyczny awans do Final Four.
- Rozumiem, że sugerujesz taki zamiennik?
 
- W Lidze Mistrzów na razie "żre", w przeciwieństwie do PlusLigi. Sam zauważyłeś, że w Europie gra wam się lepiej.
- Rzeczywiście, taki scenariusz miał już miejsce. Ale jak kraść, to miliony (śmiech). Chcemy powalczyć na wszystkich frontach – i w Lidze Mistrzów, i w Pucharze Polski, i o medal w rozgrywkach ligowych. Nie odpuszczamy niczego!
 
 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • zuza | 09/01 godz. 22:36

    Widac ze ma poukladne w glowie ... duza empatia ,,,,

  • Ala | 09/01 godz. 22:10

    Wojtek to jest mega fajny gość. Opanowany, zawsze z dobrym słowem dla kibica, zawsze można z nim pogadać, nikogo nie lekceważy, nikogo nie "spuszcza po brzytwie". Bardzo go lubię.

  • Anna | 09/01 godz. 18:10

    Bardzo fajnie czyta się ten wywiad Tak jak fajny jest Wojtek spokojny opanowany i zawsze miły dla kibiców

  • jasnet.pl | 09/01 godz. 16:14

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X