Dzisiaj jest: wtorek, 11 grudnia 2018   Imieniny: Damazy, Daniel, Waldemar

więcej ›

SPORT

Siatkówka



PlusLiga 2018/2019 - terminarz
12.10 Czarni Radom (w)3:0
17.10 Warta Zawiercie (w)3:2
21.10 Stocznia Szczecin (d)0:3
29.10 MKS Będzin (w)3:2
03.11 Skra Bełchatów (d)3:1
07.11 ZAKSA Kędzierzyn (w)0:3
10.11 Trefl Gdańsk (d)3:0
18.11 AZS Olsztyn (w)3:1
26.11 Chemik Bydgoszcz (d)0:3
08.12 Resovia Rzeszów (d)3:1
12.12 Cuprum Lubin (w)18:00
16.12 Onico Warszawa (d)17:30
22.12 GKS Katowice (d)17:30
29.12 Czarni Radom (d)-:-
12.01 Warta Zawiercie (d)-:-
19.01 Stocznia Szczecin (w)-:-
02.02 MKS Będzin (d)-:-
06.02 Skra Bełchatów (w)-:-
09.02 ZAKSA Kędzierzyn (d)-:-
16.02 Trefl Gdańsk (w)-:-
20.02 AZS Olsztyn (d)-:-
23.02 Chemik Bydgoszcz (w)-:-
02.03 Resovia Rzeszów (w)-:-
09.03 Cuprum Lubin (d)-:-
16.03 Onico Warszawa (w)-:-
23.03 GKS Katowice (w)-:-

PlusLiga 2018/2019

1. ZAKSA Kędzierzyn 11 32 11-0
2. Czarni Radom 10 21 7-3
3. Onico Warszawa 11 21 7-4
4. Jastrzębski Węgiel 10 19 7-3
5. Skra Bełchatów 10 18 6-4
6. Warta Zawiercie 10 17 6-4
7. Stocznia Szczecin 9 15 5-4
8. Trefl Gdańsk 10 14 5-5
8. AZS Olsztyn 10 13 4-6
10. GKS Katowice 10 12 4-6
10. Chemik Bydgoszcz 9 11 4-5
12. Cuprum Lubin 11 8 3-8
13. Resovia Rzeszów 10 6 1-9
14. MKS Będzin 11 6 1-10
       
Informacje o klubie
Rok założenia: 1949 (LZS Jastrzębie), 1961 (Górnik Jastrzębie; od 1963 Górnik Jas-Mos; od 1970 GKS Jastrzębie; od 1991 KS Jastrzębie-Borynia; od 2004 Jastrzębski Węgiel)
Barwy: pomarańczowo-biało-czarne
Adres: al. Jana Pawła II 6, 44-335 Jastrzębie-Zdrój
Obiekt: Hala Widowiskowo-Sportowa, ul. Jana Pawła II 6
Rozgrywki: Siatkarska PlusLiga

Prezes: Adam Gorol
Trener: Ferdinando de Giorgi (Ita)
Asystent trenera: Leszek Dejewski
Trener przyg. fiz.: Nicola Giolito (Ita)
Scoutman: Bogdan Szczebak
Fizjoterapeuta: Bartosz Celadyn

Kadra:
Przyjmujący: Patryk Czyrniański [2], Christian Fromm (Ger) [1], Salvador Hidalgo Oliva (Cub) [13], Julien Lyneel (Fra) [8]
Rozgrywający: Lukas Kampa (Ger) [10], Nikodem Wolański [15]
Środkowi: Dawid Gunia [9], Piotr Hain [16], Grzegorz Kosok [4], Jakub Turski [11]
Atakujący: Dawid Konarski [6], Jakub Bucki [5]
Libero: Jakub Popiwczak [3], Paweł Rusek [7]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2018-12-16

Jastrzębski Węgiel - Onico Warszawa

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-20

JKH GKS Jastrzębie - Unia Oświęcim

Polska Hokej Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-22

Jastrzębski Węgiel - GKS Katowice

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-29

Jastrzębski Węgiel - Czarni Radom

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Tu jest mój dom"

Paweł Rusek w... szeregach Jastrzębskiego Węgla (2008 rok), fot. M. Kowolik


Trudno o bardziej spektakularny i sentymentalny powrót do Jastrzębskiego Węgla. Po sześciu latach do naszego klubu powrócił libero Paweł Rusek, który występował w Jastrzębiu nieprzerwanie od 2004 do 2012 roku, zdobywając m.in. trzy wicemistrzostwa Polski (2006, 2007, 2010), Puchar Polski (2010) czy srebro Pucharu Challenge (2009). Urodzony w 1983 roku w Rybniku popularny "Rufio" zawsze należał do najbardziej sympatycznych i lubianych przez naszych kibiców zawodników. Witany był owacyjnie również wówczas, gdy występował w Treflu Gdańsk, Cuprum Lubin i Resovii (2012-2018). Zapraszamy do długiej rozmowy z Pawłem Ruskiem. Dla wielu czytelników będzie to prawdziwy emocjonalny "wehikuł czasu". Rusek łączy bowiem czasy "Kurnik Areny" z Halą Widowiskowo-Sportową oraz wspólne występy z Piotrem Gabrychem (rok urodzenia 1972) i grą w jednej drużynie z Jakubem Popiwczakiem (1996).

 
- Zaśpiewałeś już do lustra: "Tu jest moje miejsce..."?
Paweł Rusek - Na pewno mógłbym tę piosenkę zaśpiewać wielokrotnie podczas mojej kariery. Jestem z tego regionu. Tu się urodziłem i wychowałem. Z Jastrzębia-Zdroju pochodzi moja żona, a teść jest w klubie kibica. Tu zaczęła się i rozwinęła moja kariera siatkarska. Pamiętam wiele cudownych chwil w "starej" hali w Szerokiej. Przy niektórych wspomnieniach aż łezka kręci się w oku... Cieszę się, że tu wróciłem. 
 
- Skąd w ogóle Paweł Rusek wziął się w siatkówce? Rybnik to raczej żużel i Górnik Zabrze.
- Nie będzie zapewne wielką niespodzianką jeśli powiem, że jako mały chłopiec od rana do wieczora biegałem za piłką. Do domu wracało się tylko za karę (śmiech). Siatkówka w moim życiu pojawiła się trochę przypadkowo. Oczywiście początkowo nie sądziłem, że właśnie ta dyscyplina stanie się moim przeznaczeniem. To naprawdę nie jest łatwy sport. Cieszę się jednak, że trafiłem do siatkówki i szczęśliwie udało mi się w niej pozostać do dziś. Wielu chłopaków odpuściło po drodze, a ja wytrwałem. Nie żałuję swojej drogi życiowej.
 
- W 2004 roku awansowałeś z Górnikiem Radlin do siatkarskiej ekstraklasy. I wtedy pojawiła się oferta z mistrza Polski. Jak to wyglądało z twojej perspektywy?
- Kiedy po raz pierwszy wszedłem do szatni, to na starcie powiedziałem "dzień dobry". Spotkało się to z salwą śmiechu ze strony chłopaków. Byłem potężnie zestresowany. Przecież miałem 21 lat, a tymczasem trafiłem do najlepszej drużyny w Polsce! Na treningu bałem się popełnić najmniejszego błędu. A żeby było jeszcze ciekawiej, to trener przydzielił mi do odbijania piłki samego Piotra Gabrycha, który błyskawicznie ustawił mnie do pionu. To rzecz jasna również zostało wyśmiane przez resztę zespołu. Gdy wróciłem do domu, ojciec zapytał mnie o wrażenia. Odparłem tylko, że coś zjem i idę spać, bo jeszcze cały "chodzę" z nerwów (śmiech). Dziś oczywiście śmieję się z tego wszystkiego, ale wtedy odczuwałem ogromne emocje.
 
- Na dodatek z marszu stałeś się pierwszym libero mistrza Polski. Nie było okresu przejściowego.
- Początkowo mówiono, że mam być zmiennikiem Krzysztofa Wójcika, ale ostatecznie wyszło tak, że od razu rzucono mnie na "głęboką wodę". Przecież nie tylko broniliśmy tytułu mistrzowskiego, ale także wystąpiliśmy w Lidze Mistrzów! Momentalnie musiałem nauczyć się boiskowego życia. Wszystkie zagrywki kierowano w moją stronę. Nie wiem, czy sprostałem oczekiwaniom. Ten sezon nie był łatwy, ale z czasem szło mi coraz lepiej.
 
- O twojej ośmioletniej przygodzie z Jastrzębskim Węglem moglibyśmy napisać książkę, więc kolejne pytania siłą rzeczy będą przekrojowe i mało wyrafinowane. Najpiękniejsze i najtrudniejsze chwile Pawła Ruska w ciągu tych ośmiu lat?
- Bardzo dobrze wspominam trzy sezony współpracy z Roberto Santillim, których ukoronowaniem był zdobyty w Bydgoszczy Puchar Polski. Wywalczyliśmy też wicemistrzostwo kraju, bynajmniej nie ustępując zanadto dominatorom ze Skry Bełchatów. Natomiast wcześniejsze lata bywały dla mnie trudniejsze i bardziej stresujące. Trzeba było dostosować się do "starej szkoły", w której nie ma miejsca na sentymenty. Albo wytrzymasz i przywykniesz, albo odpadasz i cię nie ma. Z drugiej jednak strony, właśnie te najcięższe momenty są najlepszą szkołą życia. Wszystko ma swoje plusy i minusy.
 
- Którą z jastrzębskich drużyn z tych ośmiu lat wspominasz najlepiej pod kątem atmosfery?
- Najlepszy klimat panował w ekipie, która zdobyła Puchar Polski. Liderami zespołu byli Paweł Abramow i Ben Hardy. To byli "ojcowie" drużyny. Wszyscy ich słuchaliśmy. Fajna atmosfera panowała też w ekipie z Dawidem Murkiem, Robertem Pryglem czy Danielem Plińskim, przy czym tam było wesoło do momentu wejścia na parkiet. Wtedy bywało nerwowo. Natomiast najtrudniej pod tym względem działo się po odejściu Santilliego, gdy wylądowaliśmy na siódmym miejscu w tabeli. To był rzeczywiście ciężki moment. Natomiast powtórzę, że i z takich gorszych chwil można wyciągnąć dobre wnioski na przyszłość.
 
- Masz już za sobą kilka tygodni pracy pod kierunkiem Fefe de Giorgiego. Czy widzisz podobieństwa do poprzednich trenerów Jastrzębskiego Węgla?
- Na pewno żaden z tych trenerów nie chciałby, aby porównywać go do kogokolwiek. Natomiast po tych kilku tygodniach wiem już, że trener de Giorgi to absolutny perfekcjonista. Wszystko musi być idealnie. Każda piłka, każde zagranie, każdy posiłek. Akurat mi pasuje taki styl pracy. Lubię ciężko harować, ale zarazem widzieć, w jakim celu wylewam siódme poty. Pod tym względem Ferdinando de Giorgi jest podobny do Roberto Santilliego i Gheorghe Cretu, z którym pracowałem w Cuprum Lubin.
 
- Tamte osiem lat to także okres budowy drużyny wokół gwiazd, jakimi byli Plamen Konstantinow, Paweł Abramow i Michał Łasko. 
- Każdy z nich był zawodnikiem o zupełnie innej charakterystyce. Plamen skupiał się na sobie. Pamiętam, że lubił rywalizować ze mną w różnych gierkach, jednak gry przegrywał, to się obrażał (śmiech). Niemniej, siatkarzem był naprawdę wielkim. Kompletnie inne charaktery mieli natomiast Paweł Abramow i Michał Łasko. Moja pierwsza myśl na ich temat - "stuprocentowi profesjonaliści". Trzymali całą naszą grupę "w kupie". Wiedzieli, że są liderami i potrafili spokojną rozmową wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Nie wyrzucali na forum bzdurnych spraw. Raczej budowali jedność niż stresowali pozostałych kolegów. 
 
- Czy do tego grona należałoby kogoś doliczyć? Być może z perspektywy trybun kibice nie docenili roli któregoś z zawodników?
- Ben Hardy. Wspominałem już o nim. Wprowadzał niesamowity spokój w szatni i na parkiecie. Wraz z Abramowem stworzyli niezwykły duet ludzi, którzy "trzymali atmosferę" w Jastrzębskim Węglu. Mieliśmy tu jednak wielu siatkarzy, o których należałoby wspomnieć. Ja najbardziej doceniałem "pracusi", którzy harowali na treningach. Drużyna, która zdobyła Puchar Polski, była złożona właśnie z takich zawodników. Takim człowiekiem był nawet Abramow.
 
- Znamy wszyscy Pawła Ruska jako niezwykle skromnego gościa, ale przecież wśród kibiców jastrzębskiej siatkówki masz bardzo mocną pozycję jednego z głównych aktorów tamtych lat, a nie jedynie "dodatku" do gwiazd.
- Staram się być normalny (śmiech). Bardzo lubię jastrzębskich kibiców, choć czasem miewaliśmy trudniejsze rozmowy. Dziś większość dyskusji prowadzona jest w internecie, więc mamy do czynienia nie z człowiekiem "twarzą w twarz", ale z anonimowym użytkownikiem sieci. Wtedy tym bardziej miło jest, gdy można normalnie pogadać. Staram się wtedy wyjaśnić tej drugiej osobie mój punkt widzenia, a ona nie jedzie z "hejterstwem", tylko próbuje mnie zrozumieć i ostatecznie rozstajemy się w zgodzie. Kibice mają prawo do swojego zdania. Gramy dla fanów, bez których to wszystko nie miałoby przecież sensu. 
 
- Zawsze ceniliśmy Pawła Ruska również za to, że nie owijał w bawełnę. Kiedy na parkiecie była "padlina", to nasz libero potrafił powiedzieć, że jest mu wstyd za taką żenującą grę.
- Pamiętam mecz z Panathinaikosem Ateny na Lodowisku Jastor. Obiekt nabity był do granic możliwości. Rywale przyjechali w rezerwowym składzie, choć trzeba pamiętać, że to był jeszcze ten "wielki" Panathinaikos z Pawłem Zagumnym i Guillaume Samiką. Byliśmy niesamowicie nabuzowani, a dostaliśmy po głowach w czterech setach od "drugiego garnituru" Greków. Takie porażki trzeba brać na klatę, a nie szukać usprawiedliwienia. Tak zostałem wychowany, że jeśli coś zepsułem, to przyznawałem się do tego. Jeżeli dałeś ciała, to powiedz o tym szczerze. To pomaga także kibicom, z których w ten sposób również schodzi ciśnienie. Przecież taki jest sport. Nie ma na świecie sportowca, który notowałby same wzloty.
 
- Wróćmy teraz do "Kurnik Areny", o której wspomniałeś na początku wywiadu. Lało się tam z człowieka, ale atmosfery nie da się powtórzyć w Hali Widowiskowo-Sportowej.
- Niesamowity obiekt, pełen cudownych wspomnień. Weszło tam może tysiąc ludzi, a wydawało się, że to stadion pełen kibiców. Już w szatni mieliśmy ciary, kiedy słyszeliśmy to słynne "Leeeooo"! Czuję do tamtej hali ogromny sentyment, ponieważ przeżyłem w niej wiele pięknych momentów. Pamiętam, że gdy walczyliśmy o medale, to ludzie stali po bilety w kolejce jeszcze przed naszym porannym treningiem! Z drugiej strony, każdy komentarz z trybun do ciebie docierał. Hasło "Rusek, weź się do roboty!" należało oczywiście do tych najlżejszego kalibru (śmiech). Jednak aby tę halę polubić, należało w niej trenować. Dla rywali była ona zbyt ciasna, a na dodatek od ilości reklam można było dostać oczopląsu. Hala Widowiskowo-Sportowa to już zupełnie inna bajka. Nowoczesny obiekt, wręcz idealny do siatkówki. Gościnny i przyjemny dla wszystkich siatkarzy. Zupełnie inne oświetlenie i wygoda. Atmosfera nieco inna ze względu na gabaryty hali. Czujesz oczywiście wsparcie ze strony klubu kibica i kibiców, ale z oczywistych powodów nie ma już tego "uderzenia", jak w Kurniku.
 
- W 2012 roku opuściłeś swój "dom", wybierając ofertę Trefla Gdańsk. Może po tych kilku latach kibice dowiedzą się, jak to w końcu było z odejściem Pawła Ruska?
- Po sezonie 2009/2010, gdy zdobyliśmy wicemistrzostwo i Puchar Polski, podpisałem z Jastrzębskim Węglem kontrakt na bodajże cztery lata. Jednak kolejne dwa sezony nie były najlepsze. Do drużyny dołączył Michał Łasko, a mimo to w pierwszym roku nie zdobyliśmy medalu. Nie układało się to wszystko. Czułem, że atmosfera powoli robi się "ciężka" i że nasze wyniki są poniżej oczekiwań. Niebawem dowiedziałem się także, iż do Jastrzębia ma trafić Damian Wojtaszek jako numer jeden na pozycji libero. Jesteśmy kolegami, więc mieliśmy okazję o tym porozmawiać. Doszedłem do wniosku, że czas na zmianę. Do podobnej konkluzji doszły także ówczesne władze klubu. Dlatego moje odejście z Jastrzębskiego Węgla w 2012 roku należy określić jako efekt obopólnej zgody. Postanowiłem spróbować czegoś innego w Treflu Gdańsk, który był wtedy drużyną "na dorobku". Wiele się wówczas nauczyłem.
 
- Zostałeś nawet kapitanem Trefla.
- To był dla mnie wielki zaszczyt. Libero w siatkówce jest jak bramkarz w piłce nożnej. Można zagrać znakomite zawody, ale w ostatniej akcji popełnić jeden błąd i wszyscy będą na tobie "wieszać psy". Nie będę ukrywał, że czasem żałuję, iż nie potrafię nie przejmować się problemami. Chwilami dobrze byłoby "przestać myśleć". Dlatego jest to specyficzna pozycja i w związku z tym rola kapitana była dla mnie podwójnie nobilitująca.
 
- Jako zawodnik Cuprum Lubin również przyjeżdżałeś do Jastrzębia. Radość z wygranych w Hali Widowiskowo-Sportowej była podwójna?
- Tak (śmiech). "Gianni" Cretu wiedział, że dla mnie i Grzegorza Łomacza spotkania z Jastrzębskim Węglem mają szczególną wartość i dodatkowo nas nakręcał. Oczywiście czułem ogromny sentyment do Jastrzębia i przed meczem zawsze sympatycznie porozmawiałem z Leszkiem Dejewskim czy Bogdanem Szczebakiem, ale na parkiecie chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. Cuprum było wtedy drużyną złożoną ze wspomnianych już przeze mnie "pracusi" na dorobku. Nie było wśród nas "talenciaków". Tymczasem za sprawą ambicji udawało nam się zdobywać piąte czy szóste miejsce w PlusLidze. Nie było łatwo, bo w Lubinie na pierwszych miejscach są piłka nożna i piłka ręczna, które działają w ramach Zagłębia Lubin. My jako Cuprum funkcjonowaliśmy poza tą strukturą. Jednak te trzy lat w Lubinie wspominam bardzo miło.
 
- Zanim przejdziemy do 2018 roku chciałbym zapytać, czy nigdy nie pojawiła się u ciebie chęć spróbowania swoich sił poza granicami Polski.
- Każdy sportowiec marzy o zagranicznej karierze. Oczywiście mnie, jak zapewne wielu siatkarzom, marzyła się liga włoska, gdzie są wspaniałe drużyny. Z drugiej jednak strony - zdarzają się i puste hale, z czym z kolei nie mamy do czynienia w Polsce. Natomiast trzeba pamiętać, że gdybym naprawdę wyróżniał się w naszej lidze, to poważne oferty z zagranicy pojawiłyby się prędzej czy później. Na siłę nigdy nie szukałem klubu poza ojczyzną.
 
- W 2018 roku byłeś już zawodnikiem Resovii. Tymczasem pojawiła się oferta powrotu do Jastrzębia. Jaka była pierwsza reakcja?
- Jeszcze w trakcie sezonu dotarły do mnie informacje o zainteresowaniu ze strony działaczy Jastrzębskiego Węgla. Nie będę ukrywał, że odebrałem to bardzo sympatycznie. Ucieszyłem się, że w Jastrzębiu nie tylko dobrze mnie wspominają, ale również chcą skorzystać z moich umiejętności. To jest zawodowy sport i nikt nie będzie płacił ci za to, że cię lubi. Albo prezentujesz odpowiedni poziom, albo wylatujesz z interesu. Wiedziałem, że drużyna "idzie w górę" i będzie walczyć o najwyższe cele. Z możliwości powrotu w rodzinne strony ucieszyła się także moja żona. Dlatego skorzystałem z propozycji. Nie miałem problemu z podjęciem decyzji o powrocie i cieszę się, że z działaczami Resovii tak szybko doszliśmy do porozumienia w sprawie skrócenia kontraktu.
 
- W 2004 roku, gdy trafiłeś do Jastrzębia po raz pierwszy, byli tu Leszek Dejewski i Jarosław Sendal. Podobnie jak w 2012 i 2018 roku.
- Rzeczywiście. Podczas jednej z moich pierwszych rozmów z Ferdinando de Giorgim pojawiło się nawet stwierdzenie, że być może jestem "legendą" klubu, ale obaj automatycznie obróciliśmy głowy w kierunku Leszka Dejewskiego i wszystko stało się jasne (śmiech). Leszek to fantastyczny facet. Człowiek-orkiestra, który we wszystkim pomoże. On tu wszystkich zna i wszystko wie. W każdym klubie powinna być taka osoba. Natomiast Jarka oczywiście kojarzę przez te wszystkie lata. Pamiętam, że kiedy wychodziliśmy na mecz w "Kurniku", to najpierw były owacje, potem chwila ciszy i... "Leeeooo". Nawet kiedy dziś o tym myślę, to dostaję "gęsiej skórki". Jeśli i w nowym sezonie nie zabraknie "Leeeeooo", to na pewno będzie dobrze!
 
- Jako libero stworzyłeś pewien archetyp zawodnika grającego na tej pozycji w Jastrzębskim Węglu. Porównywaliśmy do ciebie zarówno Damiana Wojtaszka, jak i Jakuba Popiwczaka, z którym teraz będziesz rywalizował.
- Myślę, że to porównanie było trochę na wyrost, przynajmniej w przypadku Damiana Wojtaszka, którego cechuje zupełnie inna charakterystyka gry. Natomiast co do Kuby, to... ten gość ma niesamowity talent! Nie chcę, żeby wyszło, że mu tutaj "smaruję" (śmiech), ale to przyszłość polskiej i jastrzębskiej siatkówki. Dziwię się, że jeszcze nie znalazł się w reprezentacji Polski. Jestem przekonany, że będę mógł się od niego wiele nauczyć. 
 
- Ty od Jakuba Popiwczaka?
- Tak! Jestem z tych zawodników, którzy uważają, że należy uczyć się przez całe życie. Bardzo podoba mi się gra Kuby. Kiedy patrzę na niego, to czasem marzę o tym, aby cofnąć się o piętnaście lat i mieć jego technikę poruszania się po boisku. Nie mam wątpliwości, że do Jakuba Popiwczaka należy przyszłość. A co do rywalizacji... Wiem, że kibice czasem o to pytają, ale naprawdę nie jest tak, że będziemy z Kubą "walczyć na noże" o miejsce w składzie. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy kolegami i mamy wspólny cel, jakim jest dobro drużyny. Każdemu z nas trener przeznaczy pewne role do wypełnienia. Drużyna "od środka" naprawdę wygląda zupełnie inaczej, niż wydaje się kibicom.
 
- Na koniec porozmawiajmy o celach na sezon 2018/2019. Marzeniem Pawła Ruska, tak jak czternaście lat temu, będzie zapewne złoto.
- Czasem w rozmowach z małżonką śmieję się, że jestem "wiecznie drugi", ponieważ przez te wszystkie lata udało nam się wznieść "tylko i aż" Puchar Polski. Oczywiście wszyscy marzymy o złotym medalu i zapewne każdy siatkarz w Polsce skrycie o nim myśli. Jeżeli ktoś wychodzi na parkiet z nadzieją, że zajmie trzynaste miejsce, to chyba pomylił zawody. Chciałbym, abyśmy spełnili nasze marzenia, ale PlusLiga w tym sezonie będzie prawdopodobnie jeszcze bardziej "zwariowana" niż ostatnio. Możemy być świadkami wielu niespodzianek. Ciekawe zespoły budują Warta Zawiercie i Czarni Radom, a o Stoczni Szczecin nawet nie wspominam, choć tam jeszcze trzeba "pospinać" gwiazdy w jedną drużynę. W efekcie mamy do czynienia z grupą ekip, które mogą zarówno zdobyć mistrzostwo, jak i wylecieć poza play-offy. Dawniej mimo zawirowań w sezonie zasadniczym ostatecznie klarowała się czołowa czwórka, której skład dało się z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć przed sezonem. Teraz mamy kompletny misz-masz! W zasadzie dopiero po kilku pierwszych tygodniach będziemy w stanie cokolwiek powiedzieć o potencjale poszczególnych zespołów. Żałuję jedynie, iż w play-offach nie zagra osiem drużyn. To byłoby jeszcze ciekawsze!
 
- A z realizacji jakiego celu osobistego byłby zadowolony Paweł Rusek? 
- Na pewno fajnie byłoby znów zameldować się na podium i zdobyć medal. Ważne jest jednak również to, aby w naszej ekipie panowała dobra atmosfera i abyśmy potrafili wspólnie przetrwać zarówno wzloty, jak i upadki. Nie możemy bowiem mieć wątpliwości, że czekają nas również cięższe momenty. Taki jest sport. Natomiast ja osobiście chciałbym, aby drużyna, trener i kibice byli ze mnie zadowoleni. Będę na to ciężko pracował.
 
- To na koniec sakramentalne pytanie - czym dla Pawła Ruska jest siatkówka?
- Moim życiem. Żona czasem gorzko żartuje, że właśnie siatkówka jest dla mnie najważniejsza (śmiech). Kocham ten sport nawet mimo związanych z nim trudnych momentów. Dziękuję mojej rodzinie, że mi pomaga i akceptuje tę moją miłość. Siatkówka to mój sposób na życie. 

Fot. Magdalena Kowolik
 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • Dan | 01/09 godz. 23:09

    Dobry chłopak. Przemiły facet.Fajny zawodnik.
    Szkoda że o Śrubie nic nie wspomniał

  • Ala | 01/09 godz. 22:21

    Witamy ponownie na pokładzie i oby Twoje marzenia się spełniły. :)

  • yogi | 31/08 godz. 20:06

    profeska w każdym calu, życzę zdrowia i złotego krążka bo się należy :)

  • Stary | 31/08 godz. 17:57

    Jest i Abramov ;)

  • jasnet.pl | 31/08 godz. 09:13

    Komentarze do tego tekstu zostały wyłączone!
    Minął okres dodawania komentarzy.

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X