Dzisiaj jest: środa, 19 grudnia 2018   Imieniny: Dariusz, Gabriela, Grzegorz

więcej ›

SPORT

Siatkówka



PlusLiga 2018/2019 - terminarz
12.10 Czarni Radom (w)3:0
17.10 Warta Zawiercie (w)3:2
29.10 MKS Będzin (w)3:2
03.11 Skra Bełchatów (d)3:1
07.11 ZAKSA Kędzierzyn (w)0:3
10.11 Trefl Gdańsk (d)3:0
18.11 AZS Olsztyn (w)3:1
26.11 Chemik Bydgoszcz (d)0:3
08.12 Resovia Rzeszów (d)3:1
12.12 Cuprum Lubin (w)3:2
16.12 Onico Warszawa (d)2:3
22.12 GKS Katowice (d)17:30
29.12 Czarni Radom (d)14:45
12.01 Warta Zawiercie (d)-:-
02.02 MKS Będzin (d)-:-
06.02 Skra Bełchatów (w)-:-
09.02 ZAKSA Kędzierzyn (d)-:-
16.02 Trefl Gdańsk (w)-:-
20.02 AZS Olsztyn (d)-:-
23.02 Chemik Bydgoszcz (w)-:-
02.03 Resovia Rzeszów (w)-:-
09.03 Cuprum Lubin (d)-:-
16.03 Onico Warszawa (w)-:-
23.03 GKS Katowice (w)-:-

PlusLiga 2018/2019

1. ZAKSA Kędzierzyn 12 35 12-0
2. Onico Warszawa 12 26 9-3
3. Czarni Radom 11 24 8-3
4. Jastrzębski Węgiel 11 22 8-3
5. Warta Zawiercie 11 18 7-4
6. Skra Bełchatów 11 18 6-5
7. AZS Olsztyn 12 14 4-8
8. GKS Katowice 11 12 4-7
9. Chemik Bydgoszcz 10 12 4-6
10. Trefl Gdańsk 11 12 4-6
11. Cuprum Lubin 11 9 3-8
12. Resovia Rzeszów 10 8 2-8
13. MKS Będzin 11 6 1-10
       
Informacje o klubie
Rok założenia: 1949 (LZS Jastrzębie), 1961 (Górnik Jastrzębie; od 1963 Górnik Jas-Mos; od 1970 GKS Jastrzębie; od 1991 KS Jastrzębie-Borynia; od 2004 Jastrzębski Węgiel)
Barwy: pomarańczowo-biało-czarne
Adres: al. Jana Pawła II 6, 44-335 Jastrzębie-Zdrój
Obiekt: Hala Widowiskowo-Sportowa, ul. Jana Pawła II 6
Rozgrywki: Siatkarska PlusLiga

Prezes: Adam Gorol
Trener: Roberto Santilli (Ita)
Asystent trenera: Leszek Dejewski
Trener przyg. fiz.: Nicola Giolito (Ita)
Scoutman: Bogdan Szczebak
Fizjoterapeuta: Bartosz Celadyn

Kadra:
Przyjmujący: Patryk Czyrniański [2], Christian Fromm (Ger) [1], Salvador Hidalgo Oliva (Cub) [13], Julien Lyneel (Fra) [8]
Rozgrywający: Lukas Kampa (Ger) [10], Nikodem Wolański [15]
Środkowi: Dawid Gunia [9], Piotr Hain [16], Grzegorz Kosok [4], Jakub Turski [11]
Atakujący: Dawid Konarski [6], Jakub Bucki [5]
Libero: Jakub Popiwczak [3], Paweł Rusek [7]

« powrót

ZAPOWIEDZI

2018-12-20

JKH GKS Jastrzębie - Unia Oświęcim

Polska Hokej Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-22

Jastrzębski Węgiel - GKS Katowice

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2018-12-29

Jastrzębski Węgiel - Czarni Radom

Siatkarska PlusLiga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

2019-01-04

JKH GKS Jastrzębie - Orlik Opole

Polska Hokej Liga

Jastrzębie-Zdrój

więcej »

więcej zapowiedzi

PUBLICYSTYKA

"Moje mistrzostwa to żona i synowie"

Fot. Arkadiusz Kogut / Jastrzębski Węgiel
 
Według pierwotnych założeń wywiad z Piotrem Hainem, mierzącym 208 cm wzrostu środkowym Jastrzębskiego Węgla, dotyczyć miał tylko i wyłącznie siatkówki. Tymczasem w trakcie rozmowy... popłynęliśmy w różne inne bardzo ważne zakamarki życia, których możecie domyślić się po tytule i powyższym zdjęciu. Ten wywiad to lektura obowiązkowa nie tylko dla fanów jastrzębskiej siatkówki, ale też młodych rodziców, którzy odnajdą w tej długiej dyspucie cząstkę własnych emocji. Przed lekturą tradycyjnie warto przygotować coś ulubionego do spożycia. Zapraszamy!
 
- W programie "Okiem JW" nazwałeś swój comeback do Jastrzębskiego Węgla "powrocikiem", co miało związek z faktem, że porównałeś go do wielkiego powrotu Pawła Ruska. A zatem - czy "powrocik" Piotra Haina można uznać za udany?
Piotr Hain - Wprawdzie Jastrzębski Węgiel to dla mnie krok do przodu w karierze, ale zdecydowanie za wcześnie, aby już teraz robić tego typu podsumowania. Nie zakończyła się jeszcze przecież nawet pierwsza runda spotkań. Mamy jeszcze wiele do osiągnięcia i równie dużo do wygrania! Drużyna jest mocna i ma potencjał do walki o najwyższe cele. Myślę, że na ten moment jesteśmy w tym miejscu, w którym chcielibyśmy aktualnie być. Trzymamy się w czołówce, więc nie jest źle. Natomiast odpowiadając na to pytanie pod kątem czysto prywatnym, to bez wątpienia czuję się tu dobrze. Rodzina jest zadowolona, a w klubie pod względem organizacyjnym wszystko jest świetnie poukładane i niczego nam nie brakuje.
 
- Jesteś podstawowym zawodnikiem budowanego od podstaw zespołu. Mała niespodzianka? Część kibiców, którzy pamiętają twoją poprzednią przygodę z klubem "za trudnych czasów", zapewne nie stawiała cię w pierwszym szeregu.
- Jako człowiek zawsze staram się pracować najlepiej jak potrafię, natomiast co przyniesie boisko - to już zupełnie inna sprawa. Oczywiście ucieszyła mnie oferta powrotu do Jastrzębskiego Węgla, ale zdawałem sobie sprawę, że na tle gwiazd moje nazwisko nie wygląda imponująco (śmiech). Mogę zapewnić, że chcę równać do najlepszych zawodników ze światowego topu, którzy są reprezentantami swoich krajów. Nie będę ukrywał, że pojawiały się pewne obiekcje, czy na pewno dam sobie radę. Z drugiej jednak strony - wierzę w siebie i znam swoją wartość. Liczę, że przy okazji podsumowań i rozliczeń moje nazwisko nie znajdzie się na liście rozczarowań, ale tych zawodników, którzy po prostu "zrobili swoje". Nie jestem Sreczko Lisinacem i nie będę "łupał" znad siatki. Od "robienia gry" są u nas inni ludzie. Gram na pozycji, która jest niezbyt widowiskowa i wiodąca. Nasze zadania polegają na czym innym i chyba na razie działa to nieźle.
 
- Może bez przesadnej skromności - wszak bez Piotra Haina nie byłoby zwycięstwa w Zawierciu.
- Prawdą jest, że udał mi się ten mecz. Złożyło się na to wiele czynników. Dostałem sporo piłek i dużą część z nich skończyłem, a do tego coś tam udało się zablokować. Jednak tak jak jeden dobry mecz nie czyni z ciebie mistrza świata, tak dwa słabsze występy nie powodują, że nagle jesteś do niczego. Jednego dnia jesteś MVP, a pół tygodnia później kibice uważają, że do niczego się nie nadajesz. Ale takie jest życie sportowca i trzeba się z tym pogodzić. Dlatego nieprzesadnie długo cieszymy się ze zwycięstw, a z kolei po porażkach nie płaczemy przez miesiąc po kątach. Dla sportowca to znakomita nauka również na "przyszłe życie", już po zakończeniu kariery. Wiemy, jak radzić sobie z porażkami, ale też zdajemy sobie sprawę, że optymizm po sukcesie powinien być umiarkowany.
 
- A propos dwóch słabszych występów... Nawiązując do porażki ze Stocznią Szczecin chciałbym zapytać o wasze odczucia związane z budową tego zespołu. Jastrzębski Węgiel był pierwszą drużyną, która odczuła tę potęgę.
- Już wiosną pojawiały się głosy, że w Szczecinie "coś się może ruszyć", ale takiego rozwoju wydarzeń chyba nikt się nie spodziewał. Stocznia to zespół, którego potencjał "na papierze" predestynuje go do walki o najwyższe cele i w moim przekonaniu Szczecin będzie walczył o medale. Tak to już jest w zawodowym sporcie, że gdy pojawiają się większe pieniądze i możny sponsor, to "sky is the limit" (śmiech). Wprawdzie jesteśmy przyzwyczajeni, że tak się dzieje, jednakże na dłuższym dystansie czasowym, czyli co najmniej kilku sezonów. Tymczasem tu mamy do czynienia z jednym strzałem. Warto jednak pamiętać, że nam wprawdzie szczecinianie pokazali swoją moc, ale nie są wolni od problemów, czego dowodem był ich przegrany mecz z Wartą Zawiercie.
 
- Czas na powrót do przeszłości. Wiele razy powtarzałeś, że w drużynie z sezonu 2015/2016 panowała świetna atmosfera. Być może najlepsza w całej twojej karierze. Z tamtej drużyny ostali się jedynie Jakub Popiwczak oraz oczywiście trener Leszek Dejewski. Twoje wspomnienia z tamtych czasów?
- Mimo problemów finansowych klubu oraz moich własnych kłopotów ze zdrowiem wspominam ten okres naprawdę bardzo dobrze. Logika wskazuje, że sprawy zaległości w płatnościach powinny przekładać się na atmosferę w drużynie, ale nie miało to miejsca. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z trudnej sytuacji, ale podczas meczów czy treningów zostawialiśmy te myśli poza parkietem. Mark Lebedew stworzył fantastyczną grupę ludzi i świetne warunki do podnoszenia umiejętności. Nawet prezes Adam Gorol przyznał, że z tej cytryny wycisnęliśmy maksimum soku. Natomiast ja osobiście zrozumiałem wtedy, że siatkówka to... wciąż moja pasja, a nie jedynie praca (śmiech). Oczywiście zaległości finansowe zostały później uregulowane, jednakże przez pewien czas człowiek przychodził na trening, ponieważ po prostu to lubił. Dlatego tak dobrze wspominam tę moją pierwszą przygodę z Jastrzębskim Węglem.
 
- Wspomnienie o kibicach jastrzębskiej siatkówki również wpłynęło na twoją decyzję o powrocie?
- Oczywiście, że tak! Tamten czas w Jastrzębiu wspominałem bardzo dobrze również pod kątem fajnej hali, w której świetnie się gra przy żywiołowo dopingujących i reagujących fanach. W Lubinie nie ma takiego "boomu" na siatkówkę. Nie jest pod tym względem źle, ale na pewno... inaczej. Przecież gramy również dla tych emocji, a "feedback" ze strony trybun powoduje, że walczy się przyjemniej.
 
- Tak się składa, że obecnie na bloku w Jastrzębskim Węglu gra dwóch byłych piłkarzy. Grzegorz Kosok ma za sobą występy w GKS Katowice, a ty w...
- Sparcie Lubliniec. To bardzo dawne czasy i w zasadzie od gry na bramce w najmłodszych drużynach Sparty rozpoczęła się moja przygoda ze sportem. Mogę przyznać, że było to cenne doświadczenie. Mieliśmy tam trenera Henryka Ślęzaka, który był szalenie wymagający. Oczywiście dziś inaczej na to patrzę, ale wtedy potężnie się wszystkim przejmowałem. Bramkarska przygoda w Sparcie zahartowała mój charakter i sporo mi dała. Dzięki temu później było już tylko łatwiej.
 
- Do siatkówki trafiłeś jednak trochę przez przypadek.
- Istotnie. Po prostu w moim rodzinnym Lublińcu funkcjonowała właśnie sekcja siatkówki, natomiast brakowało grupy koszykówki, którą uwielbiałem. Gdybym miał alternatywę w postaci klubu koszykarskiego, to na siatkówkę nawet bym nie spojrzał (śmiech). Kosz był wtedy moją największą pasją.
 
- Ale nie wyglądasz na człowieka załamanego tym, że trafiłeś do siatkówki.
- To oczywiste. Siatkówka dała mi wszystko, co mam. Dzięki siatkówce poznałem żonę i mam dwóch wspaniałych synów. Za sprawą tej dyscypliny wiodę fajne życie. Mogę powiedzieć, że robię to, co... pokochałem. Początkowo nie wiedziałem przecież, czy tak się stanie. Jednak z biegiem czasu pojawiło się również uczucie do tej dyscypliny. Nie zmieniłbym nic w moim życiu.
 
- Zdarza ci się zarywać noce dla NBA?
- Już nie. Teraz zarywam noce dla dzieci (śmiech).
 
- W jednym z wywiadów mówiłeś, że "Youtube nie wybacza". Mogę podlinkować twoje kawalerskie wyczyny muzyczne z Olsztyna z Wojciechem Ferensem?
- O Boże... (śmiech). Mieliśmy wtedy po osiemnaście lat i... wydawało nam się to zabawne (sami zobaczcie ;) >>>). No cóż, trzeba to wziąć na klatę. A mówiąc poważnie - bardzo lubię muzykę i z niezwykłym sentymentem wspominam tamte kawalerskie czasy w Olsztynie. Ostatnio nawet pisałem na ten temat z Wojtkiem. Kiedy człowiek pomyśli, jak przez ten czas zmieniło się życie, to łza wzruszenia potrafi zakręcić się w oku.
 

- Co w życiu sportowca-kawalera zmienia rodzina?
- Wszystko. Wszystko! No, wszystko! Otwierają ci się oczy. Przekonujesz się na własnej skórze, że w życiu wszystko ma swój czas. Zmieniają się priorytety. Sport pozostaje bardzo ważny, ale już nie najważniejszy. Jestem zupełnie innym zawodnikiem niż wówczas, gdy byłem sam. Zupełnie inaczej muszę organizować swój czas. Kiedyś mogłem pozwolić sobie na "nieproduktywność". Przyszedłeś po treningu, poleżałeś w pokoju, szedłeś na kolejny trening... Po trzech niezwykle wymagających latach w Spale potrzebowałem takiej "nudy" w Olsztynie. Jednak ten etap już nieodwracalnie się zakończył. Teraz mam do czynienia z tymi sprawami, które są w życiu naprawdę ważne. Moja żona i synowie to moje najważniejsze trofea i medale. Być może w ramach swojej kariery nie zdobędę już nic takiego, co mógłbym powiesić na honorowym miejscu w moim domu i powiedzieć sam sobie: "No, Piotrek, byłeś świetny" (śmiech). Może nie jest tak, że zmieniła się moja percepcja sukcesu, ale z drugiej strony - jaki jest sens stawiania sobie celu, z którym ciągle się mijasz? Powtórzę, że dzięki siatkówce mam wszystko, o czym marzyłem, czyli fajne życie i wspaniałą rodzinę. To są moje mistrzostwa.
 
- Synowie mają na imię...
- Maksymilian i Nikodem.
 
- Z innych rozmów z tobą wiem, że nie jesteś typem rodzica-tyrana, który będzie zmuszał synów do określonej drogi życiowej. Dlatego zapytam w ten sposób - jeśli jeden z nich zada pytanie, czy powinien zostać sportowcem, to co mu odpowiesz?
- Dobre pytanie... Na pewno wyjaśniłbym, z czym wiąże się kariera sportowca i przedstawiłbym jej plusy oraz minusy. Niezależnie jednak od tego, co wybiorą, będę ich wspierał ze wszystkich sił, aby się realizowali i spełniali swoje marzenia. Chcę, aby byli szczęśliwi. Nie mam ambicji, aby zostali sportowcami, prawnikami, lekarzami, czy Bóg wie kim. Na pewno pokażę im kilka dróg życiowych, jak to czyni każdy rodzic, i jedną z nich siłą rzeczy będzie siatkówka. W życiu Maksa piłka już teraz jest obecna. Syn bywa często na Hali Widowiskowo-Sportowej i po meczach z radością biegnie do mnie, żebym wziął go na ręce. Jednak jeśli będzie chciał robić w życiu coś innego, to też super. Siatkówka to moja bajka i moja historia. Synowie powinni napisać swoją.
 
- Olsztyn to twoje miejsce na ziemi, ale z tego, co mi wiadomo, kupiłeś w Jastrzębiu mieszkanie. Zmieniasz plany życiowe?
- Na razie nie będę czynił tego typu deklaracji, ponieważ życie pisze różne scenariusze. Faktem jest, że Olsztyn to miejsce bliskie mojemu sercu. Piękna lokalizacja, wokół jeziora i mnóstwo atrakcji dla dzieci. Żona też stamtąd pochodzi. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Natomiast mieszkanie w Jastrzębiu-Zdroju to, po pierwsze - inwestycja, a po drugie - pewna wygoda. Jednym z nielicznych minusów mojego pierwszego pobytu w Jastrzębskim Węglu była konieczność dojazdu z Żor. Akurat wtedy urodził się Maksymilian, więc każda minuta była na wagę złota. Mark Lebedew o tyle szedł na rękę chłopakom mieszkającym w Żorach, że łączyliśmy siłownię z treningiem i musieliśmy pokonywać drogę na trening tylko raz dziennie. U Ferdinando de Giorgiego nie może być o tym mowy, ponieważ spotykamy się dwa razy dziennie. Podjąłem decyzję o kupnie mieszkania tuż obok Hali Widowiskowo-Sportowej i dzięki temu mam na trening trzy minuty spacerkiem.
 
- Zanim wrócimy do siatkówki, jeszcze jedno pytanie osobiste. Niektóre fanki Jastrzębskiego Węgla pytały mnie o... twój wschodni typ urody.
- To dobre (śmiech). Nie znam się na tym, ale mogę zapewnić, że mój wygląd nie ma nic wspólnego z pochodzeniem. Jestem Polakiem z krwi i kości, podobnie jak moi rodzice. Mam nieco ciemniejszą karnację i jestem trochę zarośnięty, ale... to wszystko. Nic mi nie wiadomo o moim "wschodnim pochodzeniu" (śmiech).
 

- Jako Polak z krwi i kości zapewne myślałeś także o reprezentacji. To chyba małe rozczarowanie, ponieważ w młodzieżowych kadrach swoje rozegrałeś.
- Nie będzie wielką tajemnicą, że tak jak każdy normalny sportowiec marzyłem o występach w reprezentacji Polski. To zaszczyt ubierać biało-czerwoną koszulkę niezależnie od tego, w jakiej kategorii wiekowej dostępuje się tego honoru. Odpowiem inaczej - uważam sprawę ambicji reprezentacyjnych za jeden z moich sukcesów mentalnych. Zawsze o tym marzyłem, ale... rzeczywistość okazała się inna. W takiej sytuacji masz dwa wyjścia. Albo będziesz użalał się nad sobą, albo postarasz się wycisnąć jak najwięcej z tego, co jest, czyli zostać najlepszym zawodnikiem, jakim możesz być. Kiedy byłem młodszy, miałem różne myśli odnośnie reprezentacji. Jednak w pewnym momencie należało dojrzeć i zrozumieć, co jest w życiu ważne. Przestałem myśleć o występach w reprezentacji w kategorii najważniejszego celu w życiu. Przyjąłem do wiadomości, że nie każdemu pisana jest biało-czerwona koszulka. 
 
- Założyłeś ją przecież nie jeden raz.
- Tak. Bardzo cieszę się z tego, że miałem okazję nosić ją jako bardzo młody człowiek, ponieważ to zaszczyt i wiąże się z wielkimi przeżyciami. Oczywiście nadal bardzo chciałbym zagrać z orłem na piersi także w seniorskiej kadrze, ale zdaję sobie sprawę, że lata lecą. Jestem coraz starszy, a do dyspozycji selekcjonera są lepsi i młodsi ode mnie. Doszedłem do wniosku, że cel w życiu powinien być realny, a powiedzenie "mierz siły na zamiary" jest po prostu mądre. Ktoś kiedyś powiedział, że nie liczy się cel, a droga do niego. Przyjąłem to zdanie za swoją dewizę. Broń Boże nie chodzi tu o żaden minimalizm, a po prostu o twarde stąpanie po ziemi.
 
- Sam powiedziałeś w "Okiem JW", że nikt nie gra w siatkówkę po to, aby być średniakiem.
- Kontekst tej wypowiedzi był taki, że na ścieżce kariery przychodzi taki moment, w którym należy zaryzykować. W pewnym wieku trzeba "opuścić strefę komfortu" i, na przykład, pójść do silnego klubu. Całe życie byłem właśnie takim średniakiem, jeśli chodzi o polską siatkówkę. Nadal zresztą nim jestem. Gra dla Jastrzębskiego Węgla stanowi dla mnie taką swoistą weryfikację mojej dotychczasowej sportowej drogi życiowej. Czasem trzeba po prostu spróbować... Nie będę ukrywał, że wcześniej nie miałem takiej możliwości. Los potoczył się tak, a nie inaczej, że dopiero teraz otrzymałem szansę występów w klubie walczącym o medale. Czy była to dobra decyzja? Na pewno był to jeden z ostatnich momentów na jej podjęcie. Sam dokonam analizy jej efektów. Wyjdzie mi ona na dobre... w tę, lub w drugą stronę.
 
- Mieliśmy rozmawiać głównie o siatkówce, ale wyszło na to, że mocno zahaczyliśmy też o sprawy życiowe. Dzięki temu kibice mają okazję poznać Piotra Haina także jako zwykłego człowieka. Czy nie jest tak, że ludzie z trybun zbyt często widzą na boisku garść statystyk w maszynie do grania zamiast normalnego człowieka? W waszym odczuciu kibic potrafi to zrozumieć?
- Jestem przekonany, że gdyby chciał, to nie miałby z tym problemu. Zawodnik to normalny facet, który ma swoje problemy i może mieć gorszy dzień z powodów zupełnie nie związanych ze sportem. Dyspozycja dnia to naprawdę złożony proces, choć oczywiście łatwiej jest krzyknąć z trybun, co ślina na język przyniesie.
 

- U nas obowiązuje wersja: "Wszyscy na kopalnię".
- Dla części widzów sprawa jest dość prosta - jeśli wygramy, to jesteśmy fajni. A jeśli nie, to do kitu. Jednak każdy ma prawo do swojej opinii, choć nie każdemu chce się dostrzec w sportowcu normalnego człowieka.
 
- Takim normalnym człowiekiem jest dla ciebie kolega z szatni Dawid Konarski. Dla kibica to dwukrotny mistrz świata. Kosmos.
- Ja przede wszystkim znam Dawida, a nie mistrza świata. Takie osiągnięcie jest rzecz jasna niesamowitą sprawą, czymś najważniejszym, o co chodzi w siatkówce. My jednak nie podchodzimy do tego w ten sposób. Drużyna to druga rodzina, a koledzy z zespołu to twoi bracia. Dawid Konarski to fajny facet i świetny zawodnik, ale nie jest tak, że ktoś z nas siedzi w szatni spocony z nerwów, że obok przebiera się gwiazda pierwszej wielkości. Chociaż z drugiej strony... W końcu zawsze będę mógł powiedzieć wnukom, że grałem w jednej drużynie z dwukrotnym mistrzem świata (śmiech).
 
- Jak już wspomniałeś, obecna drużyna Jastrzębskiego Węgla jest najlepszą, w jakiej miałeś okazję zagrać w swojej karierze. Oczywistym jest, że brak medalu będzie traktowany jak porażka. Dla ciebie to pewna nowość. Jak do tego podchodzisz? Presja paraliżuje czy mobilizuje?
- Na pewno jest to kolejne wyzwanie w mojej przygodzie z siatkówką. Nie jest jednak tak, że presja w jakiś sposób paraliżuje. Wręcz przeciwnie - to taka pozytywna dodatkowa mobilizacja. Zdajesz sobie sprawę, że grasz ze świetnymi zawodnikami oraz że każdy mecz i punkt może decydować o sukcesie. Mamy doświadczony zespół. Każdy z nas za długo "jadł ten chleb", aby czuć się nadmiernie zestresowanym. Medal to realny cel. Na razie przegraliśmy wprawdzie dwa mecze, ale też nie z byle kim, a z innymi pretendentami do podium. Powtórzę to, co mówiłem na początku - obecnie jesteśmy w tym miejscu, w którym chcieliśmy być po niecałych dwóch miesiącach sezonu. Myślę, że pierwsze podsumowanie będzie można poczynić po pierwszej rundzie, gdy każdy zagra z każdym. Sądzę też, iż na koniec sezonu będziemy mieli się z czego cieszyć. Dla mnie osobiście kwestia medalu jest o tyle ważna, że... jeśli nie teraz, to kiedy?

Fot. Magdalena Kowolik & Arkadiusz Kogut
 
 

rozm. mg

KOMENTARZE

  • jasnet.pl | 19/12 godz. 11:05

    Bądź pierwszy! Wyraź swoją opinię!

DODAJ KOMENTARZ

Twoje imię:

Komentarz:

akceptuję regulamin

Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies
Zamknij X